NATURA BRAMY

Rynki Ekonomia Gospodarka Świat i czasem Polityka

Warszawski klucz….

with 154 comments

Ten wpis warto przeczytać razem z poprzednim, jeśli ktoś go nie czytał. W wielu wypadkach w jego treści będę się odnosić do poprzedniego tekstu pt. „Pytania i refleksje na 2017 rok”.

Zacznijmy od punktu 4 poprzedniego wpisu, czyli pytania: [globalna] hossa „krótka” czy „długa”? Inaczej mówiąc: czy globalna hossa już się kończy? Tak jak obiecałem – klucza do odpowiedzi poszukamy w Warszawie.

Gdy w sierpniu 2016 roku tworzyłem wpis pt „Wajcha z napisem Polska przestawiona” wiedziałem już, że Brexit’owy dołek na WIG20 jest ważny. Zbyt wiele, zbyt dużych układów czasowych na to wskazywało. Choćby i to, że od szczytu WIG20 z kwietnia 2011 do Brexit’owego dna minęło 62 miesiące (pochodna od 0.618). Kto chce, może sobie zerknąć na tamten wpis.

Ale gdybym wtedy wiedział to, co pokazuję na pierwszym wykresie, to pisałbym ze znacznie większą pewnością siebie. Bo to była po prostu prawdziwa bomba po byczej stronie!

Ale nie wiedziałem. To odkrycie wszyscy tu zawdzięczamy komentatorowi SOMEDAY, który jesienią 2016 w jednym z komentarzy pod moimi wpisami zamieścił informację, którą przedstawiłem na poniższym wykresie. Próbowałem ten komentarz znaleźć, by go dokładnie zacytować, ale jakoś mi gdzieś umyka. Niemniej jeszcze raz Wielkie Dzięki, Someday. To ma ogromne znaczenie!

wig20-squaring

Właściwie na tym mógłbym ten wpis zakończyć, mówiąc, że to wszystko wyjaśnia. Ale wtedy może 2-3 osoby by zrozumiały, a reszta Czytelników uznałaby mnie za durnia, zabierającego im ich cenny czas 🙂

Trzeba więc będzie się trochę naprodukować, by to jakoś bardziej sensownie i zrozumiale opisać.

Cóż to takiego i co te prawie równe sobie cyferki mają wspólnego z WIG20 i czasem trwania hossy?

Otóż jest to coś, co WD Gann nazywał „squaringiem ceny i czasu” (price time squaring). I mamy to od razu w wersji najmocniejszej z możliwych, czyli 1 : 1 (średni spadek/sesję indeksu WIG20 pomiędzy szczytem z 2011 r i dnem z czerwca 2016 r. wynosił 1 punkt, dokładniej 1.00119 punkta, dla matematycznych purystów 🙂 )

Gann zaobserwował, że tego typu rzeczy nie pojawiają się przypadkiem. I jeśli się pojawiają, a rynek względnie szybko (w czasie pierwszego – drugiego technicznego testu ekstremum) ich nie zaneguje, przełamując w kierunku dotychczasowego trendu, to mamy do czynienia z zakończeniem struktury, którą squaring obejmuje, i rozpoczęciem ruchu w nowym, przeciwnym do dotychczasowego kierunku. Parę różnych squaringów już w swoim życiu widziałem, ale tak długi czasowo, ponad 5 letni i zakończony ściśle w formacie 1:1, uważanym przez Ganna za najsilniejszy możliwy, widzę pierwszy raz. I nie wierzę w to, że nowa struktura, która się z jego zakończenia narodziła, jest czymś małym. To MUSI być coś naprawdę DUŻEGO, bo po takim squaringu nic małego przyjść nie może!

Jak i czy to działa? Zamiast zwykłej odpowiedzi tak/nie pozwolę sobie pokazać praktyczne działanie archiwalnego już squaringu na miedzi, z 2011 roku, znacznie krótszego, bo tylko z okresu 163 sesji i takiego, który rynek utworzył przeciw trendowi głównemu:

copper-squaring

Squaring ten stanowił istotne wzmocnienie psychologicznego poziomu 300 c/lb, który to poziom dość skutecznie bronił się, padając dopiero w 2014 roku, w fazie przyspieszania spadków wszystkich surowców.

copper-defending

Proszę pamiętać, że na WIG20 mamy odmienną sytuację i tu squaring powstał zgodnie z trendem, zaczętym w 2009 r., w korekcie tego trendu!

Mam też kolejną poszlakę, wskazującą na potencjalnie potężny ruch WIG20 przed nami – strefę akumulacji.

Na ten schemat, który poniżej zaprezentuję, już dawno temu zwrócił moją uwagę Richard Arms (ten od Wskaźnika Armsa). Ja przedstawię go na tygodniowym wykresie akcji firmy AMGEN. Schemat ten pojawia się również na indeksach. Oto on:

amgen-wkly

Prosze zauważyć: wpierw mamy dno (1 – tu akurat niezbyt szczęśliwie dno i szczyt w jednym dniu), potem akumulację w trendzie bocznym lub czymś zbliżonym, im dłuższą, tym lepiej – 2, aż w końcu dochodzi do wybicia -3, które napędzane jest siłą wcześniejszej akumulacji, dzięki czemu kurs wędruje bardzo wysoko.

A teraz coś podobnego na WIG20 – 1 z wykresu Amgen to u nas oczywiście ruch od Brexitowego dna do sierpniowego szczytu, akumulację w okresie sierpień – grudzień zaznaczyłem prostokątem, wybicia zaznaczać nie trzeba 🙂 . Proszę przy okazji zauważyć, jak ładnie średnia 200-sesyjna (czerwona) kontrolowała akumulację, zatrzymując przedwczesne wzrosty aż do grudnia.

wig20-accum-zone-16

Tego typu akumulacja pojawiała się na WIG20 rzadko. W całej historii indeksu tylko 2 razy i ZAWSZE przed potężnym ruchem w górę. Kiedy to było? W 1995 i 2003 roku. Co było potem, widać doskonale na poniższym wykresie:

wig20-accumulzones

Dobrze. Ale miałeś odpowiedzieć na pytanie: hossa krótka czy długa?

Wydaje mi się, że pośrednio już odpowiedziałem. Nie widzę możliwości zakończenia globalnej hossy w tym roku (wyjątek: WIG20 wchodzi w hiperbolę i jeszcze w 2017 dotyka 4000 pkt, czemu nie mogę dać więcej, niż 1-2% szans 🙂 )

Dla mnie sytuacja na WIG20 mówi, że w grę praktycznie wchodzi tylko wariant kilkuletnich wzrostów. No chyba, że dopuszczamy sytuację, że Świat spada, a WIG20 samotnie rośnie przeciw światu, czemu nawet 1% szans dać nie mogę 🙂

Osobiście uważam, że na WIG20 jesteśmy w hossie typu Impuls od 2009 roku i teraz trwa teoretycznie najsilniejsza fala III tego ruchu, zaczęta wraz z Brexitem, ale oczywiście „twardych dowodów” ( a mogą być takowe w TFE -Teorii Fal Elliotta? 🙂 ) nie mam. Gdy będę w stanie wiarygodnie to falowo rozpisać, ten ruch zapewne będzie się kończyć, tak to zazwyczaj z TFE jest.

Jednakże dla pewnych rozważań kwestii możliwych ram czasowych chcę przeprowadzić coś, co matematycy nazywają „dowodem nie wprost”.

Załóżmy, że w tej ostatniej kwestii się mylę i wzrost WIG20 nie jest falowym Impulsem.

To pozwoli nam nakreślić warunek typu: „nie mniej niż”. Nie określimy w ten sposób dokładnie kiedy przyjdzie „koniec na Byka” (to zresztą jest niemożliwe bez zdolności jasnowidzenia 🙂 ), ale przynajmniej będziemy wiedzieć kiedy raczej się tego końca nie spodziewać. Taka informacja też ma swoją wartość.

Przyjmijmy więc na początek, że wszystko to, co dzieje się od 2009 r. na WIG20 to prosty zygzak A-B-C. Najczęstszym statystycznie układem w takim zygzaku jest równość fal A i C. Gdyby to był obowiązujący obecnie scenariusz, to wzrosty, zaczęte w czerwcu 2016 powinny się zakończyć w okolicy 3330 pkt. Tę wartość uważam za absolutne minimum zasięgowe tego, co zaczęło się w połowie zeszłego roku. Wariantu ze skróceniem fali C w stosunku do A nie dopuszczam do rozważań ze względu na wspomniany wyżej squaring i strefę akumulacji. Takie rzeczy nie występują w „skracanych” falach C, które charakteryzuje techniczna słabość, a nie siła, którą choćby obecnie na naszym flagowym indeksie widzimy.

wig20-a-rowne-c

A jeśliby użyć proporcji: fala C ~1,618 x fala A (drugi pod względem częstości układ proporcji), to dostajemy okolice 4370 pkt. Oprócz wartości dla wydłużonego zygzaka w fali C, to z kolei jest minimalny zasięg dla zdecydowanej większości możliwych wzorów Impulsowych. Jeśli od 2009 r. mamy na WIG20 5-falowy Impuls, to cały ruch powinien się skończyć co najmniej tu, jeśli nie jeszcze wyżej! Oczywiście wszystko nie w linii prostej do góry i raczej nie w ciągu roku. Wyjątek: hiperbola, ale o szansach już mówiłem wyżej.

Wróćmy do potencjalnego zygzaka. Całkiem często w zygzakach nie sposób wykazać żadnych wzajemnych proporcji falowych. Wtedy nierzadko okazuje się (o czym wie stosunkowo niewielu falowców), że poszczególne fale zygzaka łączą wzajemne proporcje….czasu trwania.

Popatrzmy teraz na WIG20 pod tym kątem. Oto mamy taką sytuację: fala A trwa zaledwie 27 miesięcy (dokładniej 26 miesięcy i ponad 20 dni), a korygująca ją fala B aż 62 miesiące – ponad 5 lat!

wig20-27-62-months

Załóżmy na początek, że fale A i C miałyby równą długość czasową. Wtedy jako potencjalne zakończenie wzrostów dostawalibyśmy okolice września – października 2018 roku. Tę wartość traktuję jako te moje minimum czasowe – globalna hossa nie mniej niż do tego momentu.

Tego, co teraz napiszę o kwestii czasowej, nie mogę podeprzeć statystycznie istotną ilością obserwacji, dlatego proszę o uwzględnienie tej okoliczności w czasie czytania poniższych kilku zdań.

Zwróćmy uwagę na jeden fakt: przyjmując nasz warunek minimum czasowego we wrześniu – październiku 2018 dostajemy następującą sytuację: fale A i C trwałyby po 27 miesięcy każda, a więc w sumie 54 miesiące, a korygująca je fala B 62 miesiące, a więc dłużej.

Z moich obserwacji wynika, że takie sytuacje zdarzają się najczęściej w 2 przypadkach – jeśli fala korygująca B między A i C jest jakimś typem skomplikowanej płaskiej (ten warunek by tu odpadał, co jasno widać na wykresie z zasięgiem punktowym potencjalnego zygzaka) albo wtedy, jeśli fala C przybiera postać hiperboli – gwałtownego ruchu w górę w krótkim czasie.

Otóż w zdecydowanej większości przypadków tego typu układów, które zdarzyło mi się analizować, czas trwania łącznie fal A i C zygzaka był co najmniej równy czasowi trwania korygującej fali B, lub od niej dłuższy.

Na podstawie tej obserwacji należałoby ów warunek minimum rozciągnąć do co najmniej maja 2019 (wtedy fala C miałaby ~35 miesięcy a suma A+C = 62 miesiące), ale tak, jak zaznaczyłem, piszę to na podstawie statystycznie nieistotnej ilości obserwacji, więc podchodziłbym do tego znacznie ostrożniej.

Reasumując tę część wypowiedzi, na podstawie powyższych rozważań uważam, że wzrosty na WIG20, (a więc i na innych światowych indeksach, chyba, że ktoś wierzy, że WIG20 mógłby poruszać się w górę sam) będą trwać co najmniej do września – października 2018 i sięgną co najmniej 3330 pkt – te poziomy uważam za zasięgi minimalne. Powinno być dłużej czasowo i wyżej, zwłaszcza, jeśli mamy do czynienia z Impulsem!

Choćby więc z tego powodu, że WIG20 jeszcze tam nie dotarł, nie mogę się zgadzać z tymi, którzy już teraz wieszczą koniec hossy. To się kłóci z tym, co widać na WIG20!!!

Co nie znaczy, że nie widzę możliwości pojawienia się istotnego szczytu na indeksach USA w tym roku, o czym wspominałem w poprzednim wpisie. Do pokazanych tam poszlak doszła kolejna – indeks zmienności VIX osiągnął na początku lutego poziom 9.97 pkt.

vix-max

Tak niski poziom ostatnim razem odnotowano w grudniu 2006 roku, a po 6 – 10 miesiącach od tego odczytu rynki zaczęły formować swoje szczyty w 2007 r.

Ten odczyt interpretuję po prostu jako kolejną poszlakę, że gdzieś tam w ciągu tego roku, przypuszczam, że w jego drugiej połowie, powinniśmy zobaczyć istotny szczyt w USA i wejście w korygujący trend boczny, o którym mówiłem w poprzednim wpisie, co od strony psychologicznej wynikać będzie ze zbyt optymistycznego podejścia inwestorów do rynkowych wzrostów i przebudzenia w kierunku zrozumienia, że Donald Trump nie jest cudotwórcą.

W poprzednim wpisie sugerowałeś, że WIG20 może nam również udzielić jakichś wskazówek na temat tego, co będzie się działo z surowcami i USD; czy to jest możliwe, a jeśli tak, to jak?

Czy będziesz zaskoczony, Czytelniku, jeśli odpowiem na to pytanie, że tak, to jest możliwe? A w jaki sposób, przekonamy się poniżej.

Nie jest wielką tajemnicą, że WIG20 jest dość dobrze skorelowany z ruchami cen surowców, obrazowanymi np. przez indeks CRB. Nic na to nie poradzimy: czy nam, Polakom się to podoba, czy nie, dla zarządzających wielkimi pieniędzmi jesteśmy „rynkiem rozwijającym się” (emerging market, EM) i dlatego podejście do polskich akcji o interesującej ich płynności filtrują przez pryzmat zachowania się rynków surowcowych, zgodnie z ogólnie znaną zarządzającym zasadą, że akcje rynków EM najlepiej zachowują się w czasie wzrostów cen surowców.

Kto chce, niech wysyła do nich listy protestacyjne, że to uwłacza naszej godności :-), że my przecież jesteśmy całkiem rozwinięci itp. ale o wiele sensowniej jest po prostu przyjąć ten fakt do wiadomości i odpowiednio wykorzystać w procesie inwestycyjnym.

Ale co innego wiedzieć to na poziomie ogólnym, a co innego zobaczyć ze wszystkimi szczegółami i możliwością porównania obu tych indeksów równocześnie na jednym wykresie. Jest ciekawie, zapewniam! Sam jestem zaskoczony ilością informacji, które z tak prostego w sumie wykresu można wydobyć:

wig20vscrb

Powyższy wykres przedstawia porównanie indeksu WIG20 (zielony) w formie liniowej w układzie tygodniowym ze skalą po prawej (zieloną) z czerwonym nowym indeksem CRB (po jego 10-tej rewizji – dokładniej z indeksem „Thomson Reuters Core Commodity CRB index” bo tak brzmi obecnie jego pełna nazwa), ze skalą czerwoną po lewej stronie wykresu.

Porównanie dotyczy lat 1995 – 2017, a więc tych, w czasie których kapitał zagraniczny był już w istotnych ilościach obecny na GPW i wpływał na zachowanie się indeksu WIG20 (indeks debiutował oficjalnie w 1994 roku, ewentualne lata wcześniejsze, które oferują niektórzy dostawcy danych, to jego mniej lub bardziej udana rekonstrukcja sprzed oficjalnego debiutu).

Od razu rzuca się w oczy to, że generalnie oba indeksy poruszają się w jednakowym kierunku. Oczywiście zaraz po tej obserwacji zaczyna człowiek zwracać uwagę na dywergencje między indeksami, bo to niemal zawsze są interesujące miejsca.

Ostatnią taką dywergencję dobrze widać w 2016 r. CRB zrobił dno w styczniu i lutym 2016 na poziomie ~155 pkt, praktycznie równocześnie z amerykańskimi indeksami i od tego momentu zaczął rosnąć, a WIG20 zaczął wzrosty dopiero po Brexit z oczywistych względów: kapitał wstrzymywał się z poważniejszym zaangażowaniem w polskie akcje obawiając się następstw Brexitu dla trwałości Unii Europejskiej itp.

Generalnie widać, że dna obu indeksów zazwyczaj formują się w tym samym momencie, albo WIG20 nieznacznie wyprzedza analogiczne dno na CRB. Niemal identycznie jest na szczytach z tą różnicą, że opóźnienie fazy szczytowania CRB, jeśli do niego dochodzi, jest wyraźnie większe w stosunku do opóźnienia w dnach.

To też nie jest jakimś specjalnym zaskoczeniem, gdy przypomnieć sobie, że w typowym cyklu hossy pierwsze kończą wzrosty obligacje, potem akcje, a na końcu surowce.

Nim przejdziemy do właściwych rozważań jeszcze tylko króciutka dygresja: mówiono nam, że spadki indeksu WIG20 w latach 2014-2016 to przede wszystkim wynik skoku na OFE, dokonanego przez ekipę Tuska, a potem reakcja zagranicznego kapitału na dochodzenie do władzy PiS w 2015 r.

Tymczasem, jak się uważnie przyjrzeć powyższemu wykresowi widać coś zupełnie innego – skok na OFE wbrew typowym komentarzom analityków, których swego czasu dużo było w mediach, był krótkotrwałym zaburzeniem i nie miał większego przełożenia na zachowanie WIG20, a rzekomy wpływ przejmowania władzy w Polsce przez PiS okazuje się być wpływem silnego spadku cen surowców, zaczętego jeszcze w 2014 roku. Początkowo spadek ten został zlekceważony przez kapitał, działający na GPW (być może w nadziei na podwójne dno indeksu CRB na poziomie dołka z 2009 r w okolicy 200 pkt ?), by w momencie, gdy w 2015 r. stało się jasne, że poziom ~200 pkt na CRB jest zagrożony i może pęknąć, przystąpić do zdecydowanej wyprzedaży akcji WIG20, która największą swą dynamikę zanotowała dokładnie po przełamaniu tegoż właśnie poziomu.

Nie po raz pierwszy okazuje się, że przypisując zachowaniu warszawskiej GPW przyczyny lokalne, wpadamy w pułapkę wąskiego widzenia spraw z naszej, bliskiej perspektywy, a globalny kapitał patrzy na Polskę w zdecydowanie inny sposób 🙂

Dobrze. Wróćmy do kwestii surowców i dolara.

Myślę, że Czytelnicy już wyczuwają, co chcę powiedzieć: skoro na WIG20 widzę takie silne wzrosty to musi oznaczać, że analogicznie widzę duże wzrosty indeksu CRB czyli rynków surowcowych…

Dokładnie tak. A więc siłą rzeczy musi to oznaczać, że zbliża się większe osłabienie USD, bo dopóki Dolar jest walutą rezerwową Świata, na dłuższą metę te dwie grupy rynków: surowce ogólnie i USD nie mogą podążać w tym samym kierunku (maksymalnie kilkumiesięczne ruchy w tym samym kierunku czasem się zdarzają).

Wszystko to bardzo ładnie by mi się układało z 1 maksymalnie 2 podwyżkami stóp w wykonaniu FED tym roku (po czym z jakiegoś powodu dłuższa pauza), podejściem Dollar Index do wspomnianego w poprzednim wpisie rejonu 109-111, a EUR/USD do rejonu parytetu i wyprowadzeniem stamtąd dużego odbicia.

Chwila moment: we wpisie z lipca 2016 „Metale, metale…” sugerowałeś, że bessa na rynku surowcowym będzie trwać gdzieś do początków przyszłej dekady. Czyżbyś się wycofywał i wieszczył nową hossę surowcową?

Ależ skąd! Prawie 8 lat spadków CRB to naprawdę długo i czas na poważniejsze odbicie na surowcach, po którym spadki znów powrócą, by zakończyć się gdzieś w przyszłej dekadzie. A oto moja artystyczna wizja tychże wzrostów CRB:

crb-abc

Po postu zwykła większa korekta tych prawie 8 letnich spadków w formie kilkuletniego korekcyjnego zygzaka w górę tak do powiedzmy 300 – 350 pkt na CRB, choć na dobrą sprawę nawet względnie mało prawdopodobne dojście do rejonów szczytu z 2008 roku (~470 pkt) mieściłoby się w tej konwencji. Z drugiej strony na tę chwilę nie mogę wykluczyć ponownego powrotu CRB do rejonu dna z początków 2016 r po to, by zrobić coś typu „podwójne dno”, choć z każdym dalszym wzrostem CRB staje się to coraz mniej prawdopodobne w tym układzie.

I znowu : idealnie byłoby gdyby ten zygzak na CRB w miarę dopasował się do wizji fal 3-4-5 na WIG20 w ramach widzianego przeze mnie Impulsu od 2009 roku.

Jeśli gdzieś widzę problem, to w tym, że w ostatnich kilku akapitach zbyt często używałem słów „dobrze byłoby” „idealnie byłoby” itp. 🙂

Zbyt wiele rzeczy na raz musiałoby się nam tu ładnie ze sobą zgodzić, a rynki nie lubią być tak przewidywalne. Coś z tego musi nie wypalić, lub rozegrać się zupełnie inaczej, niż to obecnie sądzę.

Ale co? 🙂

Góra w zieleni
co krok to dalej widzę
morze rozległe

Issa (ze zbioru Keiwakucho, 1803)

Written by songmun

10 Luty 2017 at 23:41

Pytania i refleksje na 2017

with 227 comments

2017 rok chciałbym zacząć przeglądem problemów, z którymi na pewno będziemy musieli się zmierzyć. Co o nich sądzę i jak widzę możliwy rozwój wypadków, chciałbym powiedzieć w kolejnym wpisie, choć jak znam siebie, nie uda mi się pewnych rzeczy ukryć już na etapie formułowania pytań. Na początek chodzi mi raczej o przegląd spraw, co do których uważam, że będą istotne w 2017 roku.

Niektóre z tych problemów są ze sobą mocno powiązane i kierunek rozwiązania jednego z nich będzie wpływać na to, co będzie się działo w innych obszarach. Jedne problemy będą dotyczyć każdego tradera na rynku, inne, choć wydają się być ważnymi problemami raczej dla dużych, instytucjonalnych graczy, także będą na nas wpływać w mniejszym czy większym stopniu (no chyba, że jedyne co Cię interesuje, Czytelniku, to najbardziej niepłynne spółki na New Connect, takie, gdzie transakcje zdarzają się raz na tydzień 🙂 ).

Każdy z nas musi sobie te puzzle poukładać po swojemu, ale każdy układający wie, że najpierw trzeba wszystkie elementy porozkładać na podłodze, bo to ułatwi późniejsze układanie. No to rozkładajmy.

Zacznę od najważniejszego pytania w tym roku, obok którego praktycznie nikt nie będzie mógł w 2017 r przejść obojętnie:

1. 3 podwyżki stóp w 2017 r (i 3 w 2018) ?

Tak zasugerował FED na swym ostatnim, grudniowym posiedzeniu, dodając w pełnej treści minutes, że w 2018 r chciałby również podnieść stopy 3 razy. To oznaczałoby, że zakładając 3 podwyżki po 25bp, pod koniec 2017 r. stopa Funduszy Federalnych z dzisiejszych 0,75% wzrosłaby do 1,5%. Ta wartość byłaby bliska obecnemu poziomowi inflacji w USA, wynoszącemu oficjalnie 1,7%, a w 2018 r stopa funduszy federalnych wyniosła by 2,25%. Realizując swe zapowiedzi, FED w 2017-18 r. kończyłby więc ze stymulacyjnym utrzymywaniem stopy funduszy federalnych poniżej oficjalnego poziomu inflacji.

Co ciekawe, wyniki ankiety Reuters, przeprowadzonej wśród Primary Dealers (PD – banki, dopuszczone bezpośrednio do operacji pieniężnych z FED) świeżo po grudniowym posiedzeniu FOMC są zdecydowanie mniej jastrzębie, niż sugestie FED – większość widzi miejsce dla dwóch podwyżek stóp w 2017, a w dwóch przypadkach zaledwie jedną. PD są zgodni, że kolejna podwyżka stóp powinna nastąpić w 2 kwartale tego roku:

http://news.forexlive.com/!/reuters-poll-most-us-primary-dealers-see-no-more-than-2-fed-rate-hikes-in-2017-20161215

Pytanie na 2017: FED udaje, że jest tym lądującym ptakiem, czy rzeczywiście jest taki ostry?

golab-jastrzab

2. Czeka nas globalny wzrost inflacji w tym roku?

Zeszłoroczny ruch w górę cen dużej części surowców, połączony z poprawą sytuacji na rynkach wschodzących, w tym i na polskim WIG20 oraz globalną wyprzedażą obligacji rządowych, zdaje się mieć jedną przyczynę: wejście globalnego cyklu gospodarczego, rozpoczętego w 2009 r. w fazę inflacyjną. Sytuację obrazuje poniższy diagram:

cykl-gospodarczy

Na razie obserwujemy przede wszystkim wzrost rynkowych oczekiwań inflacyjnych. Co niektórzy (PIMCO) posuwają się już do sugestii, że najlepszym pomysłem na 2017 będzie zakup TIPS – obligacji rządu USA, zabezpieczonych przed inflacją, nazywając ten zakup „no brainer”:

https://www.ft.com/content/72904c39-b2b0-3c39-9b22-e1f41ebc1e16

W zasadzie niemal „wszyscy” zgadzają się z wizją wyraźnego wzrostu inflacji. Gdy „wszyscy” są jednomyślni, u mnie zawsze włącza się w głowie pomarańczowe światełko ostrzegawcze. Nie zawsze słusznie, ale tak już mam. Odnotujmy więc tych nielicznych, którzy nie podporządkowali się tej fali przekonanych. Jednym z nich jest David Rosenberg, z „Gluskin Sheff and associates”, wskazujący na przewagę długoterminowych czynników deflacyjnych nad krótkoterminowymi inflacjogennymi.

Kolejnym nieprzekonanym jest Tom McClellan (syn „tych” McClellanów, od oscylatora), twierdzący, że cały obecnie odczuwany skok inflacji nie jest niczym innym, jak tylko ogólnoświatową reakcją na odbicie cen ropy, usuwające krańcowe techniczne wyprzedanie tego surowca, a jego 3-letni wskaźnik wyprzedzający inflacji pokazuje wręcz poważne szanse na deflację w USA w najbliższym czasie (zapewne wynika to z faktu, że cena ropy, stanowiąca istotną część tego wskaźnika, przesunięta „do przodu” o prawie 3 lata, właśnie zaczyna mocno spadać, jak to miało miejsce w drugiej połowie 2014 r.)….

mcclellan-leading-inflation

3. Potężny wzrost optymistycznych nastrojów w USA. Uzasadniony?

Ostatnie badania nastrojów amerykańskich konsumentów przez Conference Board przyniosły olbrzymi skok tego indeksu w górę. Co ciekawe, największego skoku pod koniec 2016 roku dokonała składowa tego indeksu, odnosząca się do oczekiwanego wzrostu cen akcji (za Bloomberg Corp).

confboard-nastr1

Conference board to indeks, który jest efektem zbiorczego opracowania ankiet. Ale ten cały czas coraz bardziej optymistyczny nastrój amerykańskiego drobnego inwestora widać również po podejmowanych rzeczywistych decyzjach rynkowych. W ankietach ludzie mogą kłamać, ale badanie miejsc, w które drobni inwestorzy kierują swe pieniądze jest najlepszym możliwym sposobem zorientowania się co naprawdę w trawie piszczy.

Bardzo dobrą miarą tego nastroju jest stan aktywów niedźwiedzich funduszy Rydex’a (o nazwach Ursa i Arctos), w które typowy John Smith lokuje swe środki, oczekując w najbliższym czasie bessy na amerykańskim rynku (wykres za Sentimentrader).

Po osiągnięciu szczytu na poziomie 554 mln USD w lutym 2016, tuż po lutowym dołku na rynku, łączna wartość aktywów niedźwiedzich funduszy Rydex’a na koniec roku spadła o 75%, zbliżając się do 20 – letniego minimum:

rydex

A tu inne ujęcie tej samej kwestii. Wykres niedźwiedzich aktywów Rydex’a w skali odwróconej na tle indeksu Nasdaq 100 (na koniec roku 2016). Widać, że optymizm osiągnął poziomy, przekraczające te ze szczytu hossy z 2000 roku! (za Jesse Felder’em)

jesse-felder-rydex

Zresztą nie tylko drobny inwestor wykazuje się ekstremalnym optymizmem co do przyszłości. Cały prywatny sektor ma podobne podejście. Oto wykres łączony Indeksu Zaufania dla inwestorów, konsumentów i biznesu od 1987 roku:

us-private-player-conf

Do tego wszystkiego dodajmy, że wg Forbes’a amerykańscy konsumenci zajmują 3 pozycję na świecie, jeśli chodzi o oczekiwania wzrostu płac w 2017 roku (po Szwajcarii i Danii):

http://www.forbes.com/sites/jeffkauflin/2016/12/23/the-countries-with-the-highest-and-lowest-salary-expectations/#110070d04786

Pytanie na rok 2017: ile z tych optymistycznych oczekiwań wynika z odejścia Obamy, uznawanego przez zwykłego Amerykanina za prezydenta bardzo słabego, powszechnie obarczanego klęską projektu ubezpieczeń medycznych Affordable Care Act, zwanego też Obamacare (jeśli ktoś ma nadal wątpliwości, dlaczego Trump wygrał – ta klęska to jedna z głównych przyczyn!) oraz porażki wyborczej potencjalnej kontynuatorki jego polityki HR Clinton, i jest „zaburzeniem”, jednorazowym, powyborczym skokiem optymizmu, a ile wynika z tego, w jakiej fazie hossy i cyklu gospodarczego jesteśmy?

I jeszcze jedno: te 2 poniższe wykresy Gallupa pokazują bardzo ciekawą sytuację: rozziew między oczekiwaniami a rzeczywistością. Pierwszy przedstawia to, co już znamy z powyższych wykresów – deklarowane olbrzymie zaufanie konsumentów co do przyszłości:

gallup-eco-confidence

Ale dopiero gdy porównamy go z 2 wykresem Gallupa zaczyna się robić naprawdę ciekawie. To wykres, pokazujący rzeczywiste wydatki konsumentów (uśrednione i wygładzone 3 i 14 dniową średnią ruchomą).

gallup-real-consumer-spending

Proszę zauważyć, że średnia 14 dniowa dziennych wydatków przeciętnego Amerykanina w szczycie świątecznym 2016 roku, (a więc dokładnie wtedy, gdy zbierano dane do badania Conference Board) nie przekroczyła poziomu szczytu z 2015 roku….

4. Hossa „krótka” czy „długa”?

Chyba nikt nie ma wątpliwości co do tego, że przy obecnym poziomie zadłużenia realizacja 6 podwyżek stóp, zapowiadanych przez FED na lata 2017-18 musi w pewnym, niezbyt odległym czasowo momencie „zabić” globalnego Byka, jak to zwykle bywało od 1945 roku.

Zabawne: powołując FED do życia wpisano mu na sztandary działania antycykliczne, łagodzące skutki wahań cykli gospodarczych, tymczasem okazało się, że FED doskonale wpisuje się w istniejące od czasów grubo przed jego powstaniem cykle, często je wzmacniając, a nie łagodząc. I wcale nie dlatego, że wzmacnianie jest jego zamiarem. Odwrotnie 🙂 .

Ale przejdźmy do tematu tego punktu.

Formułując tak nagłówek punku 4 miałem na myśli pytanie: czy koniec globalnej hossy jest już bliski, czy też hossa jeszcze potrwa parę lat?

Spróbujmy zadać to pytanie w inny sposób, który pozwoliłby spojrzeć na możliwe odpowiedzi bardziej z punktu widzenia wykresów: które z poniższych oznaczeń fal Elliotta na indeksie S&P500 jest właściwe, zakładając oczywiście, że wzrost od 2009 r jest impulsem, czego w tej chwili ponad 90% falowców nie kwestionuje?

Hossa „krótka” – czyli TEN szczyt już wkrótce (bo jesteśmy w zaawansowanej fali V), możliwe, że jeszcze w tym roku, a potem duża bessa:

spx-hossa-short

Zdecydowanym zwolennikiem tej wersji jest zespół analityczny szwajcarskiego UBS, który dokładnie tak oznacza ruchy SPX, sugerując szczyt kończący hossę jeszcze w pierwszej połowie tego roku (za Bloomberg Corp):

sp500-short-bull-ubs

Swoją drogą to ciekawe, jak Teoria Fal Elliotta, obśmiewana przez analityków wielkich instytucji finansowych jeszcze nieco ponad 30 lat temu, stała się jednym z ich narzędzi, obecnie powszechnie akceptowanych 🙂

A może jednak wariant dłuższy, czyli: to jeszcze nie koniec hossy, jak chce UBS, ale tylko końcówka fali III w tej hossie?

spx-hossa-long

Proszę zauważyć kilka istotnych rzeczy:

– zakładający wariant długi niejako z automatu zakładają jedną z 2 rzeczy: dużą odporność gospodarki USA i świata na podwyżki stóp przez FED, albo co najmniej znacznie mniej intensywne od zapowiadanych działania tej instytucji, zaostrzające politykę monetarną.

– wariant „długi” także wymaga w tym, najdalej w przyszłym roku istotnego szczytu (szczytu fali III w slangu Elliottowców), a po nim jakiś rodzaj korekty płaskiej (fali IV), dla której raczej nie przekraczalnym poziomem powinno być dno z lutego 2016 (1810 pkt na SPX), zgodnie ze wskazówką Elliotta, że dna fal IV rzadko schodzą poniżej dna fal 4 (niższego rzędu)

– z punktu widzenia falowców, [ którzy uwielbiają tego typu dyskusje 🙂 ] kluczem do tego, z którym wariantem mamy do czynienia jest właściwe oznaczenie tego, co na SPX działo się w latach 2010 -11, czyli to, co na wykresie wersji długiej oznaczyłem jako zielone 1-2 (czyli: czy to był impuls i korekta po nim, czy też jakaś struktura korekcyjna?)

– możliwy jest też wariant pośredni między tymi dwoma (czyli, że fala IV nadal trwa od 2015 roku), pod warunkiem, że wzrosty od lutego 2016 nie są impulsem, a tylko jakimś dalszym ciągiem płaskiej korekty. Przyznam się jednak, że ten wariant niezbyt do mnie przemawia, co nie znaczy, że nie traktuję go jako sensownej alternatywy

Dyskusję na temat właściwych oznaczeń pozostawiam Falowcom. Mam swój pogląd na ten temat, nie opierający się na falach, który przedstawię w kolejnym wpisie.

Co najmniej 2 rzeczy zdają się sugerować, że w tym roku, najdalej w przyszłym będziemy mieć do czynienia z ważnym szczytem w USA. Czy kończącym hossę czy tylko jej falę III, to już inna sprawa :

– cykl dekadowy, który wyraźnie „lubi” tworzyć szczyty w latach, kończących się na numer 7 a dołki w latach z numerem 8 (za Dimitrim Speck’ iem):

speck

– firma Ned Davis Research spojrzała na to, co się dzieje z indeksem SPX w chwilach, gdy Consumer Confidence osiąga tak wysokie poziomy, jak opisywane wyżej. Wyszło im, że ten znaczny optymizm zazwyczaj towarzyszy wejściu S&P500 co najmniej w jakiegoś typu trend boczny, a roczne stopy zwrotu z akcji, wchodzących w skład indeksu są w roku osiągnięcia tak znacznego optymizmu mocno rozczarowujące:

ned-davis-confidence1

5. Trójkąt: dolar, obligacje rządu USA i „antydolary”. Kontynuacja 2016 czy zmiana?

Ten temat na początku roku wydaje się chyba najprostszy: powinna być kontynuacja trendu. Dlaczego? A choćby i dlatego, że prościej założyć, że będzie tak, jak w 2016. Nie patrząc na żadne inne formy analizy, pamiętam, że ktoś kiedyś policzył, że proste założenie kontynuacji dotychczasowego trendu ma 55% prawdopodobieństwo w dowolnym momencie. Ale czy na pewno i czy przez cały rok?

Zacznijmy od „antydolarów”.

Złoto zdaje się potwierdzać wizję kontynuacji trendu. Z prostej analizy zniesień Fibonacciego wiadomo, że jeśli korekta znosi tylko 38,2% poprzedzającego ruchu (lub mniej), to najbardziej prawdopodobny jest powrót ceny co najmniej do rejonu początku korekty (na poniższym wykresie złota spot okolica 1045 USD), jeśli nie jeszcze niżej:

gold-spot-wkly

Również amerykańskie obligacje rządowe, które w 2016 r wyraźnie zgłosiły akces do „antydolarów”, zdecydowanie lepiej korelując swoje ruchy z tą grupą instrumentów, zdają się ten pogląd potwierdzać. Struktura, którą widać na rentowności 10-latek od lipca 2012 wydaje się jak na razie być podręcznikową rozszerzoną korektą płaską (expanding flat) a-b-c typu 3-3-5:

10y-yield-335

A to schemat teoretyczny tej falowej struktury:

flat-scheme

W tego typu korektach, jeśli dno fali B wypada niżej, niż początek struktury, szczyt fali C najczęściej wypada powyżej początku fali B (czyli końca fali A) co zaznaczyłem na swoim wykresie czerwoną linią. Jeśli tak, to szczyt rentowności z początku 2014 roku (3.04%) powinien zostać pobity.

Jeśli przyjrzeć się rentownościom T-notes w dłuższej perspektywie, bez trudu można zauważyć, że od szczytu w 1981 r. poruszają się one w wyraźnym kanale (tu do wyrysowania posłużyłem się Widłami Andrewsa w tzw. kanale Schiffa, czyli bez rozparcia mediany o jakieś ekstremum).

tnotes-quart-schiff

Zakończenie tego ruchu na górnej linii kanału (powiedzmy gdzieś między 3.10% a 3.45%, zależnie od momentu dotknięcia) całkowicie spełniałoby założenia rozszerzającej się korekty płaskiej, o której wyżej pisałem. Ale….przecież mamy mieć wyraźną inflację! I tylko 3.40% na 10-latkach? Tak, wiem, że gdy przychodzi inflacja, najbardziej i najszybciej rosną rentowności po krótkiej stronie krzywej, ale mam wierzyć, że oto naprawdę idzie większa inflacja, a rentowności na długiej części krzywej będą tak nisko?

Te 2 puzzle: inflacja i rentowność nie pasują do siebie już na pierwszy rzut oka i po jednej ze stron musi być tu błąd. Ale po której???

Jest jeszcze inne, możliwe wyjaśnienie zachowania się rentowności – jej zeszłoroczny, gwałtowny ruch w górę był odzwierciedleniem przepływu spekulacyjnych pieniędzy z obligacji w akcje. Ale i to dzieje się głównie wtedy, gdy rosną oczekiwania inflacyjne i oczekiwania co do wzrostu gospodarczego.

Nim zerkniemy na samego dolara, zajrzyjmy wpierw na długoterminowy wykres EUR/USD:

eurusd-parity

Widać wyraźnie, że rejon parytetu 1:1 (plus minus kilka centów) jest silnym wsparciem dla Euro i w normalnym układzie, z racji przebywania tam dolnej linii kanału Schiffa, powinniśmy dostać tam jakieś większe odbicie w tym roku, ale…. mamy przecież FED i jego 3 planowane podwyżki stóp!

A oto listopadowa prognoza EUR/USD analityków Citibanku, oparta na obserwacji tego, co się dzieje, gdy FED zaczyna cykl podnoszenia stóp procentowych:

citi-projekcja-usd1

Wniosek jest prosty: albo FED nie zrobi zapowiedzianych podwyżek stóp, lub zrobi je dużo mniej intensywnie (np. jedną i dość na jakiś czas), albo kanał Schiffa nie wytrzyma presji spadkowej na EUR. To kolejne 2 puzzle, które nie mogą leżeć obok siebie w naszej układance…

Na koniec spojrzenie na samego USD.

Stali Czytelnicy zapewne pamiętają ten miesięczny wykres z wpisu sprzed pół roku o metalach szlachetnych. Jak widać, sprawdziło się co do joty – obrona czerwonej, przełamanej wcześniej linii trendu i dalszy wzrost USD oczywiście zepchnął metale szlachetne do spadków. Metale mogły rosnąć tylko dlatego, że po przebiciu tej linii DXY się „zawahał” i wszedł w chwilowy trend boczny.

Proszę zwrócić uwagę na zielone Widły Andrewsa, a zwłaszcza na dolną linię tam gdzie jest czerwona strzałka w 2011 roku:

dxy-mthly-pitch

Andrews uczył, że w tego typu sytuacjach, gdy dolna linia podlega testowaniu i jest obroniona, istnieje ok. 80% prawdopodobieństwo, że ruch w kierunku przeciwnym dotrze co najmniej do mediany (środkowej linii Wideł). W tym roku byłby to rejon 109-111. Dotarcie tam i potem odwrót dobrze korespondowałoby z odbiciem EUR od okolic parytetu ale…znowu mamy te 3 planowane podwyżki w 2017 i 2018 🙂

Jakbyśmy tego naszego obrazka nie próbowali układać, zawsze wyskakuje nam kwestia 3 podwyżek stóp. Mówiłem, że w tym roku będzie najważniejsza!!!

Na koniec zastanówmy się, co mogłoby zmusić FED do zmiany zdania? Sprawa prosta: znacznie słabsze od spodziewanych dane gospodarcze. Tę opcję bardzo łatwo wskazać (a więc jakieś wyraźniejsze osłabienie gospodarki USA). Opcja druga, to silna presja administracji Trumpa na FED. O wiele łatwiej Trumpowi będzie się wykazać wynikami, gdy USD będzie słabł.

Ale, o ile jeszcze w tym roku Donald Trump musi podjąć decyzję, kto będzie nowym szefem FED, zaczynającym urzędowanie od 1 lutego 2018, o tyle Janet Yellen chyba nie ma wątpliwości, że to nie będzie ona, w razie ewentualnego konfliktu nie będzie więc miała wiele do stracenia….

Jak to wszystko razem pogodzić? Każdy ma oczywiście swoją wizję. Ja swoją przedstawię w następnym wpisie, ale już teraz mogę zdradzić, że moim zdaniem podpowiedź jak to sobie poukładać w większości wypadków można znaleźć w…..Warszawie, na GPW. I wcale tu nie żartuję!

Na koniec bardzo fajna tablica ostrzegawcza, która jak ulał pasuje do działań inwestora nie tylko w 2017, ale zawsze, trzeba tylko słowo „machine” zamienić na „market” 🙂

machine-has-no-brain

To tyle ode mnie.

Morze wzburzone
nad wyspą Sado wyniosła
Droga Mleczna

Basho (z dziennika Oku-no hosomichi, 1689)

 

Written by songmun

25 Styczeń 2017 at 19:59

Dow króciutko

with 70 comments

Witam już w nowym, 2017 roku

Piszę to 7.01.2017 r. Ostatnia (piątkowa) sesja zakończyła się 6.01.

A oto, co obecnie można zobaczyć na ćwiczącym przełamanie 20 000 pkt indeksie Dow Jones Industrial Average:

djia-kairos2

Tak właśnie w praktyce działa Kairos, (jeśli się potrafi te zależności zauważyć).

Na 99% DJIA w piątek 6.01. zrobił szczyt, po którym nastąpi wyraźniejsza korekta, która powinna zacząć się już w poniedziałek 9.01.2017. Ten 1% daję na złamanie tak silnego układu Kairos, co udowodniłoby, że rynek wszedł w fazę hiperboli (nie sądzę). O wiele bardziej prawdopodobne jest, że DJIA musi się teraz cofnąć, by nabrać sił do kolejnego, tym razem prawdopodobnie udanego, ataku na 20 000 pkt

Czytelnik może sprawdzić sam ile z tego, co tu napisałem, jest prawdą i sprawdzić skuteczność tej prognozy praktycznie „na żywo” już w poniedziałek 9.01. Zna ktoś inną metodę, pozwalającą na coś takiego?

Właściwy wpis powinien pojawić się jeszcze w tym miesiącu.

P.S. To jeden z ostatnich wpisów, w którym publicznie używam wibracji Kairos. Doszedłem do wniosku, że nie będę tego robić, z szacunku do pracy Jeffa. Zainteresowanych Kairos odsyłam bezpośrednio do niego samego (kontakt poniżej):

http://www.lucaswaveinternational.com/aboutUs.php

Może jeszcze raz, dwa razy to pokażę, jednak kolejne wpisy będą robione już bez opierania się na Kairos.

Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku!

Poprzez śnieg
Światła domostw,
Które zatrzasnęły przede mną drzwi.

Buson (1715-1783)

Written by songmun

7 Styczeń 2017 at 08:00

Napisane w Uncategorized

Tagged with , ,

Ostatni wpis w 2016

with 7 comments

To ostatni mój wpis w tym roku.

Na moje szczęście pustka w głowie wreszcie zniknęła i mam kilka różnych mniej lub bardziej konkretnych pomysłów, co napisać. Właśnie jestem na początku fazy zbierania materiałów i już wiem, że wpis, który z tego najbardziej konkretnego na dziś pomysłu powstanie (a powstanie, jeśli uda mi się wykazać to, co na razie jest tylko domysłem) na pewno nie będzie opublikowany w tym roku. Trzeba to będzie solidnie przetrawić, przebadać i opracować, nim zdecyduję się ostatecznie tu upublicznić.

Na spokojnie mogę więc zapowiedzieć, że będzie to styczeń, i to raczej 2 połowa, jeśli wszystko mi się uda.

W związku z tym, że czas na to odpowiedni, a później już okazji nie będzie, chciałbym wszystkim Czytelnikom życzyć Wesołych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku 2017.

Bykom – wielkiej hossy, Niedźwiedziom – instrumentów, na których będą mieli wymarzoną wielką bessę, a wszystkim pozostałym, którzy nie widzą się w ani jednym, ani drugim zbiorze tego, aby ten Nowy 2017 był dla nich lepszy od mijającego

Pierwszy dzień roku
Słońce opromienia pola
Budzi się we mnie tęsknota.
Matsuo Basho (1644-94)

Written by songmun

18 Grudzień 2016 at 16:19

Napisane w Uncategorized

Tagged with

Studium oddziaływania pewnego dna…

with 243 comments

Dziś będzie nietypowo, jak na zawartość tego bloga. Zajmę się przede wszystkim jednym papierem wartościowym i będą to….akcje jednego z banków, notowanych na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, a mianowicie akcje INGBSK.

Już teraz, na zupełnym wstępie mówię: nawet jeśli GPW Cię, Czytelniku kompletnie nie interesuje, bo od dawna tylko kontrakty na S&P500 albo na ropę naftową i nic więcej, naprawdę warto dotrwać do końca tego wpisu, bo to, o czym tu będzie, ma wymiar uniwersalny, wykraczający daleko poza notowania samego INGBSK.

Skąd pomysł? Przypadek. Nigdy by tego wpisu nie było, gdyby nie pewien mój znajomy, zainteresowany giełdą tak raz na 5 lat. Zapewne część z Czytelników tak jak i ja, co jakiś czas jest nagabywana przez rodzinę lub znajomych, żeby koniecznie przyjrzeć się tym czy tamtym rzekomo super wyglądającym akcjom i powiedzieć, co o nich się myśli. Staram się tego typu sytuacji unikać, ale nie zawsze się da.

Ludzie najczęściej mają już ugruntowany pogląd na dane akcje i plan, co chcą z nimi zrobić i oczekują jedynie, że im się ten plan swoją analizą potwierdzi. Nie daj Boże powiedzieć coś nie po ich myśli.

Pamiętam, jak w maju albo czerwcu 2007, w czasie wielkiego szaleństwa tłumów z funduszami powierniczymi odpowiedziałem znajomej, że moim zdaniem to jest czas na sprzedawanie, a nie kupowanie funduszy. Obrażona, do końca roku się do mnie nie odzywała, bo od tego momentu jej fundusz jeszcze trochę urósł. Ona oczywiście wbrew mojej radzie niemal następnego dnia kupiła, więc wyszło na to, że nie chciałem jej dać zarobić i stąd ta obraza.

Odezwała się gdzieś w połowie 2008, przepraszając i błagając o pomoc w wyjściu z jak najmniejszą stratą, co starałem się zrobić, ale to była już tylko kwestia: stracić ponad 40% czy parę procent jednak da się z tego wybronić?

Od tego momentu unikam jak ognia podobnych spraw, ale bywają przypadki, że odmówić się nie da. To jest właśnie taki przypadek „nie do odmowy”. Znajomy umyślił sobie, że z nowym miesiącem (październikiem 2016) nabędzie koniecznie pakiet akcji INGBSK, bo jak zaczynać, to oczywiście tylko od nowego miesiąca, a do tego na ostatniej sesji września „była promocja” i jest taniej.

Odpowiedziałem wymijająco, że moim zdaniem w październiku zobaczymy na świecie spadki i żeby dał sobie spokój, ale wymusił poważniejsze zajęcie się sprawą.

Nie było rady, zająłem się. A to, co z tego zajęcia się wynikło, przy okazji przedstawiam na blogu.

Pierwsze, co rzuciło mi się od razu w oczy, to fakt, że 2 ostatnie sesje września to świecowa, klasyczna, jak z podręcznika, Zasłona Ciemnej Chmury utworzona na znacznych obrotach, co już na wstępie sugerowało potencjalną istotność tej formacji, a owa „promocja” znajomego to po prostu jej ciemny składnik.

ing-darkcloud

Kolejną rzeczą, którą zawsze z zasady robię, gdy analizuję nieznany mi dotąd bliżej wykres, jest sprawdzenie, jak zachowują się cykle czasowe i czy tworzą jakieś węzły na którychś z ekstremów. Owszem, w interwale dziennym na ING tworzą się węzły na części ekstremów, ale bez rewelacji, a moje ulubione punkty wypadły wręcz słabo. Nieco lepiej wygląda to w układzie tygodniowym, ale też daleko do zachwycających konstrukcji rynku w tym względzie, ot średniej jakości obraz, bez fajerwerków, co nawiasem mówiąc pośrednio sugeruje, że nadchodzące spadki INGBSK, sygnalizowane przez Zasłonę Ciemnej Chmury, będą tylko korektą niezbyt wielkich rozmiarów. Nie będę tu dalej tematu węzłów czasowych dziś drążyć i nie przedstawię związanych z nim wykresów, bo to nie ten element jest przedmiotem wpisu.

Nie będę też wchodzić w oscylatory, dywergencje czy linie trendu, bo to każdy może sobie sam sprawdzić, a czym mógłbym Cię w tym obszarze zaciekawić Czytelniku na tyle, byś uznał za warte dotrwać do końca tekstu?

Kilka uwag, nim przejdziemy do zasadniczej części tekstu:

1. Jeśli ktoś trafił na ten wpis przypadkowo, zanim zacznie się śmiać, stukać w czoło lub mówić, że to wszystko bzdura bo on wie, że… itd. , powinien zerknąć na moje poprzednie 3 wpisy i zobaczyć, jak to działa na tak różnych od siebie instrumentach, jak Bitcoin (BTC), indeksy akcyjne w USA i Europie Zachodniej czy wreszcie nasz swojski indeks WIG20. To powinno skutecznie zmienić jego nastawienie. Zapewniam, że TO działa na znakomitej większości wszystkich płynnych instrumentów, dostępnych na regulowanych rynkach, a i na niektórych nieregulowanych (np. notowania BTC) też. Sprawdzałem.

2. Przypominam, że dokładność używania metody, którą roboczo nazwijmy sobie na chwilę „wibracją setnych części” wynosi plus minus 2 setne (czyli jeśli mamy dno np. na poziomie 12.76 to trafienie 74 jak i 78 jeszcze się mieści w dopuszczalnych granicach wg metody, ale już trzeba do niego podchodzić ostrożniej, a przy „trzech setnych” różnicy trafienie raczej należy odrzucić)

Po tym przydługim wstępie czas w końcu przejść do meritum. Zacznijmy od tytułowego dna na akcjach INGBSK. Powstało ono 21.01.2016 r z minimum intraday na poziomie 97.53 PLN

Proszę dobrze zapamiętać setne części tego minimum, bo za chwilkę nam się to przyda.

Jeden wykres wart jest 1000 słów i oto on:

ingvib53

Uwaga dla niepoprawnych falowców, oglądających wykres: niebieskie cyfry 1-5 nie oznaczają fal Elliotta 🙂

Na wykresie doskonale widać, co działo się w momentach czasowych, odpowiadających liczbowo „wibracji setnych części”, liczonych od dna z 21 stycznia br. zarówno w formie dni kalendarzowych (CD) jak i sesji giełdowych (TD).

Nietrudno zauważyć, że rynek swobodnie przeskakuje między dwoma sposobami pomiaru czasu: dniami kalendarzowymi i sesjami giełdowymi, wybierając taki, jaki mu w danym momencie pasuje. Widać, że jeśli się chce skutecznie korzystać z tej metody, trzeba być gotowym używać obu naprzemiennie.

Proszę na początek zwrócić uwagę na miejsca, oznaczone cyframi 1-3. W miejscach tych mamy mniejsze lub większe dna, po których następowała kontynuacja trendu wzrostowego. Punkt nr 3 za chwilę z pewnych względów omówię bardziej szczegółowo, na razie istotna obserwacja ogólna: zjawisko pojawiania się dołków w istotnych punktach czasowych w czasie rynku wzrostowego i szczytów w trendzie spadkowym jest dość dobrze znane tym, którzy używają cykli (węzłów) czasowych i nazywane jest byczą (niedźwiedzią) rotacją. Generalnie im silniejszy i bardziej zdecydowany trend, tym wyraźniej w węzłach czasowych wypadają minima dla rynku Byka i maksima dla rynku Niedźwiedzia.

Teraz proszę zwrócić uwagę na punkty nr 4 i 5. Punkt nr 4 to tzw. Świeca Wysokiej Fali, pojawiająca się najczęściej w miejscach, gdzie rynek ma wątpliwości co do kontynuacji trendu. Tu rzeczywiście sprowokowała korektę. Punkt nr 5 to nasza Zasłona Ciemnej Chmury z pierwszego wykresu.

Od razu można wywnioskować, że skoro tak idealnie pojawiła się w na Wibracji 53 (w 253 dniu kalendarzowym od dna z 21.01.16) jest jeszcze istotniejsza, niż zdawałoby się to na początku analizy i oznacza, że INGBSK rozpoczął większą korektę, być może całości wzrostów od styczniowego dna.

Teraz kwestia punktu 3. Powstanie tego punktu zbiegało się w czasie z głosowaniem nad Brexit’em i jego pamiętnymi następstwami, czyli „nieoczekiwanym” spadkiem dzień po. Przypomnę: rynki akcji zrobiły szczyt 23.06 w oczekiwaniu na zwycięstwo Bremain (to 154 dzień kalendarzowy od dna z 21.01. br) , po czym otworzyły się nisko 24.06 gdy stało się jasne, że wygrał Brexit, ale od razu zaczęły rosnąć tak, że na większości indeksów 24.06 w piątek, bądź 27.06 w poniedziałek, uformowały się dna.

Uważny Czytelnik być może zauważył, że wg tej metody dno powinno wypaść 24.06 (gdzie minimum to 120.05 PLN) bo był to 155 dzień kalendarzowy od styczniowego dołka, tymczasem na początku sesji 27.06 (a więc w 158 dniu kalendarzowym) mamy króciutkie, kilkuminutowe naruszenie tego minimum i nowe minimum, bardzo szybko wybronione, na poziomie 119.90 PLN, po ustanowieniu którego kurs już nie spadł poniżej 120.05. Przyczyną takiej drobnej niedokładności jest zaburzenie, wynikające z oddziaływania Brexit’owego lokalnego szczytu z 23.06, o którym nie będę tu pisać z powodów, które wyjawię na końcu tego wpisu.

Sprawdziłem też, czy takie proste oddziaływanie dna z 21 stycznia 2016 dobrze widoczne na poziomie dziennym, przekłada się również na podobne oddziaływanie na poziomie godzinowym. Krótka odpowiedź – nie. Owszem, parę zależności, będących Wibracją 53 znalazłem, ale nie jest to tak jednoznaczne i wyraźne, jak na wykresie dziennym. Kilka ciekawostek jednak znalazłem i pokażę je, ale na wykresie dziennym, bo rozdzielczość wykresu godzinowego, przełożonego na WordPressa w takiej skali, by wszystko się zmieściło, jest za mała. H- godziny sesji giełdowej (nie zegarowe!):

ing-tradinghours

Godzinowe minima bądź maksima na wykresie intraday wypadały w zgodzie z Wibracją 53. Najsilniejsza Wibracja 53 wystąpiła w dnie z 6 kwietnia 2016 (453 godziny od styczniowego dna w ostatniej godzinie 52 sesji giełdowej od tego dna). Ciekawy jest tu również fakt wystąpienia Wibracji 53 pomiędzy 2 najważniejszymi szczytami I półrocza, gdyż oba nie są bezpośrednio związane ze styczniowym dnem.

Jeśli dotąd jeszcze nie słyszałem głośnego huku opadających z wrażenia na podłogę szczęk Czytelników tego wpisu, to teraz na pewno usłyszę. Do tej pory milczałem co do kwestii maksimów, osiągniętych przez INGBSK w tym roku, pora to pokazać 🙂

ing-153price-tops

I jak tam szczęki? Już pozbierane z podłogi? 🙂

Niestety, od razu śpieszę uspokoić rozgrzane głowy, gotowe biec i próbować tego schematu na każdym rynku: takie proste oddziaływanie wibracji części setnych „do przodu”, pozwalające trochę prognozować zachowanie rynku, jest niezbyt częste. Ale warto próbować, bo a nuż w tym momencie zadziała? Co najmniej równie częste jest oddziaływanie, na podstawie którego kompletnie nie da się prognozować rynku, takie, jak to, które pokazywałem w poprzednim wpisie w odniesieniu do indeksów SPX i DJIA, gdzie squaring następuje na bazie wibracji z nowo formującym się ekstremum, a nie tym z przeszłości:

spx-squaring

djiasquaring

Czas w końcu się do czegoś przyznać. Zapewne część Czytelników podejrzewa, że znalazłem to sam, a teraz dzielę się tym z Wami. Chciałbym, ale to nie ja… choć z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że w paru momentach byłem naprawdę blisko, jak choćby wtedy, gdy zajmowałem się czymś, co nazwałem roboczo Spiralą Cenowo – Czasową. Obiecywałem to parę lat temu ujawnić na blogu, ale ostatecznie zrezygnowałem, z powodu zbyt wielu luk, niedokładności i wyjątków, jak na sensowny system tradingowy. Ale krążyłem koło tego blisko.

Czy bardzo zaskoczę Was, Czytelnicy, jeśli powiem, że tego odkrycia dokonał…..któżby inny jak nie Jeff Greenblatt?

Nie, nie znajdziecie tego w żadnej jego książce. Dokonał tego mniej więcej na przełomie 2015 i 2016 roku i ostatecznie złożył z tego i innych swych odkryć system, pozwalający na wykorzystanie w tradingu układu różnych Wibracji, który nazwał Kairos ( z greckiego: odpowiedni lub zwrotny moment). System charakteryzuje się bardzo wysoką dokładnością, znacznie przewyższającą węzły czasowe i dużo lepiej pozwala wybrać momenty otwierania/ zamykania pozycji od chyba wszystkich systemów tradingu, jakie znam

Jeff odkrył to, gdy zajął się handlem na YM (kontrakty e-mini na Dow Jones’a) na podstawie 1 minutowych wykresów. Na początku posługiwał się tym jedynie w handlu intraday, stopniowo zauważając, że równie dobrze działa to na wykresach 15 minutowych, godzinowych, dziennych, a nawet tygodniowych.

Niestety nie jest to takie proste, jak by się mogło wydawać na podstawie jedynie „wibracji części setnych”. Są w tym systemie i inwersje i równoczesne łączne oddziaływania obu ekstremów (dna i szczytu), które łączy ruch, dokonujący się między nimi. To właśnie coś takiego występuje w punkcie nr 3 na wykresie dziennym INGBSK.

Postanowiłem na blogu ujawnić tylko tę część systemu Kairos, którą Jeff sam zdecydował się ujawnić postronnym (no dobra, zrobiłem jeden niewielki kroczek więcej, ale nie wykroczyłem poza pewną rozsądną granicę).

Od pewnego czasu z Jeffem łączy mnie coś więcej niż tylko zdawkowa wymiana spostrzeżeń i uwag na temat zachowania rynków i byłbym głęboko nieuczciwy wobec niego, pokazując na blogu coś, czego on sam nie zdecydował się publicznie ujawnić. To właśnie z tego powodu nie pokazuję wszystkiego, co wiem o zaburzeniu w punkcie nr 3 na wykresie oddziaływań dziennych – musiałbym tę granicę przekroczyć. Sam cenię sobie lojalność i uczciwość bardzo wysoko, więc jeśli oczekuję tego od kogoś, muszę podobnie wysoko stawiać poprzeczkę wobec siebie.

Jeśli kogoś ten system zainteresował, może uzyskać kontakt z Jeffem tu:

http://www.lucaswaveinternational.com/

Proszę próbować rozmawiać z nim indywidualnie.

Nie chcę, by te ostatnie 2 zdania zostały odebrane przez Czytelników w taki sposób, że oto naganiam Jeffowi klientów. Nie. Cały powyższy wpis pokazałem jedynie z powodu mojej fascynacji tym, co Kairos może, co przypadkowo zobaczyłem na wykresie Banku Śląskiego i po to, by rozwiać ewentualne złudzenia, jakoby był to mój wynalazek. Taki genialny nie jestem, choć nie ukrywam, że chciałbym być 🙂

Ale z drugiej strony nie mogę też nikomu zabronić kontaktów z Jeffem i ewentualnie stania się jego klientem, jeśli taka będzie owego Czytelnika wola – nie ja jestem dysponentem tego systemu, ja go tylko znam. Zdaję sobie sprawę, że jest w tym wszystkim cienka granica, której staram się nie przekroczyć. Z poczucia obowiązku musze też tu wspomnieć, że nie mam żadnych związków biznesowych z Jeffem i nie jestem jego przedstawicielem handlowym. To z kolei musiałem napisać z poczucia lojalności wobec Czytelnika mojego bloga.

Choć Jeff nazwał ten system Kairos, to ja prywatnie sądzę, że Jeff odkrył ponownie coś, co odkrył wcześniej Gann i nazwał Prawem Wibracji (The Law of Vibration). Niestety nie mogę tych moich domysłów potwierdzić, gdyż Gann nikomu publicznie wiedzy o Prawie Wibracji nie przekazał, najprawdopodobniej zabierając tę tajemnicę do grobu, zostawiając jedynie rozproszone po różnych swych tekstach wskazówki i aluzje na jego temat, które można znaleźć w większości zebrane np. tu:

http://docslide.us/documents/wd-gann-law-of-vibration-5584608061a28.html

Podobno powieść napisana przez Gann’a i wydana w 1927 r. pt: „Tunnel throu the Air” ma zawierać ukryte wskazówki na temat Prawa Wibracji.

Tony Plummer napisał nawet na tej podstawie książkę, twierdząc, że odkrył cóż to takiego, analizując właśnie „Tunnel…” (to najnowsza na rynku księgarskim pozycja, której autor twierdzi, że rozgryzł Prawo Wibracji, ale nie jedyna; były wcześniejsze, innych autorów, twierdzących podobnie).

Książki Plummera nie czytałem, ale znając cały system Kairos, dostrzegam uderzające podobieństwa między tym, co opisywał w formie napomknięć i aluzji Gann, a tym jak działa Kairos, stąd ta moja opinia. Myślę, że nawet nie znając systemu Kairos i widząc jedynie zachowanie akcji INGBSK na powyższych wykresach, można dojść do podobnych podejrzeń.

„Wibracja części setnych” jest istotnym, ale tylko jednym z kilku elementów składowych Kairos i sama z siebie nie może być skuteczną strategią tradingową. Takie cuda, jak te pokazane powyżej na wykresach INGBSK, po prostu zdarzają się zbyt rzadko 🙂

Ale czasem Pan Rynek robi nam tę łaskę i pozwala sobie na proste i „przewidywalne” działanie zgodnie z „Wibracją części setnych”. Zazwyczaj nie tak dokładnie i nie z tak wieloma punktami reakcji, jak powyżej na INGBSK, ale wystarczająco dokładnie, by móc to skutecznie wykorzystać, nawet nie znając całego Kairos.

To tyle ode mnie na dziś.

Na mokrych liściach
Jarzenie się
Świateł wioski.

Ryota (1707-1787)

Written by songmun

10 Październik 2016 at 15:41

Czerwony październik (wrzesień też) i Donald Trump….

with 44 comments

Chyba większość Czytelników zauważyła przebieg piątkowej (9.09.16) sesji w USA. Jak zawsze w takich razach pojawia się pytanie: Czy to chwilowy, kilkusesyjny spadek, czy też coś poważniejszego? Zwłaszcza, że wczorajsza (12.09) sesja w USA zdaje się niwelować wymowę piątkowego spadku.

Zapytajmy Williama Delberta Ganna, co sądzi na ten temat. Oto jego odpowiedzi:

spx-squaring

Bardzo jasny i przejrzysty squaring ceny i czasu (price – time squaring), prawda? Idźmy dalej. Czytelnicy zapewne pamiętają ostatnie 2 przykłady squaringów z miejscami dziesiętnymi po przecinku, które pokazywałem w poprzednich 2 wpisach (tym o Polsce i tym wcześniejszym, krótkim, o bitcoinie). Kto nie czytał, bądź zapomniał, powinien sobie temat odświeżyć, bo warto. A oto kolejna porcja squaringów do części setnych. Zacznijmy od USA. Dow Jones Industrial Average czyli wibracja 44:

djiasquaring

Nieprzekonani? OK. Zajrzyjmy do Europy. Oto DAX:

daxsquaring

szwajcarski SMI20:

smi20-squaring

i na koniec francuski CAC40:

cac40-148

Od razu uwaga praktyczna. Z ostatniego przypadku (francuski CAC40) widać, w jakich granicach można przyjmować zgodność squaringu na „częściach setnych” – plus minus 2 setne są jeszcze dopuszczalne, ale już ze sporą dozą ostrożności. Tu akurat nie ma aż takiej potrzeby, bo wiele innych squaringów pokazuje to samo, ale  w ogóle należy pamiętać, że squaring to nie betonowa zapora, która musi na rynek zadziałać, tylko, że jest to cały czas zabawa w prawdopodobieństwo. Zawsze istnieje ryzyko, że squaring chwilowo zadziała, ale wkrótce zostanie przełamany. Przypomnę taką właśnie sytuację sprzed 3 lat na złocie, którą zdarzyło mi się odkryć:

https://naturabramy.wordpress.com/2013/06/27/negatywna-odpowiedz-to-tez-odpowiedz/

Interpretacja takiego przełamania squaringu jest tylko jedna – dotychczasowy trend (ten, który połamał squaring) ma się dobrze i albo pójdzie jeszcze daleko w swoim zasięgu, albo będzie jeszcze długo trwać w czasie, albo zajdzie kombinacja tych obydwu przypadków.

Sam Gann doradzał bycie zawsze ostrożnym w praktycznym korzystaniu z jego technik i sugerował wchodzenie z rzeczywistymi pozycjami na rynek dopiero po nieudanym teście ekstremum. Taką właśnie sytuację widzimy na wykresie DAX’a – squaring pojawił się już 15 sierpnia (Top), a niedawny wzrost, który nie osiągnął poziomu tamtego maksimum (Test na wykresie), był z punktu widzenia klasycznej analizy technicznej nieudanym testem tegoż. W myśl powyższych sugestii Ganna dopiero po zakończeniu tego testu otwieranie krótkich pozycji (na spadek) jest uzasadnione.

Dobrze. A co to wszystko oznacza? Cyferki się „rymują”, ale co z tego? To akurat proste. Squaring ceny i czasu oznacza, że struktura, która zaczęła się od punktu wyjścia squaringu, zakończyła się dokładnie w miejscu jego pojawienia się. Tylko tyle i aż tyle. Po prostu – fala wzrostowa, która zaczęła się 11 lutego 2016 (lub 24.06.16 w przypadku SMI) skończyła się, a z chwilą jej zakończenia, rozpoczęliśmy co najmniej korektę całego tego ruchu, czyli ruch w przeciwnym do dotychczasowego kierunku. Squaring nie mówi, dokąd ten ruch sięgnie. Mówi tylko tyle: kierunek się zmienił.

Czy to dużo czy mało, Czytelnik niech osądzi sam. Dla mnie bardzo dużo, bo między innymi, oprócz zastosowań typowo praktycznych, zrozumiałych samo przez się, wyjaśnia to, o czym dyskutowaliśmy tu w komentarzach parę miesięcy temu – niech teraz wszyscy ci falowcy, którzy dowodzili mi tutaj, że od lutego 2016 SPX jest w impulsowej piątce, pokażą mi jak to widzą.

Może i nie jestem utalentowanym falowcem, może często mylę „liternictwo” w Teorii Fal Elliotta, ale intuicyjne wyczuwam i sprawdzić to jeszcze potrafię, gdy widzę „trójkowe” (korekcyjne) zachowanie w czasie wzrostów, a nie hurraoptymistyczne rozwijanie się stanu przedeksplozyjnego w rodzaju I-II, 1-2 1′-2′ itd., rysowanego namiętnie przez niemal wszystkich falowców zaraz po wybiciu się indeksu SPX ponad maksimum z 2015 r .

Setki, jeśli nie tysiące godzin czasu, spędzonych kiedyś na próbach zgadywania live rozwoju falowego na wykresach intraday w czasach, gdy wydawało mi się, że nie ma nic nad Elliotta, jeszcze zupełnie mi z głowy nie wywietrzały i to intuicja, nabyta w tamtych ćwiczeniach + trochę pracy kontrolnej powodowało, że się wtedy tak upierałem, że to, co widzę, to nie jest ruch impulsowy. Dziś mogę już powiedzieć, że słusznie 🙂

Co byśmy o Teorii Fal Elliotta nie mówili, jest ona de facto kolejną metodą, próbującą rozpoznawania wzorów cenowych, pod tym względem podobną do klasycznej analizy formacyjnej w stylu Edwards’a i Magee (te wszystkie „głowy z ramionami”, „filiżanki” itp., kojarzące się niemal każdemu giełdziarzowi z pojęciem „analiza techniczna” ). I z podobnymi niestety słabościami, w postaci potężnych niejednoznaczności, co powoduje jej znaczny subiektywizm. Stąd słynny dowcip, opowiadany zresztą także przez tuzów tej metody analizy: „Daj ten sam wykres 10 różnym specjalistom od fal i dostaniesz jego 10 różnych interpretacji”

Oczywiście TFE obudowana jest o wiele większą ilością reguł i wskazówek niż klasyczna analiza formacyjna, ale i tak pozostawia tyle „stopni swobody” mówiąc językiem fizyków, że większość tego, co widać na wykresie, można dopasować do kilkunastu, jeśli nie kilkudziesięciu równie uprawnionych w danej chwili wzorów. Tak naprawdę wzór, widoczny na wykresie, staje się w miarę jasny i jednoznaczny dopiero pod koniec swego formowania się a i to nie zawsze.

W efekcie mamy słynne scholastyczne spory „między nami elliottowcami” czy to jest „fala 3 w piątej” czy nie , które zepchnęły tę teorię na boczny tor z ewidentną dla niej szkodą. Prawdę mówiąc to była jedna z najważniejszych przyczyn mojego wyjścia z tego środowiska – poczucie stagnacji w jego obrębie i wikłanie się w drugorzędne dyskusje, takie bieganie za własnym ogonem. Ale wystarczy połączyć Fale ze squaringiem Gann’a i już znika 95% dowolności, istniejącej w TFE, bo dzięki takiemu podejściu wie się, gdzie jest początek, a gdzie koniec struktury i odpada mnóstwo do tej pory dopuszczalnych wzorów cenowych. Nagle mamy wybór nie jednego z kilkudziesięciu, ale jednego zaledwie z kilku wzorów!

Dość dygresji na temat fal. Wróćmy do tematu wpisu. Squaring i co dalej?

Czerwony wrzesień, ale to chyba nikogo już nie zaskakuje po piątkowym (9.09) pokazie mocy niedźwiedzi w USA, nawet, jeśli dzisiejszy wzrost zasiał nieco wątpliwości w tym temacie u niektórych Czytelników. Nawiasem mówiąc, jeśli ktoś o tym jeszcze nie wie, to ów pokaz mocy wywołał Eric Rosengren, gubernator FED z Bostonu stwierdzając (tłumaczenie moje): „Rynek kontraktów futures [na stopę funduszy federalnych – przypis mój] się myli i FED powinien podnieść stopę procentową wcześniej niż [ów rynek] zakłada”.

Oprócz generalnie czerwonego września sądzę, że czeka nas przynajmniej w przewadze czerwony październik.

W październiku mamy ważne okno czasowe dla europejskich i amerykańskich indeksów – 261-263 tygodnie od bardzo ważnego dna z końca września i początku października 2011 r. – pamiętne„bankructwo Grecji”, które miało położyć światowy system finansowy. Tym razem nie będzie wykresów, dowodzących istotności węzłów czasowych w październiku – proszę uwierzyć mi na słowo, lub samemu sprawdzić.

Tak właściwie to owo okno zaczyna się już 23.09.2016 (261 tydzień dla indeksów Eurozony od tamtego dna z 23.09.2011) i trwa przez 3 tygodnie. W USA dno ukształtowało się wtedy 4 października i podobnie 261 tydzień, zaczynający okno czasowe w USA, zaczyna się w tym roku również 4 października i trwa przez 3 tygodnie.

Jak więc widzimy, niemal cały październik jest potencjalnym miejscem na powstanie ważnego ekstremum. W wyraźnym trendzie wzrostowym, podobnym do tego z lat 2011-14 czy 2009-11 nie miałbym problemu z powiedzeniem, że w tym momencie oczekuję dna. W takich trendach statystyki zachowania rynku w ważnych oknach wyglądają mniej więcej tak: 70% to dołki, 20% szczyty, a 10% – brak jakiejkolwiek reakcji. Im silniejszy trend wzrostowy, tym większa szansa, że w oknach czasowych pojawiać będą się dna. Ale od kwietnia 2015 r trudno uznać rynki w USA za wyraźnie trendowe i tu tak jednoznacznych oczekiwań mieć nie wolno. Niemniej jednak taka możliwość istnieje i trzeba ją brać pod uwagę.

Jest jeszcze coś, o czym chciałbym wspomnieć. Coś, co zaobserwowałem na francuskim indeksie CAC40, a co paradoksalnie może okazać się tym właściwym wskazaniem na koniec spadków. W normalnym układzie nie zawracałbym Wam tym, Szanowni Czytelnicy głowy, gdyby nie bardzo specyficzne miejsce, wskazywane przez tę prognozę. Zdaję sobie sprawę z jej licznych wad – opiera się ona na milczącym założeniu, że na indeksie tym zadziałają squaringi „setnych części” w wersji prostej, takiej jak np. na wykresach DAX’a lub SMI powyżej, co wcale nie musi okazać się prawdą. Przecież w ogóle nie musi tu dojść do powstania żadnego squaringu, to po pierwsze. Po drugie z obserwacji własnych wiem, że squaringi tego typu pojawiają się dużo rzadziej niż te, podobne do pokazanych na wykresach S&P500 czy DJIA, których podstawową cechą jest to, że są praktycznie całkowicie nieprzewidywalne i rozpoznawalne dopiero po fakcie swego zaistnienia.

Ale myślę, że to, co przedstawia wykres poniżej, całkowicie niweluje te oczywiste mankamenty.

Mianowicie oba proste squaringi setnych, wyprowadzane z dwu różnych ekstremów na wykresie indeksu CAC40 wskazują ściśle na potencjalną ważność okolic dnia wyborów w USA i pojawienia się pierwszych, bardzo szacunkowych częściowych wyników: 8-9 listopada 2016.

cac40-elections

Mówiąc dokładnie: jeśli założenia tego prostego squaringu są prawdziwe, to indeks CAC40 (choć jeśli to prawda, to zapewne nie tylko on) powinien spadać do 8-9.11.16 i potem wykonać zwrot do góry. Chyba nikogo ów termin specjalnie nie zaskakuje. Osobiście od kilku miesięcy daję dużo większe szanse na zwycięstwo Donaldowi Trumpowi niż Hillary Clinton, a takie zachowanie indeksów, jeśli okaże się rzeczywistością, tylko mnie w tym utwierdzi. Nie jest żadną tajemnicą ani wielkim odkryciem, że spadkowe październiki na giełdach faworyzują pretendenta do stanowiska prezydenta USA w stosunku do starającego się o reelekcję lub będącego z partii dotychczas rządzącej. Kto chce, może sobie poczytać (w języku angielskim) bardzo dobrą analizę Tom’a McClellan’a na ten temat

http://www.mcoscillator.com/learning_center/kb/special_market_reports/the_intersection_of_stock_market_political_races/

i jej krótkie aktualizacje, które można na portalu Toma znaleźć.

Tom tłumaczy ten fenomen (nie ukrywam – zgadzam się tu z nim!) hipotezą, że giełdy są świetnym odzwierciedleniem nastrojów szerokiej publiczności i gdy nastroje tłumu siadają, to samo dzieje się z indeksami giełdowymi. Oczywiście nastroje tłumu przekładają się potem na wyniki wyborcze przy urnach. Generalnie – im głębiej czasowo w październik sięgają spadki giełdowe w USA, tym większa szansa pretendenta na wybór.

Przyznam się, że wizja spadków giełd w USA, a za nimi innych do dnia wyborów w USA a potem wzrosty po zwycięstwie Donalda Trumpa (klasyczny schemat: sprzedaj plotki – kupuj, gdy stają się faktem) bardzo mi pasuje, jako „elegancka”.

A czy mam jakieś choćby poszlaki na to, że „duże rynkowe pieniądze” w swej masie rzeczywiście obawiają się zwycięstwa Trumpa? Oczywiście. Oto wyniki comiesięcznego sondażu, przeprowadzanego przez Bank of America – Merill Lynch z lipca i sierpnia br. Pytano zarządzających czego najbardziej się obawiają w najbliższej przyszłości. W sierpniu po raz pierwszy w wynikach sondażu i od razu na 4 miejscu (zaznaczona na żółto) pojawiła się odpowiedź „Wyborów w USA” co należy rozumieć jako eufemistyczne i politycznie poprawne powiedzenie : zwycięstwa Donalda Trumpa w tychże. Na wykresie błędnie opisano 16 września, która to data jest ciągle przyszłością w chwili, gdy kończę pisać ten tekst. To był 16 sierpnia 🙂

bofa-elecitons

Oczywiście nie należy zapominać o naszych przyjaciołach z FED, którzy 21.09 (a i wcześniej też, jak pokazał Rosengren) mogą namieszać. Nie, nie sądzę by FED miał odwagę tuż przed wyborami podnieść stopy – nie są samobójcami i pamiętają dobrze KTO (Prezydent, oczywiście) mianuje podobno zupełnie apolitycznego 🙂 szefa FED. Tu zastrzeżenie: teoretycznie jest to jednak możliwe, pod warunkiem, że FED prowadził zakulisowe rozmowy z oboma sztabami i uzyskał  jakąś ich formę zgody na taki ruch, uważam to jednak za mało prawdopodobne.

Ale FED nie musi podnosić stóp we wrześniu. Wystarczy, że dość wyraźnie zasygnalizuje, że rzeczywiście chce to zrobić w bliskim terminie po wyborach, by rynek po wrześniowym posiedzeniu się „wysypał”.

Mamy też kilka możliwych kombinacji między opisanymi 2 schematami czasowymi np. część indeksów robi swe dno w październiku w węźle 261-263 tygodni a testuje je w okolicach wyborów inne dopiero w okolicach wyborów – to i tak „wyjdzie w praniu. Na tę chwilę wszystko to to jedynie przypuszczenia, ale taki zarys sytuacji wart był moim zdaniem przedstawienia.

Idą ciekawe dni i atrakcji nam nie zabraknie. Już za 2 miesiące będziemy o wiele mądrzejsi w temacie.  Byle do wyborów w USA 🙂

P.S.1 – Stan wykresów na zamknięcie 12 września 2016. Wyjątek – DJIA ze stanem 3 godziny wcześniejszym

P.S.2 Nie za bardzo umiem na razie pogodzić to wszystko z wizją, przedstawioną w poprzednim wpisie o WIG20. Jak na razie nasz indeks okazał się słabszy od większości innych i stosunkowo niewiele brakuje mu do Brexitowego dna. Jego obrona wymagałaby teraz wyraźnie silniejszych wzrostów w stosunku do większości innych indeksów i generalnie mocniejszych niż reszta podskoków wtedy, gdy inni będą korekcyjnie rosnąć. Ale ciągle jeszcze Brexitowe dno jest w grze, więc może nie będzie tak źle?

Lśni w wodorostach
srebro ryb lecz dotknięte
zniknie na pewno

Basho (z dziennika Azumanikki, 1681-1682)

 

 

Written by songmun

13 Wrzesień 2016 at 07:43

Wajcha z napisem „Polska” przestawiona!

with 28 comments

Dość dawno nie zaglądałem na polskie rynki finansowe w szerszym aspekcie, bawiąc się raczej wykresami pojedynczych spółek. A tam zrobiło się nad wyraz ciekawie, o czym właśnie dziś chcę napisać.

Zacznę jednak od pewnego tweeta, który z lekkim przymrużeniem oka wypuściłem w przestrzeń kosmiczną 30.03. 2016 r, nie do końca będąc przekonanym co do jego prognostycznej wartości (chodzi mi konkretnie o wykres nr 2 z tego tweeta, który zamieszczam poniżej). Wykres miesięczny:WIG20 30 03 16

Dla niedowiarków, oryginalny tweet:

Czyszcząc różne szpargały w „magazynie” w komputerze na przełomie lipca i sierpnia trafiłem na ten właśnie wykres i tak mnie jakoś tknęło, by przyjrzeć się bliżej i szczegółowiej temu, co się dzieje na naszym podwóreczku, co też i zrobiłem, poświęcając temu zadaniu na początku miesiąca. Gdyby nie wakacyjny wyjazd, ten wpis powstałby już wtedy. Wróćmy do meritum, oto WIG20 w tej samej sytuacji, stan na sierpień 2016:

WIG20 mthly stan

Niemal idealnie trafione 🙂 No dobra, miało być w lipcu, a nie pod koniec czerwca i miało być 1618 a nie 1641 ale tak poza tym to wszystko się zgadza. Co drugi głupi ma szczęście, tym razem najwyraźniej padło na mnie 🙂 .

Dobrze, dość przechwałek. Czy to dno jest istotne? Tak i to bardzo! Zacznijmy od układu miesięcznego:

W20cyclesmnthly

Rzeczywiście, czerwiec – lipiec 2016 wygląda na bardzo ważny. 288 miesięcy od historycznego dna WIG (tu WIG20 jest zrekonstruowany, wprowadzono go dopiero 16.04.1994) z czerwca 1992 i 88-89 miesięcy od dna z 2009 r pokazuje i potwierdza ten pogląd.

Przy okazji – na wykresie nie wpisałem 232 (233-1) – pochodna od liczby z ciągu Fibonacciego.

Na wykresie tygodniowym

WIG20wkly cycles

nie ma jakiegoś specjalnego fajerwerku zbieżności cykli w jednym punkcie, ale dwa cykle od razu zwróciły moją uwagę: 382 tygodnie od dna z 2009 i 1109 tygodni od dna z 1995 r, co specjalnie zaznaczyłem na czerwono. Kolejne wskazanie, że to było coś naprawdę istotnego.

Na koniec 3 wykres WIG20. To do niego „aperitifem” był mój poprzedni, króciutki wpis o Bitcoinie (proszę koniecznie tam zerknąć, to istotne dla tego fragmentu tekstu!). Zdaję sobie sprawę, że to, co pokazuję na wykresie poniżej nie wszystkich przekonuje. Dość łatwo stwierdzić: „przypadek” i machnąć ręką. Ale gdy widzimy już 2 takie podobne przypadki, zaczyna się skrobanie po głowie: „A może jednak coś w tym jest?” Mogę zaręczyć, że jest. Widziałem już sporo takich sytuacji. To jest to, co odkrył Gann, a rozwinęło (i sprawdziło skuteczność) paru jego następców. Ja tylko z tego korzystam, bo wiem, gdzie i jak szukać.

Oczywiście, byłoby fajnie, gdyby zawsze udawało się coś tak ładnego w tak prosty sposób znaleźć. Ale Pan Rynek nie jest głupi, by w tak dziecinnie prosty sposób zawsze ułatwiać nam robotę. Niemniej jednak rzecz wyskakuje na tyle często, i na tak różnych rynkach, że ten typ squaringu Ganna warto zapamiętać i korzystać, gdy się go zauważy:

WIG20 85 i 86

Dla równowagi, żeby mi się w głowie nie poprzewracało i żeby nie popaść w samouwielbienie, jak to mi pięknie prognozowanie wychodzi :-), muszę odnieść się do paru wykresów umieszczonych we wpisie pt „Moody(s) Blues”. Odnoszę się nie bez powodu – o czym będzie pod koniec tego wpisu. Zacznijmy od aktualizacji kilku tamtych wykresów. 10-letnie obligacje polskie obligacje rządowe (rentowność) – wzór, który miał wyprowadzić rynek wyżej, wygląda na złamany.

10yplbonds.png

USD/PLN – tego wykresu nie było we wpisie po Moody’s ale warto dziś zerknąć:

usdplnwkly

Tu również, zarówno na crossie dolara jak i euro zdaje się mamy załamanie wzorów, sugerujących osłabienie PLN. EUR/PLN:

eurplnwkly

Ale najważniejszą informację na temat relacji walut obcych do PLN udało mi się wydobyć z pary CHF/PLN. Najpierw zaktualizowany wykres miesięczny, znany ze wpisu o Moody’s:

CHF miesieczny

Potem jego tygodniowe powiększenie:

CHF tygodniowy.png

I teraz to, co najważniejsze – squaring Gann’a na dziennym CHF/PLN. Proszę zauważyć, że na wykresie mamy następujący schemat – szczyt ze stycznia 2015, powstały w dniu, w którym SNB zaprzestał obrony sztywnej relacji EUR/CHF 1,2 i następnie w dniu po Brexit’owym referendum, czyli 24.06.2016 mamy słaby test tamtego szczytu:

CHF squaring

Schemat, który opisałem powyżej, „Elliottowcy” nazywają „falą 2 lub B” i zazwyczaj prowadzi on do poważniejszych spadków w ramach układu „fali 3 lub fali C” – rynek po nieudanym teście poprzedniego maksimum rusza w przeciwnym kierunku, przyspieszany przez zamykane pozycje tych, którzy zajęli je wcześniej w kierunku dotychczasowego trendu, licząc na wybicie. Squaring Ganna i reakcja rynku po jego powstaniu potwierdza, że kolejnej próby wyjścia wyżej już nie będzie – zaczęliśmy wyraźniejsze umacnianie Złotego do Franka.

Wnioski:

Wszystko, co tu pokazałem zdaje się wskazywać na jedno – powrót dużego, zagranicznego kapitału do Polski. Jego efektem powinno być umacnianie się PLN w relacji do innych walut, wzrost cen obligacji rządowych (spadek ich oprocentowania) i powrót prawdziwego Byka na warszawski parkiet. Taki kapitał, jeśli już zdecyduje się na powrót, nie robi tego na 2-3 miesiące, tylko na znacznie dłużej, a rynki, na które napływa idą znacznie dalej, niż większość się tego spodziewa.

Wszyscy kibice hossy na ciężkich spółkach GPW zapewne mają nadzieję na taki scenariusz:

WIG20 fale I II III.png

Gdyby rzeczywiście to ten układ był w grze, to koniec fali III najprawdopodobniej powinien być nie niżej, niż około 4400 pkt, a całkiem możliwe, że znacząco powyżej tej wartości. Wartość ~4400 pkt wynika z prostego założenia, że fala III miałaby 1.618 długości fali I, co dla większości Impulsów jest założeniem bardzo ostrożnym.

Niejako z obowiązku wypada mi tu jeszcze dodać, że czerwcowe dno powstało w strefie między 76,4% a 78,6% zniesieniem wzrostów WIG20 z lat 2009-2011, a więc w rejonie, pozwalającym jeszcze mieć nadzieję na to, że nadchodzący wzrost jest 5-falowym impulsem hossy. Nie wszystko więc stracone.

Ale nawet jeśli to nie jest impuls, spokojnie można przyjąć ostrożny wariant, że WIG20 w niezbyt odległej przyszłości najprawdopodobniej wyjdzie ponad swój szczyt z 2011 na poziomie 2942.39 pkt

Na razie trzeba jednak przetrzymać nadchodzące globalne osłabienie rynków akcji i tradycyjnie czerwony wrzesień, na który wskazuje mnóstwo czynników, począwszy od bardzo byczych nastrojów inwestorów, na znacznym wykupieniu większości rynków akcyjnych skończywszy.

Nie sądzę, by WIG20 zszedł w ramach tego nadchodzącego osłabienia poniżej Brexit’owego dna – uważam, że z technicznego punktu widzenia będzie to klasyczny test minimum, po którym zobaczymy silniejsze wzrosty w Polsce. Równocześnie powinno temu towarzyszyć korekcyjne osłabienie PLN’a , które już się zaczęło, jak zdaje się pokazywać np. tygodniowy wykres USD/PLN, zamieszczony powyżej (odbicie od dolnej linii Wideł Andrewsa). Ale także na walutach nie powinniśmy w ramach tego osłabienia zobaczyć wyjścia powyżej Brexit’owych maksimów.

Tak to widzę.

Letni księżyc –
Klaszcząc w dłonie
Oznajmiam świt.

Basho

Written by songmun

28 Sierpień 2016 at 18:09