NATURA BRAMY

Rynki Ekonomia Gospodarka Świat i czasem Polityka

7 czy 11?

with 20 comments

Ten wpis miałem opublikować jeszcze w zeszłym tygodniu, jednakże z tzw. „ważnych przyczyn rodzinnych” robię to dopiero teraz. Z tego powodu wykresy są ze stanem na zeszły tydzień, a nie na dziś, ale w przypadku interwału tygodniowego nie jest to chyba wielka przeszkoda.

Chciałbym podzielić go na dwie części. Część pierwsza dotyczyć będzie tego, co się stało ewentualnie jeszcze się dzieje teraz, część druga będzie zgrubną próbą spojrzenia w przyszłość; tu zaszły nowe okoliczności, zmieniające dość dużo….

Zacznijmy od tego, co już się stało, ewentualnie ciągle jeszcze się dzieje. Jak się za chwilę okaże, zobaczymy tu liczby z okolicy 144 w działaniu.

Mamy już dość istotne średnioterminowe szczyty na większości rynków rozwiniętych.

Pierwszy zaczął londyński FTSE100. Wpis pt. „London calling?” dość dobrze wyłapał ten moment, a opisany tam squaring, który powstał 15 maja, wytrzymał kilkukrotne próby przełamania go, podejmowane przez rynek.

FTSE100144

Kolejny był francuski CAC40

CAC40wkly

I niemiecki DAX

DAXwklycycl

Tu dodatkowo na obu indeksach mamy wspomagające oddziaływanie 610 tygodnia, liczonego od dołka z 8 października 2002, przypadającego na przełom pierwszej i drugiej połowy czerwca 2014 oraz w przypadku DAX’a istotnego punktu wg Gann’a – letniego przesilenia (w tym roku 20.06.2014 r).

Co ciekawe, jedynie w USA dołek z października 2002 wyznaczał dno „internetowej bessy”. W Europie Zachodniej dopiero dno z połowy marca 2003 zakończyło spadki. Tymczasem, co ciekawe, w USA węzeł czasowy, wynikający z dna bessy internetowej, nie wykazał się istotnym wpływem.

Dlaczego? Bo główną siłą, oddziałującą na indeksy okazał się cykl 144-146 tygodniowy i to on warunkował zachowanie poszczególnych indeksów w krajach rozwiniętych. Jeśli przyjrzymy się uważniej, jak formowały się dna „greckich” spadków w 2011 r. zauważymy ich identyczną sekwencję w stosunku do obecnie formujących się szczytów.

Pierwszy, już 9.08.2011 r. swe dno uformował FTSE100. Szczyt 15.05.2014 r. powstał 144 tygodnie później.

W następnej kolejności swe dołki w 2011 roku robiły CAC40 i DAX. Było to 23.09.2011. Szczyt CAC40 z 9.06.2014 wypadł 990 dni później. To nie jest 144 tygodnie, tylko trochę mniej – 142 tygodnie, a licząc już bardzo dokładnie, „dzień w dzień”, jest to 141.42 tygodni. Jeśli komuś ta liczba kojarzy się ze szkolną matematyką, jest na właściwym tropie. Wystarczy przestawić przecinek (ewentualnie kropkę u Anglosasów) o dwa miejsca w lewo i otrzymujemy 1.4142, czyli pierwiastek kwadratowy z 2 i to z dokładnością do 4 znaczących miejsc! Z moich obserwacji wiem, że pochodna pierwiastka z 2 pojawia się rzadziej, ale potrafi być istotna.

Jako ostatni swój dołek w roku 2011 uformował rynek amerykański. Było to w dniu 4.10.2011 r.

Wygląda na to, że w USA jeszcze szczytu nie mamy, choć jesteśmy bardzo blisko takowego. Na ten tydzień mamy w USA 146 tydzień, licząc od dna z października 2011, więc patrząc na układ techniczny, szczyt powinien wypaść pod koniec tego tygodnia lub maksymalnie w przyszłym tygodniu, raczej na jego początku. Dla szukających wpływu Księżyca na rynki – 26.07.2014 mamy Nów, więc ewentualny szczyt 2-3 dni od tej daty w tę czy w tę byłby jak najbardziej na miejscu. Nowie, jeśli już towarzyszą ekstremom, częściej tym o emocjach pozytywnych.

Dla wierzących wyłącznie w „twarde” fakty szczyt w okolicy lipcowego posiedzenia FOMC (29-30.07),zapewne jeszcze przed komunikatem, również jest do przyjęcia.

Jednoczesnie z dochodzeniem do szczytu w USA, rynki Zachodniej Europy wyciągają swoje fale B korekty, rozpoczętej w czerwcu.

Tak bym to mniej więcej widział.

Mamy już komplet tego, co jest. Pytanie brzmi – czy te szczyty to już koniec hossy? Zdecydowanie nie i chciałbym, żebyśmy się jednoznacznie rozumieli w tej kwestii. Jeśli już w ogóle koniec czegokolwiek, to mamy co najwyżej do czynienia z końcem wzrostów, liczonych od dna z 2011 r., a i to może być nadal zbyt wcześnie powiedziane, o czym za chwilę. Jak zwykle w takich razach, test ewentualnego szczytu powie nam, z czym mamy do czynienia i do momentu jego zakończenia nie wysuwałbym zbyt daleko idących wniosków.

Tu ważna dygresja. Ze zdziwieniem obserwuję, jak wielu ludzi próbuje idealnie „sprzedać szczyt/kupić dołek”. Niestety także wśród moich Czytelników. To naprawdę bezsensowne działanie. Jeśli najlepszym spekulantom udaje się przewidzieć, co się stanie jutro na rynku w 6 na 10 przypadków to oznacza aż 40% błędu. A oni są naprawdę najlepsi! Sądzisz Czytelniku, ze jesteś lepszy od nich? Najprawdopodobniej nie. Więc będziesz popełniać więcej błędów – czytaj: wykrwawiać swój rachunek na zleceniach stop-loss, które zapewne zakładasz, bo jeśli nie, to już w ogóle katastrofa.

I po co to wszystko? Praktycznie każdy ważniejszy szczyt lub dołek podlega testowaniu. Dna typu V lub szczyty typu A są naprawdę rzadkie.

Po zmianie trendu większość nadal wierzy w stary trend, nie zauważając, że się zmienił. Wskutek tego testy „zdejmują” co najmniej 50% tego świeżego ruchu w nowym kierunku, tworząc falę 2 lub B. Bardzo często taki test ekstremum zdejmuje 62- 79% pierwszego ruchu w nowym kierunku, a bywa, że jeszcze więcej. I cóż mamy tu za sytuację?

Oto z nadzwyczajnym mistrzostwem lub co częstsze, po prostu z wielkim szczęściem udało Ci się zająć Czytelniku pozycję tuż pod szczytem lub tuż nad dołkiem może tego samego dnia, gdy powstawał, troszkę na tym zarobić i teraz musisz patrzeć, jak test zjada to, co z takim trudem wywalczyłeś, cały czas zastanawiając się, czy masz rację i mimo wszystko ruch się odwróci, gdyż to tylko test, czy też polegniesz po raz kolejny na polu bitwy, bo Twoje ekstremum okaże się po raz kolejny zwykłym początkiem korekty dotychczasowego trendu, a korekta ta właśnie się skończyła….

A nie lepiej zrobić inaczej?

W tej sprawie zdecydowanie warto zastosować praktyczną radę Gann’a. Gann sugerował, by nie kupować głównego dołka i nie sprzedawać na krótko głównego szczytu, tylko zaczekać na jego test i tam otwierać pozycje.

W większości wypadków najsilniejsza część nowego ruchu i najczęściej najdłuższa, przypada na okres po obronie testowanego ekstremum, co zresztą jest psychologicznie zrozumiałe – nowemu trendowi pomagają ci, którzy liczyli na kontynuację starego ruchu, ale rozczarował ich wynik testu, więc zamykają swe pozycje, dodając siły ruchowi w nowym kierunku.

W ten sposób niewiele się traci z całego ruchu, a zyskuje się pewność, że testowane ekstremum jest naprawdę solidne, bo wytrzymało test. Mówiąc „Elliottem”: pozycje otwierać należy na początku fali 3 lub C.

To, że ja sobie tu często piszę o różnych spodziewanych ekstremach, podaję ich potencjalne zasięgi itd. nie oznacza, że w tych samych miejscach stawiam zaraz zlecenia przeciwne do dotychczasowego kierunku ruchu!

Moje pisanie to w ponad 90% przypadków „łapanie ekstremum na sucho”, bez angażowania rzeczywistych pieniędzy! Niezwykle rzadko decyduję się na wejście „od razu” w nowe ekstremum i Wam, Szanowni Czytelnicy również takie podejście polecam! Otwieranie pozycji na testach ekstremów zdecydowanie poprawia stan konta!

To tyle dygresji, przejdźmy do drugiej części, w której postaram się m.in. wyjaśnić, skąd wziął się tytuł.

Tym razem skupimy się na amerykańskich indeksach akcji, gdyż reszta świata i tak mniej lub bardziej za nimi podąży.

Tę część mojego wywodu zainspirował bezpośrednio Jeff Greenblatt, wskazując, że 8.10.2014 wypada dokładnie co do dnia 144 miesiące ( a więc równo 12 lat) od dna internetowej bessy z 2002 roku. Ale data ta wiąże się nie tylko z tą rocznicą i to już udało mi się znaleźć osobiście, czym się zresztą z Jeffem podzieliłem.

Równocześnie, także niemal co do dnia, na październik 2014 przypada 987 miesięcy (liczba Fibonacci’ego) od dna… z lipca 1932 r (dokładnie dno to wypadło 7.07.1932 r.)! To jest potencjalnie gigantyczny węzeł czasowy i jeśli zadziała, może nas spokojnie „ustawić” na kilka lat!

Dwa, tak bardzo różne wydarzenia, tak odległe od siebie czasowo, idealnie wskazują ten sam punkt!

Dodajmy do tego jeszcze jedną ciekawą okoliczność – na 8.10.2014 r. przypada drugie w tym roku zaćmienie Księżyca.

Przeciętnie w roku wypadają 2 zaćmienia Księżyca. Niekiedy zdarzają się 3 rocznie. Wiem, że teza o oddziaływaniu zaćmień Księżyca na zbiorową psychikę inwestorów jest mocno dyskusyjna i nie mam zamiaru tu udowadniać jego wpływów lub braku takowego.

Osobiście jestem zdania, (co pozostawię bez dowodu) że zaćmienia Księżyca w normalnych warunkach nie oddziałują na zbiorową psychikę inwestorów. Wystarczy zerknąć np. na ostatnie kilka lat i porównać daty zaćmień Księżyca z lokalnymi ekstremami na rynkach, by zauważyć brak większej korelacji.

Kiedy wg mnie takie oddziaływanie się pojawia? Gdy inwestorzy są w jakimś stopniu w „nienormalnym” stanie psychicznym, gdy np. tkwią w silnym strachu bądź w błogim samozadowoleniu. Z taką sytuacją mamy do czynienia w tym roku – większość czasu od początku roku inwestorzy tkwią w silnym samozadowoleniu, wystarczy zerknąć na VIX’a by to dostrzec.

Ale był jeden wyjątek: okolice marca – kwietnia 2014.

Nagle, dzięki prezydentowi Putinowi zauważyliśmy, jak kruchy jest globalny pokój, a indeksy giełdowe zaczęły poruszać się w rytm konferencji prasowych Putina i stawianych przez niego żądań wobec Ukrainy. Klasyczne oddziaływanie geopolityki. Strach na rynkach narastał do 14.04.2014, gdy rynek w USA zrobił dno.

Korekty kończą się wtedy, gdy wielu na raz zaczyna poważnie obawiać się, że mamy dłuższe ochłodzenie koniunktury, albo wręcz bessę. Tym różnią się zdecydowanie od rynków Niedźwiedzia. Strach na rynkach Niedźwiedzia przychodzi powoli. Rynek spada, a eksperci bajają o różnych „goldilock scenarios” itd, dowodząc, że nadal jest super i tylko patrzeć, jak rynek powróci do wzrostów, a gospodarka znowu ruszy. Niektórzy mówią, że rynek Niedźwiedzia zapada się w „dolinę nadziei”, przez analogię do wspinania się hossy po „ścianie strachu”.

Dobrze, a co to ma wspólnego z zaćmieniami Księżyca?

Otóż 15.04.2014, a więc dzień po kwietniowym dnie, mieliśmy do czynienia z pierwszym w tym roku zaćmieniem Księżyca.

Osobiście uważam, że w tym miejscu nastąpiła kulminacja rynkowego strachu, narastającego od plus minus mojego niezbyt udanego okna czasowego, wynikającego z 261 tygodnia od dna z 2009 r, które jak się okazało, było w stanie sprowokować tylko miesięczną korektę.

Okno czasowe 261-262 tygodnie to jedno z silniejszych, jakie znam. Wystarczy wspomnieć, że w 2007 r. to ono właśnie zakończyło wzrosty w USA. Jego przełamanie zdarza się niezbyt często i najczęściej jest dowodem na siłę rynku. Takie zjawisko obserwowałem, analizując ruch amerykańskich indeksów w latach 50-tych, w najsilniejszej fazie XX wiecznej hossy

Właśnie szybkie pojawienie się strachu oraz dominacja opisanego wyżej plus minus 144 tygodniowego cyklu, która wyszła na jaw dopiero w czerwcu-lipcu tego roku, stoi za rozbijaniem przez rynki kolejnych mniejszych czy większych węzłów czasowych w kwietniu – maju.

Nim przejdziemy do próby symulacji przyszłego zachowania rynku, powiem jeszcze tylko, że „po drodze”, w drugiej połowie sierpnia, będziemy mieli 618 tydzień (pochodna od 0.618), który również powinien odcisnąć swe piętno na obrazie rynku.

Nasza zgrubna symulacja jest tak właściwie próbą określenia, wg którego ze znanych nam wzorców będzie zachowywać się rynek obecnie: 2007 czy 2011? Nawiasem mówiąc stąd tytuł wpisu.

Wariant 1 – 2007:

Przyjrzyjmy się, jak wyglądał rok 2007 w USA. Ważny szczyt w lipcu, korekta w sierpniu i potem wzrosty do pierwszej połowy października, szczyt i koniec zabawy w Byka.

Przekładając to na obecny układ : lokalne, średnioterminowe dno 618 tygodni w drugiej połowie sierpnia i ważny szczyt, prawdopodobnie trochę powyżej obecnych szczytów, we wspomnianym węźle 8.10.2014

Wariant 2 – 2011:

To zgrubnie powtórka z roku 2011. Wzrosty do lipca (to już mamy). W lipcu rynek przechodzi do spadków, w 618 tygodniu mamy szczyt korekcyjnego wzrostu, po czym nadchodzi „czerwony” wrzesień, a dno robimy 7-8.10.2014. To typowy, wieloletni schemat rozwoju sytuacji, często powtarzający się w układzie sezonowym.

W normalnym układzie to wariant 2 jest bardziej prawdopodobny zgodnie z zasadą, że w hossie w najważniejszych węzłach zazwyczaj wypadają dołki. Tu mamy jedno ważne zastrzeżenie:dołkom, tworzącym się w tak potężnych węzłach towarzyszy poważny strach. Tymczasem dziś ciągle mamy samozadowolenie i VIX’a w okolicach 12 pkt, co trudno nazwać strachem

Im bliżej jesteśmy tego węzła bez naprawdę silnych spadków, tym bardziej konieczne staje się pojawienie się panicznej wyprzedaży tuż przed węzłem, jeśli to z wariantem 2 mamy do czynienia.

Mówiąc prosto: kto zakłada, że to wariant typu „2011” musi liczyć się z silną wyprzedażą i bliskimi panicznym zachowaniom na przełomie września i października tego roku. To jest jak powiedzenie: w tym okresie będzie panika! Trzeba przyznać, dość ryzykowne stwierdzenie.

To nie jest niemożliwe, ale….

Na korzyść wariantu „2007” z kolei przemawia właśnie samozadowolenie. Poza tym, jeśli pod koniec lipca wypadłby w USA szczyt, co jest w obecnych warunkach najbardziej prawdopodobne, to węzeł 618 tygodnia od dna z października 2002 byłby raczej naturalnym dołkiem, który powinien dać kontynuację wzrostów we wrześniu

Niestety dalsze implikacje scenariusza „2007” są niewesołe dla bezkrytycznych Byków. Tak potężny węzeł na kilka lat może ustawić np. trend boczny o sporej amplitudzie, typu kołysanie indeksu S&P500 między wartościami 1500 a 2000. To oczywiście jedna z wielu różnych możliwości, a na obecną chwilę jest zdecydowanie zbyt wcześnie próbować wymyślić co stanie się po 8.10 – jedno jest pewne, w wariancie „2007” na długo trzeba będzie zapomnieć o wzrostach podobnych do tych, których doświadczaliśmy w USA w latach 2013-14.

Hej! A dlaczego nie bierzesz pod uwagę, że tym razem znowu może nic z tego nie być?

Bo w tym wypadku szansa na taki rozwój sytuacji jest naprawdę bardzo niewielka, o czym poniżej. Oczywiście nie jestem w stanie dziś powiedzieć, co będzie przyczyną zwrotu w węźle, w którąkolwiek stronę ten zwrot nastąpi.

Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie próbował znaleźć potencjalnego „sprawcy”. No i znalazłem. Mam swojego „faworyta”.

Otóż 8.10.2014 r. to środa 3 tygodnie po wrześniowym posiedzeniu FED (16-17.09.2014 r.). O ile nic specjalnego nie wypada, właśnie w środę 3 tygodnie po swym ostatnim posiedzeniu FED zazwyczaj publikuje pełny protokół, tzw. „minutes” z tego posiedzenia….

W ostatnim okresie każda publikacja „minutes” w jakiś sposób ruszała rynkiem, podobnie jak dane o inflacji czy dane o bezrobociu. Działo się tak z oczywistych względów – rynek wypatruje sygnałów zaostrzenia polityki monetarnej i zwraca baczniejszą uwagę na wszystko, co się z tym wiąże.

Trudno mi po prostu uwierzyć, że nagle ta październikowa publikacja nie wywołałaby żadnej reakcji….

A więc 2007 czy 2011? Na razie można jeszcze wybierać, ale z biegiem czasu będzie coraz bardziej jasne, z czym mamy do czynienia.

Co za księżyc -
Złodziej przystaje
Żeby śpiewać.

Buson (1715-1783)

Written by songmun

22 Lipiec 2014 at 20:16

Istotna zmiana warunków

with 40 comments

Dziś będzie dużo tekstu i sporo wykresów, przejdźmy więc do meritum po króciutkim wstępie.

Muszę się do czegoś przyznać. W ciągu ostatnich kilku miesięcy przegapiłem pewną bardzo istotną sprawę, co właśnie dziś chcę nadrobić.

Czasami tak jest, że człowiek patrzy na wykres, ba, sprawdza jego wygląd niemal codziennie i nie dostrzega tego, co naprawdę ważne.

Dzieje się tak głównie dlatego, że patrzy się tak naprawdę bardzo pobieżnie, a w głowie ma się gotowy, wdrukowany schemat; np. taki: „na tym wykresie jak zwykle trend boczny, jak od wielu już tygodni, nic ciekawego”, albo „tu dalej są spadki, nie ma nad czym się zastanawiać”.

Aż zobaczy się coś, co w końcu każe siąść i poświęcić tych parę godzin na pogłębioną analizę traktowanego dotąd pobieżnie instrumentu. I wtedy właśnie odkrywa się takie „istotne sprawy”.

A gdy już zauważy się to coś na jednym wykresie, szuka się tego na innych, pokrewnych instrumentach, by w końcu zrozumieć, że na rynkach stało się coś ważnego.

O takiej ważnej z punktu widzenia przeciętnego inwestora sprawie będzie dzisiejszy wpis.

Zacznę od stosunkowo najmniej istotnego wykresu, by stopniowo przechodzić ku rzeczom ważniejszym.

Na początek, jako wprowadzenie do tematu, kilka wykresów różnych ETF-ów, mniej lub bardziej ze sobą powiązanych, notowanych na dawnym Amex’ie, obecnie NYSEMarket

Pierwszy to wykres JJN.US – ETF odwzorowujący notowania niklu (kontraktów futures na metal):

JJNetfwkly

Ewidentne wyłamanie przez linię bessy (czerwoną), rozpoczęte w 146 tygodniu od średnioterminowego szczytu (146 – pochodna od czwartej potęgi 0.618 czyli 0.1459…)

Kolejny to LIT.US – ETF, grupujący światowych producentów i głównych przemysłowych użytkowników Litu:

LITetfwkly

Podwójne dno latem 2013, z drugim dnem utworzonym 138 tygodni (pochodna od 1.382) od średnioterminowego szczytu z 2011 roku. Przełamanie czerwonej linii bessy i powolne, niezbyt intensywne wzrosty z krótkoterminowymi, dość głębokimi korektami, wyznaczające zieloną linię trendu.

Nastepny ETF – NLR.US. Ten ETF jest funduszem, odwzorowującym koszyk ważnych producentów uranu i wiodących użytkowników elektrowni jądrowych:

NLRetfwkly

I znowu podobna sytuacja. Słaby, ale uporczywy trend wzrostowy po dołku, powstałym 263 tygodnie od szczytu z 2007 r.

I następny ETF. Tym razem to KOL.US, ETF mający w składzie amerykańskich producentów węgla energetycznego i koksowego, a także kilka wiodących firm energetycznych w rodzaju Peabody, bazujących w dużym stopniu na elektrowniach węglowych:

KOLetfwkly

Ten wykres nie jest już tak optymistyczny w swej wymowie, jak prezentowane wcześniej, ale także i tu nie ma spadków, jest przełamanie linii bessy i konsolidacja.

Oczywiście są i maruderzy, w rodzaju TIN.US – ETFa, odwzorwującego notowania cyny (kontraktów futures na ten metal):

TINetfwkly

gdzie mamy zawężającą się, trójkątopodobną strefę długotrwałej konsolidacji. Ale nawet tu nie ma spadków!

Przejdźmy teraz od ETF do CRB Continuous Commodity Index, nieważonego indeksu surowcowego, w układzie miesięcznym:

CRBmnthly

Mediana Wideł Andrews’a (Andrews Pitchfork) idealnie wyłapała szczyt z 2011 roku, który powstał na zbiegu tej linii i strefy 61,8% zniesienia spadków z lat 2007 i 2008. Analogicznie dolna linia równoległa wideł bardzo ładnie wyłapała ostatni dołek CRB. Co sugeruje to już całkiem wyraźne odbicie od dolnej linii Wideł?

Przejdźmy stopniowo ku powszechniej używanym instrumentom. Zacznijmy od kontraktów na miedź (High Grade Copper) w układzie miesięcznym:

HGmnthly

I znowu Widły Andrewsa w długoterminowym układzie ładnie wyłapują dołek.

Rzućmy okiem na wykres tygodniowy:

HGwkly

Od szczytu do dołka korekty mamy 161 tygodni (pochodna od 1.618), struktura korekty jest typowo trójkowa z trójkątem w środku rozdzielającym dwie fale spadkowe, a sam układ dna wygląda prawie jak świecowa formacja Gwiazdy Porannej. Biorąc pod uwagę, że to wykres tygodniowy, na którym dużo trudniej o prawidłowe formacje, a nie dzienny, byłbym skłonny to pod Gwiazdę Poranną podciągnąć, choć wiem, że to nieco na siłę.

Z ciekawostek technicznych – proszę zwrócić uwagę na ześlizg kursu po górnej linii równoległej Wideł, rozciągniętych na trójkącie i w ostatniej fali spadkowej. Osobiście spodziewałem się spadku cen miedzi do okolic 275 a nawet 250 c/lb, ale Pan Rynek uznał, że będzie inaczej. Pozostaje pogodzić się z jego wyrokiem:-)

Dla tych, którzy nie zasną w spokoju, jeśli nie zobaczą fundamentalnego uzasadnienia tego, co widać na wykresie, też coś mam. Oto wykres stanu zapasów miedzi w magazynach największych światowych giełd. Wykres opracowany został przez Saxobank, a upubliczniony w Bloomberg’u. Ja ściągnąłem go z portalu mining.com:

saxo-copper-inventories

Czy po obejrzeniu powyższych wykresów kogoś jeszcze dziwi niedawna radykalna poprawa zachowania akcji KGHM, polskiego producenta miedzi, srebra i złota? Do tych dwu ostatnich metali za chwilę wrócimy.

Zdaję sobie sprawę, że po obejrzeniu wykresów powyżej, niektórzy co bardziej gorącogłowi Czytelnicy gotowi są jak najszybciej biec i kupować miedź. Żeby trochę ich ostudzić, pokażę wykres miedzi w układzie dziennym:

HGdaily

Proszę Państwa, powoli! Zdążycie jeszcze spokojnie kupić w dobrym technicznie miejscu! :-)

Zwłaszcza, że miedź po 11 sesjach wzrostowych, w tym 10 pod rząd białych świecach, dotknęła średniej 200-sesyjnej i doszła górnego ramienia Wstęgi Bollingera. Nim kolejny, tym razem najprawdopodobniej udany atak na średnią 200-sesyjną zostanie przeprowadzony, Byki muszą się chwilowo cofnąć do strefy 308-312 c/lb i przegrupować siły.

Teraz obiecane złoto i srebro. Tak naprawdę od tych dwóch metali cały ten wpis mi się zaczął, a ścislej od tego, co zobaczyłem na srebrze. Dopiero potem zacząłem patrzeć w szerszym kontekście.

Zacznijmy jednak od tygodniowego wykresu złota spot:

Goldwklytriangl

Na pierwszy rzut oka nic wielkiego. Ot, jakaś taka konoslidacja. Wielu widzi tu trójkąt, który zaznaczyłem dwoma niebieskimi liniami. Zdecydowanie nie zgadzam się z taką interpretacją sytuacji, o czym trochę później.

Tygodniowy wykres srebra (spot). Tu mamy wybicie poza Widły Andrewsa, z dnem, znajdującym się 162 tygodnie (pochodna od 1.618) od szczytu.

Silverwkly

Żeby zrozumieć, że to nie takie sobie małe korekcyjne odbicie, a coś znacznie poważniejszego, musimy spojrzeć na wykres miesięczny złota:

Goldmonthly

i srebra:

Silvermnthly

Ale to ciągle jeszcze nie dowód! Zgadzam się – ku niemu właśnie zmierzam. Po drodze jeszcze tylko ten, dość istotny wykres złota.

Ktoś tu w komentarzach pod poprzednimi wpisami z lekka kpiąc pytał „Po co w ogóle używać tego całego Ganna” ? Jeden obraz wart jest tysiąca słów, wypowiedzianych w obronie. Po to :

GoldwklySO9

Ostatnia, silna fala spadkowa na złocie wykonała dokładnie 4 pełne obroty kołem Ganna w ramach spirali w kwadracie Square of Nine czyli 1440 stopni! Kolejny dowód na bardzo silny charakter wsparcia na żółtym metalu w rejonie 1180 USD/oz.

Na powyższym wykresie skorzystałem akurat z narzędzia, oferowanego przez program Gannalyst, ale każdy może sobie we własnym zakresie liczyć kąty obrotu Square of 9, nawet nie dysponując narzędziami w postaci programów. Krótki sposób, do którego wystarczy jedynie kalkulator, opisałem nieco wcześniej tu:

http://naturabramy.wordpress.com/2013/12/03/o-obrotach-bance-i-logarytmach/

I czas na najważniejszy wykres z całej serii przedstawionych w tym wpisie. To znowu wykres złota spot w układzie tygodniowym. W układzie dziennym byłby niezbyt czytelny, choć właściwie w takim powinien być prezentowany.

Oto price – time squaring, który udało mi się znaleźć na złocie:

Goldsquaring

Troszkę dość prostej matematyki:

  • maksimum intraday z dnia 6.09.2011 r. to 1921.07 USD/oz,

  • minimum intraday z dnia 31.12.2013 r. to 1182.10 USD/oz,

  • różnica wynosi 1921.07 – 1182.10 = 738.97 USD,

  • między ww. ekstremami odbyło się 599 sesji

  • 738.97 : 599 = 1.234 ~ 1.236 USD tyle średnio spadku ceny przypada na każdą sesję.

To jest klasyczny Price-Time Squaring, odkryty przez Ganna. Gann uczył tego jedynie w wersjach z liczbami całkowitymi; np. słynny squaring 1: 1 (dajmy na to spadek o 272 punkty w czasie 272 sesji lub dni kalendarzowych). Takie squaringi, w oryginalnej wersji Ganna są niezwykle rzadkie.

Jeff Greenblatt pokazał, że o wiele częstsze (choć technicznie nieco słabsze, ale równie wartościowe dla tradera) są squaringi, bazujące np. na różnych zależnościach, związanych z liczbami ze Złotej Spirali i pochodnych od nich, względnie liczbach z ciągu Fibonacci’ego czy Lucas’a.

Tu właśnie mamy squaring bazujący na pochodnej liczby ze Złotej Spirali. Cóż to takiego to 1.236?

Wystarczy przypomnieć, w jaki sposób obliczyć wartość współczynnika Fibonacci’ego. Oto algorytm:

  1. Weź pierwiastek kwadratowy z 5

  2. Odejmij od niego 1

  3. Otrzymany wynik podziel przez 2.

Nasze 1.236 to nic innego jak wynik pierwszych dwóch kroków algorytmu, a więc de facto 2 x 0.618

No dobrze, ale o czym ten cały squaring świadczy i dlaczego to takie ważne?

Pojawiający się squaring, którego poziom obroniony został czasie testu technicznego (co na złocie ma miejsce – w 2014 r. nie doszło do przełamania poziomu 1180USD/oz!), sygnalizuje, że pomiędzy ekstremami, wyznaczającymi squaring mamy zakończoną, zamkniętą strukturę. Tylko tyle i nic więcej. Aż tyle!

Mówiąc prościej i nawiązując do naszego konkretnego przypadku: squaring na złocie oznacza, że pomiędzy szczytem z 2011 a dnem z końca 2013 mamy kompletny, zakończony ruch spadkowy, a to, co nastąpiło już w 2014 jest co najmniej poważną korektą tych zakończonych spadków.

To dlatego bardzo mocno nie zgadzam się z koncepcją trójkąta.

A co dalej ze złotem? Na tę chwilę za najbardziej prawdopodobny wariant uważam, że złoto w ramch czegoś w rodzaju fali B, jak mawiają Elliott’owcy, sięgnie w okolice ekstremum z września 2011. Ale wcale mnie nie zdziwi, jeśli to ekstremum zostanie przełamane i złoto zrobi nowy szczyt.

WNIOSKI + ISTOTNE UWAGI:

  1. Cały powyższy wywód i wszystkie wykresy wskazują, że globalne fundusze i w ogóle szerzej – rynki, gdzieś na przełomie 2013 i 2014 r. rozpoczęły „grę w inflację” w związku z wejściem w inflacyjną fazę ożywienia gospodarczego. To jest ta nasza „Istotna Zmiana Warunków” na skalę globalną. Jesteśmy dopiero na początku „gry w inflację”.

  2. Przez większość inflacyjnej fazy hossy rosną ceny surowców, a ceny akcji ich producentów, producentów półproduktów, producentów energii itd. zachowują się lepiej niż przeciętna rynkowa. W naszych polskich warunkach będzie to oznaczać lepsze niż przeciętna wzrosty spółek w rodzaju KGHM, a w nieco późniejszym momencie także co lepszych spółek węglowych (JSW?; LWB?) gdy cena węgla i KOL.US ETF zaczną wykazywac wyraźniejsze wzrosty

  3. Gromadzące się w gospodarce napięcia inflacyjne zmuszą w końcu banki centralne do zaostrzenia polityki monetarnej, co wpierw zahamuje wzrosty cen akcji i odwróci trend wzrostowy na rynku akcji, a następnie w perspektywie następnych kilku miesięcy – zatrzyma wzrosty na rynkach surowców, kończąc ostatecznie hossę. Ale to jeszcze dość daleko przed nami. Na razie mamy zaledwie początek tej fazy hossy.

  4. W czasie inflacyjnej fazy zdecydowanie lepiej zachowują się rynki grupy Emerging Markets. Do tego tematu krótko nawiążemy na sam koniec tego wpisu.

  5. Inflacyjna faza hossy nie jest równoznaczna z natychmiastowym pojawieniem się inflacji czy hiperinflacji. Inflacja na poziomie konsumenckim (CPI) wykraczająca poza „strefę komfortu” banków centralnych pojawia się w późniejszym etapie inflacyjnej fazy hossy.

  6. Jak długo trwa inflacyjna faza hossy na rynkach akcji? Ok. 1-3 lat. To pozwala nam mniej więcej wyznaczyć szczyt obecnej hossy na rynkach akcji na lata 2015-2017. Dla porównania: poprzednia inflacyjna faza hossy trwała w USA ok. 2 lat i zaczęła się ok. połowy 2005 r. (plus minus). Jeden cykl wcześniejsza inflacyjna faza hossy zaczęła się ok. końca 1998 roku i trwała do marca 2000 r.

Na koniec krótki update poprzedniego wpisu.

Mam nadzieję, że teraz moje przekonanie o bliskości solidniejszych wzrostów także na GPW, zaprezentowane poprzednio, staje się bardziej zrozumiałe. Jesteśmy w fazie hossy, w której globalne fundusze dużo chętniej kupują akcje EM. Czy nam się to podoba, czy nie, nadal jesteśmy przez zarządzających funduszami liczeni do tej grupy.

Na WIG20 mamy coraz mniejszą przestrzeń do podjęcia decyzji przez indeks. A biorąc pod uwagę, że miniony tydzień był 144 tygodniem od dna z września 2011 i patrząc na reakcję kontraktów na europejskie indeksy w godzinach wieczornych 27.06.2014 wcale mnie nie zdziwi, jeśli 26-27.06 na WIG20 mieliśmy ważne dno:

WIG20wkly

Szczyty EUR/PLN (lub dna PLN/EUR, jak kto woli) nadal zdają się wyprzedzać dna na WIG20. Ostatni ruch umacniający EUR wygląda jedynie na korektę w ramach trendu spadkowego, dobrze mieszczącego się w różowych Widłach Andrewsa:

EURPLN daily

Na koniec 2 przykłady wykresów różnych rynków EM, pokazujące, że coś ważnego zaczyna się tam dziać.

Brazylijski Bovespa:

Bovespamnthly

i rosyjski RTS:

RTSmonthly

Mamy tu wyraźne wyłamanie górą z niedźwiedzich Wideł Andrewsa, wyprowadzone z dna, powstałego w ważnym punkcie czasowym Greenblatt’a, po dotknięciu mediany. Andrews uczył, ze w takich razach droga najmniejszego oporu jest wzrost.

Kupujący rosyjskie akcje najwyraźniej znali powiedzenie barona Rotschilda „Kupuj, gdy słyszysz huk armat!”, ale akcje te kupowali nie dlatego, że zaczęła się wojna, tylko ze względu na „globalną grę w inflację”. Akcje rosyjskie są postrzegane jako instrumenty silnie związane z ceną ropy i gazu.

Proszę mi podać jeden rozsądny powód, dla którego polski WIG20 nie miałby wkrótce dołączyć do tego, co się dzieje na rynkach EM.

Od razu proszę o wykluczenie sprawy OFE . W funduszach OFE nie siedzą idioci, którzy w jeden dzień zarzucą polski rynek akcjami mordując wszystkie notowania. Oni też chcą sprzedać jak najlepiej i będą to robić w ten sposób!

To taki psychologiczny strach, który może wkrótce dobrze posłużyć do wspinaczki rynku „po ścianie strachu”.

KGHM i energetyka już wyraźnie reagują na „globalną grę w inflację”, chwilowym hamulcowym na razie są banki. Ale wystarczy, że przejdą do korekcyjnych odbić, że o wzrostach nie wspomnę i…

Tak, wiem, że nad rynkami rozwiniętymi wisi widmo większej korekty. Rosyjski rynek też jest silnie wykupiony. Ale intuicja podpowiada mi, że korekcyjne zachowania WIG20 będą bardziej wynikiem mieszanki oddziaływania czynników walutowych i surowcowych, niż ślepym naśladowaniem zachowań rynków rozwiniętych. Oczywiście nie unikniemy spadków, gdy na Zachodzie będą silne spadki. Ale kto powiedział, że korektę na rynkach rozwiniętych, zwłaszcza na początku muszą charakteryzować silne spadki?

Pisane w dniach 28-29.06.2014

Taka rozmaitość zieleni
A każda w chwale
Jedynego kwiatu.

Matsuo Basho (1644-94)

Pobudka dla spóźnialskiego

with 20 comments

Dawno nie przyglądałem się w szerszym kontekście sytuacji na polskim rynku. Ostatnim razem chyba na początku marca.

Nadszedł czas, by to spojrzenie odświeżyć. Zacznijmy od miesięcznego wykresu polskiego indeksu WIG20 z Widłami Andrewsa, rozciągniętymi na bardzo ważnych ekstremach z 2001, 2007 i 2009 roku. Ten wykres pokazuje, w jak ważnym miejscu obecnie jesteśmy:

W20mnthly

Kilka testów tzw. linii równoległej (do mediany), zaznaczonych niebieskimi strzałkami sugeruje, że jak przychodzi co do czego, to popyt zawsze mobilizował się do obrony linii.

I jeszcze coś: od połowy 2013 r. mamy malejącą zmienność na tejże linii – Tim Morge, jeden z najlepszych współczesnych interpretatorów Andrewsa nazywa takie zachowanie kursu „The Coil” (Cewka, Sprężyna) i jest to wg niego „miejsce gromadzenia się energii”(do wybicia).

Proszę zauważyć, jak mało miejsca pozostaje obecnie indeksowi na decyzję. Może albo szybko spaść w dół i przełamać dolną linię Wideł, albo idąc dalej w bok z podobnie marną zmiennością przez kolejne kilka miesiący naruszyć tę linię, albo wreszcie wybić się w górę i zacząć gonić rynki rozwinięte.

Z tych 3 możliwości, najbardziej prawdopodobna wydaje mi się ta 3 – wkrótce zacznie się wyraźne wybicie i Polska zacznie gonić resztę świata. Powody poniżej.

Zacznijmy od cykli Greenblatt’a w układzie miesięcznym:

WIG20 monthlyUP

21,34 – liczby Fibonacci’ego

47,76 – Liczby Lucasa

61,146, 205, 261 – pochodne od potęg i pierwiastków Złotej Spirali.

To, że w marcu 2014 mieliśmy dołek na takim układzie, nazwijmy go dołkiem „krymskim” z racji zjawisk towarzyszących jego powstaniu, jest symptomem funkcjonowania „Byczej Rotacji” czyli : w miejscach gdzie spotykają się najważniejsze cykle mamy do czynienia z tendencją do formowania się dołków, a nie szczytów.

Nie będę zanudzać kolejnymi przykładami na poziomie tygodniowym, powiem tylko tyle, że każdy kolejny lokalny dołek w kwietniu czy maju powstawał na wyraźnie lepszych cyklach niż sąsiadujący z nim lokalny szczyt.

Teraz kolejny wykres. Właściwie po jego prezentacji mógłbym już zakończyć temat, bo wyjaśnia on w zasadzie wszystko:

EURPLNwkly

Oto mamy wybicie dołem z długotrwałej konsolidacji, zakończonej trójkątem. Wyraźne umocnienie PLN. Ten trójkąt bardzo ładnie trzykrotnie testuje górną linię równoległą Wideł Andrewsa, rozciągniętych na dołku z sierpnia 2012 oraz szczytach z czerwca 2013 i lutego 2009.

Według tego, co nauczał Andrews mamy teraz ok. 80% szansę na to, że EUR/PLN zejdzie do linii mediany (środkowej) i dotknie ją przynajmniej raz, jeśli nie więcej razy, poruszając się cały czas w dół ( z korektami, oczywiście).

Dość konserwatywnie można uznać, że oznacza to, że we względnie niedalekiej przyszłości będziemy mieli test dna z sierpnia 2012. Nie sądzę, żeby to dno przetrwało i moim zdaniem za jakiś czas nie unikniemy testów dołków z 2010 roku w okolicach 3.80 w ramach „dotykania” linii mediany.

-No fajnie. Widać, że Złoty się umacnia w stosunku do Euro. Tylko co to ma wspólnego z WIG20? – spytasz Czytelniku

- Jak to co? Ach, zapomniałbym. Żeby to zobaczyć na wykresie EUR/PLN trzeba umieć spojrzeć na wykres „z lustrem w oczach”. Nie każdy ma takie zdolności. Więc ułatwię Ci Czytelniku zadanie i zrobię to za Ciebie – odwrócę tę parę walutową na jej przeciwieństwo czyli PLN/EUR. Czy teraz zaczyna to być już wyraźnie widoczne?

PLNEURwkly

Czy ten kształt nam czegoś nie przypomina? Właśnie, właśnie… przecież to taki trochę zniekształcony kształt WIG20 z ostatnich paru lat!!

Nasz flagowy indeks z dość dobrym przybliżeniem tańczy tak, jak mu zagrają kolejne fale napływającego do Polski i odpływającego od nas zagranicznego kapitału, wyrażone rosnącą i spadającą siłą PLN! Ale to chyba nikogo nie dziwi, zważywszy, że od dłuższego czasu to Mr Zagranica rozdaje karty na GPW?

Już rozumiesz Czytelniku dlaczego uważam, że wykres EUR/PLN praktycznie wszystko wyjaśnił?

Mamy „wybicie” na napływającym do Polski kapitale, obrazowanym przez parę PLN/EUR! Jak długo WIG20 może się temu zjawisku opierać? Czy więc grozi nam przełamanie linii równoległej na miesięcznym wykresie WIG20, (tym pierwszym od góry w tym wpisie) w formie spadku lub ruchu bocznego, o czym pisałem na początku?

W sytuacji napływu zagranicznego kapitału do Polski?

To tak, jakby powiedzieć „Tym razem jest inaczej”. To bardzo kosztowne dla inwestora słowa. Czasami bywa inaczej, ale zakładanie od razu, że w tym konkretnym przypadku tak jest, musiałoby oznaczać, że Mr Zagranica z niewiadomych przyczyn obraził się na WIG20.

A gdyby tak spróbować porównać zachowanie PLN/EUR i WIG20 ze sobą na jednym wykresie? Czy nie dałoby się w ten sposób zauważyć czegoś ciekawego?

Służę uprzejmie:

PLNW20

Nietrudno zauważyć, że oprócz zblizonego kształtu, PLN/EUR jest dość dobrym wskaźnikiem wyprzedzającym dla WIG20.

Dołki na PLN/EUR (a więc szczyty na powszechnie obserwowanym crossie EUR/PLN) mają tendencję do lekkiego wyprzedzania analogicznych dołków na WIG20 i jest to dość wyraźne. W najgorszym wypadku mamy równoczesne formowanie się dołków i tu i tu. Brak sytuacji, w której WIG20 wyprzedzałby dołek na PLN/EUR.

Znacznie gorzej wygląda kwestia szczytów. Tu korelacja czasowa między PLN/EUR i WIG20 nie jest już tak wyraźna. Mamy dłuższe okresy, w których PLN/EUR słabnie a WIG20 na to nie reaguje, robiąc kolejne, nowe maksima. Takie dywergencje potrafią utrzymywać się dość długo, ale w końcu PLN/EUR „zwycięża” i WIG20 podąża w kierunku przezeń wcześniej ustalonym.

Wytłumaczenie tych obserwacji wydaje się proste: wpierw Mr Zagranica zamienia obcą walutę na PLN (stąd wyprzedzenie dołków na PLN/EUR w stosunku do WIG20), potem wykłada pieniądze na stół w tak dużej ilości, że hamuje to spadki WIG20 i formuje się dołek. Kapitał zagraniczny napływa dalej, ale w coraz większym stopniu nowa fala wzrostowa finansowana jest przez kapitał krajowy, stąd rozmycie zależności między szczytami na PLN/EUR i WIG20 i formowanie się średnioterminowego szczytu na indeksie w znacznej odleglosci czasowej od pary PLN/EUR.

Czy ten kapitał płynie tylko do Polski? Nie. Podobnie do WIG20 zachowują się ostatnio węgierski BUX, czy czeski PX:

CzechPXwkly

Także waluty środkowoeuropejskie, takie jak HUF czy HRK zaczęły nowe trendy wzrostowe gdzieś w okolicach końca I kwartału tego roku. Jedynie czeska CZK nie jest w trendzie wzrostowym, a w trendzie bocznym o niewielkiej amplitudzie, ze względu na jej spory ruch dewaluacyjny, który dokonał się w listopadzie 2013

Najwyraźniej globalny kapitał portfelowy w końcu dostrzegł nasz, nieco zapomniany w ostatnich latach region, a stało się to w oczekiwaniu na niekonwencjonalną politykę monetarną EBC, która niedawno stała się ciałem….

Wróćmy do WIG20. Oto kolejna porcja Wideł.

Najpierw Widły na wykresie tygodniowym, o niedźwiedziej wymowie:

W20wkly

Oba układy połamane. Andrews uczył, że w takich razach drogą najmniejszego oporu dla rynku jest droga w górę.

Kolejny układ niedźwiedzi; Widly rozpięte o szczyty z 2007 r i listopada 2013 oraz dołek z maja 2013:

W20bearslastchance

Właśnie jesteśmy na tej linii. Nic dziwnego, że indeks zareagował: ma na co. Wydaje się, że to powinno wystarczyć do krotkoterminowej korekty, ale na zbyt wiele na miejscu niedźwiedzi bym nie liczył.

Teraz dla odmiany dwa bycze układy Wideł:

W20wkly2

Na razie linie się trzymają, ale te bardziej agresywne Widły (zielone) mogą zostać naruszone.

A czy można cokolwiek spróbować zaprognozować na przyszłość dla WIG20 w oparciu o Widły?

Spróbujmy:

W20wklymedian

Tu jest troszkę kombinacji. Medianę wyprowadziłem z przedostatniego dołka spadków z lat 2007-09, a nie z końcowego dna. Z moich obserwacji zachowań Wideł wiem, ze często przedostatni, a nie ostatni dołek (lub szczyt dla trendów spadkowych) jest lepszym miejscem do zaczepienia Wideł i tak w tym wypadku zrobiłem. Andrews dopuszczał takie podejście pod warunkiem przechodzenia linii przez jakieś ekstrema, co w tym wypadku ma miejsce na dolnej linii i medianie w okolicy lokalnego szczytu z lutego 2012.

Wróćmy znowu do Andrewsa: jeśli linie równoległe bronią się w testach, istnieje ok. 80% prawdopodobieństwo, że kurs sprobuje przynajmniej raz dotknąć linii mediany.

W dniu dzisiejszym ta linia mediany znajduje się kilka punktów poniżej 3400 pkt. Nawet bardzo szybki i silny rynek Byka nie zdąży jej dotknąć przed osiągnięciem 3500 pkt.

Można więc oczekiwać, że z 80% prawdopodobieństwem ruch w górę sięgnie co najmniej 3500 pkt.

Oczywiście z korektami po drodze, co jest chyba jasne…

Relatywnie WIG20 może wkrótce być mocniejszy, niż większość globalnych indeksów – taki jest częsty los spóźnialskiego, zauważonego w końcu przez Kapitał, wszak  polski flagowy indeks jest obecnie w miejscu, w którym np. amerykańskie indeksy były na przełomie 2011 i 2012 roku, a indeksy krajów rozwiniętych potrzebują odpoczynku.

Nadal warto patrzeć na prowadzenie, oferowane WIG20 przez parę EUR/PLN czy też  jej odwrotność czyli PLN/EUR. Przynajmniej jeszcze przez czas jakiś powinno to działać, być może dłużej niż w poprzednich przypadkach, ze względu na znacznie słabszą rolę OFE jako potencjalnego nabywcy akcji w stosunku do lat ubiegłych.

Zdaje się, że Mr Draghi zagrał pobudkę polskiemu rynkowi akcji…

Wierzba
Zapomniała o swoich korzeniach
W bujnej trawie.

Issa (1763-1827)

Written by songmun

11 Czerwiec 2014 at 19:00

London calling?

with 120 comments

London calling, yes, I was there, too
An’ you know what they said? Well, some of it was true!
London calling at the top of the dial
After all this, won’t you give me a smile?”

Londyn wzywa, tak ja też to słyszę
I wiesz co oni powiedzieli? Jakaś część tego była prawdziwa!
Londyn wzywa (lub dzwoni) ze środka tarczy (telefonicznej)
Po tym wszystkim czy nie uśmiechniesz się do mnie?

The Clash „London calling”

Londyn wzywa, choć może lepiej w naszym wypadku brzmiałoby – dzwoni. Ściślej – dzwoni FTSE100, najważniejszy angielski indeks. A jeszcze ściślej to alarmuje rzadki, ale potencjalnie bardzo istotny squaring na tym indeksie.

Troszkę matematyki w minimalnej dawce, ale koniecznej:

Szczyt FTSE100 intraday z 15 maja 2014 to    6894.88 pkt.

Dno FTSE100 intraday z 9 marca 2009 to      3460.71 pkt.

Między tymi datami odbyło się                          1308 sesji.

6894.88 – 3460.71 = 3434.17 pkt  – o tyle punktów wzrósł FTSE100

Podzielmy teraz jedno przez drugie :

3434.17 : 1308 = 2.6255 punktów na sesję, bardzo blisko 2.618.

Aby uzyskać idealne 2.618 punktów na każdą sesję, FTSE100 powinien był zrobić szczyt intraday zaledwie 9 punktów niżej; całkowicie dopuszczalna różnica.

To jest bardzo silny squaring ceny i czasu! A ponieważ jego początek to dno aż z marca 2009, mamy tu więc potencjalnie olbrzymią szansę, że FTSE100 kończy swoje 5-letnie wzrosty!

FTSE100mnthly

Czy jestem tego pewien? Tak, jeśli squaring się obroni.

W zasadzie FTSE100 ma niewiele czasu, by wyjść choćby minimalnie ponad 6894.88 pkt i złamać squaring. Takie zachowanie zwiastować będzie gotowość FTSE100 do dużego ruchu w górę, nawet jeśli początkowo do niego nie dojdzie (czyli squaring zostanie złamany, po czym indeks zawróci) – złamanie squaringu zawsze oznacza „chęć” rynku do poruszania się dalej w dotychczasowym kierunku przy pojawieniu się ku temu sprzyjających okoliczności.

Jeśli jednak do przełamania nie dojdzie, można spokojnie przyjąć że rynek angielski, mierzony indeksem FTSE100 zakończył swe wzrosty, zatrzymany tuż pod nadal nie pokonanym szczytem wszechczasów z końca 1999 roku na poziomie 6950.6 pkt.

Tylko czy Footsie zdoła ten squaring złamać? Patrząc na to, jak zaraz po 15.05.14 osłabła siła względna tego indeksu w stosunku do np. indeksów amerykańskich czy DAX’a mam spore wątpliwości. Niemniej jednak nie przesądzam sprawy tak długo, jak długo nie zobaczę próby nieudanego ataku na szczyt z 15.05 w ciągu najbliższych paru dni.

Hej! Czy ty nie próbujesz nam wmówić, że to może być koniec globalnej hossy od 2009 r.?

Nie, nie próbuję. To prawdopdobnie nie jest koniec hossy na wszystkich rynkach. To MOŻE być koniec hossy dla setki największych spółek, notowanych w Londynie. Może, jeśli squaring się utrzyma.

W takiej sytuacji FTSE100 byłby po prostu w potężnym trendzie bocznym od początku 2000 roku.

Zresztą dla innych indeksow wcale nie przewiduję TERAZ końca hossy.

Na przykład taki niemiecki DAX zdaje się pokazywać 5-falową strukturę spadkową w okresie 15-19.05.2014

DAX5min5waves

ale to przecież wcale nie musi oznaczać końca hossy. I wg mnie nie oznacza, bo wpisywałoby mi się to ładnie w strukturę fali płaskiej typu 3-3-5 na tym indeksie, począwszy od szczytu ze stycznia 2014 (uwaga – wykres opracowany przed sesją z 23.05, bez uwzględnienia ostatniej sesji) :

DAX60min335

oczywiście 2 warunki muszą tu być spełnione:

  1. Moje oznaczenie jest prawidłowe – czego tak do konca nie jestem pewien, bo to, co oznaczam jako niebieskie 3-4 może być tak naprawdę falą X w podwójnym zygzaku; za tym podejsciem przemawiałoby np. duże podpobieństwo do siebie tej struktury i czerwonej III-IV.

  2. W najbliższych dniach nie dojdzie do wyjścia DAX’a powyżej szczytu z 15.05

Na realizację punktu 2 są nadal spore szanse – dla większości rynków okres od 23 do 27-28.05 jest bardzo istotnym węzłem czasowym na poziomie dziennym, co postaram się pokazać na przykładzie amerykańskiego Nasdaq’a 100 w układzie dziennym:

Ndxdailycycles

i tygodniowym:

NDXwklycycles

Objaśnienia:

11, 47, 76 – liczby z ciągu Lucas’a

13, 34, 55, 145 (144+1), 232 (233-1), 610 – liczby z ciagu Fibonacci’ego

79, 127, 162, 381 (382-1) czy 619(618+1) – liczby pochodne od Złotej Spirali potęg i pierwiastków współczynnika Fibonacci’ego (np. 79 –pochodna pierwiastka kwadratowego z 0.618, 127 – pochodna pierwiastka kwadratowego z 1.618 itd.)

Proszę pamietać o dokładności plus minus jednej jednostki czasowej!

Cykle Greenblatta wskazują na poważną szansę na utworzenie się szczytu w okresie 23-28.05.14 . Możliwe, że szczyt już powstał 23.05 – w tej sytuacji na Nasdaq 100 mielibyśmy sytuację jednakowej długości czasowej dla spadków z marca-kwietnia 2014 (ok. 27 sesji) i nastepujacych po nich wzrostów (również ok. 27 sesji).

Wracając jeszcze na chwilkę do FTSE100, dodam tylko, że dla tego indeksu mijający tydzień był 144 tygodniem od bardzo ważnego na tym indeksie dna z 9 sierpnia 2011 r. co jest kolejnym potwierdzeniem możliwej istotności omawianego szczytu z 15.05.2014 r. i zwiększa prawdopodobieństwo jego nie pobicia.

Załóżmy teraz, że squaring na FTSE100 się utrzyma – czy to oznacza, że w Londynie przechodzimy do silnych spadków? Prawdopodobnie nie. Proszę zauważyć, że w takiej sytuacji tylko dwie grupy będą uważały, że rynek niedźwiedzia już się zaczął: ci, którzy znają tę metodę i permabears, ale w ich wypadku to chyba żadne zaskoczenie. Większość nadal będzie uważać, że FTSE jest w trendzie wzrostowym i dopiero stopniowo pogarszająca się sytuacja techniczna zacznie przekonywać coraz większą grupę, że „to” się skończyło. Ta większość będzie jeszcze przez jakiś czas tworzyć popyt, nie pozwalający za bardzo rozwinąć się spadkom.

Przejście ze względnie silnych wzrostów wprost do mocnych spadków jest stosunkowo rzadkie i najczęściej towarzyszy pęknięciu baniek spekulacyjnych. A rok 2013 bardzo trudno uznać za finał banki spekulacyjnej na FTSE100 – trzeba by mocno naginać rzeczywistość, by próbować udowodnić tak karkołomną tezę.

Na razie oczekiwałbym tu raczej czegoś w typie trendu bocznego z coraz niższymi szczytami, formowanymi poniżej ekstremum z 15.05 , ze stopniowym kierunkiem lekko w dół. Coś w stylu zwierciedlanego odbicia ruchów FTSE 100 z 2013 roku, tylko z lekką tendencją spadkową, a nie wzrostową.

I jeszcze raz, na koniec The Clash:

After all this, won’t you give me a smile?” (Po tym wszystkim czy nie uśmiechniesz się do mnie?)

:-)

Wiatry, co wieją -
Zapytaj je, który liść
Bedzie następny

Kyoshi Takahama (1874-1959)

Written by songmun

25 Maj 2014 at 16:47

Sell in May…..

with 60 comments

Dziś krótko i mało tekstu.

Zacznijmy od pierwszego wykresu: alfabet analizy technicznej – zejście poniżej linii trendu. Najprzejrzystszy obraz na tygodniowym wykresie Nasdaq Composite.

NDQwkly

Kto jeszcze ma wątpliwości, że trend wzrostowy zmienił się na coś innego?

Wykres nr 2 – moje oznaczenie falowe korekty na Nasdaq 100, które uważam obecnie za wiodące:

NDXewave

Fala A to korekta typu abc-x-abc, będąca mieszanką zygzaków i fal płaskich, korygująca fala B to zwykły zygzak. Teraz czas na spadkową falę C.

Zakładając najczęstszy układ proporcji falowych A = C otrzymujemy docelowy poziom dla fali C jako rejon 3290 pkt.

A dlaczego nie C = 0.618 A , potem podwojne dno i…?

Bo marcowy węzeł czasowy, o którym już tu pisałem, zapowiada o wiele dłuższą czasowo strukturę korekcyjną.

C=0.618 A jest typowe dla krótkiej, kilkutygodniowej korekty w ramach rynku Byka. Przyjmując takie założenie opowiadałbym się za tym, że obecna korekta nie rózni się niczym od np. tej z maja-czerwca 2013 r.

Z podobnych powodów uważam za znacznie mniej prawdopodobny układ C = 1.618 A – tego typu wydłużenia są typowe dla silnych rynków Niedźwiedzia, z czym raczej nie mamy do czynienia.

Na razie zakładam, że to nie ten przypadek w USA, o czym przekonuje mnie m.in. względna siła struktury fali A, gdzie w relatywnie długim czasie prawie 27 sesji (dokładnie nieco ponad 26 sesji, pochodna od 2.62) mamy stosunkowo niewielkie zniesienie punktowe, z wielokrotnym wkraczaniem korekcyjnych odbić głęboko w obszar poprzedzających je spadków. A wszystko to na raczej słabym indeksie, jakim jest ostatnio Nasdaq 100.

Proszę dodatkowo zauważyć, że fala A trwała niecałe 27 sesji, zaś fala B niecałe 11 sesji. Oznacza to niezbyt dokładny matematycznie stosunek 2.618 : 1.

A skąd pewność, ze to już szczyt i ataku na wyższe poziomy nie będzie? Pewności oczywiście nie mam, ale węzły harmoniczne w układzie tygodniowym:

NDXwklymay

i dziennym:

NDXdailymay

wskazują na znaczną istotność szczytów z 1 i 2 maja.

Krótkie objaśnienia:

8,13, 21,144 – liczby z ciągu Fibonacci’ego

11,18,29,76,199 – liczby z ciągu Lucas’a

38, 127, 237 (236+1) i 261 – pochodne różnych potęg i pierwiastków liczb ze złotej spirali Fibonacci’ego (np. 38 – pochodna 0.382, 127 – pochodna 1.272 itd.)

108 – liczba Gann’a

Jako ciekawostkę, wzmacniającą wymowę węzłów czasowych na poziomie tygodniowym i dziennym dodam jeszcze, że odpowiednik zielonej fali B na wykresie kontraktu e- mini na Nasdaq 100 (czyli NQ) trwał dokładnie 262 godziny (pochodna 2.618)

Reasumując – wykresy 2, 3 i 4 rozpatrywane łącznie pozwalają mi przyjąć, że z prawdopodobieństwem, przekraczającym 80% 1 maja mieliśmy istotny szczyt na Nasdaq100 i Nasdaq Composite.

Podobne układy czasowe występujące na indeksach S&P500 czy DJIA ale także na europejskich DAX czy FTSE 100 każą mi oczekiwać wystapienia istotnych szczytów również na tych indeksach 2 maja, z możliwym, choć mniej prawdopodobnym przesunięciem na 5 maja.

Zakładając „pełnię szczęścia” w proporcjach czasowych, czyli proporcję 1 : 1 w czasie trwania fal A i C, otrzymywalibyśmy datę formowania się końca fali C na rejon 11 czerwca 2014 (po uwzględnieniu dnia wolnego 26 maja – Święta Pamięci w USA)

Fale C dość często są „szybsze” niż fale A, mozliwe więc, że czasowo fala C będzie równa około 0.618 A czyli ponad 16 a mniej niż 17 sesji (pochodna z 1.618). Gdyby tak miało być, koniec fali C wypadłby w okolicach 23-27 maja .

Jakkolwiek by na to nie patrzeć, z powyższego wynikałoby, ze maj będzie spadkowy na większości rynków akcji. Byki powinny otrzymać swoją szansę na wyprowadzenie większego ruchu w górę w czerwcu.

Kwiaty rzepaku
ze wschodu księżyc patrzy
z zachodu słońce

Buson (ze zbioru Busonkushu, 1784)

Written by songmun

4 Maj 2014 at 21:53

Strzeż się…czy to porażka? Wyjaśnienie.

with 27 comments

Ten wpis jest dopełnieniem poprzedniego i jeśli ktoś nie czytał poprzedniego wpisu, powinien to zrobić, gdyż poniższa treść ma sens jedynie w kontekście zawartych tam stwierdzeń.

Zdecydowałem się uzupełnić poprzedni wpis. Odnoszę silne wrażenie, że patrząc na niedawne zachowanie SPX i utworzenie przez ten indeks nowych szczytów, znaczna część Czytelników uznała, że Cykle Greenblatt’a nie działają, a cała sprawa jest moją porażką.

O ile nie ma ludzi nieomylnych i sam do nich z oczywistych względów również nie należę, o tyle w tej akurat sprawie nie ma mowy o żadnym moim błędzie i w całości podtrzymuję to, co napisałem poprzednio wtedy w trybie przypuszczającym. Dziś mogę się odważyć powiedzieć to w trybie twierdzącym: w USA weszliśmy w istotną korektę o rozmiarach czasowych i / lub procentowych, prawdopodobnie zbliżonych do tej z 2011 roku.

Dobrze, ale to przecież nie rozwiązuje problemu, jakim niewątpliwie jest nowy szczyt indeksu S&P500 już po istotnym węźle czasowym, wyznaczonym na tydzień 17-21.03 tego roku.

Nie rozwiązuje, bo…. nie musi tego robić. Aby to lepiej wyjaśnić, mógłbym tu wyprodukować kilka stron teorii, będącej de facto w mniejszym czy większym stopniu moim swobodnym tłumaczeniem sztandarowej pozycji Jeff’a Greenblatt’a , wolę jednak odwołać się do konkretnego faktu z przeszłości.

Oto wykres cen złota z 2011 roku, dzięki któremu cała sprawa powinna się stać zdecydowanie bardziej zrozumiała:

Gold futures 2011

Gold futures 2011

Proszę zwrócić uwagę na szczyt nr 1 z 23.08.2011. W dniu, gdy ten szczyt się formował, odważyłem się po raz pierwszy publicznie napisać prognozę w oparciu o Cykle Greenblatt’a. Była to właśnie prognoza dla złota, którą wpierw dałem na jednym z portali, a parę godzin później powtórzyłem na blogu Wojciecha Białka. Jeśli ktoś nie wierzy, może zerknąć do komentarzy na blogu WB pod wpisem pt. „1987?” z 18.08.2011 r. Ten sam mój ówczesny komentarz przekopiowałem poniżej:

song_mun 2011/08/23 19:15:44

Złoto dotarło do potężnego nagromadzenia oporów czasowych Greenblatta i będę bardzo zdziwiony, jeśli cały ten układ, wskazujący na obecny tydzień nie zadziała. Takiego układu tylu oporów, trafiającego ściśle w obecny moment z różnych perspektyw czasowych dawno nie widziałem. Oto jesteśmy:

144 miesiące (liczba Fibo) od sierpnia 1999 r, gdy złoto osiągało minimum bessy,

34 miesiące (liczba Fibo) od minimum z października 2008,

18 miesięcy (liczba z ciągu Lucasa, bliźniaczego do Fibo) od dołka z lutego 2010,

619 tygodni (pochodna 0,618 czyli 618 + 1) od szczytu z października 1999

423 tygodnie (pochodna od 4,236) od dołka z lipca 2003,

162 tygodnie (pochodna 1,618) od lokalnego szczytu z lipca 2008,

123 tygodnie (liczba Lucasa) od dołka z kwietnia 2009,

90 tygodni (89 liczba Fibo+1) od szczytu z grudnia 2009,
56 tygodni (55 Fibo+1) od dołka z lipca 2010,

1364 sesje (liczba Lucasa) od szczytu z 12.05.2006 wypada 24.08.2011

610 sesji (liczba Fibo) od dolka z 17.04.2009 wypada 25.08.2011,

146 sesji (pochodna od sześcianu 0,618) od dolka z 28.01.2011 wypada dziś, 23.08.2011,

78-79 sesji (pochodna od 0,786, pierwiastka z 0,618) od dołka 5.05.2011, wypada 23-24.08.11,

38 sesji (pochodna 0,382 kwadratu z 0,618) od dołka z 1.07.2011 wypada 24.08.11


Dywergencja na dziennym RSI(14), 84 punkty na RSI(14) tygodniowym, 80 punktów na RSI(14) miesięcznym (sic!) a także last but not least i to, co się dzieje z tłumami:
wyborcza.biz/gieldy/1,101260,10156300,Zloto_drogie_jak_nigdy__W_kantorach_brakuje_monet.html
aż prosi się o wywołanie znacznej korekty. Jeśli to zadziała, a prawdopodobieństwo naprawdę jest spore, to pewnie nie będzie to szczyt hossy (brak dywergencji na tygodniowych lub miesięcznych oscylatorach), na pewno jednak będzie to bardzo ważny technicznie szczyt, po którym przyjdzie znaczna punktowo i/lub czasowo korekta.

Rzeczywiście, w tym samym dniu, gdy pisałem ten tekst, doszło do uformowania się szczytu, oznaczonego nr 1 na wykresie.

Kilka dni później ten szczyt został na chwilkę przekroczony tylko po to, by dolarowa cena złota zrobiła szczyt wszechczasów 6.09.2011 r (szczyt nr 2 na wykresie), od którego rozpoczął się trend spadkowy żółtego metalu, trwający do tej pory.

Szczyt z 6.09.11 r. powstał na bez porównania mniej istotnym węźle czasowym. Z wrodzonego lenistwa nie będę tu rozpisywał węzła dla szczytu nr 2, no chyba, że ktoś odpowiednio silnie mnie do tego zmotywuje i kategorycznie tego zażąda:-). Mam nadzieję, że wierzysz mi Czytelniku na słowo i nie będziesz mnie zmuszać do tego

Pytanie, czy prognoza, postawiona na gorąco 23.08, na podstawie ówczesnego układu harmonicznego na wykresie złota została zanegowana przez ruch, z początków września 2011, czy też nie, w świetle późniejszego zachowania cen kruszcu jest chyba pytaniem retorycznym? A czy ktoś, kto posłuchałby mnie 23.08.2011 r. i zamknął wszystkie długie pozycje na złocie, zrobiłby błąd?

Teraz już rozumiesz Czytelniku, skąd brał się moje upór w twierdzeniu, że wszystko jest OK, pomimo lekkiego wyjścia SPX ponad szczyt intraday z 21.03.2014 r?

Gdybym w okresie 10-21.03 nie zobaczył nic, żadnego dołka lub szczytu, albo zobaczył dołek, pierwszy napisałbym tu, że się pomyliłem, nie trzeba by mnie do tego zmuszać. Ale w tym konkretnym układzie, jak mieliśmy na przełomie marca i kwietnia tego roku, o pomyłce nie ma mowy – w przewidywanym czasie dostaliśmy bezdyskusyjny szczyt, oznaczony na tym wykresie nr 1:

SPXdaily14

Szczyt ten został na chwilkę pobity o 13 pkt czyli 0,7% i 4 kwietnia na poziomie 1897 pkt uformował się nowy, nieco wyższy szczyt na SPX (nr 2 na powyższym wykresie). Taki układ ekstremów (szczyty w istotnych czasowo punktach, dołki w nieistotnych, bądź nawet całkiem „poza” punktami czasowymi), jest charakterystyczny dla niedźwiedziej rotacji. W rotacji byczej powinniśmy dostawać w tych miejscach dołki. To był dla mnie oczywisty sygnał, że wszystko przebiega w najlepszym porządku i że pojawienie się wyraźniejszych, zdecydowanych spadków, takich, jak prognozowane w poprzednim wpisie, będzie kwestią stosunkowo niedługiego czasu. To dlatego na pytanie, postawione przez jednego z komentujących poprzedni wpis „Co musi się zmienić, bym zmienił zdanie?” odpowiedziałem, że nic, bo wg mnie wszystko toczy się w najlepszym porządku. Po 4.04 wiedziałem już, że na pewno nadchodzą spadki.

Szczyt z 4.04 powstał na o wiele mniej istotnym węźle czasowym. Poniżej pokazuję tu akurat układ tygodniowy, ale proszę pamiętać, że równie intensywnie pracuję z cyklami w układzie dziennym. Na początku kwietnia ekstrema mogły wypaść albo 1.04, albo 4.04-7.04 , tak podpowiadały układy dzienne. Widząc ruch S&P500 do góry nie było wątpliwości, że ekstremum tym będzie kolejny szczyt. Początkowo liczyłem na 1.04 i lokalny szczyt trochę poniżej tego z 21.03 (ślady tego mojego przekonania widać w komentarzach z 1.04), ostatecznie jednak rynek wybrał 4.04, a wybierajac tę datę potwierdził to, co już podejrzewałem na podstawie pokazanego tu układu tygodniowego:

SPX404harm

Ten układ, rodem z SPX i paru innych indeksów w USA bardzo przypomina pokazaną wcześniej sytuację z późnego lata 2011 na rynku złota. Mam nadzieję, że teraz już rozumiesz Czytelniku, skąd wzięło się moje twierdzenie, że wszystko jest zgodnie z prognozą. Z wciąż nieznanych dla mnie powodów czasem zdarza się tak, że w idealnym harmonicznie miejscu nie powstaje ten najważniejszy szczyt, a tylko „przedostatni” szczyt, formujący się przed tym „właściwym” (np. szczyt fali 3, jak powiedzieliby Falowcy), nieznacznie przekraczającym poziom „przedostatniego” szczytu i tworzącym pułapkę na Byka.

To nie jest częste zjawisko, ale kilka razy zdarzyło mi się je zaobserwować zarówno w stosunku do szczytów jak i w układzie lustrzanego odbicia, w stosunku do dołków.

Jest jeszcze coś istotnego, co już w trakcie rozwoju całej sytuacji podpowiadało, że najprawdopodobniej mam rację – zachowanie Nasdaq’a. Ten indeks, mający 95% wspólnych czasowo ekstremów z S&P500, zareagował niemal idealnie na okno, wyznaczone na 10-21.03.2014, tworząc szczyt 7.03, 609 sesji (610 -1) od dna z 4.10.2011 r. i później nie poprawiając już tego ekstremum.

Nawet jeśli ktoś nie zna bądź nie śledzi cykli Greenblatt’a, to taka utrzymująca się dłużej niż kilka dni dywergencja w zachowaniu obu amerykańskich indeksów powinna była zwrócić jego uwagę – zdrowy rynek Byka w USA jest „prowadzony” przez indeksy technologiczne Nasdaq Composite i Nasdaq 100, jako indeksy spółek o zdecydowanie większej becie i zawierające znacznie większy procent spółek, określanych jako „wzrostowe”.

Brak wsparcia wzrostów SPX przez analogiczne zachowanie NDX czy NDQ powinien być nawet dla niezbyt wprawnego analityka lampką ostrzegawczą, że „coś z tymi wzrostami jest nie tak”. Identycznie wygląda sprawa z indeksem Russell 2000, także zachowanie tego indeksu , również charakteryzującego się większą betą ostrzegało, że problemy są blisko.

Patrzenie na rynek amerykański tylko przez pryzmat S&P500 bywa niewystarczające….

Reasumując- nic nie zmieniło się w moim stanowisku, bo zmienić się w świetle powyższego nie mogło. Zdecydowanie podtrzymuję zdanie z poprzedniego wpisu, które teraz mogę już wypowiedzieć w formie twierdzącej – w USA weszliśmy w co najmniej kilkumiesięczną , jeśli nie dłuższą, korektę wzrostów.

Na tę chwilę dla S&P500 nadal najbardziej prawdopodobny wydaje mi się jakiś wariant korekty płaskiej, utrzymującej się ponad szczytem z 2007 r. Sugestia, że struktury spadkowe w tej korekcie będą miały charakter elliottowskich „trójek”, typowych dla fal 4 wydaje się płynąć z kształtu korekty bardziej zaawansowanego w spadkach Nasdaq’a.

Jeśli się przyjrzeć uważniej wykresowi SPX nietrudno zauważyć, że tuż nad szczytem z 2007 r., powstałym na poziomie 1576 pkt., mamy 38,2% zniesienie fali wzrostowej (około 1585 pkt), trwającej od października 2011 do kwietnia 2014:

SPXmonth

Taki układ korekty (płaska i nie znosząca więcej niż 38,2% poprzedzających wzrostów) byłby typowy dla fal 4 wg Elliotta i tak właśnie na obecną chwilę interpretuję sytuację na tym indeksie – przed nami trochę kołysania pomiędzy kwietniowym szczytem z tego roku a poziomem szczytu z 2007 r, po którym powinna przyjść ostatnia, 5 fala hossy, liczonej od 2009 r.

Jeśli się nie mylę, to w najbliższym czasie przed nami bardzo trudny rynek, z wieloma pułapkami tak na Byka, jak i na Niedźwiedzia, na którym zbytnia pewność co do kierunku bieżącego ruchu i przesadne przywiązanie do raz otwartej pozycji mogą być kosztowne. Ten rynek będzie wymagać dużej elastyczności w działaniu, ale to przecież norma dla spekulacji w czasie korekt płaskich. A jeśli ktoś takiego rynku nie lubi albo źle się na nim czuje, powinien rozejrzeć się za innym miejscem do spekulowania, albo najzwyczajniej w świecie – stanąć z boku.

Kończąc, zyczę wszystkim Czytelnikom Wesołych Świąt Wielkiej Nocy i samych udanych spekulacji.

Wiosenne morze
czy schyłek dnia tak cicho
pulsuje w dali

Buson (ze zbioru Busonkushu, około 1750)

Written by songmun

12 Kwiecień 2014 at 22:48

Napisane w Uncategorized

Tagi: , ,

Strzeż sie Idów Marcowych!

with 55 comments

SOOTHSAYER. Caesar!

CAESAR. Ha! Who calls?

CASCA. Bid every noise be still.–Peace yet again!

CAESAR. Who is it in the press that calls on me? I  hear a tongue, shriller than all the music, Cry „Caesar”! Speak, Caesar is turn’d to hear.

SOOTHSAYER. Beware the Ides of March.

CAESAR. What man is that?

BRUTUS. A soothsayer bids you beware the Ides of March.

CAESAR. Set him before me; let me see his face.

CASSIUS. Fellow, come from the throng; look upon Caesar.

CAESAR. What say’st thou to me now? Speak once again.

SOOTHSAYER. Beware the Ides of March.

CAESAR. He is a dreamer; let us leave him. Pass.

William Shakespeare – „Jules Caesar”.

Dziś  za wstęp posłużył fragment „Juliusza Cezara” Szekspira, ze słynnym ostrzeżeniem ulicznego wróżbity, aby Cezar strzegł się Idów Marcowych. Przypomnijmy, Idy przypadają na 15 marca. W tym roku to sobota i nie mam tu na myśli ściśle tego dnia. Chodzi raczej o cały okres między powiedzmy 10 a 21.03, a zwłaszcza o sesje pomiędzy 17 – 21.03.2014. Od razu powiem bez niedomówień – to będzie tydzień, w którym FED ma swoje posiedzenie (18-19.03), po którym dodatkowo na konferencji nowa szefowa  przedstawi prognozy gospodarcze dla USA na najbliższe miesiące.

Ale po kolei. Zacznijmy od miesięcznego wykresu indeksu S&P500.

SPXmonthly

Krótkie wyjaśnienia :

16, 162 – pochodne od 1.618, złotego współczynnika Fibonacci’ego

29, 47, 76  – liczby z ciągu Lucas’a

34, 233 – liczby z ciągu Fibonacci’ego

61 – pochodna od 0.618, złotego współczynnika Fibonacci’ego

A teraz wykres tygodniowy. Tu dopiero widać przepiękną, harmoniczną konstrukcję, wskazującą dokładnie na tydzień 17-21.03:

SPXwklyfomc

Objaśnienia:

8, 55, 144, 233 – liczby z ciągu Fibonacci’ego

123 – liczba z ciągu Lucas’a

23 – pochodna od 0.236, sześcianu 0.618

38 – pochodna od 0.382, kwadratu 0.618

79 – pochodna od 0.786, pierwiastka kwadratowego z 0.618

62 – pochodna od 0.618, złotego współczynnika Fibonacci’ego

161 – pochodna od 1.618, złotego współczynnika Fibonacci’ego

262 – pochodna od 2.618, kwadratu złotego współczynnika Fibonacci’ego

Te 262 tygodnie wypadają dokładnie od początku obecnych wzrostów, jeszcze z marca 2009 r.

Kto nie wierzy w potencjalną siłę 261-262 tygodni, wspartą innymi cyklami niech sprawdzi sam, ile było tygodni między dnem SPX z 8.10.2002 r. a szczytem z 11.10.2007 r.

Z dodatkowych ciekawostek, które udało mi się znaleźć: 4181 dni kalendarzowych (4181 –liczba z ciągu Fibonacci’ego) od  dna bessy internetowej, tj. 8.10.2002 wypada 20.03.2014. Oczywiście 21.03 mamy też Równonoc Barana i początek kolejnego Nowego Roku Giełdowego wg Gann’a, tradycyjny okres, wokół którego często dochodzi do mniej lub bardziej istotnych zmian trendu.

Naprawdę piękna i bardzo dokładna harmonicznie konstrukcja, co niestety zwiększa jej groźną wymowę. Skojarzenie z tropikalnym cyklonem nasuwa się samo – jeśli będziesz mieć Czytelniku okazję, przyjrzyj się kiedyś zdjęciom satelitarnym największych cyklonów. Ich forma dla oka, uwrażliwionego na piękno geometrii jest naprawdę ładna, a w tym swym pięknie jeszcze bardziej złowróżbna. Anglosasi określają ten typ cyklonów krótko: perfect storm.

Słabsze cyklony nie wyglądają tak ładnie i nie są tak dokładnie uformowane, a ich następstwa dla świata są o wiele mniejsze..

O tym naszym węźle czasowym wiedziałem od dość dawna. Ostatnim razem wspominałem o nim w czasie korekty ze stycznia 2014, i nie ukrywam, miałem wtedy nadzieję na inwersję (czytaj: wystąpienie dna w miejscu węzła, co byłoby bardzo byczym sygnałem), dzięki korekcie, która się rozwijała. Ale koniec korekty na początku lutego pozbawił mnie złudzeń.

Obecnie w grę wchodzi już tylko szczyt. Nawiasem mówiąc, proszę sobie zerknąć we własnym zakresie na oscylatory amerykańskich indeksów – są już bliskie wykupienia. Ważny węzeł czasowy tym większe ma szanse zadziałania, im silniejsze jest wykupienie bądź wyprzedanie oscylatorów w momencie jego wystąpienia. Tak więc z każdym kolejnym dniem wzrostów rośnie i tak już duże prawdopodobieństwo zadziałania węzła.

Właściwie szczyt w USA może wypaść już 10-13.03, na to wskazują węzły czasowe w układzie dziennym. Tu obowiązuje zasada dokładności plus minus jednej jednostki czasowej, więc całkowicie mieściłoby się to w przedziale dokładności metody dla układu tygodniowego. W takim przypadku w okresie 18-20.03, gdzie mamy kolejny węzeł czasowy, zbieżny z posiedzeniem FED, mielibyśmy do czynienia jedynie z testem szczytu z poprzedniego tygodnia i zasadniczą zmianą nastrojów rynkowych po tej dacie.

Mam wrażenie, że rynek ostatnio żyje w błogim przekonaniu, że Janet Yellen sypnie znowu pieniędzmi i da wszystkim zarobić bez wysiłku. Dlaczego? Bo gospodarka USA słabnie, bo…tu sobie proszę wpisać  dowolny inny powód, dla którego „Easy Money Godess” (Bogini Łatwych Pieniędzy) miałaby to zrobić. Aha – to nie moje określenie. Tak nazwał  Mrs Yellen jeden z zarządzających funduszami w peanie na jej cześć, jaki wystosował  do klientów swego funduszu hedge. Podejrzewam, że nie jest sam w tym widzeniu spraw.

A jeśli tak, tym większym szokiem będzie dla wielu kontynuacja programu redukcji QE przez  „Genetyczną Gołębicę” . To inne z zestawu określeń Mrs Yellen, z jakim się ostatnio zetknąłem.

Czego oczekuję po tym węźle czasowym? Będąc na razie byczo ustawionym do rzeczywistości – tylko korekty, najprawdopodobniej jakiejś typu płaskiego. Czy spadki na SPX sięgną „tylko” do okolic poziomu szczytu z 2007 r. (1576 pkt) czy też  jeszcze niżej, za wcześnie na tę chwilę dywagować.

A jeśli to będzie zmiana trendu o znacznie większym charakterze niż tylko średnioterminowa korekta? Mało prawdopodobne, ale na tę chwilę i to trzeba brać pod uwagę jako możliwość rezerwową. Wtedy trzeba by wrócić do dawnej koncepcji rozszerzającego się trójkąta na SPX, którą prezentowałem w 2010 r. jeszcze na starym blogu. Ale psychologia rynkowa i okołorynkowa jakoś niezbyt pasuje mi na szczyt hossy w USA już teraz. O wiele bardziej wygląda to na istotny szczyt, po którym rozpocznie się kilku- kilkunastomiesięczne kołysanie się w bok indeksu, „fala czwarta” jak nazwaliby tę moją wizję ludzie od fal Elliott’a.

Dodam jeszcze, że nasz węzeł czasowy „wyskakuje” na wielu różnych instrumentach i walorach, ma więc szansę być naprawdę istotnym dla całości rynków finansowych. Wygląda to tak, jakby w momencie zaistnienia węzła na różne rynki miało spłynąć nagłe oświecenie….

Dla przykładu tym razem nie surowce, a obrazki polskiego indeksu WIG20, bo często jestem proszony o odnoszenie się do polskich instrumentów. Proszę bardzo, oto one:

Najpierw układ miesięczny:

WIG20monthly

Objaśnienia:

34 – liczba z ciągu Fibonacci’ego

47 – liczba z ciągu Lucas’a

62 – pochodna od 0.618, złotego współczynnika Fibonacci’ego

78 – pochodna od 0.786, pierwiastka kwadratowego z 0.618

206 – pochodna od 2.058, pierwiastka kwadratowego z 4.236 (4.236 to sześcian 1.618)

262 – pochodna od 2.618, kwadratu złotego współczynnika Fibonacci’ego

Nawiasem mówiąc te 262 miesiące wypada od absolutnego, historycznego dna polskiej giełdy z czerwca 1992.

Nim skomentuję to, co widać na wykresach, spójrzmy na układ tygodniowy:

WIG20weekly

Objaśnienia:

16, 161 – pochodne od 1.618, złotego współczynnika Fibonacci’ego

38 – pochodna od 0.382, kwadratu 0.618

63 – pochodna od 0.618, złotego współczynnika Fibonacci’ego (62+1)

79 – pochodna od 0.786, pierwiastka kwadratowego z 0.618

146 – pochodna od 0.146, czwartej potęgi złotego współczynnika Fibonacci’ego (0.618)

206 – pochodna od 2.058, pierwiastka kwadratowego z 4.236 (4.236 to sześcian 1.618)

235 – pochodna od 0.236 sześcianu ze złotego współczynnika Fibonacci’ego (236-1)

Teraz kilka słów komentarza. Wykres miesięczny idealnie wskazuje na kwiecień, a nie marzec 2014. Możliwe, że wzrosty „przeciągną się” w Warszawie aż do kwietnia.

Ale pamiętać trzeba też o zasadzie dokładności plus minus jednej jednostki czasowej, wtedy marzec 2014 jest również całkowicie uprawniony jako potencjalny istotny punkt zwrotny w skali miesięcznej.

Wykres tygodniowy wymaga kilku drobnych, dodatkowych uwag.

Proszę zauważyć, że dla WIG20 marcowy węzeł czasowy nie jest tak dokładny, jak dla S&P500 w skali tygodniowej. Cykle pochodzą w większości od drugorzędnych ekstremów, nie tak jak w USA, od najważniejszych punktów zwrotnych. To pozwala mieć nadzieję że to, co napisałem wyżej, czyli przeciągnięcie się wzrostów w Warszawie do kwietnia jest realną możliwością (czego nie należy mylić z pewnością takiego rozwoju sytuacji).

Pozwala to również mieć nadzieję na to, że w dłuższym okresie czasu, już po węźle czasowym, WIG20 pozostanie nadal w długoterminowym trendzie bocznym pomiędzy powiedzmy 1900-2000 a 2600 pkt, co na tę chwilę uważam za najlepszy z możliwych scenariuszy. Scenariusz ten ładnie współgrałby z przedstawioną wcześniej wizją ruchu bocznego na SPX, ograniczanego od dołu przez poziom szczytu z 2007 r.

Proszę jednak pamiętać, że to wszystko to tylko moje domysły co do dalszego rozwoju sytuacji i nie sugerować się nimi przesadnie. Realne fakty widać będzie na wykresach.

W ostatnim wersie cytowanego wyżej fragmentu „Juliusza Cezara”, ostrzeżony po raz kolejny przez wróżbitę Cezar stwierdza: „On śni. Zostawmy go. Przejdźmy dalej”  (tłumaczenie moje, niezbyt dokładne lingwistycznie, bardziej nastawione na ducha wypowiedzi).

Możesz Czytelniku zareagować na to wszystko, co tu napisałem, podobnie jak Cezar i też stwierdzić, że śnię. Ale pamiętaj: zostałeś ostrzeżony. Twój wybór, co z tym ostrzeżeniem zrobisz.

„Strzeż się Idów Marcowych”!

Po śnie
Jak rzeczywisty
Jest irys.

Sushiki (1669-1725)

Written by songmun

6 Marzec 2014 at 17:12