NATURA BRAMY

Rynki Ekonomia Gospodarka Świat i czasem Polityka

Co mnie ostatnio nurtuje? Część I

with 29 comments

Czy zastanawiałeś się kiedykolwiek, Czytelniku, dlaczego linie na wykresie w ogóle działają?

Jak to się dzieje, że rysujemy np. na rynku wzrostowym „do przodu” kreskę, biegnącą po dwóch dołkach i za parę miesięcy kolejna korekta schodzi do tej linii, odbija się od niej po wcześniejszym dotknięciu „punkt w punkt”, a potem wzrosty są dalej kontynuowane?

A może myślałeś jak to się dzieje, że na wielu całkowicie różnych rynkach tak powszechnie występują proporcje, oparte o „phi” – złoty współczynnik Fibonacciego? Przecież ekstrema cenowe nie kopiują ściśle ani ciągu Fibonacciego ani ciągu Lucasa, a jednak działanie proporcji opartych o „phi” i wartości odeń pochodne ( kwadraty i pierwiastki) obserwowane jest na tyle często, że wiele narzędzi analizy technicznej je wykorzystuje?

To tylko 2 pytania z tych kilku, które mnie ostatnio nurtują. Na niektóre z nich udało mi się poznać przynajmniej częściowe odpowiedzi. I jak to zwykle bywa w takich razach, częściowa odpowiedź jest najgorszą odpowiedzią, bowiem niczego tak naprawdę nie wyjaśnia, a odkrywając niewielki, dotąd zakryty fragment Rzeczywistości, momentalnie powoduje pojawienie się setek nowych pytań.

Ten wpis będzie trochę „nie po kolei”. Rozbiję go na dwie części, aby nie przedłużać oczekiwania na całość. Po prostu nie wypada kazać czekać Czytelnikom kolejne 2-3 tygodnie, aż skończę – lepiej już dać część, niż testować cierpliwość Czytelnika, przedłużając oczekiwanie na całość.

Najpierw ( w tej części) pokażę pewną ciekawą technikę Michaela S. Jenkinsa, a potem (w części drugiej) to, co sam odkryłem, choć bieg wypadków był nieco inny – wpierw było moje własne odkrycie, o którym będzie dopiero na końcu , potem pokazanie tego paru cenionym przeze mnie osobom, z których jedna podsunęła mi prace Jenkinsa, mając wrażenie, że tam coś podobnego widziała (sprawdziłem  – to jednak nie jest to samo, mogę więc dalej mówić o moim odkryciu), a dopiero ostatnią rzeczą chronologicznie rzecz biorąc było poznanie przeze mnie niektórych prac Jenkinsa, którego odkryciami, nie ukrywam, trochę się zafascynowałem.

Na sam początek częściowa odpowiedź na pytanie numer 2 o „phi”. Poznałem ją bezpośrednio z prac Jenkinsa właśnie. Jako człowiek wywodzący się ze środowiska bazującego na falach Elliotta, z natury rzeczy dość sporo wiedziałem o różnych aspektach ciągu Fibonacciego, stosunkach jego wyrazów itd., a jednak tym tak prostym faktem Jenkins kompletnie mnie zaskoczył – o tym po prostu nie wiedziałem, a przecież ta jedna właściwość matematyczna, niesamowicie prosta, bardzo dobrze tłumaczy, skąd biorą się proporcje Fibonacciego na rynkach, a także w innych procesach fizycznych, zachodzących w świecie rzeczywistym.

Otóż rynek wcale nie musi kopiować ciągu Fibonacciego, czy bliźniaczego doń ciągu Lucasa, by stosunki matematyczne wartości różnych ekstremów pozostawały do siebie w proporcjach Fibonacciego. Konieczna jest tylko para dowolnych liczb dodatnich, z których tworzymy nasz ciąg i wielokrotna iteracja, bazująca na zasadzie, obecnej w ciągach Fibonacciego i Lucasa – suma dwóch poprzednich wyrazów tworzy wyraz następny.

Weźmy dla przykładu dwie, względnie niskie cyfry (niskie, bo będzie mi się łatwiej liczyło, ale można wziąć oczywiście całkowicie dowolne liczby, byle obie dodatnie), z których żadna nie należy ani do ciągu Fibonacciego ani Lucasa. Zapiszmy je, a w nawiasie zapiszmy ich wzajemny stosunek:

6 i 14 ( podzielmy pierwszą przez drugą, otrzymując ok. 0,4286)

Teraz zróbmy pierwszy krok iteracji – dodajmy je do siebie 6+14 = 20 i zapiszmy drugą liczbę z naszej pierwotnej pary oraz pierwszą, otrzymaną sumę:

14 i 20 (0,7)

Czas na drugi krok iteracji 14+20 = 34. I znowu, jak poprzednio

20 i 34 (ok. 0,5882)

Trzeci krok 20+34 = 54

34 i 54 (ok. 0,6296; znający na pamięć wyrazy ciągu Fibonacci’ego już pewnie zauważyli, że 34 to liczba z ciągu, zaś 54 jest tylko o 1 mniejsza od kolejnego wyrazu ciągu, czyli 55)

Czwarty krok: 34+54 = 88

54 i 88 (ok. 0,6136) – tu w zasadzie można już przestać, bo doszliśmy do powtarzającej się sytuacji, gdy oba wyrazy są o jeden mniejsze, niż odpowiednie wyrazy w ciągu Fibonacci’ego czyli 55 i 89 i kolejne wyrazy będą cały czas o jednostkę mniejsze od odpowiadających im wyrazów ciągu, a skoro tak, to również i ich stosunek musi zmierzać do granicy, do której zmierzają „oryginalne” wyrazy ciągu, czyli do phi – 0,618034….

Zapewniam Cię Czytelniku, że jakich byś nie wziął dowolnych dwóch liczb dodatnich do tej zabawy (ceny są przecież dodatnie), prędzej czy później otrzymasz podobny rezultat – stosunki kolejnych wyrazów do siebie będą zmierzać w kierunku 0,618, choć niekoniecznie kolejne wyrazy ciągu będą bliskie oryginalnemu ciągowi Fibonacciego, jak w naszym powyższym przykładzie.

Jeśli weźmie się liczbę bardzo małą i dużą, (np. 4,11 i 2654257) jedyną różnicą w stosunku do powyższego przykładu okaże się liczba koniecznych do wykonania kroków iteracji.

Przy okazji – przepraszam matematyków, że opisałem to w taki sposób, a nie za pomocą ich ulubionych zdań: „Twierdzenie …. Dowód: Niech X i Y będą parą liczb rzeczywistych dodatnich, takich, że…” – sam nie jestem matematykiem, więc mimo wszystko łatwiej pisać mi w takiej formie, a poza tym nie chciałem odstraszać większości czytelników bloga językiem podręcznikowej matematyki.

Jaki stąd wniosek? Przypuszczalnie w tworzeniu się cen na rynku opisany mechanizm prostego dodawania wyrazów i wielokrotnej iteracji musi odgrywać znaczącą rolę. Przy okazji tłumaczyłoby to też, dlaczego rynkowe stosunki wartości ekstremów dość rzadko są ściśle równe 0,618034…, częściej wykazując jedynie wartości zbliżone, w rodzaju 0,62 – na rzeczywistym rynku powinniśmy mieć do czynienia ze skończoną i niezbyt wielką liczbą iteracji.

Ale gdzie to się odbywa? Powiedzieć, że w zbiorowej podświadomości (lub nieświadomości wg definicji C.G Junga) inwestorów to wyjaśnić wszystko, zarazem niczego tak naprawdę nie wyjaśniając. Na razie pełna odpowiedź na to pytanie pozostaje w dużym stopniu zagadką.

Skoro już jesteśmy przy ciągu Fibonacciego, przy okazji mała dygresja – powiedzieć, że ruch ceny na rynkach kapitałowych ma charakter fraktalny, jest już dzisiaj truizmem. Ale nie wiem, czy wszyscy wiedzą, że sam ciąg Fibonacciego też jest fraktalem. Jest, i żeby się o tym przekonać wystarczy zamiast w systemie dziesiętnym, zapisać jego wyrazy w systemie dwójkowym (za Wikipedią):

Przejdźmy teraz do wspomnianej na wstępie  jednej z technik Michaela S. Jenkinsa. Jenkins opracował tego sporo, nie wszystkie udało mi się poznać. Generalnie rzecz biorąc, zajmuje się on przetwarzaniem, upraszczaniem ale i rozwijaniem technik Ganna tak, by uczynić je bardziej przydatnymi dla typowych inwestorów indywidualnych. Nie jest pisarzem – teoretykiem rynków; ma za sobą długie lata pracy jako zarządzający w funduszach powierniczych, a swą wiedzę z zakresu prac Ganna wykorzystywał w zarządzaniu akcyjnymi funduszami powierniczymi.

http://www.stockcyclesforecast.com/

Technika, którą tu przedstawiam jest rozwinięciem jednej z ważniejszych technik Ganna, zwanej „range square”. Nawiasem mówiąc moje własne odkrycie, o którym nieco później, również nie jest niczym innym, jak tylko kolejnym krokiem naprzód w ramach tej techniki.

Poniższy wykres indeksu S&P500 od 2009 roku w układzie tygodniowym w zasadzie całkowicie wyjaśnia wspomnianą technikę Jenkins’a, ale dla lepszego jej zrozumienia i uniknięcia nieporozumień mimo wszystko opiszę, jak to wszystko zostało otrzymane:

  1. Weź i zmierz pierwszą falę ruchu na danym instrumencie.
  2. Przyjmij, że ta zmierzona wartość to Twoje bazowe „100%”
  3. Mnóż owe 100% przez rozmaite „święte współczynniki” Fibonacciego, Ganna itd.
  4. Otrzymane wartości dodaj do szczytu pierwszej fali ruchu, która jest podstawą obliczeń.
  5. Niektóre z tych wartości dadzą istotne poziomy oporów bądź wsparcia dla przyszłych ruchów.

Na powyższym wykresie zaznaczyłem czarnymi strzałkami miejsca, gdzie wyliczone poziomy zadziałały z dokładnością do kilku punktów (np. ostatni szczyt indeksu S&P500 to 1474,77 pkt, podczas gdy idealnie wyliczone wg tej metody 180% to 1471,5)

Proszę zauważyć, że praktycznie każdy mniejszy czy większy punkt zwrotny na indeksie S&P500 pozostaje w jakiejś proporcji do pierwszej fali ruchu. Wiele z tych proporcji to procentowe mnożniki  oparte o „liczby Gann’a” w rodzaju 67,5, 108 czy 180. Oczywiście mamy tu także i liczbę wspólną dla Ganna i ciągu Fibonacciego czyli 144, a także „nieśmiertelne” 1,618.

Jeśli ktoś nie pamięta, to przypomnę owe „święte liczby”, przez które należy mnożyć, z jednego z wcześniejszych wpisów:

Ciąg Fibonacciego – 3, 5, 8, 13, 21, 34, 55, 89, 144, 233, 377, 610, 987 itd. ,

Ciąg Lucasa – 4, 7, 11, 18, 29, 47, 76, 123, 199, 322, 521, 843 itd. ,

Pierwiastki “złotej spirali” – 0.618, 1.618, 2.618, 4.23, 6.85, 0.382, 0 .786, 1.12, 1.27, 2.05, 0.236 itd.,

Ważne liczby Ganna – 45, 90, 180, 270, 360 itd.

Geometryczne – 1.414, 1.732, 2.236, 1.90, 1.1755, 3.14

Wielokrotności 144 – 288, 432, 576, 720 itd.

Ta metoda jest wyraźnym krokiem naprzód w stosunku do np. tej części Teorii Fal Elliotta (TFE), która zajmuje się wzajemnymi proporcjami fal względem siebie. Okazuje się bowiem (kto nie wierzy, może sam sprawdzić na innych rynkach – to naprawdę działa!), że zdecydowana większość pojawiających się ekstremów, a na niektórych instrumentach wręcz wszystkie, powstaje na wyliczonych w sposób pokazany przez Jenkinsa poziomach. Tymczasem TFE, poprzez skupienie się wyłącznie na współczynnikach Fibonacciego i proporcjach długości fal względem siebie gubi ten fakt, a zagadnienie proporcji fal impulsu o wyższych numerach do fali 1 jest w TFE traktowane bardzo pobieżnie nawet przez tak wytrawnych rynkowych obserwatorów, jak Glenn Neely.

TFE nie zauważa również, że rynkiem rządzą nie tylko proporcje Fibonacciego (co wyraźnie widać choćby na powyższym wykresie indeksu S&P500), i przez to zawężenie perspektywy już na starcie obniża swą efektywność i skuteczność.

Proszę tego, co teraz piszę, nie rozumieć jako mojego ataku na TFE.

TFE jest interesującą metodą patrzenia na rynek, i jeśli rygorystycznie stosować istniejący w niej zestaw reguł i tzw. „wskazówek”, potrafi być w wielu wypadkach bardzo skuteczna.

Problemem skutecznego korzystania z TFE jest właśnie konieczność rygorystycznego przestrzegania dziesiątek reguł i wskazówek, z których łatwo kilka przeoczyć. Co ciekawe, przeoczeniu ulegają najczęściej te, które powodują nieważność zakładanego przez nas bazowego scenariusza🙂 Ta tendencja do przeoczenia reguł, powodujących nieważność zakładanego przez nas scenariusza rozwoju sytuacji rynkowej powoduje częste stawianie TFE zarzutu analitycznego subiektywizmu.

Drugim problemem TFE jest zasada: „co w danym momencie nie jest zabronione (przez reguły), jest dozwolone”. Zasada ta powoduje, że w środkowej części istotnego ruchu istnieje tyle dopuszczalnych alternatywnych scenariuszy, że TFE może okazać się praktycznie bezużyteczna wskutek mnogości dopuszczalnych sposobów rozwoju sytuacji, nie raz wzajemnie całkowicie się wykluczających.

W takich przypadkach analitykowi, bazującemu na TFE, pozostaje jedynie czekać na wyjaśnienie sytuacji, które zazwyczaj rzeczywiście następuje w końcowej fazie ruchu rynku.

Jako człowiek wywodzący się ze środowiska falowego, mam spory szacunek do tej metody i sam nadal często ją stosuję. Ale to nie może oznaczać bezkrytycznej afirmacji tego podejścia do rynku i nie zauważania jego ograniczeń, co przez pewien czas, przyznaję, było także i moim grzechem. Ponieważ był to czas na długo przed tym blogiem, czy też jego dawniejszą wersją,  nie ma sensu, bym dalej ten temat rozwijał.

Mam jednak nadzieję, że te parę słów na temat TFE wyjaśniło Ci, Czytelniku moje odejście od elliottowskiej ortodoksji . Zorientowałem się, że rzeczywistość rynkowa jest nieco bardziej skomplikowana, niż model, nauczany przez Eliiotta i jego spadkobierców.

Na dziś to tyle. W drugiej części pokażę Ci Czytelniku moje własne odkrycie, rozwijające  w zupełnie nowym kierunku metodę Gann’a, zwaną „range square”.  Swoje odkrycie nazwałem „Spiralą cenowo – czasową” (Price – Time Spiralling, w skrócie PTS). W części tej będzie znacznie więcej wykresów.

Piękno
W rozdartym papierze drzwi
Droga Mleczna

Issa
(1763-1827)

Written by songmun

30 Październik 2012 @ 22:40

Napisane w Uncategorized

Odpowiedzi: 29

Subscribe to comments with RSS.

  1. no tak TFE może i daje pewne wyobrażenie ale … raczej obserwacyjnie🙂

    s

    30 Październik 2012 at 23:50

    • Songmun oglądałeś film Aronofskiego p.t. „Pi”? Powoli zaczynasz przypominać jego bohatera😉

      Passenger

      31 Październik 2012 at 10:47

  2. @ Passenger

    Filmu nie widziałem. Ale dopóki nie idę po schodach i nie zaczynam ich liczyć, albo nie sprawdzam, czy ilość chmur na niebie to liczba Fibo chyba jeszcze jest ze mną wszystko OK ?🙂

    SongMun

    31 Październik 2012 at 11:18

  3. @SongMun

    Naprawde ?? A ja bardzo czesto licze sobie kroki zwlaszcza jak mam jakas dluzsza droge do pokonania na pieszo bo dzieki temu mi sie nie nudzi🙂

    Konrado

    31 Październik 2012 at 11:33

  4. Po nazwie Twojej teorii można spodziewać się że wiesz nie tylko gdzie ale i kiedy:) Pytanie inne czy ilość liczb które są brane pod uwagę nie powodują że ilość punktów zwrotnych które mogą się pojawić stanowi praktycznie ich ciągłość +- parę dni i bardzo łatwo dobrać po fakcie jakąś liczbę z podanego zbioru natomiast po drodze było kilka „fałszywych punktów”.

    Tom

    31 Październik 2012 at 13:08

  5. Warto pooglądać wykłady lub poczytać teksty Dana Wintera (mało jest tłumaczonych na polski). U niego to jest dopiero „fiboodjazd”😉 Ale za to, jak się przebrnie i choć trochę pojmie, o czym gość mówi, to codzienny świat chaosu zamienia się w pięknie uporządkowaną strukturę, w której zarówno DNA w skali mikro, jak i Wszechświat w skali makro, są pochodną tych prostych zależności liczbowych. Na przykład, jak dowodzi Winter, litery alfabetu hebrajskiego są prostymi dwuwymiarowymi odwzorowaniami przestrzennego obrotu wzorca fragmentu spirali DNA opartego na proporcjach Fibonacciego. Trudno spodziewać się, by starożytni Hebrajczycy wiedzieli, jak wygląda ludzkie DNA, a więc litery musiały powstać w oparciu o jakąś pierwotną matrycę, od której pochodzi wspólna struktura różnych elementów naszej rzeczywistości.
    A skoro wszystko jest oparte na tej matrycy, to pewnie i ruchy indeksów giełdowych, tylko mało kto się poważnie zabiera za ich badanie od tej strony.
    Może Ty SongMun pociągniesz dalej temat? Naprawdę polecam Wintera, bo choć człowiek jest odjechany i dla laika trudny w zrozumieniu, to w temacie, który ostatnio Cię frapuje, jest jednym z największych autorytetów.

    Mon_73

    31 Październik 2012 at 13:58

  6. Ja nie umiem korzystac z tych wszystkich wykresów. Inwestuję, a przed każdą decyzją stawiam Tarota i jakos mi się nieźle wiedzie.

    Bulioner

    31 Październik 2012 at 16:31

  7. To ze dowolne 2 liczby w pewnym momencie utworza ciag Fibo bylo jasne juz dawno temu .Teraz do serii liczb chcesz dodac nastepne ? To nie jest dobry pomysl trzeba sie skupic na bazie i uzbroic w cierpliwosc .Ja gram samym 1.618 i oto chodzi , a jak to zaczniesz rozwijac to sie tylko pogubisz ,bo cyfr za duzo itd

    marcin

    31 Październik 2012 at 22:54

  8. SongMun, ręce mi opadają, jak czytam te wypociny nastolatka. Jeszcze mi tylko tu fizyki kwantowej brakuje, albo The Secret. To samo ten Jenkins – nie wiadomo co on powymyślał jak są o wiele prostsze metody. O Winterze nie wspomnę, bo na bloga Z. Stawickiego się nadaje.

    Przecież znasz Andrews’ Pitchfork, co po się tak męczysz z tymi liczbami? Pitchfork daje ci 80% prawdopodobieństwa, że cena dojdzie do mediany, a jeśli zawróci, to wiesz gdzie zawróci. Dołóż do tego sloping parallel lines, warning lines, mini median lines, reversed median lines, medianę w medianie, zasadę 0-4, zasadę zwrotu na P5, zoom/gap, test&retest, confluence, energy point i niszczysz wszystko w promieniu 20000 km. Znasz TFE, Ganna, to powinieneś jeszcze bardziej wymiatać z pitchforków.

    Oto cytat dnia:
    „Wszyscy chcą wiedzieć w jakim kierunku jest skierowany ostatni trend i gdzie będzie kolejny punkt zwrotny, będący początkiem nowego trendu. Prawdopodobieństwo, że następny punkt zwrotny będzie na ostatniej ML wynosi 80% i nawet bez dodatkowych zasad, które pozwalałyby być ciągle short lub long, potencjał zysku z tej prostej zasady jest niesamowity.”

    Przypominam, że Babson, Andrews, Hagopian, Schiff byli inżynierami, naukowcami i większość z nich doktorami. Pitchforki i action-reaction oparli na prawach dynamiki Newtona. Wszystko statystycznie wielokrotnie zbadali.

    A jeśli naprawdę ci się nudzi, to weź lepiej wyjaśnij związek między fibo a pitchforkami – bo jest, tylko nie wiem jak to udowodnić (najpewniej geometrycznie).

    Przewaga naukowców nad dzieciakami

    31 Październik 2012 at 23:49

  9. @Przewaga naukowców nad dzieciakami
    Dumny nick… Czyżbyś miał na myśli swoje aspiracje?
    Jest taki mało cenzuralny kawał o naukowcach. Magister jest jak g…o, które wypłynęło na szeroką przestrzeń oceanu i targane falami za wszelką cenę stara się utrzymać na powierzchni. Doktor jest jak to samo g…o, które dostrzegło w oddali ląd i uczepiwszy się kawałka gałęzi modli się, by udało mu się do niego dopłynąć. Profesor zaś jest jak g…o, które wyrzucone przez fale na brzeg uważa, że jest latarnią oświetlającą innym drogę.
    Dlatego właśnie naukowcy mają przewagę nad dzieciakami najczęściej jednak tylko w ignorancji wobec nowych faktów, odkryć i alternatywnych idei. Z tego właśnie powodu cieszę się, że mogę czytać blog SongMuna, który promieniuje radością odkrywania NOWEGO a nie dydaktycznym smrodkiem otaczającym rzekome latarnie.
    @Wszyscy
    Przepraszam za zaśmiecanie forum takimi wpisami

    Mon_73

    1 Listopad 2012 at 09:31

    • Monia, przecież wymienieni przeze mnie naukowcy właśnie odkryli nowe (w ich czasach) – action-reaction i pitchforki🙂
      Odnośnie nowych idei i metody, to nie zapominaj o tym, że duża część z tych alternatywnych metod wynika z niezrozumienia nauki przez osoby niedostatecznie wykształcone lub jest to po prostu zwykłe naciąganie – bo chętnych na takie rzeczy nigdy nie zabraknie, Zwykle są to młodzi, którzy dopiero szukają swojego miejsca w życiu, niewiele o nim wiedzą i łatwo im się wciska różne pseudonaukowe teorie.
      Co nie zmienia oczywiście faktu, że dużo rzeczy w nauce przebiło się dopiero po śmierci starych, „wszystkowiedzących” profesorów, którzy skutecznie, korzystając ze swojego dorobku, stanowisk, pozycji w społeczeństwie, majątku itd. uwalali młodych wyśmiewając ich idee – albo z ignorancji, albo z poczucia zagrożenia.

      P.S. Dzisiaj w jakimś zachodnim magazynie traderskim widziałem artykuł o metodach Ganna – stawianie horoskopu USA „urodzonym” w dniu uzyskania niepodległości. Monia, kaman, przecież tego czytać się nie daje. Gann zapewne opracował wiele ciekawych metod, które kiedyś zgłębie, ale horoskopy dla państw czy spółek giełdowych to już przesada.

      P.P.S. Wiesz skąd się biorą ruchy indeksów? Ktoś coś kupuje tanio przed dłuższy okres czasu (akumulacja), a potem rozgłasza świetliste wizje, aby to przez dłuższy okres czasu sprzedać ulicy (dystrybucja). Nie potrzeba teorii do tego dorabiać. Kupując TV w promocji w hipermarkecie też liczysz fibo ceny? Czy bierzesz, bo jest tanio lub zastosowano na tobie metody wpływu społecznego?

      P.P.P.S Nick wyśmiewa umiejętności dzieciaków sprzedających ebooki o giełdzie (i inne) w znanym wszystkim wydawnictwie ebooków. Chyba wiesz jaki jest poziom tych ebooków, prawda?

      Przewaga naukowców nad dzieciakami

      1 Listopad 2012 at 17:29

  10. – Masz raczej zbyt idealistyczny obraz nauki.
    – Skoro czegoś nie daje się czytać, to jak możesz to krytykować? O książce w księgarni też mówisz, że jest beznadziejna, bo ma według Ciebie brzydką okładkę i śmieszne słowo w tytule? Może najpierw warto wnikliwie zapoznać się z jakąś ideą, a dopiero potem ją odrzucać…
    – Co to znaczy kupić tanio? KGHM po 25 zł, po 100 zł, czy po 160 zł? Jak pokazuje życie, zawsze znajdą się amatorzy „promocji”, nawet ci grubsi. Chyba że uważasz, że gruby jest jeden i siedzi zarówno w Warszawie, jak i w Londynie czy Nowym Jorku oraz ma za sobą większość analityków i wszystkie media… Ale to już trąci wiarą w „onych” (choć bynajmniej nie twierdzę, że jest to zupełnie niemożliwe).
    Dalsza dyskusja jest bez sensu, więc pozdrawiam i życzę sukcesów w niszczeniu wszystkiego w promieniu 20000km.😉

    Mon_73

    2 Listopad 2012 at 00:18

    • Monia, nie jestem tak znakomicie uzbrojony w różne narzędzia jak SongMun, więc nie mam szans nawet na niszczenie celów w promieniu 2km. Widzę tylko, że SM ma głowice nuklearne na wyposażeniu, a ugania się z packą na muchy.
      P.S. Nie siedź tyle na blogach, zwłaszcza po nocach. Szkoda zdrowia.

      EOT

      Przewaga naukowców nad dzieciakami

      2 Listopad 2012 at 10:50

  11. Przewaga naukowców nad dzieciakami

    Podaj swoją prognozę na kolejne tygodnie, jeżeli możesz. Gdzie będzie następny punkt zwrotny z prawdopodobieństwem 80%?

    pozdrawiam

    Doris

    2 Listopad 2012 at 11:19

    • O proszę, kolejni żołnierze armii „liczących cykle” odzywają. Jednak będzie fajna dyskusja🙂
      Nie mam pojęcia, nawet najmniejszego, gdzie będzie ten punkt zwrotny🙂 (chętnie bym to wytłuścił – abyście mieli większą satysfakcję – ale chyba nie ma takiej możliwości)
      Po pierwsze, nie zajmuję się prognozowaniem rynku tylko reagowaniem na to, co cena zrobi.
      Po drugie, jestem za cienki (za mało wiedzy i doświadczenia z jakiejkolwiek metody analizy technicznej), aby cokolwiek prognozować.
      Po trzecie, jeśli już czepiasz się pitchforków, to zasada dojścia ceny do mediany w 80% przypadków dotyczy właśnie tego – dojścia ceny do mediany i niczego więcej. Masz 3 ostatnie punkty zwrotne (potwierdzone), rysujesz pitchforka i cena dojdzie do środkowej linii prędzej czy później z prawdopodobieństwem 80%. Punkty zwrotne (w twoim rozumieniu) też można wyznaczać pitchforkami na 2 sposoby – w pierwszym robi się to w pewnym sensie na bieżąco (trzeba odliczyć pewną ilość punktów zwrotnych w miarę rozwoju sytuacji na wykresie, narysować odpowiednią linię i zwrot powinien być na niej lub w jej okolicy), w drugim można prognozować cenę i czas (poprzez określanie punktów przecięć linii pitchforków z innymi liniami – przeciwnie skierowanymi – czyli spadkowa z wzrostową) – ale taki punkt może być zarówno zwrotny jak i przyspieszający ruch, czyli trzeba potem obserwować price action (czy cena przechodzi, czy cena odbija).

      Zresztą nawet nie napisałaś o jaki rynek ci chodzi i jaką ramę czasową – M5, M15, H1, H4, D1, W1, MN1?
      Ostatnio co „zaprognozowałem” to szczyt na SP500 – poprzez odłożenie korekty 1:1 na tygodniowym czy miesięcznym – już nie pamiętam – ale wystarczyło narysować prostokąt i go przesunąć w MT4 – robota na 5 sekund, bez liczenia kilometrów liczb. Można to robić na każdym interwale. Tylko to jest „prognoza” cenowa, a nie czasowa jak przy cyklach.

      Jeśli chcesz się pojedynkować na umiejętności prognostyczne, to możemy to zrobić, ale nie teraz tylko za mniej więcej kilka lat, gdy się czegoś więcej nauczę – na razie nie mam szans, a gdy nie mam szans, to nie wchodzę w transakcję. W ciągu kilku lat powinienem się nieźle uzbroić w taktyczne głowice nuklearne różnych typów (w tym może też cykle – tylko nie będę ich liczyć ręcznie – napiszę program, który mi porobi zgrupowania cykli i nawet wyświetli na wykresie. To niegłupi pomysł, zapiszę sobie, aby zrobić coś takiego w wolnej chwili w okolicy 2014/2015).

      Przewaga naukowców nad dzieciakami

      2 Listopad 2012 at 22:09

    • Doris, chyba ci nie odpowiem. Moje kilometrowe wypracowanie nie chce przejść – może SongMun zrobił jakieś blokady na mnie (np. na długość tekstu):) Próbowałem to dzielić na 2 części, ale dalej to samo.

      W skrócie: Nie mam pojęcia, nawet najmniejszego, gdzie będzie ten punkt zwrotny🙂 Prognozowaniem się obecnie nie zajmuję, ale jeśli chcesz, to za parę lat możemy zrobić pojedynek na prognozy – jak już się uzbroję w taktyczne głowice nuklearne różnych typów.

      Nr2: Przewaga naukowców nad dzieciakami

      2 Listopad 2012 at 22:18

  12. czemu to nie działa?

    Nr2: Przewaga naukowców nad dzieciakami

    2 Listopad 2012 at 22:15

  13. Ja wiedzę korektę pędzącą na sp500 z celem na ok. 1320 pkt. Potem …hossa.

    Doris

    2 Listopad 2012 at 22:27

    • Ciekawe, popatrzę na to po powrocie do domu, gdy będę miał dostęp do całego zestawu narzędzi i wykresów.

      Na razie widzę tylko, że w pobliżu 1320 jest zniesienie 70,7% (takie samo było w maju tego roku i wykosiło pewnie wszystkich, którzy liczyli na odbicie 68,5%), równość korekt daje ok. 1315, 261.8% 1-szej obecnej fali spadkowej to 1324. Okolice 1320 to też mi wychodzą z pichforków, z tym, że jeden scenariusz musiałby być bardzo szybko, ok. 1-2 dni. A drugi scenariusz (wolniejszy) to dopiero ok. 16 grudnia osiągnąłby ok. 1320. Jednak na razie nie mam sygnałów świadczących o tym, że cena spada, prędzej bym oczekiwał wyjścia górą ponad ostatni szczyt – to obecnie co się dzieje widzę raczej jako flagę (gdyby była flaga, to zasięg odpowiada atakowi na szczyty 1600).

      Obecne spadki za bardzo mi się nie podobają, bo dla ruchu w górę wyszedł mi zasięg ok. 1488-1492 (w tych okolicach jest też 88,6% zniesienia fali z 2007 roku) i to, co się obecnie dzieje jest za wcześnie jak dla mnie. Ale ta technika jest dopiero testowana i na nią nie gram. Chociaż zdziwiłbym się, gdyby wcześniej spadło – w testowych przypadkach zdarzały się tylko przestrzelenia w górę, nigdy nie było „niedociągnięcia” ceny do wyznaczonego poziomu.

      P.S. Muszę pomyśleć nad nowym nickiem, ten „Przewaga naukowców nad dzieciakami” był nickiem celowym (jak spółka celowa SPV przeznaczona do realizacji konkretnego przedsięwzięcia) – tylko do postu o Winterze – aby pokazać co myślę na temat teorii nieweryfikowalnych w standardowy naukowy sposób. Zupełnie mi on nie pasuje do innych rzeczy.

      Przewaga naukowców nad dzieciakami

      3 Listopad 2012 at 09:26

      • @ Przewaga

        Nie chcę się znowu czepiać, ale jakoś mi tak samo wychodzi…😉 Co to znaczy teoria nieweryfikowalna w standardowy naukowy sposób? Jaki jest ten standardowy sposób? Powtarzalne potwierdzenie empiryczne? No to do kosza idzie np. cała meteorologia – od dziś powinna nazywać się „wróżba pogodowa”. Chyba że masz na myśli zgodę na temat danej kwestii wśród autorytetów naukowych. Ale to przecież już tylko zwykła demokracja a nie dochodzenie do Prawdy (jednostka nie może mieć racji?). A poza tym niezwykła rzadkość – dodatkowo dla poznania rzeczywistości niebezpieczna, vide czasy przed Kopernikiem.

        Niestety praktyka pokazuje, że 99% naukowców jest douczonych tylko w ramach swojej ścisłej specjalizacji w wybranym kierunku swojej dziedziny. Już ich orientacja w innym kierunku jest wybrakowana, nie wspomniawszy o innych dziedzinach. Dlaczego? Bo specjalizacja współczesnej nauki jest tak ogromna, że pojedynczy człowiek nie jest w stanie zbyt wiele ogarnąć! A tymczasem dopiero łączenie faktów, wyników, teorii z różnych dziedzin daje obiecujące poznawczo rezultaty. Tyle że wówczas taki badacz czy teoretyk naraża się na zarzuty ogólnikowości albo na ujadanie różnych piesków, które siedząc tylko w swojej branży nie rozumieją argumentów wychodzących poza te, które są w stanie przyjąć. I taka właśnie jest ta nauka, która współcześnie obdarza nas codziennie tysiącami nowych odkryć. Ale nie nie wyłania się z nich żaden integralny obraz ani wniosek dotyczący wiedzy o świecie. Mamy tylko miliony puzzli, z których niewiele sensownego wynika.

        Co do Wintera, to gość próbuje właśnie integrować a nie dzielić i to jest jego zasługa. A że mało kto jest w stanie pojąć, co on mówi, to już inna kwestia. Może warto najpierw starać się zrozumieć ideę zamiast od razu odrzucać i krytykować wybrane argumenty?

        Co jakiś czas „walczę” na różnych blogach ze stawianiem nauki na piedestał wszelkiego poznania. Nauka zajmuje się tylko tym, co da się empirycznie udowodnić. Jak się nie da, to się tym nie zajmuje. I tylko tyle. Ale to bynajmniej nie znaczy, że to coś nie istnieje lub jest niewarte poznawania! Tymczasem „nienaukowe” stało się synonimem głupiego lub nic niewartego. Pomieszanie z poplątaniem. Spróbuj sobie naukowo umyć zęby, zawiązać sznurówkę czy ugotować zupę. Albo opracuj sobie naukowo trasę dojazdu z Krakowa nad morze.

        To samo dotyczy prognoz zachowania indeksów. Czy jakakolwiek może być sensu stricto naukowa? Bzdura! Może być co najwyżej racjonalna, oparta na wcześniejszych obserwacjach, które uzyskają potwierdzenie w przyszłości albo nie. Każda prognoza jest tylko i wyłącznie WRÓŻBĄ, niezależnie od tego, w jaki papierek zostanie opakowana: cykle, analizę fundamentalną, techniczną czy astrologię.

        Ja sobie mogę napisać książkę, że pod koniec marca 2015 roku S&P będzie poniżej 800 pkt. Mogę to uargumentować na tysiące „naukawych” sposobów – jak zrobię to umiejętnie (grunt to wydać się w Stanach) i trafię z prognozą, to miesiąc później będę guru traderów i analityków. Ale mogę też napisać o tym na forum np. u Wojtka Suchomskiego, twierdząc, że tak mi wychodzi z ruchu planet. Wtedy większość mnie obśmieje, a jak trafię, to co najwyżej powie, że mi się fuksnęło. I nawet nie pomyśli, że to taka sama wróżba jak ta w „naukowej” książce, tyle że sformułowana w innym paradygmacie.

        Dlatego nieuprzedzony trader chętnie przeczyta jedno i drugie jako jedną z tysięcy rzeczy, które czyta. Ale pod to nie zagra, bo swoje własne narzędzia i swoją własną intuicję opartą na wiedzy i doświadczeniu. Te przepychanki na forach, kto lepiej zaprognozuje czas i poziom dołka lub szczytu będą dla niego warte tyle, co obserwacja obwąchujących się lub warczących psów na ulicy.

        Czytając SongMuna cenię sobie jego wiedzę i spostrzeżenia, ale po cholerę miałbym go punktować za złe przewidywania czy krytykować stosowane metody. Jego blog czytam dla czystej satysfakcji poznawczej i zwiększania swojej wiedzy, bo jest dla mnie w czołówce polskich blogów. Ale i tak pod to grać byłoby nieopatrzne.

        No to chyba wyczerpałem swój limit na kilka miesięcy🙂

        Mon_73

        3 Listopad 2012 at 12:00

  14. @ Przewaga

    Z bliżej nieznanych mi przyczyn WordPress traktował Twoje wpisy jako spam, co w tej chwili ręcznie skorygowałem. Sa dostępne do czytania.

    songmun

    3 Listopad 2012 at 00:15

    • SongMun, ale pokasuj te zduplikowane wpisy, jeśli możesz, bo dziwnie to wygląda i jest bałagan na blogu.
      Tylko jeden wpis zaczynający się od „O proszę, kolejni żołnierze…” powinien pozostać (ten pierwszy z 22:09) – cała reszta do kosza, bo to były kolejne próby wklejenia tego samego🙂

      Nr2: Przewaga naukowców nad dzieciakami

      3 Listopad 2012 at 08:33

  15. SongMunie zostały jeszcze jakieś zdroworozsądkowe argumenty za kupnem ? Wszystkie wsparcia na Wall Street (w tym na Apple) połamały się jak zapałki…

    kikan

    8 Listopad 2012 at 18:31

  16. @ Kikan

    Owszem, typowe wsparcia się połamały. Wciąż pozostają „nietypowe”, jak np. na NDX mediana wideł Andrewsa ciągnięta od dołka z 2002, z liniami bocznymi na szczycie 2007 i dołku z jesieni 2008 – ta miediana już raz zadziałała, robiąc dołek czerwcowy. Jest tego jeszcze trochę.

    Jeszcze dwa ciekawe fakty:
    – pesymizm „drobnych” (AAII – od 3 tygodni ok. 40% niedźwiedzi)
    – zachowanie indeksów europejskich w relacji do USA – zauważ, co robi np. CAC40, WIG20,czy nawet najbardziej „amerykański” DAX po sesjach spadkowych na WS. Czy walą się jak kamień w dół (co byloby typowe dla trendów spadkowych) czy też po marnych otwarciach popyt stopniowo poprawia sytuację?

    SongMun

    9 Listopad 2012 at 09:19

  17. @ Kikan CD
    Wiele wskazuje na to, że dołki na rynkach akcji będą towarzyszyć dojściu Dollar Index Fut (DXY) do okolic 81,5 pkt, gdzie oczekuję zwrotu tego instrumentu w kierunku spadków (na zasadzie odwrotnej korelacji). To już naprawdę niedaleko…

    SongMun

    9 Listopad 2012 at 11:54

  18. Song Munie, odważne tezy, ale również dobrze Europa może gonić USA.
    Chyba właśnie w Europie wychodzimy z konsolidacji dołem, szukac więc dołka to odważna teza.

    Dla mnie sp500 (jeżeli wszystko przebiegnie typowo) spadnie na 1320 pkt (kiedyś pisałem jako cel korekty pędzącej).

    Doris

    9 Listopad 2012 at 14:12

  19. @ Doris

    No to jeszcze raz spróbuję być odważny🙂
    To się skończy w przyszłym tygodniu 12-14.11, najprawdopodobniej 12 lub 13.11
    Cały problem z poslizgiem mojego terminu dna wziął się z tego, że w ramach „węzła gordyjskiego” liczyłem 262 tygodnie od szczytu SP500 (11.10.2007). A w tamtym okresie mamy jak gdyby „podwójny szczyt”: najpierw DJIA i SP500 zrobiły szczyty (ww. data) a potem Nasdaq – 31.10.2007. Ja celowałem w 262 tygodnie od szczytu dwóch głównych indeksów (końcówka października), tymczasem koniec 262 tygodnia od daty szczytu Nasdaq’a wypada dokładnie 14.11.2012. Ta pół paniczna wyprzedaż to efekt zbliżania się do granicy okna czasowego.
    Jednocześnie 12 i 13.11 mamy odpowiednio 161 i 162 dzień kalendarzowy od dna z czerwca 2012.

    Dodajmy do tego jeszcze taki drobiazg jak nów 13.11 i last but not least: 14.11 bedzie publikacja pełnego zapisu ostatniego posiedzenia FED’u. Słyszałem już pokątne przebąkiwania, ze na posiedzeniu mogli rozważać podniesienie kwoty QE z 40 mld USD/miesiąc do większej sumy. Moim zdaniem w to bedzie grać przeciętny Mr Jones i przeciętny zarządzający po ujawnieniu treści, tak więc do grudniowego FED (11-12.12) typowy inwestor będzie miał „pod co” ciągnąć akcje.

    Tak to widzę.

    songmun

    9 Listopad 2012 at 16:46


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: