NATURA BRAMY

Rynki Ekonomia Gospodarka Świat i czasem Polityka

Na dwoje babka… ?

with 18 comments

Dziś dość krótko.

Nie lubię robić wpisów, nie mając możliwości słusznego czy nie, ale w miarę możliwości jednoznacznego opowiedzenia się na temat przyszłości po jednej ze stron (byczej lub niedźwiedziej). Tymczasem dziś przychodzi mi wypowiedzieć się w stylu, który tak kocham u niektórych zawodowych analityków, czyli „Rynek wzrośnie, no chyba, że spadnie:-)

Z jednej bowiem strony wyglada na to, że obudził nam się Czarny Alibaba z piosenki Heleny Majdaniec i Niebiesko – Czarnych. Nawet nie tyle sam się obudził, co obudził Niedźwiedzie z ich zimowego snu, być może robiąc przy okazji TEN szczyt, o którym mówię już tu od pewnego czasu, z drugiej istnieje sporo poszlak temu przeczących.

Tym, którzy nie do końca wiedzą, o co mi z tym Alibabą chodzi, przypomnę, ze w dniu 19.09.14, gdy największe amerykańskie indeksy robiły swój ostatni, do tej pory nie pobity szczyt, debiutowała spółka Alibaba (kod BABA), najkrócej mówiąc chiński odpowiednik Amazona. Nie żebym coś miał do Jack’a Ma, właściciela Alibaby. Mogę mu tylko pogratulować dotychczasowych sukcesów. Chodzi o euforyczny nastrój, towarzyszący debiutowi – w piątek, 19.09 w amerykańskich mediach nie istniała żadna inna z kilkunastu tysięcy spółek tam handlowanych oprócz Alibaby, a i w głowach większości amerykańskich drobnych inwestorów zapewne też nie. Atmosfera była jedna: Kupa akcje Alibaby i zostaniesz bogaczem :-)

Niektórzy złośliwcy nazwali tamten nastrój „Ali Blah Blah”, chyba nie bez racji.

W pierwszej chwili zlekceważyłem ten szczyt, uznając, że pewnie zostanie szybko pobity. Po paru dniach zacząłem się jednak nad nim mocniej zastanawiać i parę ciekawych rzeczy znalazłem.:

1. Szczyt z 19.09.14 powstał na tyle blisko daty równonocy jesiennej (23.09), że może być liczony pod jej wpływ. Tu się kłania Gann i jego przywiązanie do dat równonocy i przesileń, jako miejsc powstawania istotnych ekstremów. To rzecz z gatunku oczywistych.

2. Od dna z marca 2009 do 19.09.2014 minęło 2023 dni kalendarzowe, a S&P500 zrobił swe wrześniowe maksimum trochę powyżej 2019 pkt. Jeśli przyjąć, jak chcą niektórzy, że dno SPX w 2009 r wypadło nie 6.03 a 9.03 to mamy jeszcze dokładniejszy squaring cenowo czasowy Ganna w wersji słabej: 2020 dni i 2019,3 pkt.. Obie wersje, czy to 2023 czy 2020 są tu dopuszczalne.

3 Drugi „słaby” squaring Ganna dla szczytu SPX’a z września br. wygląda tak: minimum z 2009 r. dla indeksu S&P500 to 666.79 pkt. Zróbmy manewr z miejscami dziesiętnymi i odłóżmy od tamtego dna 66.6 miesiąca i dostajemy okolice naszego szczytu (ściślej, dla matematycznych purystów, jest to 66.5 miesiąca, ale ta jedna dziesiąta jest tu zaniedbywalna)

4. W tym samym momencie co SPX, swój szczyt robił również BKX – filadelfijski indeks największych amerykańskich banków. Banki to bardzo istotny składnik indeksu SPX i trudno oczekiwać w dłuższym terminie siły S&P500 bez równoczesnej siły indeksu BKX, a ewentualne „rozejście się” zachowania SPX i BKX jest zawsze czytelnym, ostrzegającym sygnałem co do możliwości krótszej lub dłuższej zmiany trendu . Od majowego dna do szczytu z września br. indeks ten wykonał obrót spirali o 90 stopni (licząc na bazie Square of 9 Gann’a) dokładnie w 90 sesji. Mamy więc tu więc silny squaring 1:1 w wersji kątowej, ale na stosunkowo krótkim dystansie – kilka miesięcy, więc jego siła oddziaływania może być ograniczona.

Czyli co? 8.10. 2014 będzie tylko wtórny szczyt (test wrześniowego szczytu) i spadki tak, jak to ponad miesiąc temu zapowiadałeś?

Niestety, nie mogę tak jednoznacznie i odważnie tego powiedzieć. Dołki z 2.10. na najważniejszych amerykańskich indeksach w większości wypadków mają ładne technicznie miejsca uformowania się. Do tego niektóre z nich powstały na istotnych poziomach wsparcia w sensie Square of 9 Ganna. Najlepszym przykładem tego ostatniego jest indeks Nasdaq 100, którego szczyt z 19.09 to 4118.91 pkt (a więc pierwiastek kwadratowy z tej wartości to 64.179), a dołek z 2.10 to 3934,94 pkt (pierwiastek kwadratowy to 62.729).

Policzmy teraz kąt obrotu spirali wg Square of Nine:

  1. 64.179 – 62.729 = 1.45
  2. 1.45 x 180 stopni = 261 stopni (pochodna od 2.618).

Również indeks DJIA, dla którego obliczeń tu nie pokażę, ma ciekawy, choć mniej oczywisty wynik Sqof9

Dodatkowo na najważniejszych indeksach w USA w zeszłym tygodniu powstały albo dość specyficzne świecowe formacje Objęcia Hossy (gdy duży biały korpus z 3.10 obejmuje korpus świecy – młota z 2.10) albo wręcz Gwiazdy Porannej, jak na poniższym wykresie S&P500.

SPXmorningstarDla porządku dodam tylko, że na koniec września w USA wychodził istotny węzeł czasowy w układzie tygodniowym, a 2-3.10 w układzie dziennym. W węźle tym wypadł dołek, a więc na razie bycza rotacja ma się dobrze.

Zróbmy teraz małą dygresję i zerknijmy na chwilę na angielski indeks FTSE100. Indeks ten zrobił swój szczyt 3.09.2014 r. po czym runął w dół w szybkim tempie tracąc ponad 6.5% i łamiąc po drodze linię trendu (czerwoną), która podtrzymywała go od jesieni 2011 roku. Spadając indeks szybko wylądował w pobliżu wsparcia, tworzonego przez dna z grudnia 2013 i lutego 2014, (zielona linia) a towarzyszyło temu zejście dziennego RSI(14) wyraźnie poniżej 30 pkt (nie pokazałem, by nie zmniejszać czytelności):

FTSE100line

O ile układ techniczny na angielskim indeksie sugeruje, że poszedł on w ślady swych najważniejszych kontynentalnych „braci” (CAC40 i DAX) i rozpoczął poważną korektę (nie sądzę, by zdołał w najbliższym czasie poprawić szczyt z września, to raczej kwestia miesięcy niż dni), o tyle poziom wyprzedania wskazuje na gotowość do zrobienia poważniejszego odbicia w górę, być może w celu dotknięcia od dołu czerwonej linii trendu (tzw. goodbye kiss), zapewne po teście dna z 2.10., do którego indeks ten zdaje się szykować.

Trudno oczekiwać, że FTSE100 będzie w najbliższym czasie wyraźnie korekcyjnie rósł przy jednoczesnym spadku amerykańskich indeksów. Biorąc pod uwagę to, że FTSE jest generalnie najsilniej związany z rynkami w USA, powinniśmy mieć na obu rynkach do czynienia ze wzrostami. Mało tego, do osiągnięcia przynajmniej 50% zniesienia ostatnich spadków indeks ten będzie potrzebować nieco więcej czasu niż te parę dni, które zostało do 8.10.14 (typowy zasięg fali B lub 2 po ważnym szczycie to co najmniej 50% zniesienie poprzedzających ją spadków, jeśli nie 62% albo nawet 78,6%), wydaje się więc, że okolice 8-10.10 nie powinny być punktem tworzenia się poważniejszych ekstremów. No chyba, że korekta na FTSE będzie dużo mniejsza niż zwyczajowe co najmniej 50%, w co niezbyt chce mi się wierzyć.

Tu mała dygresja – FTSE 100 swym podskokiem połamał istotny squaring, który opisywałem we wpisie „London calling?” tylko po to, by zaraz zapaść się ostro w dół, a swój wrześniowy szczyt zrobił w dniu, gdy Ziemia miała 162 stopnie kątowe (pochodna od 1.618) swego obiegu wokół Słońca , licząc od równonocy wiosennej (tam Gann umieszczał początek roku giełdowego). W 1929 roku indeks DJIA zrobił swój szczyt dokładnie w tym samym dniu – to taki wtręt dla maniaków Ganna :-)

Reasumując:

1 Mamy dość poważne wskazania na S&P500, że indeks ten mógł zrobić swój szczyt już we wrześniu. Brak takich wskazań dla Nasdaq’a 100.

2 Dna z początku października są technicznie niezłe i nadal nie wykluczają szans na nowe szczyty najważniejszych indeksów w USA

3. W Europie nie liczyłbym na najważniejszych indeksach na nowe szczyty w perspektywie dni lub tygodni. To raczej kwestia miesięcy i to nie 2-3 tylko trochę więcej. Tu nadchodzące podskoki indeksów wykorzystywałbym do poszukiwania dobrych technicznie miejsc na otwarcie krótkich pozycji. Europa Zachodnia już od pewnego czasu jest wyraźnie słabsza od USA.

Szykuje się nam więc ciekawy tydzień :-) .

I jeśli miałbym zgadywać, co z tego wszystkiego wyniknie i jak będzie wyglądać rozwój wypadków, to widziałbym to tak – w najbliższym czasie (już dziś, najdalej jutro?) lokalny szczycik w USA. Potem 8-10.10 dno krótkiej korekty na tle FED (test dna z 2.10 lub fala 2, jak mówią Elliottowcy), ze sporą szansą na euforyczny podskok już 8.10, wynikający z zaćmienia Księżyca w dniu 8.10 (FED minutes postraszą tylko lekko, dużo słabiej, niż rynek oczekuje?)

Następnie parcie ku nowym szczytom – na Nasdaq i Nasdaq 100 wysoce prawdopodobne, na SPX znacznie mniej, ale mimo wszystko nie wykluczone. Coś zdaje się szczytowało 19.09, ale bardziej pasuje mi tu mimo wszystko tylko szczyt BKX. W Europie Zachodniej na głównych rynkach silny korekcyjny podskok, zdejmujący zasadniczą część poprzedzających spadków.

Kolejna duża szansa na szczyt w USA to okolice nowiu 23.10 lub następnego posiedzenia FED pod koniec miesiąca. Nadal upieram się, że w październiku powinniśmy mieć TEN szczyt – wiadomo: gigantyczny węzeł czasowy , o którym pisałem w szczegółach we wpisie „7 czy 11?” oraz zakończenie programu QE. Nie lekceważyłbym jednak squaringów na S&P500, które mogą zrobić niespodziankę zbyt rozgrzanym głowom i całkiem mozliwe, że TEN szczyt już był.

Czujność i gotowość do szybkiej zmiany pozycji na przeciwstawną, jeśli zajdzie taka potrzeba, wskazana.

Hen, tam wysoko
już jest z niebem jesiennym
góra Fuji

Onitsura (ze zbioru Daigomonogurui, 1690)

 

Written by songmun

6 Październik 2014 at 17:32

Tylko 7 pozostało

with 44 comments

Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości, czy gramy wg scenariusza z 2007 r czy raczej tego z 2011 roku, to powinien uważnie spojrzeć na ostatnią, lipcowo – sierpniową korektę spadkową na SPX i jej odzwierciedlenie na VIX

Niecałe 18 pkt na VIX i koniec korekty? Co to jest, jeśli nie potężne samozadowolenie?

Dla przypomnienia, jak wyglądał rok 2007, zamieszczam tu wykres S&P500 z tamtego okresu:

SPX2007daily

Wszystko zaczyna się obecnie układać tak, jakby rynek w USA chciał powtórzyć tamten schemat. O powodach pisałem we wpisie pt „7 czy 11”, nie ma więc sensu cytować samego siebie i powtarzać jeszcze raz tutaj.

Oczywiście są różnice i naiwnością byłoby oczekiwać, że dziś będziemy odtwarzać dokładnie ten sam film, co 7 lat temu. Ale podobieństwa są na tyle zauważalne, że najwyraźniej scenarzysta obu filmów jest ten sam. Kto jest tym scenarzystą już na wstępie wspomniałem przy okazji VIX’a i końca korekty.

Sierpniowe dno pojawiło się nieco wcześniej, niż oczekiwałem. Liczyłem na jego formowanie się w 618 tygodniu lub nawet 619, licząc od dna bessy internetowej z 2002, tymczasem pojawiło się ono 8 sierpnia, a więc jeszcze w 617 tygodniu, co jest jednak całkowicie zgodne z metodologią (dokładność plus minus jednej jednostki czasowej).

Od tamtego momentu mamy już przyzwoite wzrosty. W tej chwili amerykańskie indeksy osiągnęły rejony solidnego wykupienia, na czele z Nasdaq100 przekraczającym 70 pkt na RSI(14), ale brak im dywergencji na poziomie dziennym.

Wszystko, co ma szansę się z tego rozwinąć, nie powinno przekroczyć skali korekty, znoszącej 62% wzrostów od dna z 8 sierpnia (mówiąc Elliotem, zakładam falę drugą ruchu wzrostowego od sierpniowego dna), z dość sporą szansą na mniejszą niż przed chwilą podana wartość, skalę zniesienia.

Węzły czasowe sugerują dno takowej korekty na końcówkę pierwszego tygodnia lub początek drugiego tygodnia września:

SPXwkly corr

Aha, byłbym zapomniał. W minionym tygodniu dostaliśmy słaby squaring na S&P500. W dniu, w którym SPX osiągnął, a następnie lekko naruszył poziom 2000 pkt, od dna z marca 2009 minęło dokładnie….2000 dni kalendarzowych. To taki kolejny kamyczek do ogródka tych, którzy twierdzą, że rynkiem rządzi czysty przypadek :-)

Co prawda nie sądzę, aby miało z tego wyniknąć coś więcej niż kilkudniowa korekta, o której już wcześniej wspomniałem, ale w razie gdybym się pomylił, zawczasu daję Ci do ręki Czytelniku powód owej pomyłki :-)

Spróbujmy teraz zastanowić się, gdzie rozpoczęte w sierpniu tego roku wzrosty mają szansę się skończyć.

Pierwszy wykres to długodystansowe Widły Andrewsa w układzie miesięcznym.

SP500mntlhy22k

Zakładając, że przypuszczalny październikowy szczyt nastąpiłby idealnie na górnej równoległej Wideł, otrzymujemy rejony strefy 2250-2270. Na rejon tej strefy wypada również kilka pomniejszych wydłużeń Fibonacci’ego, z których jedno istotniejsze tu pokażę – to 423.6% razy rozmiar korekty z lipca – sierpnia tego roku.

SPXfiboext

Inną możliwość, nieco mniej optymistyczną, wskazują rozwinięcia paru różnych znacznie ważniejszych wydłużeń proporcji Fibonacci’ego, z których pokażę dwie: 161.8% wydłużenie bessy z lat 2007-09 (niebieskie) i 261.8% wydłużenie pierwszej fali wzrostowej obecnej hossy (różowe)

SP500mnthlyfibo

Oczywiście wydłużeń, wskazujących na strefę 2120 -2150 jest więcej, ot chociażby 261.8% wydłużenie ostatniej korekty przypada na ten rejon, co widać na poprzednim wykresie, ale aby nie zaciemniać obrazu dziesiątkami kolorowych linii, pokazałem powyżej tylko te dwa.

Nasdaq i Nasdaq100 zbliżają się do swych szczytów wszechczasów z końca bańki internetowej (5132 dla Nasdaq i 4816 dla Nasdaq100) i nie sądzę, by indeksy te zdołały jeszcze w tym roku przekroczyć te ważne opory.

Raczej oczekiwałbym, że trochę poniżej ekstremów z 2000 roku uformują się istotne szczyty obecnego ruchu, a na ich przełamanie przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Z miesiącem wrześniem wchodzimy w obszar oddziaływania potężnego węzła czasowego, wynikającego z przypadającego dokładnie na 8 października cyklu 144 miesięcy od dna z października 2002 i 987 miesięcy od dna z 8 lipca 1932 r.

Choć we wpisie „7 czy 11?” wskazywałem ściśle na datę 8 października 2014, to jednak uczciwie rzecz biorąc muszę przyznać, że pamiętając o dokładności plus minus jednej jednostki czasowej, jeśli szczyt ten powstałby w okresie wrzesień – listopad, wszystko byłoby nadal jak najbardziej w porządku.

Ciągle możliwych jest kilka pokrewnych, w stosunku do tego głównego, scenariuszy. Jeden z bardziej prawdopodobnych wydaje mi się taki:

Szczyt wzrostów, wypadający powiedzmy w okolicach końca września (tam wypada kolejny spory węzeł w układzie tygodniowym), związany zapewne z kwartalnym „strojeniem okienek” przez fundusze, w połączeniu z technicznym testem tego ekstremum (falą B lub 2 wg Elliott’owców), przypadającym na okolice 8-10.10 2014. Ten scenariusz również mieściłby się w oczekiwanej formule.

Jedyne, czego bowiem mogę być niemal pewnym to fakt, że w okolicach 8 października będziemy świadkami wystąpienia ekstremalnych, bliskich euforycznym, nastrojów na rynku .

Dość często jest tak, że najbardziej ekstremalne nastroje towarzyszą nie szczytowi ruchu, a jego technicznemu testowi (fali drugiej).

Wiem, że wielu Czytelników zaraz się oburzy: Jakie samozadowolenie? Jakie ekstremalne nastroje rynkowe? Nie widzimy niczego takiego!

Tym razem zamiast proponować zerkanie na VIX, AAII Sentiment czy też NAAIM Exposure Index, co zazwyczaj w takich razach czynię, opowiem o czym innym, z nadzieją, że zapali Ci się żółta lampka ostrzegawcza w głowie, Czytelniku.

CNBC ma od lat w zwyczaju odpytywać przed rozpoczęciem sesji giełdowej w USA jakiegoś znanego i doświadczonego tradera, z jego wrażeń na temat sytuacji rynkowej. Wczoraj pytano Art’ a Cashin’a.

I cóż Art powiedział?

Rzekł, że bardzo niepokoi go obserwowane wszędzie samozadowolenie, zwłaszcza w sytuacji występowania nagłych, nieoczekiwanych zdarzeń geopolitycznych.

Każde bowiem tego typu wydarzenie szybko staje się pretekstem do tego, by tłumy ruszały na rynek z okrzykiem „Buy the dip!” (kupuj ten dołek) na ustach.

Cashin obawiał się, że któreś z tych wydarzeń może okazać się na tyle poważne, że rynek porwie ze sobą w dół wszystkich tych, krzyczących „Buy the dip!”

Na razie tłum jak zaprogramowany kupuje każde negatywne wydarzenie geopolityczne, ale przecież wszyscy wiemy, że najgroźniej jest wtedy, gdy wszyscy uważają, że rynek jest prosty i łatwy….

Jeśli nawet ta obserwacja Cashina nie jest dla Ciebie Czytelniku dowodem na duże, niebezpieczne samozadowolenie tłumu, to już naprawdę nie wiem, co jeszcze mógłbym Ci tu pokazać.

Kupując (bo ciągle jeszcze ma to sens w dobrych technicznie momentach), bądź ostrożny Czytelniku i staraj się nie być ostatnim, wchodzącym na rynek.

Ostatnich gryzą psy.

Hen, tam wysoko
już jest z niebem jesiennym
góra Fuji

Basho (1644-1695) 

Written by songmun

29 Sierpień 2014 at 19:55

Richard Duncan o śmierci kapitalizmu, narodzinach kredytyzmu i naszej przyszłości

with 8 comments

Dziś będzie nietypowy jak na mnie wpis, na który serdecznie zapraszam

Richard Duncan to ekonomista, którego chyba najbardziej cenię spośród współczesnych przedstawicieli tego zawodu za niekonwencjonalne myślenie  i umiejętność zsyntetyzowania różnych faktów w przekonującą teorię, łączącą myślenie „Austriaków” z  Keynesizmem, a także (a może przede wszystkim!) z linią Fishera i Schumpetera. Niemożliwe? Proszę się samemu przekonać!

Moim zdaniem RD najlepiej tłumaczy całą sytuację gospodarczą i ekonomiczną, panującą  obecnie na świecie

Przedstawiam filmowy zapis wykładu (niestety tylko po angielsku!) z Melbourne z wiosny tego roku. Richard mówi czystym, zrozumiałym i wyraźnym angielskim. Nie używa ekonomicznego slangu, by zaciemnić przekaz, więc osoba z jaką taką znajomością języka angielskiego poradzi sobie bez trudu. Pewne rzeczy trochę się zdezaktualizowały – dziś już wiemy, że QE zakończy się w październiku, nie w grudniu, ale ten fakt nie ma jakiegoś specjalnego znaczenia dla sensu i treści wykładu. Nie mam videoupgrade’u bloga, mogę więc zamieścić tylko linka:

 

http://vimeo.com/user20236372/review/101487179/54bf993e5d

 

 

Wymowa wykładu – jest czarno, ale szanse na różowy odcień nadal istnieją.

Jak dla mnie – to trzeba obejrzeć koniecznie!

A wnioski wyciągnąć samemu. Polecam i udaję się na urlop.

 

Słuchajcie,
Wszystkie pełzające stworzenia,
Dzwonu przemijania.

Issa (1763-1827)

Written by songmun

1 Sierpień 2014 at 20:47

7 czy 11?

with 40 comments

Ten wpis miałem opublikować jeszcze w zeszłym tygodniu, jednakże z tzw. „ważnych przyczyn rodzinnych” robię to dopiero teraz. Z tego powodu wykresy są ze stanem na zeszły tydzień, a nie na dziś, ale w przypadku interwału tygodniowego nie jest to chyba wielka przeszkoda.

Chciałbym podzielić go na dwie części. Część pierwsza dotyczyć będzie tego, co się stało ewentualnie jeszcze się dzieje teraz, część druga będzie zgrubną próbą spojrzenia w przyszłość; tu zaszły nowe okoliczności, zmieniające dość dużo….

Zacznijmy od tego, co już się stało, ewentualnie ciągle jeszcze się dzieje. Jak się za chwilę okaże, zobaczymy tu liczby z okolicy 144 w działaniu.

Mamy już dość istotne średnioterminowe szczyty na większości rynków rozwiniętych.

Pierwszy zaczął londyński FTSE100. Wpis pt. „London calling?” dość dobrze wyłapał ten moment, a opisany tam squaring, który powstał 15 maja, wytrzymał kilkukrotne próby przełamania go, podejmowane przez rynek.

FTSE100144

Kolejny był francuski CAC40

CAC40wkly

I niemiecki DAX

DAXwklycycl

Tu dodatkowo na obu indeksach mamy wspomagające oddziaływanie 610 tygodnia, liczonego od dołka z 8 października 2002, przypadającego na przełom pierwszej i drugiej połowy czerwca 2014 oraz w przypadku DAX’a istotnego punktu wg Gann’a – letniego przesilenia (w tym roku 20.06.2014 r).

Co ciekawe, jedynie w USA dołek z października 2002 wyznaczał dno „internetowej bessy”. W Europie Zachodniej dopiero dno z połowy marca 2003 zakończyło spadki. Tymczasem, co ciekawe, w USA węzeł czasowy, wynikający z dna bessy internetowej, nie wykazał się istotnym wpływem.

Dlaczego? Bo główną siłą, oddziałującą na indeksy okazał się cykl 144-146 tygodniowy i to on warunkował zachowanie poszczególnych indeksów w krajach rozwiniętych. Jeśli przyjrzymy się uważniej, jak formowały się dna „greckich” spadków w 2011 r. zauważymy ich identyczną sekwencję w stosunku do obecnie formujących się szczytów.

Pierwszy, już 9.08.2011 r. swe dno uformował FTSE100. Szczyt 15.05.2014 r. powstał 144 tygodnie później.

W następnej kolejności swe dołki w 2011 roku robiły CAC40 i DAX. Było to 23.09.2011. Szczyt CAC40 z 9.06.2014 wypadł 990 dni później. To nie jest 144 tygodnie, tylko trochę mniej – 142 tygodnie, a licząc już bardzo dokładnie, „dzień w dzień”, jest to 141.42 tygodni. Jeśli komuś ta liczba kojarzy się ze szkolną matematyką, jest na właściwym tropie. Wystarczy przestawić przecinek (ewentualnie kropkę u Anglosasów) o dwa miejsca w lewo i otrzymujemy 1.4142, czyli pierwiastek kwadratowy z 2 i to z dokładnością do 4 znaczących miejsc! Z moich obserwacji wiem, że pochodna pierwiastka z 2 pojawia się rzadziej, ale potrafi być istotna.

Jako ostatni swój dołek w roku 2011 uformował rynek amerykański. Było to w dniu 4.10.2011 r.

Wygląda na to, że w USA jeszcze szczytu nie mamy, choć jesteśmy bardzo blisko takowego. Na ten tydzień mamy w USA 146 tydzień, licząc od dna z października 2011, więc patrząc na układ techniczny, szczyt powinien wypaść pod koniec tego tygodnia lub maksymalnie w przyszłym tygodniu, raczej na jego początku. Dla szukających wpływu Księżyca na rynki – 26.07.2014 mamy Nów, więc ewentualny szczyt 2-3 dni od tej daty w tę czy w tę byłby jak najbardziej na miejscu. Nowie, jeśli już towarzyszą ekstremom, częściej tym o emocjach pozytywnych.

Dla wierzących wyłącznie w „twarde” fakty szczyt w okolicy lipcowego posiedzenia FOMC (29-30.07),zapewne jeszcze przed komunikatem, również jest do przyjęcia.

Jednoczesnie z dochodzeniem do szczytu w USA, rynki Zachodniej Europy wyciągają swoje fale B korekty, rozpoczętej w czerwcu.

Tak bym to mniej więcej widział.

Mamy już komplet tego, co jest. Pytanie brzmi – czy te szczyty to już koniec hossy? Zdecydowanie nie i chciałbym, żebyśmy się jednoznacznie rozumieli w tej kwestii. Jeśli już w ogóle koniec czegokolwiek, to mamy co najwyżej do czynienia z końcem wzrostów, liczonych od dna z 2011 r., a i to może być nadal zbyt wcześnie powiedziane, o czym za chwilę. Jak zwykle w takich razach, test ewentualnego szczytu powie nam, z czym mamy do czynienia i do momentu jego zakończenia nie wysuwałbym zbyt daleko idących wniosków.

Tu ważna dygresja. Ze zdziwieniem obserwuję, jak wielu ludzi próbuje idealnie „sprzedać szczyt/kupić dołek”. Niestety także wśród moich Czytelników. To naprawdę bezsensowne działanie. Jeśli najlepszym spekulantom udaje się przewidzieć, co się stanie jutro na rynku w 6 na 10 przypadków to oznacza aż 40% błędu. A oni są naprawdę najlepsi! Sądzisz Czytelniku, ze jesteś lepszy od nich? Najprawdopodobniej nie. Więc będziesz popełniać więcej błędów – czytaj: wykrwawiać swój rachunek na zleceniach stop-loss, które zapewne zakładasz, bo jeśli nie, to już w ogóle katastrofa.

I po co to wszystko? Praktycznie każdy ważniejszy szczyt lub dołek podlega testowaniu. Dna typu V lub szczyty typu A są naprawdę rzadkie.

Po zmianie trendu większość nadal wierzy w stary trend, nie zauważając, że się zmienił. Wskutek tego testy „zdejmują” co najmniej 50% tego świeżego ruchu w nowym kierunku, tworząc falę 2 lub B. Bardzo często taki test ekstremum zdejmuje 62- 79% pierwszego ruchu w nowym kierunku, a bywa, że jeszcze więcej. I cóż mamy tu za sytuację?

Oto z nadzwyczajnym mistrzostwem lub co częstsze, po prostu z wielkim szczęściem udało Ci się zająć Czytelniku pozycję tuż pod szczytem lub tuż nad dołkiem może tego samego dnia, gdy powstawał, troszkę na tym zarobić i teraz musisz patrzeć, jak test zjada to, co z takim trudem wywalczyłeś, cały czas zastanawiając się, czy masz rację i mimo wszystko ruch się odwróci, gdyż to tylko test, czy też polegniesz po raz kolejny na polu bitwy, bo Twoje ekstremum okaże się po raz kolejny zwykłym początkiem korekty dotychczasowego trendu, a korekta ta właśnie się skończyła….

A nie lepiej zrobić inaczej?

W tej sprawie zdecydowanie warto zastosować praktyczną radę Gann’a. Gann sugerował, by nie kupować głównego dołka i nie sprzedawać na krótko głównego szczytu, tylko zaczekać na jego test i tam otwierać pozycje.

W większości wypadków najsilniejsza część nowego ruchu i najczęściej najdłuższa, przypada na okres po obronie testowanego ekstremum, co zresztą jest psychologicznie zrozumiałe – nowemu trendowi pomagają ci, którzy liczyli na kontynuację starego ruchu, ale rozczarował ich wynik testu, więc zamykają swe pozycje, dodając siły ruchowi w nowym kierunku.

W ten sposób niewiele się traci z całego ruchu, a zyskuje się pewność, że testowane ekstremum jest naprawdę solidne, bo wytrzymało test. Mówiąc „Elliottem”: pozycje otwierać należy na początku fali 3 lub C.

To, że ja sobie tu często piszę o różnych spodziewanych ekstremach, podaję ich potencjalne zasięgi itd. nie oznacza, że w tych samych miejscach stawiam zaraz zlecenia przeciwne do dotychczasowego kierunku ruchu!

Moje pisanie to w ponad 90% przypadków „łapanie ekstremum na sucho”, bez angażowania rzeczywistych pieniędzy! Niezwykle rzadko decyduję się na wejście „od razu” w nowe ekstremum i Wam, Szanowni Czytelnicy również takie podejście polecam! Otwieranie pozycji na testach ekstremów zdecydowanie poprawia stan konta!

To tyle dygresji, przejdźmy do drugiej części, w której postaram się m.in. wyjaśnić, skąd wziął się tytuł.

Tym razem skupimy się na amerykańskich indeksach akcji, gdyż reszta świata i tak mniej lub bardziej za nimi podąży.

Tę część mojego wywodu zainspirował bezpośrednio Jeff Greenblatt, wskazując, że 8.10.2014 wypada dokładnie co do dnia 144 miesiące ( a więc równo 12 lat) od dna internetowej bessy z 2002 roku. Ale data ta wiąże się nie tylko z tą rocznicą i to już udało mi się znaleźć osobiście, czym się zresztą z Jeffem podzieliłem.

Równocześnie, także niemal co do dnia, na październik 2014 przypada 987 miesięcy (liczba Fibonacci’ego) od dna… z lipca 1932 r (dokładnie dno to wypadło 7.07.1932 r.)! To jest potencjalnie gigantyczny węzeł czasowy i jeśli zadziała, może nas spokojnie „ustawić” na kilka lat!

Dwa, tak bardzo różne wydarzenia, tak odległe od siebie czasowo, idealnie wskazują ten sam punkt!

Dodajmy do tego jeszcze jedną ciekawą okoliczność – na 8.10.2014 r. przypada drugie w tym roku zaćmienie Księżyca.

Przeciętnie w roku wypadają 2 zaćmienia Księżyca. Niekiedy zdarzają się 3 rocznie. Wiem, że teza o oddziaływaniu zaćmień Księżyca na zbiorową psychikę inwestorów jest mocno dyskusyjna i nie mam zamiaru tu udowadniać jego wpływów lub braku takowego.

Osobiście jestem zdania, (co pozostawię bez dowodu) że zaćmienia Księżyca w normalnych warunkach nie oddziałują na zbiorową psychikę inwestorów. Wystarczy zerknąć np. na ostatnie kilka lat i porównać daty zaćmień Księżyca z lokalnymi ekstremami na rynkach, by zauważyć brak większej korelacji.

Kiedy wg mnie takie oddziaływanie się pojawia? Gdy inwestorzy są w jakimś stopniu w „nienormalnym” stanie psychicznym, gdy np. tkwią w silnym strachu bądź w błogim samozadowoleniu. Z taką sytuacją mamy do czynienia w tym roku – większość czasu od początku roku inwestorzy tkwią w silnym samozadowoleniu, wystarczy zerknąć na VIX’a by to dostrzec.

Ale był jeden wyjątek: okolice marca – kwietnia 2014.

Nagle, dzięki prezydentowi Putinowi zauważyliśmy, jak kruchy jest globalny pokój, a indeksy giełdowe zaczęły poruszać się w rytm konferencji prasowych Putina i stawianych przez niego żądań wobec Ukrainy. Klasyczne oddziaływanie geopolityki. Strach na rynkach narastał do 14.04.2014, gdy rynek w USA zrobił dno.

Korekty kończą się wtedy, gdy wielu na raz zaczyna poważnie obawiać się, że mamy dłuższe ochłodzenie koniunktury, albo wręcz bessę. Tym różnią się zdecydowanie od rynków Niedźwiedzia. Strach na rynkach Niedźwiedzia przychodzi powoli. Rynek spada, a eksperci bajają o różnych „goldilock scenarios” itd, dowodząc, że nadal jest super i tylko patrzeć, jak rynek powróci do wzrostów, a gospodarka znowu ruszy. Niektórzy mówią, że rynek Niedźwiedzia zapada się w „dolinę nadziei”, przez analogię do wspinania się hossy po „ścianie strachu”.

Dobrze, a co to ma wspólnego z zaćmieniami Księżyca?

Otóż 15.04.2014, a więc dzień po kwietniowym dnie, mieliśmy do czynienia z pierwszym w tym roku zaćmieniem Księżyca.

Osobiście uważam, że w tym miejscu nastąpiła kulminacja rynkowego strachu, narastającego od plus minus mojego niezbyt udanego okna czasowego, wynikającego z 261 tygodnia od dna z 2009 r, które jak się okazało, było w stanie sprowokować tylko miesięczną korektę.

Okno czasowe 261-262 tygodnie to jedno z silniejszych, jakie znam. Wystarczy wspomnieć, że w 2007 r. to ono właśnie zakończyło wzrosty w USA. Jego przełamanie zdarza się niezbyt często i najczęściej jest dowodem na siłę rynku. Takie zjawisko obserwowałem, analizując ruch amerykańskich indeksów w latach 50-tych, w najsilniejszej fazie XX wiecznej hossy

Właśnie szybkie pojawienie się strachu oraz dominacja opisanego wyżej plus minus 144 tygodniowego cyklu, która wyszła na jaw dopiero w czerwcu-lipcu tego roku, stoi za rozbijaniem przez rynki kolejnych mniejszych czy większych węzłów czasowych w kwietniu – maju.

Nim przejdziemy do próby symulacji przyszłego zachowania rynku, powiem jeszcze tylko, że „po drodze”, w drugiej połowie sierpnia, będziemy mieli 618 tydzień (pochodna od 0.618), który również powinien odcisnąć swe piętno na obrazie rynku.

Nasza zgrubna symulacja jest tak właściwie próbą określenia, wg którego ze znanych nam wzorców będzie zachowywać się rynek obecnie: 2007 czy 2011? Nawiasem mówiąc stąd tytuł wpisu.

Wariant 1 – 2007:

Przyjrzyjmy się, jak wyglądał rok 2007 w USA. Ważny szczyt w lipcu, korekta w sierpniu i potem wzrosty do pierwszej połowy października, szczyt i koniec zabawy w Byka.

Przekładając to na obecny układ : lokalne, średnioterminowe dno 618 tygodni w drugiej połowie sierpnia i ważny szczyt, prawdopodobnie trochę powyżej obecnych szczytów, we wspomnianym węźle 8.10.2014

Wariant 2 – 2011:

To zgrubnie powtórka z roku 2011. Wzrosty do lipca (to już mamy). W lipcu rynek przechodzi do spadków, w 618 tygodniu mamy szczyt korekcyjnego wzrostu, po czym nadchodzi „czerwony” wrzesień, a dno robimy 7-8.10.2014. To typowy, wieloletni schemat rozwoju sytuacji, często powtarzający się w układzie sezonowym.

W normalnym układzie to wariant 2 jest bardziej prawdopodobny zgodnie z zasadą, że w hossie w najważniejszych węzłach zazwyczaj wypadają dołki. Tu mamy jedno ważne zastrzeżenie:dołkom, tworzącym się w tak potężnych węzłach towarzyszy poważny strach. Tymczasem dziś ciągle mamy samozadowolenie i VIX’a w okolicach 12 pkt, co trudno nazwać strachem

Im bliżej jesteśmy tego węzła bez naprawdę silnych spadków, tym bardziej konieczne staje się pojawienie się panicznej wyprzedaży tuż przed węzłem, jeśli to z wariantem 2 mamy do czynienia.

Mówiąc prosto: kto zakłada, że to wariant typu „2011” musi liczyć się z silną wyprzedażą i bliskimi panicznym zachowaniom na przełomie września i października tego roku. To jest jak powiedzenie: w tym okresie będzie panika! Trzeba przyznać, dość ryzykowne stwierdzenie.

To nie jest niemożliwe, ale….

Na korzyść wariantu „2007” z kolei przemawia właśnie samozadowolenie. Poza tym, jeśli pod koniec lipca wypadłby w USA szczyt, co jest w obecnych warunkach najbardziej prawdopodobne, to węzeł 618 tygodnia od dna z października 2002 byłby raczej naturalnym dołkiem, który powinien dać kontynuację wzrostów we wrześniu

Niestety dalsze implikacje scenariusza „2007” są niewesołe dla bezkrytycznych Byków. Tak potężny węzeł na kilka lat może ustawić np. trend boczny o sporej amplitudzie, typu kołysanie indeksu S&P500 między wartościami 1500 a 2000. To oczywiście jedna z wielu różnych możliwości, a na obecną chwilę jest zdecydowanie zbyt wcześnie próbować wymyślić co stanie się po 8.10 – jedno jest pewne, w wariancie „2007” na długo trzeba będzie zapomnieć o wzrostach podobnych do tych, których doświadczaliśmy w USA w latach 2013-14.

Hej! A dlaczego nie bierzesz pod uwagę, że tym razem znowu może nic z tego nie być?

Bo w tym wypadku szansa na taki rozwój sytuacji jest naprawdę bardzo niewielka, o czym poniżej. Oczywiście nie jestem w stanie dziś powiedzieć, co będzie przyczyną zwrotu w węźle, w którąkolwiek stronę ten zwrot nastąpi.

Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie próbował znaleźć potencjalnego „sprawcy”. No i znalazłem. Mam swojego „faworyta”.

Otóż 8.10.2014 r. to środa 3 tygodnie po wrześniowym posiedzeniu FED (16-17.09.2014 r.). O ile nic specjalnego nie wypada, właśnie w środę 3 tygodnie po swym ostatnim posiedzeniu FED zazwyczaj publikuje pełny protokół, tzw. „minutes” z tego posiedzenia….

W ostatnim okresie każda publikacja „minutes” w jakiś sposób ruszała rynkiem, podobnie jak dane o inflacji czy dane o bezrobociu. Działo się tak z oczywistych względów – rynek wypatruje sygnałów zaostrzenia polityki monetarnej i zwraca baczniejszą uwagę na wszystko, co się z tym wiąże.

Trudno mi po prostu uwierzyć, że nagle ta październikowa publikacja nie wywołałaby żadnej reakcji….

A więc 2007 czy 2011? Na razie można jeszcze wybierać, ale z biegiem czasu będzie coraz bardziej jasne, z czym mamy do czynienia.

Co za księżyc -
Złodziej przystaje
Żeby śpiewać.

Buson (1715-1783)

Written by songmun

22 Lipiec 2014 at 20:16

Napisane w Uncategorized

Tagged with , , , ,

Istotna zmiana warunków

with 40 comments

Dziś będzie dużo tekstu i sporo wykresów, przejdźmy więc do meritum po króciutkim wstępie.

Muszę się do czegoś przyznać. W ciągu ostatnich kilku miesięcy przegapiłem pewną bardzo istotną sprawę, co właśnie dziś chcę nadrobić.

Czasami tak jest, że człowiek patrzy na wykres, ba, sprawdza jego wygląd niemal codziennie i nie dostrzega tego, co naprawdę ważne.

Dzieje się tak głównie dlatego, że patrzy się tak naprawdę bardzo pobieżnie, a w głowie ma się gotowy, wdrukowany schemat; np. taki: „na tym wykresie jak zwykle trend boczny, jak od wielu już tygodni, nic ciekawego”, albo „tu dalej są spadki, nie ma nad czym się zastanawiać”.

Aż zobaczy się coś, co w końcu każe siąść i poświęcić tych parę godzin na pogłębioną analizę traktowanego dotąd pobieżnie instrumentu. I wtedy właśnie odkrywa się takie „istotne sprawy”.

A gdy już zauważy się to coś na jednym wykresie, szuka się tego na innych, pokrewnych instrumentach, by w końcu zrozumieć, że na rynkach stało się coś ważnego.

O takiej ważnej z punktu widzenia przeciętnego inwestora sprawie będzie dzisiejszy wpis.

Zacznę od stosunkowo najmniej istotnego wykresu, by stopniowo przechodzić ku rzeczom ważniejszym.

Na początek, jako wprowadzenie do tematu, kilka wykresów różnych ETF-ów, mniej lub bardziej ze sobą powiązanych, notowanych na dawnym Amex’ie, obecnie NYSEMarket

Pierwszy to wykres JJN.US – ETF odwzorowujący notowania niklu (kontraktów futures na metal):

JJNetfwkly

Ewidentne wyłamanie przez linię bessy (czerwoną), rozpoczęte w 146 tygodniu od średnioterminowego szczytu (146 – pochodna od czwartej potęgi 0.618 czyli 0.1459…)

Kolejny to LIT.US – ETF, grupujący światowych producentów i głównych przemysłowych użytkowników Litu:

LITetfwkly

Podwójne dno latem 2013, z drugim dnem utworzonym 138 tygodni (pochodna od 1.382) od średnioterminowego szczytu z 2011 roku. Przełamanie czerwonej linii bessy i powolne, niezbyt intensywne wzrosty z krótkoterminowymi, dość głębokimi korektami, wyznaczające zieloną linię trendu.

Nastepny ETF – NLR.US. Ten ETF jest funduszem, odwzorowującym koszyk ważnych producentów uranu i wiodących użytkowników elektrowni jądrowych:

NLRetfwkly

I znowu podobna sytuacja. Słaby, ale uporczywy trend wzrostowy po dołku, powstałym 263 tygodnie od szczytu z 2007 r.

I następny ETF. Tym razem to KOL.US, ETF mający w składzie amerykańskich producentów węgla energetycznego i koksowego, a także kilka wiodących firm energetycznych w rodzaju Peabody, bazujących w dużym stopniu na elektrowniach węglowych:

KOLetfwkly

Ten wykres nie jest już tak optymistyczny w swej wymowie, jak prezentowane wcześniej, ale także i tu nie ma spadków, jest przełamanie linii bessy i konsolidacja.

Oczywiście są i maruderzy, w rodzaju TIN.US – ETFa, odwzorwującego notowania cyny (kontraktów futures na ten metal):

TINetfwkly

gdzie mamy zawężającą się, trójkątopodobną strefę długotrwałej konsolidacji. Ale nawet tu nie ma spadków!

Przejdźmy teraz od ETF do CRB Continuous Commodity Index, nieważonego indeksu surowcowego, w układzie miesięcznym:

CRBmnthly

Mediana Wideł Andrews’a (Andrews Pitchfork) idealnie wyłapała szczyt z 2011 roku, który powstał na zbiegu tej linii i strefy 61,8% zniesienia spadków z lat 2007 i 2008. Analogicznie dolna linia równoległa wideł bardzo ładnie wyłapała ostatni dołek CRB. Co sugeruje to już całkiem wyraźne odbicie od dolnej linii Wideł?

Przejdźmy stopniowo ku powszechniej używanym instrumentom. Zacznijmy od kontraktów na miedź (High Grade Copper) w układzie miesięcznym:

HGmnthly

I znowu Widły Andrewsa w długoterminowym układzie ładnie wyłapują dołek.

Rzućmy okiem na wykres tygodniowy:

HGwkly

Od szczytu do dołka korekty mamy 161 tygodni (pochodna od 1.618), struktura korekty jest typowo trójkowa z trójkątem w środku rozdzielającym dwie fale spadkowe, a sam układ dna wygląda prawie jak świecowa formacja Gwiazdy Porannej. Biorąc pod uwagę, że to wykres tygodniowy, na którym dużo trudniej o prawidłowe formacje, a nie dzienny, byłbym skłonny to pod Gwiazdę Poranną podciągnąć, choć wiem, że to nieco na siłę.

Z ciekawostek technicznych – proszę zwrócić uwagę na ześlizg kursu po górnej linii równoległej Wideł, rozciągniętych na trójkącie i w ostatniej fali spadkowej. Osobiście spodziewałem się spadku cen miedzi do okolic 275 a nawet 250 c/lb, ale Pan Rynek uznał, że będzie inaczej. Pozostaje pogodzić się z jego wyrokiem:-)

Dla tych, którzy nie zasną w spokoju, jeśli nie zobaczą fundamentalnego uzasadnienia tego, co widać na wykresie, też coś mam. Oto wykres stanu zapasów miedzi w magazynach największych światowych giełd. Wykres opracowany został przez Saxobank, a upubliczniony w Bloomberg’u. Ja ściągnąłem go z portalu mining.com:

saxo-copper-inventories

Czy po obejrzeniu powyższych wykresów kogoś jeszcze dziwi niedawna radykalna poprawa zachowania akcji KGHM, polskiego producenta miedzi, srebra i złota? Do tych dwu ostatnich metali za chwilę wrócimy.

Zdaję sobie sprawę, że po obejrzeniu wykresów powyżej, niektórzy co bardziej gorącogłowi Czytelnicy gotowi są jak najszybciej biec i kupować miedź. Żeby trochę ich ostudzić, pokażę wykres miedzi w układzie dziennym:

HGdaily

Proszę Państwa, powoli! Zdążycie jeszcze spokojnie kupić w dobrym technicznie miejscu! :-)

Zwłaszcza, że miedź po 11 sesjach wzrostowych, w tym 10 pod rząd białych świecach, dotknęła średniej 200-sesyjnej i doszła górnego ramienia Wstęgi Bollingera. Nim kolejny, tym razem najprawdopodobniej udany atak na średnią 200-sesyjną zostanie przeprowadzony, Byki muszą się chwilowo cofnąć do strefy 308-312 c/lb i przegrupować siły.

Teraz obiecane złoto i srebro. Tak naprawdę od tych dwóch metali cały ten wpis mi się zaczął, a ścislej od tego, co zobaczyłem na srebrze. Dopiero potem zacząłem patrzeć w szerszym kontekście.

Zacznijmy jednak od tygodniowego wykresu złota spot:

Goldwklytriangl

Na pierwszy rzut oka nic wielkiego. Ot, jakaś taka konoslidacja. Wielu widzi tu trójkąt, który zaznaczyłem dwoma niebieskimi liniami. Zdecydowanie nie zgadzam się z taką interpretacją sytuacji, o czym trochę później.

Tygodniowy wykres srebra (spot). Tu mamy wybicie poza Widły Andrewsa, z dnem, znajdującym się 162 tygodnie (pochodna od 1.618) od szczytu.

Silverwkly

Żeby zrozumieć, że to nie takie sobie małe korekcyjne odbicie, a coś znacznie poważniejszego, musimy spojrzeć na wykres miesięczny złota:

Goldmonthly

i srebra:

Silvermnthly

Ale to ciągle jeszcze nie dowód! Zgadzam się – ku niemu właśnie zmierzam. Po drodze jeszcze tylko ten, dość istotny wykres złota.

Ktoś tu w komentarzach pod poprzednimi wpisami z lekka kpiąc pytał „Po co w ogóle używać tego całego Ganna” ? Jeden obraz wart jest tysiąca słów, wypowiedzianych w obronie. Po to :

GoldwklySO9

Ostatnia, silna fala spadkowa na złocie wykonała dokładnie 4 pełne obroty kołem Ganna w ramach spirali w kwadracie Square of Nine czyli 1440 stopni! Kolejny dowód na bardzo silny charakter wsparcia na żółtym metalu w rejonie 1180 USD/oz.

Na powyższym wykresie skorzystałem akurat z narzędzia, oferowanego przez program Gannalyst, ale każdy może sobie we własnym zakresie liczyć kąty obrotu Square of 9, nawet nie dysponując narzędziami w postaci programów. Krótki sposób, do którego wystarczy jedynie kalkulator, opisałem nieco wcześniej tu:

http://naturabramy.wordpress.com/2013/12/03/o-obrotach-bance-i-logarytmach/

I czas na najważniejszy wykres z całej serii przedstawionych w tym wpisie. To znowu wykres złota spot w układzie tygodniowym. W układzie dziennym byłby niezbyt czytelny, choć właściwie w takim powinien być prezentowany.

Oto price – time squaring, który udało mi się znaleźć na złocie:

Goldsquaring

Troszkę dość prostej matematyki:

  • maksimum intraday z dnia 6.09.2011 r. to 1921.07 USD/oz,

  • minimum intraday z dnia 31.12.2013 r. to 1182.10 USD/oz,

  • różnica wynosi 1921.07 – 1182.10 = 738.97 USD,

  • między ww. ekstremami odbyło się 599 sesji

  • 738.97 : 599 = 1.234 ~ 1.236 USD tyle średnio spadku ceny przypada na każdą sesję.

To jest klasyczny Price-Time Squaring, odkryty przez Ganna. Gann uczył tego jedynie w wersjach z liczbami całkowitymi; np. słynny squaring 1: 1 (dajmy na to spadek o 272 punkty w czasie 272 sesji lub dni kalendarzowych). Takie squaringi, w oryginalnej wersji Ganna są niezwykle rzadkie.

Jeff Greenblatt pokazał, że o wiele częstsze (choć technicznie nieco słabsze, ale równie wartościowe dla tradera) są squaringi, bazujące np. na różnych zależnościach, związanych z liczbami ze Złotej Spirali i pochodnych od nich, względnie liczbach z ciągu Fibonacci’ego czy Lucas’a.

Tu właśnie mamy squaring bazujący na pochodnej liczby ze Złotej Spirali. Cóż to takiego to 1.236?

Wystarczy przypomnieć, w jaki sposób obliczyć wartość współczynnika Fibonacci’ego. Oto algorytm:

  1. Weź pierwiastek kwadratowy z 5

  2. Odejmij od niego 1

  3. Otrzymany wynik podziel przez 2.

Nasze 1.236 to nic innego jak wynik pierwszych dwóch kroków algorytmu, a więc de facto 2 x 0.618

No dobrze, ale o czym ten cały squaring świadczy i dlaczego to takie ważne?

Pojawiający się squaring, którego poziom obroniony został czasie testu technicznego (co na złocie ma miejsce – w 2014 r. nie doszło do przełamania poziomu 1180USD/oz!), sygnalizuje, że pomiędzy ekstremami, wyznaczającymi squaring mamy zakończoną, zamkniętą strukturę. Tylko tyle i nic więcej. Aż tyle!

Mówiąc prościej i nawiązując do naszego konkretnego przypadku: squaring na złocie oznacza, że pomiędzy szczytem z 2011 a dnem z końca 2013 mamy kompletny, zakończony ruch spadkowy, a to, co nastąpiło już w 2014 jest co najmniej poważną korektą tych zakończonych spadków.

To dlatego bardzo mocno nie zgadzam się z koncepcją trójkąta.

A co dalej ze złotem? Na tę chwilę za najbardziej prawdopodobny wariant uważam, że złoto w ramch czegoś w rodzaju fali B, jak mawiają Elliott’owcy, sięgnie w okolice ekstremum z września 2011. Ale wcale mnie nie zdziwi, jeśli to ekstremum zostanie przełamane i złoto zrobi nowy szczyt.

WNIOSKI + ISTOTNE UWAGI:

  1. Cały powyższy wywód i wszystkie wykresy wskazują, że globalne fundusze i w ogóle szerzej – rynki, gdzieś na przełomie 2013 i 2014 r. rozpoczęły „grę w inflację” w związku z wejściem w inflacyjną fazę ożywienia gospodarczego. To jest ta nasza „Istotna Zmiana Warunków” na skalę globalną. Jesteśmy dopiero na początku „gry w inflację”.

  2. Przez większość inflacyjnej fazy hossy rosną ceny surowców, a ceny akcji ich producentów, producentów półproduktów, producentów energii itd. zachowują się lepiej niż przeciętna rynkowa. W naszych polskich warunkach będzie to oznaczać lepsze niż przeciętna wzrosty spółek w rodzaju KGHM, a w nieco późniejszym momencie także co lepszych spółek węglowych (JSW?; LWB?) gdy cena węgla i KOL.US ETF zaczną wykazywac wyraźniejsze wzrosty

  3. Gromadzące się w gospodarce napięcia inflacyjne zmuszą w końcu banki centralne do zaostrzenia polityki monetarnej, co wpierw zahamuje wzrosty cen akcji i odwróci trend wzrostowy na rynku akcji, a następnie w perspektywie następnych kilku miesięcy – zatrzyma wzrosty na rynkach surowców, kończąc ostatecznie hossę. Ale to jeszcze dość daleko przed nami. Na razie mamy zaledwie początek tej fazy hossy.

  4. W czasie inflacyjnej fazy zdecydowanie lepiej zachowują się rynki grupy Emerging Markets. Do tego tematu krótko nawiążemy na sam koniec tego wpisu.

  5. Inflacyjna faza hossy nie jest równoznaczna z natychmiastowym pojawieniem się inflacji czy hiperinflacji. Inflacja na poziomie konsumenckim (CPI) wykraczająca poza „strefę komfortu” banków centralnych pojawia się w późniejszym etapie inflacyjnej fazy hossy.

  6. Jak długo trwa inflacyjna faza hossy na rynkach akcji? Ok. 1-3 lat. To pozwala nam mniej więcej wyznaczyć szczyt obecnej hossy na rynkach akcji na lata 2015-2017. Dla porównania: poprzednia inflacyjna faza hossy trwała w USA ok. 2 lat i zaczęła się ok. połowy 2005 r. (plus minus). Jeden cykl wcześniejsza inflacyjna faza hossy zaczęła się ok. końca 1998 roku i trwała do marca 2000 r.

Na koniec krótki update poprzedniego wpisu.

Mam nadzieję, że teraz moje przekonanie o bliskości solidniejszych wzrostów także na GPW, zaprezentowane poprzednio, staje się bardziej zrozumiałe. Jesteśmy w fazie hossy, w której globalne fundusze dużo chętniej kupują akcje EM. Czy nam się to podoba, czy nie, nadal jesteśmy przez zarządzających funduszami liczeni do tej grupy.

Na WIG20 mamy coraz mniejszą przestrzeń do podjęcia decyzji przez indeks. A biorąc pod uwagę, że miniony tydzień był 144 tygodniem od dna z września 2011 i patrząc na reakcję kontraktów na europejskie indeksy w godzinach wieczornych 27.06.2014 wcale mnie nie zdziwi, jeśli 26-27.06 na WIG20 mieliśmy ważne dno:

WIG20wkly

Szczyty EUR/PLN (lub dna PLN/EUR, jak kto woli) nadal zdają się wyprzedzać dna na WIG20. Ostatni ruch umacniający EUR wygląda jedynie na korektę w ramach trendu spadkowego, dobrze mieszczącego się w różowych Widłach Andrewsa:

EURPLN daily

Na koniec 2 przykłady wykresów różnych rynków EM, pokazujące, że coś ważnego zaczyna się tam dziać.

Brazylijski Bovespa:

Bovespamnthly

i rosyjski RTS:

RTSmonthly

Mamy tu wyraźne wyłamanie górą z niedźwiedzich Wideł Andrewsa, wyprowadzone z dna, powstałego w ważnym punkcie czasowym Greenblatt’a, po dotknięciu mediany. Andrews uczył, ze w takich razach droga najmniejszego oporu jest wzrost.

Kupujący rosyjskie akcje najwyraźniej znali powiedzenie barona Rotschilda „Kupuj, gdy słyszysz huk armat!”, ale akcje te kupowali nie dlatego, że zaczęła się wojna, tylko ze względu na „globalną grę w inflację”. Akcje rosyjskie są postrzegane jako instrumenty silnie związane z ceną ropy i gazu.

Proszę mi podać jeden rozsądny powód, dla którego polski WIG20 nie miałby wkrótce dołączyć do tego, co się dzieje na rynkach EM.

Od razu proszę o wykluczenie sprawy OFE . W funduszach OFE nie siedzą idioci, którzy w jeden dzień zarzucą polski rynek akcjami mordując wszystkie notowania. Oni też chcą sprzedać jak najlepiej i będą to robić w ten sposób!

To taki psychologiczny strach, który może wkrótce dobrze posłużyć do wspinaczki rynku „po ścianie strachu”.

KGHM i energetyka już wyraźnie reagują na „globalną grę w inflację”, chwilowym hamulcowym na razie są banki. Ale wystarczy, że przejdą do korekcyjnych odbić, że o wzrostach nie wspomnę i…

Tak, wiem, że nad rynkami rozwiniętymi wisi widmo większej korekty. Rosyjski rynek też jest silnie wykupiony. Ale intuicja podpowiada mi, że korekcyjne zachowania WIG20 będą bardziej wynikiem mieszanki oddziaływania czynników walutowych i surowcowych, niż ślepym naśladowaniem zachowań rynków rozwiniętych. Oczywiście nie unikniemy spadków, gdy na Zachodzie będą silne spadki. Ale kto powiedział, że korektę na rynkach rozwiniętych, zwłaszcza na początku muszą charakteryzować silne spadki?

Pisane w dniach 28-29.06.2014

Taka rozmaitość zieleni
A każda w chwale
Jedynego kwiatu.

Matsuo Basho (1644-94)

Pobudka dla spóźnialskiego

with 20 comments

Dawno nie przyglądałem się w szerszym kontekście sytuacji na polskim rynku. Ostatnim razem chyba na początku marca.

Nadszedł czas, by to spojrzenie odświeżyć. Zacznijmy od miesięcznego wykresu polskiego indeksu WIG20 z Widłami Andrewsa, rozciągniętymi na bardzo ważnych ekstremach z 2001, 2007 i 2009 roku. Ten wykres pokazuje, w jak ważnym miejscu obecnie jesteśmy:

W20mnthly

Kilka testów tzw. linii równoległej (do mediany), zaznaczonych niebieskimi strzałkami sugeruje, że jak przychodzi co do czego, to popyt zawsze mobilizował się do obrony linii.

I jeszcze coś: od połowy 2013 r. mamy malejącą zmienność na tejże linii – Tim Morge, jeden z najlepszych współczesnych interpretatorów Andrewsa nazywa takie zachowanie kursu „The Coil” (Cewka, Sprężyna) i jest to wg niego „miejsce gromadzenia się energii”(do wybicia).

Proszę zauważyć, jak mało miejsca pozostaje obecnie indeksowi na decyzję. Może albo szybko spaść w dół i przełamać dolną linię Wideł, albo idąc dalej w bok z podobnie marną zmiennością przez kolejne kilka miesiący naruszyć tę linię, albo wreszcie wybić się w górę i zacząć gonić rynki rozwinięte.

Z tych 3 możliwości, najbardziej prawdopodobna wydaje mi się ta 3 – wkrótce zacznie się wyraźne wybicie i Polska zacznie gonić resztę świata. Powody poniżej.

Zacznijmy od cykli Greenblatt’a w układzie miesięcznym:

WIG20 monthlyUP

21,34 – liczby Fibonacci’ego

47,76 – Liczby Lucasa

61,146, 205, 261 – pochodne od potęg i pierwiastków Złotej Spirali.

To, że w marcu 2014 mieliśmy dołek na takim układzie, nazwijmy go dołkiem „krymskim” z racji zjawisk towarzyszących jego powstaniu, jest symptomem funkcjonowania „Byczej Rotacji” czyli : w miejscach gdzie spotykają się najważniejsze cykle mamy do czynienia z tendencją do formowania się dołków, a nie szczytów.

Nie będę zanudzać kolejnymi przykładami na poziomie tygodniowym, powiem tylko tyle, że każdy kolejny lokalny dołek w kwietniu czy maju powstawał na wyraźnie lepszych cyklach niż sąsiadujący z nim lokalny szczyt.

Teraz kolejny wykres. Właściwie po jego prezentacji mógłbym już zakończyć temat, bo wyjaśnia on w zasadzie wszystko:

EURPLNwkly

Oto mamy wybicie dołem z długotrwałej konsolidacji, zakończonej trójkątem. Wyraźne umocnienie PLN. Ten trójkąt bardzo ładnie trzykrotnie testuje górną linię równoległą Wideł Andrewsa, rozciągniętych na dołku z sierpnia 2012 oraz szczytach z czerwca 2013 i lutego 2009.

Według tego, co nauczał Andrews mamy teraz ok. 80% szansę na to, że EUR/PLN zejdzie do linii mediany (środkowej) i dotknie ją przynajmniej raz, jeśli nie więcej razy, poruszając się cały czas w dół ( z korektami, oczywiście).

Dość konserwatywnie można uznać, że oznacza to, że we względnie niedalekiej przyszłości będziemy mieli test dna z sierpnia 2012. Nie sądzę, żeby to dno przetrwało i moim zdaniem za jakiś czas nie unikniemy testów dołków z 2010 roku w okolicach 3.80 w ramach „dotykania” linii mediany.

-No fajnie. Widać, że Złoty się umacnia w stosunku do Euro. Tylko co to ma wspólnego z WIG20? – spytasz Czytelniku

- Jak to co? Ach, zapomniałbym. Żeby to zobaczyć na wykresie EUR/PLN trzeba umieć spojrzeć na wykres „z lustrem w oczach”. Nie każdy ma takie zdolności. Więc ułatwię Ci Czytelniku zadanie i zrobię to za Ciebie – odwrócę tę parę walutową na jej przeciwieństwo czyli PLN/EUR. Czy teraz zaczyna to być już wyraźnie widoczne?

PLNEURwkly

Czy ten kształt nam czegoś nie przypomina? Właśnie, właśnie… przecież to taki trochę zniekształcony kształt WIG20 z ostatnich paru lat!!

Nasz flagowy indeks z dość dobrym przybliżeniem tańczy tak, jak mu zagrają kolejne fale napływającego do Polski i odpływającego od nas zagranicznego kapitału, wyrażone rosnącą i spadającą siłą PLN! Ale to chyba nikogo nie dziwi, zważywszy, że od dłuższego czasu to Mr Zagranica rozdaje karty na GPW?

Już rozumiesz Czytelniku dlaczego uważam, że wykres EUR/PLN praktycznie wszystko wyjaśnił?

Mamy „wybicie” na napływającym do Polski kapitale, obrazowanym przez parę PLN/EUR! Jak długo WIG20 może się temu zjawisku opierać? Czy więc grozi nam przełamanie linii równoległej na miesięcznym wykresie WIG20, (tym pierwszym od góry w tym wpisie) w formie spadku lub ruchu bocznego, o czym pisałem na początku?

W sytuacji napływu zagranicznego kapitału do Polski?

To tak, jakby powiedzieć „Tym razem jest inaczej”. To bardzo kosztowne dla inwestora słowa. Czasami bywa inaczej, ale zakładanie od razu, że w tym konkretnym przypadku tak jest, musiałoby oznaczać, że Mr Zagranica z niewiadomych przyczyn obraził się na WIG20.

A gdyby tak spróbować porównać zachowanie PLN/EUR i WIG20 ze sobą na jednym wykresie? Czy nie dałoby się w ten sposób zauważyć czegoś ciekawego?

Służę uprzejmie:

PLNW20

Nietrudno zauważyć, że oprócz zblizonego kształtu, PLN/EUR jest dość dobrym wskaźnikiem wyprzedzającym dla WIG20.

Dołki na PLN/EUR (a więc szczyty na powszechnie obserwowanym crossie EUR/PLN) mają tendencję do lekkiego wyprzedzania analogicznych dołków na WIG20 i jest to dość wyraźne. W najgorszym wypadku mamy równoczesne formowanie się dołków i tu i tu. Brak sytuacji, w której WIG20 wyprzedzałby dołek na PLN/EUR.

Znacznie gorzej wygląda kwestia szczytów. Tu korelacja czasowa między PLN/EUR i WIG20 nie jest już tak wyraźna. Mamy dłuższe okresy, w których PLN/EUR słabnie a WIG20 na to nie reaguje, robiąc kolejne, nowe maksima. Takie dywergencje potrafią utrzymywać się dość długo, ale w końcu PLN/EUR „zwycięża” i WIG20 podąża w kierunku przezeń wcześniej ustalonym.

Wytłumaczenie tych obserwacji wydaje się proste: wpierw Mr Zagranica zamienia obcą walutę na PLN (stąd wyprzedzenie dołków na PLN/EUR w stosunku do WIG20), potem wykłada pieniądze na stół w tak dużej ilości, że hamuje to spadki WIG20 i formuje się dołek. Kapitał zagraniczny napływa dalej, ale w coraz większym stopniu nowa fala wzrostowa finansowana jest przez kapitał krajowy, stąd rozmycie zależności między szczytami na PLN/EUR i WIG20 i formowanie się średnioterminowego szczytu na indeksie w znacznej odleglosci czasowej od pary PLN/EUR.

Czy ten kapitał płynie tylko do Polski? Nie. Podobnie do WIG20 zachowują się ostatnio węgierski BUX, czy czeski PX:

CzechPXwkly

Także waluty środkowoeuropejskie, takie jak HUF czy HRK zaczęły nowe trendy wzrostowe gdzieś w okolicach końca I kwartału tego roku. Jedynie czeska CZK nie jest w trendzie wzrostowym, a w trendzie bocznym o niewielkiej amplitudzie, ze względu na jej spory ruch dewaluacyjny, który dokonał się w listopadzie 2013

Najwyraźniej globalny kapitał portfelowy w końcu dostrzegł nasz, nieco zapomniany w ostatnich latach region, a stało się to w oczekiwaniu na niekonwencjonalną politykę monetarną EBC, która niedawno stała się ciałem….

Wróćmy do WIG20. Oto kolejna porcja Wideł.

Najpierw Widły na wykresie tygodniowym, o niedźwiedziej wymowie:

W20wkly

Oba układy połamane. Andrews uczył, że w takich razach drogą najmniejszego oporu dla rynku jest droga w górę.

Kolejny układ niedźwiedzi; Widly rozpięte o szczyty z 2007 r i listopada 2013 oraz dołek z maja 2013:

W20bearslastchance

Właśnie jesteśmy na tej linii. Nic dziwnego, że indeks zareagował: ma na co. Wydaje się, że to powinno wystarczyć do krotkoterminowej korekty, ale na zbyt wiele na miejscu niedźwiedzi bym nie liczył.

Teraz dla odmiany dwa bycze układy Wideł:

W20wkly2

Na razie linie się trzymają, ale te bardziej agresywne Widły (zielone) mogą zostać naruszone.

A czy można cokolwiek spróbować zaprognozować na przyszłość dla WIG20 w oparciu o Widły?

Spróbujmy:

W20wklymedian

Tu jest troszkę kombinacji. Medianę wyprowadziłem z przedostatniego dołka spadków z lat 2007-09, a nie z końcowego dna. Z moich obserwacji zachowań Wideł wiem, ze często przedostatni, a nie ostatni dołek (lub szczyt dla trendów spadkowych) jest lepszym miejscem do zaczepienia Wideł i tak w tym wypadku zrobiłem. Andrews dopuszczał takie podejście pod warunkiem przechodzenia linii przez jakieś ekstrema, co w tym wypadku ma miejsce na dolnej linii i medianie w okolicy lokalnego szczytu z lutego 2012.

Wróćmy znowu do Andrewsa: jeśli linie równoległe bronią się w testach, istnieje ok. 80% prawdopodobieństwo, że kurs sprobuje przynajmniej raz dotknąć linii mediany.

W dniu dzisiejszym ta linia mediany znajduje się kilka punktów poniżej 3400 pkt. Nawet bardzo szybki i silny rynek Byka nie zdąży jej dotknąć przed osiągnięciem 3500 pkt.

Można więc oczekiwać, że z 80% prawdopodobieństwem ruch w górę sięgnie co najmniej 3500 pkt.

Oczywiście z korektami po drodze, co jest chyba jasne…

Relatywnie WIG20 może wkrótce być mocniejszy, niż większość globalnych indeksów – taki jest częsty los spóźnialskiego, zauważonego w końcu przez Kapitał, wszak  polski flagowy indeks jest obecnie w miejscu, w którym np. amerykańskie indeksy były na przełomie 2011 i 2012 roku, a indeksy krajów rozwiniętych potrzebują odpoczynku.

Nadal warto patrzeć na prowadzenie, oferowane WIG20 przez parę EUR/PLN czy też  jej odwrotność czyli PLN/EUR. Przynajmniej jeszcze przez czas jakiś powinno to działać, być może dłużej niż w poprzednich przypadkach, ze względu na znacznie słabszą rolę OFE jako potencjalnego nabywcy akcji w stosunku do lat ubiegłych.

Zdaje się, że Mr Draghi zagrał pobudkę polskiemu rynkowi akcji…

Wierzba
Zapomniała o swoich korzeniach
W bujnej trawie.

Issa (1763-1827)

Written by songmun

11 Czerwiec 2014 at 19:00

London calling?

with 120 comments

London calling, yes, I was there, too
An’ you know what they said? Well, some of it was true!
London calling at the top of the dial
After all this, won’t you give me a smile?”

Londyn wzywa, tak ja też to słyszę
I wiesz co oni powiedzieli? Jakaś część tego była prawdziwa!
Londyn wzywa (lub dzwoni) ze środka tarczy (telefonicznej)
Po tym wszystkim czy nie uśmiechniesz się do mnie?

The Clash „London calling”

Londyn wzywa, choć może lepiej w naszym wypadku brzmiałoby – dzwoni. Ściślej – dzwoni FTSE100, najważniejszy angielski indeks. A jeszcze ściślej to alarmuje rzadki, ale potencjalnie bardzo istotny squaring na tym indeksie.

Troszkę matematyki w minimalnej dawce, ale koniecznej:

Szczyt FTSE100 intraday z 15 maja 2014 to    6894.88 pkt.

Dno FTSE100 intraday z 9 marca 2009 to      3460.71 pkt.

Między tymi datami odbyło się                          1308 sesji.

6894.88 – 3460.71 = 3434.17 pkt  – o tyle punktów wzrósł FTSE100

Podzielmy teraz jedno przez drugie :

3434.17 : 1308 = 2.6255 punktów na sesję, bardzo blisko 2.618.

Aby uzyskać idealne 2.618 punktów na każdą sesję, FTSE100 powinien był zrobić szczyt intraday zaledwie 9 punktów niżej; całkowicie dopuszczalna różnica.

To jest bardzo silny squaring ceny i czasu! A ponieważ jego początek to dno aż z marca 2009, mamy tu więc potencjalnie olbrzymią szansę, że FTSE100 kończy swoje 5-letnie wzrosty!

FTSE100mnthly

Czy jestem tego pewien? Tak, jeśli squaring się obroni.

W zasadzie FTSE100 ma niewiele czasu, by wyjść choćby minimalnie ponad 6894.88 pkt i złamać squaring. Takie zachowanie zwiastować będzie gotowość FTSE100 do dużego ruchu w górę, nawet jeśli początkowo do niego nie dojdzie (czyli squaring zostanie złamany, po czym indeks zawróci) – złamanie squaringu zawsze oznacza „chęć” rynku do poruszania się dalej w dotychczasowym kierunku przy pojawieniu się ku temu sprzyjających okoliczności.

Jeśli jednak do przełamania nie dojdzie, można spokojnie przyjąć że rynek angielski, mierzony indeksem FTSE100 zakończył swe wzrosty, zatrzymany tuż pod nadal nie pokonanym szczytem wszechczasów z końca 1999 roku na poziomie 6950.6 pkt.

Tylko czy Footsie zdoła ten squaring złamać? Patrząc na to, jak zaraz po 15.05.14 osłabła siła względna tego indeksu w stosunku do np. indeksów amerykańskich czy DAX’a mam spore wątpliwości. Niemniej jednak nie przesądzam sprawy tak długo, jak długo nie zobaczę próby nieudanego ataku na szczyt z 15.05 w ciągu najbliższych paru dni.

Hej! Czy ty nie próbujesz nam wmówić, że to może być koniec globalnej hossy od 2009 r.?

Nie, nie próbuję. To prawdopdobnie nie jest koniec hossy na wszystkich rynkach. To MOŻE być koniec hossy dla setki największych spółek, notowanych w Londynie. Może, jeśli squaring się utrzyma.

W takiej sytuacji FTSE100 byłby po prostu w potężnym trendzie bocznym od początku 2000 roku.

Zresztą dla innych indeksow wcale nie przewiduję TERAZ końca hossy.

Na przykład taki niemiecki DAX zdaje się pokazywać 5-falową strukturę spadkową w okresie 15-19.05.2014

DAX5min5waves

ale to przecież wcale nie musi oznaczać końca hossy. I wg mnie nie oznacza, bo wpisywałoby mi się to ładnie w strukturę fali płaskiej typu 3-3-5 na tym indeksie, począwszy od szczytu ze stycznia 2014 (uwaga – wykres opracowany przed sesją z 23.05, bez uwzględnienia ostatniej sesji) :

DAX60min335

oczywiście 2 warunki muszą tu być spełnione:

  1. Moje oznaczenie jest prawidłowe – czego tak do konca nie jestem pewien, bo to, co oznaczam jako niebieskie 3-4 może być tak naprawdę falą X w podwójnym zygzaku; za tym podejsciem przemawiałoby np. duże podpobieństwo do siebie tej struktury i czerwonej III-IV.

  2. W najbliższych dniach nie dojdzie do wyjścia DAX’a powyżej szczytu z 15.05

Na realizację punktu 2 są nadal spore szanse – dla większości rynków okres od 23 do 27-28.05 jest bardzo istotnym węzłem czasowym na poziomie dziennym, co postaram się pokazać na przykładzie amerykańskiego Nasdaq’a 100 w układzie dziennym:

Ndxdailycycles

i tygodniowym:

NDXwklycycles

Objaśnienia:

11, 47, 76 – liczby z ciągu Lucas’a

13, 34, 55, 145 (144+1), 232 (233-1), 610 – liczby z ciagu Fibonacci’ego

79, 127, 162, 381 (382-1) czy 619(618+1) – liczby pochodne od Złotej Spirali potęg i pierwiastków współczynnika Fibonacci’ego (np. 79 –pochodna pierwiastka kwadratowego z 0.618, 127 – pochodna pierwiastka kwadratowego z 1.618 itd.)

Proszę pamietać o dokładności plus minus jednej jednostki czasowej!

Cykle Greenblatta wskazują na poważną szansę na utworzenie się szczytu w okresie 23-28.05.14 . Możliwe, że szczyt już powstał 23.05 – w tej sytuacji na Nasdaq 100 mielibyśmy sytuację jednakowej długości czasowej dla spadków z marca-kwietnia 2014 (ok. 27 sesji) i nastepujacych po nich wzrostów (również ok. 27 sesji).

Wracając jeszcze na chwilkę do FTSE100, dodam tylko, że dla tego indeksu mijający tydzień był 144 tygodniem od bardzo ważnego na tym indeksie dna z 9 sierpnia 2011 r. co jest kolejnym potwierdzeniem możliwej istotności omawianego szczytu z 15.05.2014 r. i zwiększa prawdopodobieństwo jego nie pobicia.

Załóżmy teraz, że squaring na FTSE100 się utrzyma – czy to oznacza, że w Londynie przechodzimy do silnych spadków? Prawdopodobnie nie. Proszę zauważyć, że w takiej sytuacji tylko dwie grupy będą uważały, że rynek niedźwiedzia już się zaczął: ci, którzy znają tę metodę i permabears, ale w ich wypadku to chyba żadne zaskoczenie. Większość nadal będzie uważać, że FTSE jest w trendzie wzrostowym i dopiero stopniowo pogarszająca się sytuacja techniczna zacznie przekonywać coraz większą grupę, że „to” się skończyło. Ta większość będzie jeszcze przez jakiś czas tworzyć popyt, nie pozwalający za bardzo rozwinąć się spadkom.

Przejście ze względnie silnych wzrostów wprost do mocnych spadków jest stosunkowo rzadkie i najczęściej towarzyszy pęknięciu baniek spekulacyjnych. A rok 2013 bardzo trudno uznać za finał banki spekulacyjnej na FTSE100 – trzeba by mocno naginać rzeczywistość, by próbować udowodnić tak karkołomną tezę.

Na razie oczekiwałbym tu raczej czegoś w typie trendu bocznego z coraz niższymi szczytami, formowanymi poniżej ekstremum z 15.05 , ze stopniowym kierunkiem lekko w dół. Coś w stylu zwierciedlanego odbicia ruchów FTSE 100 z 2013 roku, tylko z lekką tendencją spadkową, a nie wzrostową.

I jeszcze raz, na koniec The Clash:

After all this, won’t you give me a smile?” (Po tym wszystkim czy nie uśmiechniesz się do mnie?)

:-)

Wiatry, co wieją -
Zapytaj je, który liść
Bedzie następny

Kyoshi Takahama (1874-1959)

Written by songmun

25 Maj 2014 at 16:47