NATURA BRAMY

Rynki Ekonomia Gospodarka Świat i czasem Polityka

Trzeba by w końcu coś napisać…

19 Komentarzy

Czas byłby najwyższy na coś nowego! Chciałem wrócić do pisania już z początkiem stycznia, ale musiałem poczekać na jakiś pomysł i sensowną wizję tego, co się dzieje na rynkach.

Wreszcie się doczekałem. Będzie trochę o tym i o tamtym, czyli o niczym dobrze i wyczerpująco 🙂 No to startujemy.

Zaczniemy od złota, bo sytuacja na tym metalu ( i metalach w ogóle) zrobiła się nadzwyczaj ciekawa.

Gold spot wkly1

Bardzo ładnie widać, jak zielone Widły Andrewsa prowadziły ruch cen złota od końcówki 2016 roku do końcówki 2017 r (różowe elipsy). Dno z 12 grudnia 2017 jest klasyczną nawrotką do przełamanej linii. Typowa interpretacja mówi, że w sytuacji wyłamania ponad Widły, kierunkiem o najmniejszym oporze ruchu jest ruch w górę. Ale ruch zatrzymał się po raz kolejny na oporze, wyznaczanym przez szczyty z lat 2013 -17, zobrazowane przez czerwoną linię, i zarazem na medianie niebieskich Wideł, co sugerowałoby konieczność cofnięcia dla nabrania sił do kolejnego ataku na czerwoną linię. Jak dotąd wszystko wydaje się jasne i proste. Byki górą, prawda?

Ale Pan Rynek nie byłby sobą, gdyby do jasnej i prostej sytuacji podbramkowej nie wrzucał silnie podkręconej piłki, powodującej zamieszanie i powodującej niejednoznaczność obrazu.

Poniższy squaring to moja obserwacja na bazie jednej z nowych tendencji rynkowych, zauważonych przez Jeffa Greenblatta – procentowe zniesienie w układzie 1:1 z czasem, tu akurat z ilością dni handlowych od ostatniego szczytu. Niejako przy okazji zauważę, że 89 to oczywiście liczba z ciągu Fibonacciego, a 108 (dolarowy zasięg ruchu w górę od 12 grudnia) i 121 (dokładnie 120,99 czyli wielkość spadku od ostatniego szczytu) to liczby, do których Gann przywiązywał wagę:

Gold spot squaring

Taki squaring, jeśli oczywiście nie zostanie szybko połamany przez silny ruch w górę, to bardzo poważna sugestia, że cały ostatni ruch w górę ma jedynie korekcyjną naturę, a jego zadaniem było tylko zamknięcie luki startowej wrześniowych spadków.

Sprawa się robi jeszcze ciekawsza, gdy spojrzymy na poniższy sondaż Bank of America/MerillLynch pokazujący odpowiedzi zarządzających globalnymi funduszami na pytanie: czego najbardziej obawiacie się w najbliższym czasie?

Inflation and bond crash

Jakieś 37% zarządzających w styczniu 2018 dało odpowiedź, że najbardziej obawia się inflacji i towarzyszącego jej pojawieniu się krachu na rynku obligacji. To stąd ten bardzo silny ruch złota w górę na przełomie roku!

Czy mogą mieć rację? Oczywiście, że mogą. To jest tylko rynek. I jeśli ją mają, to złoto wkrótce powinno połamać squaring, pokazany na drugim od góry wykresie i z dużą siłą wyskoczyć ponad czerwoną linię.

Ale nim zaczniesz Drogi Czytelniku w panice szukać możliwości jak najszybszego złożenia zlecenia kupna złota bądź innego metalu szlachetnego, proponuję zwrócić uwagę na ciekawy szczegół na tym wykresie: timing odpowiedzi.

Czego najbardziej zarządzający obawiali się pod koniec 2015 i na początku 2016 roku? Recesji w Chinach. Nie przełamane dotąd dno najważniejszego chińskiego indeksu: SSE Composite? Styczeń/luty 2016….

Czego bali się w lutym 2016? Recesji w USA. Dno, z którego indeksy w USA zaczęły nadal trwający marsz w górę? Luty 2016… Recesja była?

O Brexit nie wspomnę. Kolejne zagrożenie (aż śmieszne) – zwycięstwo Republikanów i zdobycie Białego Domu w wyborach. Przy okazji widać, jakie sympatie polityczne ma obecnie większość zarządzających….

I teraz mamy: inflacja i krach obligacji. Będzie? Na razie to pytanie bez odpowiedzi, choć chyba wyczuwasz Czytelniku co sądzę?

Zerknijmy na kolejny wykres, który chyba coś nam podpowie: rentowność 2 letnich obligacji rządu USA. Od września mamy tu stały, silny i stabilny trend w górę (a więc równocześnie trend spadkowy samej ceny obligacji), który wyprowadził już rentowność dwulatek z poziomu 1,25 do 2,06%.

US2ybond yield

Analogiczny ruch w górę rentowności wystąpił na rządowych 10 latkach, które w tym samym czasie zaliczyły jej wzrost od 2,02 do 2,64% (wykresu nie będzie). Jedynie 30-latki zachowywały się w ostatnich miesiącach spokojnie, a ich rentowność nadal porusza się w trendzie bocznym w przedziale 2,60-2,90%.

Czy więc czasem nie jest tak, że po dłuższym i solidnym spadku cen obligacji (w końcu na 2-latkach mamy ponad 50% spadek ceny w ciągu niecałego pół roku!!) nastroje zarządzających nie są już tak złe, że uważają oni, że nadchodzi krach na obligacjach, a tenże najczęściej towarzyszy gwałtownemu wzrostowi inflacji i stąd te obawy?

Jak się tak temu przyjrzeć, to ankieta BofA okazuje się być bardzo dobrym wskaźnikiem sentymentu rynkowego, co ważniejsze, sentymentu Dużych Pieniędzy. Niestety nie mam bieżącego dostępu do jej rezultatów ( a szkoda!!!), a powyższy wykres pojawił się tu, bo został pokazany szerszej publiczności przez Holgera Zschaepitz’a, dziennikarza ekonomicznego z Die Welt. Czy i kiedy będziemy mieli szansę ponownie skorzystać – nie wiem.

Czy rzeczywiście zarządzający mają podstawy, by oczekiwać teraz wzrostu inflacji? Zakładając, że USD dalej będzie słabł, mieliby je jak najbardziej: w końcu eksporterzy do USA nie będą w stanie bez końca brać na siebie kosztów osłabienia dolara, i zaczną je przerzucać na swoich odbiorców, żądając wyższych cen za swoje towary i usługi. Ale czy na pewno USD będzie dalej słabł?

Zerknijmy na tygodniowy wykres Dollar Index futures, bo tu też jest w styczniu bardzo ciekawie:

DXY wkly

Dollar Index (DXY) dotarł do wsparcia, wyznaczanego przez dołki z sierpnia 2015 i maja 2016 (czerwona linia). Mało tego: w punkcie dzisiejszego minimum (piszę tę część tekstu 19.01.2018) 89,96 pkt mamy sporo wibracji Kairos na poziomie dziennym i tygodniowym.

Oszczędzę litanii i nie będę wymieniać, wskażę tylko jedną, ale za to istotną i przemawiającą do wyobraźni: dziś mamy 381 dzień kalendarzowy licząc od szczytu z 3 stycznia 2017, który wynosił, uwaga: 103.82 pkt! Te 381/382 po zmianie miejsc dziesiętnych całkiem ładnie się rymują, a do tego zdają się mieć coś wspólnego z kwadratem współczynnika Fibonacci’ego (0.382)…

Czyżby dno tego ruchu? Przy dziennym RSI(14) sprzed dwóch dni na poziomie 23.8 pkt, obecnie 26 pkt i tygodniowym na poziomie 31 pkt, jest to całkiem możliwe, ale z odtrąbieniem dna wstrzymałbym się do pojawienia się kolejnych świec, potwierdzających tę hipotezę. Na razie traktuję to jedynie jako dość prawdopodobną hipotezę roboczą.

Przyjmijmy na chwilę, że to jednak jest dno, a jeśli nawet nie, to że jest ono bardzo blisko. Co dalej? Jako człowiek leniwy wolę skorzystać z cudzej pracy i wkleić gotową czyjąś robotę, by skrócić swoją, co niniejszym uczynię.

11-12 lat temu, gdy jeszcze chciałem zostać najlepszym Falowcem świata 🙂 kręciłem się przez chwilę wokół elliottowskiej grupy, nazywającej się wtedy Trading the Charts, kierowanej przez naprawdę niezłego falowca, Dominick’a Mazza.

Niestety w 2008 roku Dominickowi się zmarło, a grupa poszła w rozsypkę. To tam poznałem (a raczej dowidziałem się, że takowy istnieje, bo bliższej znajomości nie zawarłem ani z nim, ani z kolejnymi, niżej wymienionymi; byłem tam bardziej uczącym się obserwatorem niż aktywnym uczestnikiem dyskusji) Petera DeSario, czyli człowieka o pseudonimie FibboSR, którego obrazki czasem tu prezentuję.

Parę lat temu dwaj bliscy współpracownicy Dominicka: Kurt Hulse i Tony Pizutti reaktywowali grupę pod nazwą Trading on the Mark.

Poniżej pozwolę sobie wykorzystać efekty pracy tej trójki, by ułatwić sobie zadanie i nie rysować tego samemu 🙂

Zacznijmy od obrazka FibboSR. Dzieli on spadek DXY od stycznia 2017 r na 5 podfal:

USD Fibbo1

Powyższy wykres nie jest pierwszej świeżości, ma już kilka dni, ale jest nadal w miarę aktualny.

Panowie Hulse i Pizutti (HiP) zgadzają się z FibboSR co do 5 falowego spadku (ja też; stąd i moje poszukiwanie ważnego dna na DXY obecnie). A z tych 5 fal w dół, łącząc je z sytuacją z lat 2015-2016 wyciągają następujący wniosek, przedstawiony na wykresie UUP (ETFa, odwzorowującego ruchy Dollar Index, choć przy innych wartościach cyfrowych):

USD Tradingonthemark

Do niedawna byłem zwolennikiem takiej właśnie wersji rozwoju dalszej sytuacji, o tym dlaczego trochę zmieniłem zdanie i na jakie, za chwilę.

Zgodnie z zasadą dobrego Falowca: przedstaw 2 niekompatybilne koncepcje, zawsze łatwiej trafić w taki sposób, niż pokazując tylko jedną 🙂 panowie HiP pokazują następującą wersję alternatywną:

Alternative USD Tradingonthe mark us-dollar-currency-elliott-wave

W tej wersji panowie HiP uznają możliwość, że w styczniu 2017 mieliśmy bardzo istotny, wieloletni szczyt DXY z perspektywą długiego spadania i słabnięcia po zakończeniu fali [ii] gdzieś w 2020, choć mają problem z tym, że ten wariant wymagałby, aby ostatni ruch w górę przed tym szczytem był 5-falową strukturą.

Peter DeSario nawet coś takiego nieco wcześniej próbował wykombinować, ale jak dla mnie mało przekonywające jest to, co wymyślił dla obszaru na lewo od szczytu z początku 2017 roku:

USD FibboSR 5 wave up

Nim wyłożę mój ogląd sprawy, jeszcze kilka dodatkowych wykresów. Pierwszy, pokazujący że antydolarowy sentyment jest już na (zbyt?) wysokim poziomie, co jest typowe dla okolic ekstremów. Liczba otwartych długich pozycji (na wzrost EUR) dużych spekulantów na kontraktach futures na EUR/USD osiągnęła rekord wszechczasów:

EURUSD bigspecs long

Lustrzanym odbiciem jest tu sytuacja na Dollar Index futures – podmioty komercyjne otworzyły rekordową od 42 miesięcy ilość długich pozycji na DXY (robią to zazwyczaj jako zabezpieczenie posiadanych pozycji przeciwnych bezpośrednio w walucie), a sentyment wobec dolara jest na najniższym od 42 miesięcy poziomie (mam nadzieję, że ten wykres od Petera Brandta będzie widoczny, trochę go powiększyłem i wyostrzyłem, ale nadal nie jestem zadowolony z efektu):

USD 42 month sentim PBrandt

Kolejny wykres to będzie trochę dygresja, choć nie do końca.

Od grudnia 2015 roku mamy wręcz podręcznikową grę funduszy „w reflację”. Dlaczego akurat od tamtego momentu? Bo w połowie grudnia 2015 FED po raz pierwszy podniósł stopę procentową. Wbrew temu, co większość z nas sądzi, zasadnicze, główne strategie większości funduszy są bardzo proste, komplikacje pojawiają się dopiero na poziomie szczegółów.

Fundusze działające na bazie makroekonomii (a takich jest sporo) mają piętę achillesową w postaci timingu. Stosują więc prostą strategię: po co zastanawiać się, jak blisko są zagrożenia inflacyjne, wystarczy, że FED je widzi, i mniejsza z tym, czy FED ma rację. Nawet jeśli chwilowo nie ma, to i tak inflacja kiedyś musi się pojawić, a najważniejsze, to wskoczyć do odjeżdżającego pociągu wtedy, gdy jeszcze ma on niewielką prędkość.

Gdy więc FED podnosi stopę pierwszy raz, traktują to jako sygnał kupna surowców. Jeśli sygnał się potwierdzi i ceny surowców zaczynają rosnąć (choćby tylko w wyniku działań podmiotów finansowych, a nie rzeczywistego popytu ze strony przemysłu), fundusze zaczynają sprzedawać obligacje – ten ruch na skalę globalną pojawił się latem 2016 roku i trwa praktycznie do dziś.

Jeśli chodzi o rynek akcji (w USA) to pierwsza podwyżka stóp jest traktowana przez fundusze jako sygnał kupna akcji, przede wszystkim tych, zachowujących się dobrze w czasie inflacji (np. spółek surowcowych), a ostatnia jako generalny sygnał sprzedaży. To drugi wykres Bank of America, z tych udostępnionych przez Holgera Zschaepitza, który tu zamieszczę:

Buy the1st sell last rate hike

Dość dobrze zgadzałoby się z ostatnim dużym dnem w USA, z lutego 2016, prawda?

Skoro już mamy niemal komplet wykresów, mogę przejść do tego, jak to wszystko widzę:

Tak, jak napisałem wyżej: od końca 2015 roku jesteśmy w trakcie „gry w inflację”, co jest typowe dla późniejszej fazy części wzrostowej cyklu gospodarczego. Ta inflacja na razie jest bardziej oczekiwana, niż rzeczywista, przynajmniej na poziomie globalnych cen konsumenckich. Wiem, wiem, ceny masła itd. ale to są chwilowe wyskoki. Mam tu na myśli równoczesny, wyraźny wzrost inflacji w różnych segmentach rynku, obserwowany zarówno w cenach producentów (PPI) jak i konsumentów (CPI). „Wszyscy” już zajęli pozycje, wyprzedzając to prawdziwe pojawienie się inflacji. Trend ten wspomagany przez ponad roczne osłabianie się USD wydaje się być zaawansowany i oblegany przez tłum. Historyczne rekordy ilości otwartych przez dużych spekulantów długich pozycji oprócz EUR/USD występują także na miedzi i na ropie naftowej WTI. Inflacyjne walory w wielu przypadkach są mocno wykupione, a te, cierpiące w czasie inflacji (np. obligacje) dość mocno wyprzedane. Dolar silnie wyprzedany, z potencjałem na uformowanie się dna w minionym tygodniu.

To jest dziś. A co będzie?

Prawie na pewno jesteśmy blisko znaczącego odbicia na USD, możliwe, że dno było w ten piątek, 19.01. Jak znaczącego?

Właściwie to pytanie jest inną formą pytania o to, czy bieżący cykl gospodarczy, zaczęty w 2009 r. będzie mieć typowy, czy nietypowy przebieg.

Gdyby USD miał się zachować tak, jak na wykresie głównej wersji duetu Hulse/Pizutti, czyli wyjść ponad swój szczyt ze stycznia 2017 na poziomie 103.82, równolegle musiałoby dojść do powrotu cen wielu surowców do minimum z grudnia 2015, a w wielu przypadkach pewnie i głębiej.

Musiałoby to również oznaczać powrót WIG20, jako silnie odwrotnie skorelowanego z USD do poziomu Brexitowego dna, a być może i niżej, czemu, z racji potężnego squaringu na WIG20, znalezionego przez Someday, a pokazywanego tu już prawie 2 lata temu

WIG20 squaring

jestem stanowczo przeciwny.

Opisany wyżej przebieg sytuacji oznaczałby, że mamy do czynienia z bardzo nietypowym cyklem gospodarczym, w którym wszyscy, włącznie z FED pomylili się co do możliwości powstania inflacji i zaczęli ją antycypować co najmniej 5 lat za wcześnie. Tak duże cofnięcie się cen surowców, wymuszone silnym wzrostem USD, momentalnie unieważniło by bowiem całkowicie pomysł na globalną inflację. Warunkiem koniecznym, ale nie wystarczającym dla pojawienia się inflacji, o której mówię, jest bowiem słabnięcie USD.

Owszem, mogę nawet zracjonalizować sobie takie rozwiązanie (świat jest już tak mocno zadłużony, że pojawienie się inflacji nawet w późnej fazie cyklu gospodarczego jest bardzo, bardzo trudne), ale nietrudno zauważyć, że byłoby to wypowiedzenie w inny sposób czterech najkosztowniejszych w życiu inwestora słów: Tym Razem Jest Inaczej.

To dlatego tak wyraźnie zmieniłem zdanie co do średnioterminowych perspektyw USD.

O wiele bezpieczniej jest założyć, że Księga Koheleta znów okaże się prorocza, a pochodzące z niej słowa „Nic nowego pod Słońcem”, jak zwykle się potwierdzą. Jeśli jednak się pomylę, to będę w doborowym towarzystwie. 🙂

Przyjmując, że będzie jak zwykle, muszę uznać, że choć fundusze wyprzedziły pojawienie się inflacji (zawsze tak robią) i zapakowały się już praktycznie „pod korek” to o ile w krótszym terminie rynek chce skorygować ich ekscesy, to w dłuższym mają rację: inflacja w końcu się pojawi sygnalizując tym samym bliski koniec wzrostowej części cyklu gospodarczego, zaczętego w 2009 roku. W takim układzie o wiele sensowniejszą prognozą zachowania USD w najbliższym czasie staje się wariant rezerwowy panów Hulse/Pizutti czyli umocnienie USD powinno być jedynie korektą spadków, zaczętych na początku stycznia 2017

Ale i tu się z nimi w wielu rzeczach nie zgadzam.

Po pierwsze: jaka fala druga ([ii] wg ich oznaczeń)? Ten scenariusz ma w siebie wpisane duże osłabienie dolara w bardzo długim terminie (rzędu 5 – 10 lat) zaczętego w ubiegłym roku. A dlaczego nie może być tak, że wzrost USD z lat 2011-17 ma charakter trójek, (a nie piątek, jak twierdzą Hulse i Pizutti) i spadek, zaczęty w 2017 również? Dlaczego te 5 fal, które by się teraz kończyły, nie może być częścią większego, 3-falowego zygzaka?

Po drugie: prawie 2-letnia korekta, kończąca się gdzieś w 2020 roku dla nieco ponad rocznego ruchu? To dość rzadkie. O wiele sensowniej przyjąć, że korekta czegoś, co trwało 12 miesięcy, będzie od tego czegoś krótsza. 5 do 8 miesięcy korekty, wzmacniającej USD brzmi całkiem sensownie. A ponieważ zakładam zygzak, złożony z dwu układów pięciofalowych, przedzielonych korekcyjną trójką, to maksymalne zniesienie tej korekcyjnej trójki, która właśnie zaczynałaby się nam rozwijać, nie powinno przekroczyć 62% wcześniejszego spadku, tj, okolic 98.60 na Dollar Index. Dla EUR/USD, które stanowiącego prawie 58% składu koszyka powinno to oznaczać, że maksymalny zasięg nadchodzącej korekty nie powinien przekroczyć okolic 1,10 – 1,11. Mógłby być trochę większy, jeśli pozostałe waluty koszyka „zamortyzowałyby” spadek EUR równocześnie rosnąc.

– Rozwodzisz się tak nad kwestią umocnienia się USD; jasne, że to istotne dla Forex’owców i tych, co walczą na surowcach, ale co to ma za znaczenie np. dla handlujących na GPW?

Jeden obrazek wart jest 1000 słów, proponuję więc zerknąć na wykres, porównujący indeks WIG20 z (odwróconym, żeby było łatwiej to zobaczyć) Dollar Index.

WIG20vsDXY

Korelacja, choć nie ścisła, jest duża i łatwo zauważalna. Jeśli więc nadchodzi kilkumiesięczne, korekcyjne umocnienie się USD, co czeka w tym czasie indeks WIG20? Pytanie oczywiście retoryczne. WIG20 należy się korekta do strefy powiedzmy 2000-2150 pkt, która powinna zbiec się w czasie z prognozowanym umacnianiem się USD.

Powiem więcej: także amerykańskim indeksom umacniający się USD powinien zaszkodzić i zmusić je do jakiegoś korekcyjnego ruchu bocznego. Miesięczny RSI(14) dla indeksu Dow Jones Industrial Average jest obecnie najwyżej od……1908 roku (sic!) a dla indeksu S&P500 najwyżej w całej jego historii. Ekstremalne wykupienie prosi się o poważniejszą korektę:

DJIA overbought from 1908

Taka korekta na rynkach akcji powinna pomóc mocno osłabionym obligacjom, do których powinny przenosić się pieniądze, wyciągane na parę miesięcy z rynku akcji, by zostać tam na chwilę zaparkowane. A dlaczego tylko korekta na rynkach akcji, a nie koniec hossy? A choćby dlatego, że nie mamy jeszcze żadnych dywergencji na oscylatorach. Te dopiero mogą pojawić się w przyszłości, gdy następna fala wzrostowa wykaże się mniejszym, od obecnej dynamizmem ruchu.

To tyle ode mnie na dziś. Mam nadzieję, że nie zanudziłem 🙂

Śnieg w nocy,
Kogut sąsiada
Pieje o milę stąd.

 

Shiko (1665-1751)

Reklamy

Written by songmun

21 stycznia 2018 at 17:34

Komunikat

370 Komentarzy

Z przykrością muszę poinformować, że jestem zmuszony zawiesić pisanie bloga mniej więcej do końca 2017 roku.
Podpisałem umowę na wykonanie ważnego i dużego opracowania w terminie do Świąt Bożego Narodzenia i nie będę w stanie w tym okresie tworzyć wpisów.
Termin sporządzenia opracowania jest bardzo krótki w stosunku do ilości czasu, potrzebnej do jego finalizacji, więc z wielu rzeczy muszę chwilowo zrezygnować. Jedną z nich jest pisanie tego bloga.

Niejako na pocieszenie chciałbym zostawić tu to, co uważam ostatnio za najważniejsze. To sytuacja USD.
Pierwszy wykres, to aktualizacja do stanu dzisiejszego dobrze znanego stałym czytelnikom miesięcznego wykresu Dollar Index Futures (DXY) sprzed paru lat.
Cały niedawny trend na osłabienie USD robi wrażenie kolejnej nawrotki i testu od góry przebitej na przełomie 2014 i 2015 roku czerwonej linii trendu spadkowego.

DXY monthly

Wykres drugi to zrzut ekranu, pochodzący z krótkiego filmiku EWI odnośnie DXY, obrazujący na tle trendu spadkowego tego instrumentu (niebieska linia), zachowanie dużych spekulantów (głównie funduszy) i stosunek netto pozycji krótkich (biała linia). Zwracają uwagę 2 miejsca, zaznaczone szarymi kwadratami:
– na szczycie, gdzie zmiana trendu na spadkowy była początkowo przez dużych spekulantów mocno kupowana w nadziei na kontynuację wzrostów
– i przy dnie, gdzie obecny rajd USD jest przez nich intensywnie skracany, a ilość netto krótkich pozycji jest obecnie największa od 2013 roku. „Deja Vu all over again” – jak mawiał Yogi Berra

USD net shorts

Z tego musi być duży, co najmniej kilkumiesięczny ruch, umacniający USD, nie ma siły, choć akurat w tej chwili spodziewam się krótkoterminowej nawrotki i testu dna (czyli fali 2/B, mówiąc językiem Elliotta), po której USD wykona zasadniczą, najsilniejszą część ruchu w górę.
A jeśli tak, to proszę się zastanowić, co czeka wszystkie antydolary, w rodzaju złota czy srebra….

Także nasz WIG20, którego zachowanie w ostatnich kilku latach bardzo ładnie korelowało odwrotnie do zachowania USD, powinien oddać przynajmniej znaczącą część swojego wzrostu, liczonego od Brexit’owego dna.
Nie sądzę również, by najważniejsze indeksy akcyjne w krajach rozwiniętych długo były w stanie się opierać temu trendowi na dolarze.
Wiele z nich wygląda, jakby brakowało im jedynie końcowych akordów w utworze, którego grę zaczęto w lutym 2016, ewentualnie, jak w Polsce, dopiero po Brexit. Także i tu wzrosty w dużej mierze zawdzięczamy osłabieniu USD, więc jego umocnienie będzie jak hamulec dla trendu wzrostowego i jedynie kwestią indywidualną pozostaje, jak blisko na poszczególnych indeksach do „zatrzymania pojazdu” w jego wyniku.

To tyle ode mnie. Pozdrawiam i do Nowego Roku!

Czemuż ta jesień
jest jakby ptak sędziwy
daleko w chmurach

Basho (z dziennika Oinikki, 1694)

Written by songmun

6 października 2017 at 11:23

Napisane w Uncategorized

Tagged with ,

Sumy po cichu wypływają na powierzchnię

137 Komentarzy

Dzisiejszy wpis będzie trochę nietypowy, ale kto powiedział, że zawsze muszę pisać standardowo? Na wstępie wyjaśnienie: oczywiście nie jest to wpis wędkarski 🙂

Język polski sformułowanie: balance sheet reduction tłumaczy (przynajmniej w komunikatach prasowych) jako „redukcja sum bilansowych”. Niezbyt mi to tłumaczenie odpowiada, ale jako nie fachowiec ani w księgowości, ani w języku angielskim, nie będę się upierać. Niech tak zostanie.
Mowa oczywiście o zmniejszeniu ilości aktywów, znajdujących się w bilansie FED, które co niektórzy nazwali już AntiQE bądź QT (Quantitative Tightening – ilościowe ściśnięcie zamiast dotychczasowego poluzowania).
FED chce względnie szybko uruchomić ten program, przynajmniej tak wynikało z dotychczasowych zapowiedzi, choć wg ostatnich minutes decyzja ws. ogłoszenia kalendarza startu programu została odłożona na przyszłość, prawdopodobnie jeszcze nie na posiedzenie wrześniowe (19-20).
Początkową fazą programu ma być zatrzymanie reinwestowania odsetek, które miałoby potem przejść w jego zasadniczą część, którą kolokwialnie można określić tak: Wy (banki) dajecie nam (FEDowi) dolary, a my w zamian przekazujemy Wam otrzymane niegdyś od Was aktywa, głównie różnego typu obligacje.
W skrajnym przypadku mowa jest nawet o sprzedaży aktywów na łączną sumę ok. 1 biliona USD w przeciągu lat 2018-19 (taką wielkość podaje Richard Duncan). Oczywiście rzeczywista wielkość sprzedaży i jej tempo będzie zapewne obwarowane zwyczajowym uzależnieniem od bieżących danych makroekonomicznych i zapewne nie będzie tak duża, jak skrajna wartość wg Duncana.
Nie miejmy jednak złudzeń: tak, jak program QE nazwano kilka lat temu monetarną bazooką, tak i jego odwrotność, czyli QT należy traktować podobnie: to potężny instrument polityki monetarnej,dużo silniejszy od „zwykłych” podwyżek stóp.
Aby zrozumieć potencjalną skalę problemu, trzeba odwołać się do równania Fishera, podstawowego równania, łączącego podaż pieniądza z inflacją i wzrostem gospodarczym. Nie będę się tu zagłębiać w teorie ekonomiczne, bo nie o to w tym wpisie chodzi. To ma być proste i zrozumiałe dla nieekonomisty, który ma z tego wpisu wynieść jakąś korzyść. Z tego też powodu pozostaniemy na ogólnym poziomie wyrażeń algebraicznych, nie wchodząc w szczegóły parametrów.

Równanie Fishera wygląda tak

M x V = P x Q

M- podaż pieniądza
V – prędkość obiegu pieniądza w gospodarce
P – poziom cen (rozumiany przez ekonomistów najczęściej jako CPI czyli indeks cen konsumenckich)
Q – wzrost gospodarczy (sprowadzany przez ekonomistów najczęściej do PKB)

Moją krytykę typowego podejścia ekonomistów do równania Fishera (np. stosowania CPI jako miernika inflacji czy kwestii prawidłowości liczenia inflacji metodą hedonic pricing) zostawię na jakiś inny wpis.
Zauważmy, że FED może w tym równaniu sterować tylko jednym parametrem: podażą pieniądza M, nie mając zupełnie wpływu na to, na którą ze zmiennych po prawej stronie równania podaż ta będzie oddziaływać i w jakim stopniu. Z doświadczeń historycznych wiemy, że zarówno P jak i Q rosną równocześnie wraz ze wzrostem M, ale dla każdego cyklu gospodarczego stopień wzrostu obu tych parametrów jest inny: raz wzrost podaży pieniądza silniej oddziałuje na inflację, innym razem na wzrost gospodarczy.

Największym problemem w tym równaniu jest V. Nie mamy żadnego sposobu bieżącego określenia wielkości tego parametru, możemy go jedynie liczyć wstecz, przekształcając względem V równanie. Wykres takiej obliczonej wstecz prędkości obiegu pieniądza V, policzonej dla agregatu pieniężnego M2 zamieszczam poniżej:

Money velocityM2

Wykres pochodzi ze strony oddziału FED w St. Louis

https://fred.stlouisfed.org/series/M2V

Nietrudno zauważyć, że od ustanowienia szczytu w 1997 roku V prawie nieustannie spada, a w roku 2011 spadek ten „przełamał wsparcie” wyznaczane przez minima z lat 60-tych i 70-tych.
Od razu odpowiadam potencjalnym krytykom: podstawienie do równania Fischera w celu obliczenia V zamiast oficjalnego amerykańskiego CPI, uwzględniającego stosowaną obecnie metodę hedonic pricing (jak robi to St. Louis FED, uzyskując powyższy rezultat), CPI mierzonego przez różne ośrodki „shadowstats”, wg zarzuconych już wcześniejszych metodologii obliczania inflacji, da bardzo podobny wynik. Jakiej metody obliczania inflacji w USA byśmy nie używali, spadek prędkości obiegu pieniądza w gospodarce jest faktem.

Spotkałem kilka teorii, próbujących wyjaśnić przyczynę tego spadku m.in. taką (dla mnie wątpliwą), że innowacyjność sektora finansowego miałaby osiągnąć swe apogeum około 1997 r. i potem systematycznie spadać.
Do mnie najbardziej przemawia wyjaśnienie, oferowane przez Lacy Hunt’a, byłego głównego ekonomistę banków HSBC i Fidelity (ale i Dallas FED).
Hunt twierdzi, że obserwowany od 20 lat spadek szybkości obiegu pieniądza jest wynikiem znacznego wzrostu stosunku zadłużenia nieproduktywnego do zadłużenia ogółem, połączonego ze stałym, dużym wzrostem poziomu zadłużenia ogółem.
Tu trzeba wyjaśnić pojęcia zadłużenia produktywnego i nieproduktywnego. Najprościej będzie zrobić to na przykładach:

1. Jeśli producent bierze kredyt na zakup nowej maszyny, oprocentowany na 10% rocznie, a nowa maszyna zwiększa jego dochód o 11% rocznie, to mamy do czynienia z długiem w 100% produktywnym. Jego kredyt „sam się spłaca” w całości i teoretycznie mógłby zaciągnąć go w dowolnej wysokości, gdyż zupełnie nie oddziałuje on na jego standing finansowy.

2. Idealnym przykładem długu w 100% nieproduktywnego jest skup własnych akcji przez firmę, realizowany całkowicie za pożyczone środki. Nie poprawia to w firmie absolutnie niczego, za to pogarsza jej poziom zadłużenia.

Sugestia Hunta ma olbrzymią zaletę: bardzo dobrze tłumaczy znany również z przeszłości fakt spadku inflacji wraz ze wzrostem zadłużenia, prowadzący w końcu do deflacji, jako zjawiska kończącego cykl kredytowy i stowarzyszonego z nią generalnego spowolnienia gospodarki, przybierającego w przypadkach ekstremalnych postać depresji.

Wracając do samego V – to właśnie jego stały spadek jest przyczyną tego, że pomimo wielkiej akcji dodruku, organizowanej przez FED od 2009 r. inflacja CPI zachowywała się bardzo spokojnie i nie doszło do jej radykalnego wzrostu (wyjątek: wzrost cen akcji i obligacji, ale one nie wchodzą w CPI). Najwyraźniej FEDowi mniej więcej udała się sztuka zrównoważenia tempa spadku V odpowiednio dobranymi iniekcjami monetarnymi.

Jeśli teraz po tych rozważaniach wrócimy do równania Fishera, nie trzeba być matematycznym geniuszem, by zauważyć, że zmniejszając podaż pieniądza w sytuacji spadającego V musimy jako wynik końcowy uzyskać spadek poziomu cen P wraz ze spadkiem Q (PKB), kwestią otwartą pozostaje jedynie, która ze zmiennych zareaguje mocniej na negatywny impuls monetarny i jak głęboka będzie reakcja prawej strony równania na zmniejszenie M po lewej stronie.
OK. Jeśli my wiemy, jak obniżanie M oddziałuje na prawą stronę równania, to dlaczego FED, który z pewnością także to wie, w ogóle chce QT robić?
Odpowiedź jest prosta: bo spodziewa się przyspieszenia inflacji w najbliższym czasie (a więc i pośrednio i jakiegoś wzrostu V). Na jakiej podstawie?
Bazując na (unowocześnionych) ideach Albana Philipsa. Philips badał zależność między poziomem bezrobocia a inflacją. Intuicyjnie wyczuwamy, że wzrost zatrudnienia powyżej pewnego poziomu prowadzi do nacisku na płace (skoro na rynku jest mało nowych kandydatów na pracowników, to zatrudnieni, nie czując na plecach oddechu konkurencji, zaczynają wymuszać podwyżki płac, co prowadzi w konsekwencji do wzrostu inflacji CPI)
Philips ubrał tę intuicję w zgrabny obrazek, który wypożyczyłem z NBP:

Krzywa philipsa

Dodatkowym elementem, wprowadzonym na oryginalnym wykresie jest pochodząca z prac Miltona Friedmana pionowa prosta, opisana jako „NAIRU” (non-accelarating-inflation rate of unemployment) czyli prosta, obrazująca tę naszą, wspomnianą wyżej intuicyjną graniczną wartość poziomu bezrobocia, powyżej której pojawia się nacisk na płace.
FED na podstawie swojego modelu ekonomicznego po prostu uważa, że przy obecnej stopie bezrobocia, wynoszącej oficjalnie 4,3%, USA są blisko osiągnięcia NAIRU.
Proste, piękne i logiczne, prawda? No cóż, to nie pierwsza w dziejach ekonomii ładnie wyglądająca teoria, która po porównaniu jej z rzeczywistością okazuje się mieć co najmniej spore braki, jeśli nie wręcz być błędną.
Oto jak naprawdę wygląda krzywa Philipsa w okresie 1978 – 2017 (wykres pochodzi od Davida Andolfatto, badacza z St.Louis FED). Wykres jest porównaniem stopy bezrobocia do ulubionego przez FED miernika inflacji PCE (Personal Consumption Expenditures, indeks cen wydatków konsumpcyjnych):

Krzywa Philipsa real

Jeśli na pierwszy rzut oka skojarzyło się Wam to z poniższym obrazkiem, to nie jesteście jedynymi 🙂

makaron

Oczywiście musimy pamiętać, że na powyższym wykresie rzeczywistej krzywej Philipsa mamy skomasowane kilka pełnych cykli gospodarczych, z ich fazami wzrostowymi (niebieskimi) i spadkowymi (czerwonymi). Ale konia z rzędem temu, kto na podstawie historycznych przebiegów krzywej (a tak robią wszyscy „modelarze”), spróbuje mi sensownie powiedzieć jaki jest dziś poziom NAIRU dla USA…. Niech używa czego chce, sieci neuronowych, logiki rozmytej itp. Wątpię, by uzyskał sensowny wynik.

Cóż, po prostu okazuje się po raz kolejny, że zjawiska ekonomiczne, takie jak np. inflacja, nie są funkcją jednej zmiennej (np. bezrobocia) , jak pragnęliby tego budujący eleganckie modele typowi akademiccy ekonomiści.
Najwyraźniej zależą one od co najmniej kilku zmiennych, zapewne tylko po części niezależnych od siebie, a podejrzewam, że jakby się zagłębić w prawdziwe badania tematu, okazałoby się że zależności między tymi zmiennymi mają co najmniej częściowo charakter nieliniowych zjawisk dynamicznych, zwanych potocznie chaosem (deterministycznym lub nie), co od razu stawiałoby pod sporym znakiem zapytania możliwość ich prognozowania w zakresie, oczekiwanym przez monetarnych decydentów.
Nawet jeśli krzywa Philipsa byłaby dużo lepszym modelem zależności inflacji, niż jest w rzeczywistości, pojawiają się co najmniej dwa problemy, nie uwzględniane przez większość „modelarzy”.

Pierwszy problem: dochód realny.
Poniższy wykres przedstawia porównanie mediany dochodu rocznego w zależności od poziomu wykształcenia w latach 2005 i 2015.

Dochód a wykształcenie

Oczywiście brak zaskoczenia w tym, że roczny dochód rośnie w zależności od posiadanego wykształcenia. Ale tu chodzi o coś innego: we wszystkich grupach społecznych, wydzielonych ze względu na ich wykształcenie (od braku jakiegokolwiek dyplomu po dyplom uniwersytecki) w ciągu 10 lat między 2005 a 2015 nastąpił spadek mediany nominalnego dochodu rocznego, a co za tym idzie, jeszcze większy spadek realnego dochodu. Ludzie, którzy wcześniej zarabiali więcej, a potem zarabiają mniej, zmieniają swe wzorce zachowań konsumenckich na bardziej konserwatywne i mniej ryzykanckie. Czy nasi modelarze to uwzględnili i czy w ogóle ten czynnik daje się wprowadzić do modelu bezrobocie/inflacja? Wątpię. A przecież z pewnością jest istotny…

Drugi problem: jakość nowych miejsc pracy.
Nie jest żadną tajemnicą, że w każdym ożywieniu w USA najwięcej nowych miejsc pracy pojawia się w najniżej płatnych segmentach gospodarki, np. w usługach, związanych z żywieniem i przemysłem spożywczym (typowo: kelnerzy i barmani). W każdym kolejnym ożywieniu w USA zjawisko się nasila, rośnie ilość najgorzej płatnych miejsc pracy w stosunku do nowych miejsc pracy ogółem. Czy modelarze to uwzględnili?

Wróćmy do sprawy samego QT i spróbujmy odpowiedzieć na pytanie o jego skutki dla rynków.
To akurat wydaje się względnie łatwe.
Ściągając USD z rynku FED spowoduje drożenie tej waluty w relacji do innych walut, co niemal natychmiast zostanie zauważone przez wszelkiego rodzaju „antydolary” takie jak np. złoto czy srebro. Równie szybko zareagują fundusze hedge, bazujące w swych spekulacjach na pożyczonym USD (a więc znaczący ich procent) i w przewidywaniu tego ssania USD zaczną sprzedawać wszystko, co uprzednio za te pożyczone USD kupowały.
Jak na razie rynek zachowuje się dokładnie odwrotnie – antydolary drożeją i są w co najmniej średnioterminowych trendach wzrostowych, z czego wniosek, że QT nie jest uważane za realne zagrożenie już obecnie i sądząc z zachowania np. srebra , które w piątek 7 lipca ’17, po równo 261 sesjach spadków (pochodna 2.618) od szczytu z 4 lipca 2016 zrobiło ważne dno w formie flashcrash i jest dopiero w pierwszej, większej korekcie pierwszego ruchu od tego dna, mamy jeszcze co najmniej kilka – kilkanaście miesięcy, nim zagrożenie to stanie się naprawdę realne.

Mam tu zresztą swoją hipotezę: FED jeszcze nie uruchomi na poważnie QT, a już dolar i antydolary zareagują, antycypując ten proces. Nie po to GoldmanSachsy i MorganStanley’e zatrudniają tabuny byłych pracowników różnych biur i agend FED, by nie móc nieoficjalnymi kanałami odpowiednio wcześnie uzyskać informacji o poważnej zmianie nastawienia wśród gubernatorów. I jeśli nawet sami gubernatorzy będą odporni na „prośby” o informacje, to zawsze znajdzie się jakiś pracownik, np. redagujący ważny tekst, który dołoży wszelkich starań by tę informację przekazać temu, kto dobrze zapłaci. Tego nie sposób uniknąć w wielkich instytucjach, zatrudniających tysiące pracowników.
Jednego jestem niemal pewien – poważne uruchomienie QT, wykraczające poza fazę braku reinwestycji odsetek i będące już właściwym ściąganiem USD z rynku w dużych ilościach, zabije Byka na wszystkich rynkach z wyjątkiem samego USD i będących jego niemal 100% odpowiednikami, krótkoterminowych papierach rządu USA w rodzaju 3 miesięcznych T-bills, służących powszechnie do parkowania USD na krótki czasu.
Z pewnym, chyba dość dobrym przybliżeniem możemy więc przyjąć, że hossa na różnych rynkach będzie trwać tak długo, jak długo obecny trend osłabienia USD będzie się kontynuować lub w ostateczności zamieni się w jakiś ruch boczny.

Wracając na koniec do bezrobocia, inflacji i Krzywej Philipsa: a może jest zupełnie inaczej, niż to twierdzą mainstreamowi ekonomiści? Może to wzrost inflacji jest pierwotną przyczyną wzrostu bezrobocia i odwrotnie, jej spadek pociąga za sobą z pewnym opóźnieniem spadek stopy bezrobocia?
Poniższy wykres Tom’a McClellana przedstawia „momentum” inflacji CPI, liczone w postaci wskaźnika zmian RoC, przesunięte o 2 lata do przodu (niebieska linia) na tle procentowej stopy bezrobocia, liczonej przez BLS:

Mclelan inflation

Nie podejmuję się wydawać wyroku w tej sprawie i przesądzać o racji bądź jej braku u McClellana. Patrząc jednak na wykres nietrudno zauważyć, że korelacja między liniami, możliwe, że istniejąca, nie jest silna, a możliwe, że jednak nie ma jej praktycznie wcale; to wymagałoby przeprowadzenia poważnych badań statystycznych, na co nie mam ani czasu, ani ochoty. Gdyby jednak przypadkiem McClellan miał rację z tym swoim spostrzeżeniem, to by wskazywało, że ekonomia w jeszcze większym stopniu, niż sądziłem, bazuje na czymś, co nazywam „voodoo teoriami”- słabo sprawdzonymi w rzeczywistych warunkach eleganckimi myślowo konstrukcjami, często sypiącymi się w drobny mak, gdy przychodzi do ich sprawdzenia w warunkach rzeczywistych.

Mamy szansę za mniej więcej rok to sprawdzić. Jeśli w przyszłym roku bezrobocie w USA wyraźnie wzrośnie, będzie to świadczyć na korzyść McClellana, a oprócz tego znacząco odsunie od nas widmo QT, bowiem nawet jeśli FED wcale nie wierzy w Krzywą Philipsa (podejrzewam, że tak właśnie jest) i stosuje ją jedynie jako wygodny pretekst i uzasadnienie do zaostrzania polityki pieniężnej, to trudno będzie przy takim obrocie spraw kontynuować używanie Krzywej jako pretekstu do dalszego zaostrzania polityki monetarnej i chyba równie trudno będzie posłużyć się czymkolwiek innym z arsenału istniejących teorii ekonomicznych. Po prostu w przypadku wyraźnego wzrostu stopy bezrobocia FED porzuci pomysły zaostrzania.

Na dziś tyle ode mnie.

Taki dzień długi –
jeden za drugim mija
w przeszłość daleką…

Buson (ze zbioru Busonkushu, 1784)

 

 

 

 

 

 

 

Written by songmun

12 września 2017 at 11:37

Napisane w Uncategorized

Tagged with , , , , ,

I jeszcze jeden i jeszcze raz….

516 Komentarzy

Jeszcze w maju 2017 uznałem, że indeksy Eurozony zrobiły duży szczyt (no dobra, DAX dopiero w czerwcu, ale za to ładnym świecowym Objęciem Bessy), po którym przychodzi taka kilkumiesięczna, głębsza korekta, temat odfajkowałem i zająłem się codziennym oglądaniem innych instrumentów, obiecując sobie, że co jakiś czas zerknę, patrząc na postępy Niedźwiedzi w sprowadzaniu indeksów w dół.

Nawet psychologicznie to się ładnie układało, („duży” szczyt na zwycięstwie Macron’a) więc wszystko było OK, prawda?

Jakieś tydzień temu zajrzałem ponownie na oscylator RSI DAXa i CAC40 i zobaczyłem mniej więcej to, co poniżej (tu w wersji zaktualizowanej na końcówkę poprzedniego tygodnia):

Niby nic szczególnego. Majowemu szczytowi na CAC towarzyszył szczyt RSI na poziomie 79 pkt, potem ostry spadek RSI i w miarę łagodny samego indeksu. Co w tym obrazku niezwykłego? W sumie nic. Zwyczajny wykres. Jedyne, czego mi brakowało (i brakuje nadal) to dywergencja między indeksem a oscylatorem. I to zarówno na wykresie dziennym, jak i tygodniowym, jak powyżej. Nie żeby bez dywergencji nie mogło być dużego i ważnego szczytu, co to, to nie – to nie jest warunek konieczny. Ale statystycznie patrząc, jest to bardzo rzadkie. O wiele częściej ważnym szczytom towarzyszą dywergencje na oscylatorach i założenie, że tak powinno być i tym razem, ze statystycznego punktu widzenia jest zawsze znacznie bezpieczniejsze.

Jak już tak zmieniłem perspektywę, coraz więcej symptomów wskazywało na sensowność takiego myślenia. Oto poniżej mediolański indeks FTSE MIB. Od maja wyłącznie we władzy Niedźwiedzi, wszak mamy dużą korektę…na pewno? To władza Niedźwiedzi nad wykresem polega na tym, że po niewielkim spadku robią się takie spokojne prostokąty, jak ten na wykresie?

Skoro już zauważyłem, że coś nie do końca gra z koncepcją większej korekty już trwającej, pozostało tylko wypatrywać momentu, kiedy ta, znacznie mniejszego już rzędu niż wcześniej sądziłem korekta w Eurozonie mogłaby się skończyć. I zdaje się, że w czwartek, 6 lipca, mieliśmy dno tej korekty na DAX i CAC40, o czym poniżej.

Przyjrzyjmy się bliżej. Oto indeks CAC40, od czerwca zeszłego roku bardzo ładnie porusza się w takim oto Kanale Schiffa (Widłach Andrewsa bez zaczepienia mediany w jakimś konkretnym punkcie startowym). Ładne dolne cienie dwóch ostatnich świec, łapane na dolnym ramieniu kanału Schiffa, „flirtują” z czerwoną średnią 100 sesyjną (nie opisaną, 100SMA), a wszystko w pobliżu początku „luki Macron’a” (niebieska linia pozioma) ale bez jej zamknięcia:

Dość podobnie wygląda DAX, tylko tu trudno byłoby znaleźć kanał Schiffa, jedyne co mamy, to wzrostową linię trendu. Za to obrona „luki Macron’a” na zdecydowanie wyższym poziomie i dokładnie na średniej 100SMA:

Jak się tak przyjrzeć DAXowi na wykresie intraday, nawet niezbyt wprawny falowiec dostrzeże, że ruch od majowego szczytu do dna z 6 lipca bardzo ładnie rozkłada się na korektę płaską rozszerzoną typu 3-3-5, taką, jak ta po prawej stronie na poniższym schemacie:

DAX godzinowy:

Dobrze, wszystko to ładne, brzmi nawet sensownie, ale na razie nie pokazałem czasowego uzasadnienia tego, że rzeczywiście tak może być, że 6 lipca skończyliśmy korekty.

Owszem, 6 lipca na DAX była 262 sesja (pochodna od 2.618) od Brexit’owego dna, ale to trochę mało:

I tu mam problem. Chętnie pokazałbym Ci Czytelniku te kilogramy Kairos’ów wskazujące na czwartkową sesję z zeszłego tygodnia (jest ich naprawdę całe mnóstwo !!!), cóż, kiedy na wszystkich indeksach, które sprawdzałem, są to w przeważającej większości Inwersje, czyli specyficzne złożenia z początku i końca Kairos’a. Obiecałem sobie, że nie naruszę praw autorskich Jeffa Greenblatta na to odkrycie i będę pokazywać tylko to, co on sam upublicznia, a akurat Inwersji to nie obejmuje.

Dlatego ograniczę się tu tylko do indeksu CAC40, pokazując to, co mieści się w pojęciu „wibracja części setnych”, którą tu już pokazałem wcześniej. I znowu – proszę mi wierzyć na słowo, jest tego na CAC40 zatrzęsienie; włącznie z Kairosem między majowym szczytem, a czwartkowym dnem. Ale ze względu na wspomniany warunek praw autorskich – nie mogę, bo z nieznanych dla mnie powodów na praktycznie wszystkich ważnych indeksach, które oglądałem, od prawie roku przeważają inwersje. Na DAX są wręcz wyłącznie inwersje :

Jeśli jednak kogoś mierzi takie moje podejście do kwestii praw autorskich, ma szansę ten problem ominąć i samodzielnie popróbować zmierzyć się z Kairosami np. na indeksach bez pośredników.

Jeff po ponad półtora roku eksperymentowania, sprawdzania i doskonalenia tej techniki właśnie wypuścił pdf’a „Ultimate Guide to Vibrations and Square outs” 307 stronicowe kompendium tego, czym jest Kairos i jak to stosować, w cenie 277 USD. Zainteresowani tematem dalsze kroki powinni kierować tutaj:

http://www.lucaswaveinternational.com/

Po prawej stronie widoczny jest brązowy prostokąt z tytułem „Ultimate Guide….”, pod nim przycisk „Buy now”. Dobra, kończę w tym momencie, bo przy wszystkim, co mnie z Jeffem łączy, nie jestem jego agentem handlowym i nie chciałbym, by ktokolwiek z Czytelników odniósł takie wrażenie. Po prostu z mojego punktu widzenia wypada poinformować o tym, że pojawiła się taka możliwość; kto chce, może skorzystać.

Podsumowując to wszystko powyżej: wygląda na to, że 6.07 na wielu indeksach zaczęliśmy kolejną falę wzrostową, która powinna wyprowadzić nas przynajmniej w rejon niedawnych, poprzednich szczytów, a co najmniej na części z nich dać wyjście ponad ostatnie ekstrema. Do tego tekstu sprawdziłem następujące indeksy, uzyskując pozytywne wskazania Kairos: FTSE100, CAC40, DAX, S&P500, Nasdaq100 i WIG20; DJIA nie sprawdzałem, wystarczy zerknąć na wykres + pamiętać uzyskane wyniki z SPX i NDX, by zrozumieć, dlaczego.

Osoby, które nie wierzą, bądź nie ufają temu, co tu przedstawiłem (nie ma obowiązku traktowania moich słów i argumentów jak prawdy objawionej 🙂 ) powinny z tego całego wpisu wynieść jedno: za chwilę, najprawdopodobniej w zaczynającym się właśnie tygodniu 10-14.07, powinny oczekiwać pojawienia się bardziej klasycznych sygnałów kupna na wspomnianych indeksach.

W niektórych wypadkach (Nasdaq100??) nie mogę wykluczyć, że do przebicia niedawnego ekstremum nie dojdzie i to, co się zaczęło to tylko wzrostowa część większej korekty, choćby z powodu pokazanego w poprzednim wpisie niezbyt mocnego squaringu. W innych wypadkach (np. DJIA, DAX?, CAC40?) poprawienie szczytu wygląda na najsensowniejsze rozwiązanie sytuacji przez rynek, choć oczywiście i tu nie mogę do końca wykluczyć że to tylko wzrostowa część dużo większej i bardziej skomplikowanej korekty.

Poważne wyjaśnienie sytuacji zawdzięczam korekcie płaskiej na DAX. Tego typu korekty pojawiające się po dłuższym wzroście są typowo falami 4, a więc korektami przed ostatnim ruchem w górę – tzw. fale 5. Fale 5 typowo tworzą wspomniane dywergencje na oscylatorach, a po ich zakończeniu zaczynają się poważniejsze korekty i z czymś takim się liczę.

Jednocześnie zaznaczam, że nie wycofuję się z tego, co poprzednio pisałem o złocie i kontraktach na obligacje.

Jeśli chodzi o złoto, wydaje się, że albo 7 właśnie dostaliśmy lokalne dno, albo 10 lipca dopiero dostaniemy, i potem powinno zacząć się korekcyjne odbicie. O ile zbyt liczne inwersje w przypadku indeksów praktycznie nie pozwalają na żadne sensowne prognozy czasowe w najbliższym okresie, czyniąc taką zabawę bezowocną, o tyle na złocie mam akurat ładny zestaw prostych wibracji, mocno sugerujący ważność okolic lipcowego posiedzenia FED (26.07), co chyba nikogo nie zaskakuje… Korekcyjne odbicie złota do tego momentu i potem powrót do dalszych spadków byłoby eleganckim rozwiązaniem.

Ode mnie dziś na tyle. Kolejny wpis myślę, że w sierpniu. W drugiej połowie lipca będę mało dostępny.

Kukułka woła
noc księżycową w zbożu
snuje chmur mgiełka

Bakusui (ze zbioru Kuzuboki, 1849)

Written by songmun

9 lipca 2017 at 23:58

Wyprzedaż wszystkiego?

203 Komentarze

Dzisiejszy tekst nie będzie długi.Ponieważ nie wszyscy czytają komentarze pod wpisami, pozwolę sobie przypomnieć w zasadniczym wpisie to, co wrzucałem sporadycznie w komentarzach pod poprzednimi wpisami na temat squaringów. Dodam też oczywiście coś nowego, by czytających regularnie komentarze nie zanudzić 🙂

Zacznijmy od złota:

Bardzo ładny, klasyczny squaring Ganna typu 1 : 1. 172.96 USD w czasie 173 dni kalendarzowych. To najsilniejszy format:

Następny squaring, nie tak silny, jak na złocie i w krótszym czasie, na indeksie Nasdaq 100.

Rzecz dotyczy ostatniej fali wzrostowej na tym indeksie.

I moje dzisiejsze znalezisko, jeszcze tu nie publikowane – kontrakty futures na 10 letnie obligacje rządowe USA (10Y T-Notes futures), kolejny squaring. Znowu, nie tak silny, jak na złocie i względnie krótki (92 dni), za to idealny matematyczne (dokładnie 0,05 punkta na dzień, pochodna od 5 oczywiście):

Prosze zauważyć, że squaring powstał dokładnie na górnym ramieniu Wideł Andrewsa. Wydaje się, że zachowanie T-Notes futures i złota jest bardzo do siebie zbliżone i oba te instrumenty, zgodnie z tym co uczył Andrews, z 80% prawdopodobieństwem powinny dążyć do środkowych linii prowadzących je Wideł Andrewsa:

co w praktyce równałoby się powrotowi co najmniej do ich minimów z końcówki zeszłego roku (~1125 USD/oz dla złota i ~122.50 dla Tnotes futures), jeśli nie zejściu jeszcze niżej.

Proszę zwrócić uwagę na następujący układ – Gann daje sugestię spadków, lub przynajmniej korekt płaskich (bocznych) na: metalach, akcjach i obligacjach. Korekt względem czego? Wspólnym mianownikiem dla tych instrumentów jest waluta, w jakiej są nominowane, czyli USD.

Ten, jako Dollar Index futures co prawda połamał Kairosy z zeszłego wpisu, ale tylko po to, by wyprodukować dobrze technicznie wyglądające dno w 162 dniu kalendarzowym (pochodna od 1.618) od swego zeszłorocznego szczytu:

Jeśli to wszystko razem zadziała, a szanse na to są spore, mielibyśmy rozpoczęcie korekt na denominowanych w USD instrumentach, co prowadziłoby do umacniania się USD w formie sprzężenia zwrotnego, wynikającego zapewne w całkiem niemałym stopniu z powrotu do gotówki. Ten „powrót do gotówki” należy bardziej czytać: do oddawania spekulacyjnych kredytów USD, pobranych przez fundusze w okresie niedawnych spadków tej waluty. W mojej interpretacji byłby to więc klasyczny unwinding carry trade.

Czy w takiej sytuacji coś mogłoby jednak rosnąć? Tak. To, na czym fundusze stosowały namiętnie krótką sprzedaż, jako efekt zamykania tychże pozycji. Tu na myśl przychodzi mi jako przykład takiego instrumentu kakao (nie pokażę wykresu), do niedawna hit Niedźwiedzi.

Taka korekta powinna trochę potrwać, myślę, że kilka do kilkanaście tygodni, w zależności od typu instrumentu, jest sensownym czasem na rozwiązanie tej nierównowagi.

 

Aktualizacja – Post Scriptum: Chciałbym tu zawrzeć parę dodatkowych myśli, które umknęły mi podczas pisania, a uznałem za niezbędne ich wprowadzenie.

Ten unwinding carry trade uderzałby praktycznie we wszystko. Również niedawny szczyt na Bitcoinie w mojej opinii ma z tym procesem związek i wpasowywałby się w globalne działanie funduszy. Wygląda to tak, jakby wraz z pojawieniem się pewności (no niemal) co do czerwcowej podwyżki stóp przez FED wielkie fundusze uznały, że  jest to dobry moment do przebudowy części swoich portfeli, a fundusze hedge chciały tę chwilę wykorzystać do zmniejszenia swego zalewarowania (czyli oddania części pożyczonych na spekulację pieniędzy). Rosnąca z ich strony podaż stopniowo wyhamowała wzrosty i pozwoliła na początku czerwca uformować się szczytom, a wczorajsze posiedzenie FED i decyzja o podwyżce stóp upewniłaby je co do słuszności podjętych decyzji. 

Cała sytuacja zdaje mi się przypominać bardzo podobną korektę z maja – czerwca, lipca 2006 roku gdy nagle fundusze gremialnie zaczęły sprzedawać swoje ówczesne carry trade i oddawać pożyczonego japońskiego jena, w tamtym okresie akurat przeżywającego osłabienie i będącego w związku z tym wdzięczną walutą do zastosowań carry trade (czyli: pożycz słabnącą walutę i zainwestuj w coś, co rośnie; zarabiasz podwójnie, jeśli zdążysz oddać na czas pożyczki). 

Nagle wraz z jednomyślnymi spadkami na sporej części instrumentów, ten słaby jen gwałtownie się umocnił. Całość potrwała wtedy ok. 2-3 miesiące, na niektórych instrumentach troszkę dłużej.

Stanę na chwilę
wtulony za wodospadem
początek lata

Basho (z dziennika Oku-no hosomichi, 1689)

Written by songmun

15 czerwca 2017 at 18:51

Uwaga na Dollar Index!

177 Komentarzy

Dziś króciutko i tylko jeden instrument: Dollar Index Future

Król Dolar nie raczył zatrzymać się tam, gdzie oczekiwałem w poprzednim wpisie, tak to z tymi rynkami już jest. Ale dziś zdaje się pokazał coś, co sugerowałoby przynajmniej poważniejszą korektę wzrostową na pobitym ostatnio na niemal wszystkich frontach USD.

Te Kairosy w układzie dziennym wyglądają na bardzo silne:

A do tego mamy na USD poważne wyprzedanie z istotnymi konsekwencjami. Od 2011 roku zejście tygodniowego RSI(14) w rejon plus minus 35 punktów zawsze kończyło się silniejszym odbiciem Dolara (różowy prostokąt):

Jeśli coś prawie pół roku spada, to takie 1,5 – 3 miesięczne odbicie z wyprzedania nie byłoby niczym zaskakującym, prawda? I równocześnie analogiczna reakcja, tylko w drugą stronę, wszelkich Antydolarów też nie powinna w tym układzie zaskakiwać…

To tyle ode mnie na dziś

Te białe chmury
płyną rozkołysane
zielenią drzew

 

Saimaro (ze zbioru Naniwa-no shiori, 1692)

Written by songmun

6 czerwca 2017 at 11:47

Napisane w Uncategorized

Tagged with , ,

Risk on w ryzykownym miejscu

147 Komentarzy

Ten tekst jest w zasadzie kontynuacją i aktualizacją poprzednich 2 wpisów.

Znowu na rynkach jest bardzo ciekawie i dlatego, zanim pójdę do armii postanowiłem jeszcze co nieco tu dorzucić.

Zacznijmy od Króla Dolara, bo to on zdaje się będzie nadawać ton w najbliższych dniach i tygodniach.

Poprzednio wrzuciłem 2 wykresy Dollar Index (DXY), przekonany, że sprawa odfajkowana . Nie tak szybko, jak pokazał‚ to w swój ulubiony sposób Pan Rynek. Poniższy wykres przekopiowałem z poprzedniego wpisu:

Wtedy uznałem, że dno DXY z 27 marca z racji ładnego Kairosa do szczytu z 3 stycznia 2017 jest już tym właściwym. Jak widać, nie było, ale… jesteśmy znowu w newralgicznym z punktu widzenia metody Kairos miejscu. Wtedy liczyłem dni kalendarzowe, teraz mamy tu Kairos na dniach handlowych (sesjach):

Moja hipoteza: To jest korekta o kształcie trójkąta bądź klina, co pokazuję na kolejnym, zamieszczonym niżej wykresie DXY. Możliwe, że dno tej korekty było już 25 kwietnia, czyli w 80 sesję, licząc od szczytu z 3 stycznia, jednak najbardziej pasowałoby mi, by to dno zostało przez rynek zrobione 1 maja (84 sesja, a więc jeszcze w granicach przedziału), ewentualnie w dniu, gdy to piszę, czyli 28 kwietnia (83 sesja) [EDIT – w chwili gdy to publikuję już wiem, że dziś nie doszło do uformowania się tego ekstremum] . Rynki często wybierają dni świąteczne o mniejszym ruchu do utworzenia ekstremum, a 1 maja większość banków w Eurozonie będzie zamknięta. Jeśli tak się stanie, to będzie to kopia zachowania pary USD/JPY, która zrobiła dno w 2 dzień Świąt Wielkanocnych. Rysunek tego trójkąta/klina rzucam na tło w postaci średniej 200sesyjnej i dobrze znanych zielonych Wideł‚ Andrewsa, jak dotąd bardzo ładnie prowadzących DXY w górę.

Dolna linia Wideł Andrewsa niemal dokładnie pokrywa się z linią trendu, wspierającą ruch dolara w górę od 2014 roku, tu widoczną na wykresie tygodniowym:

Oczywiście wyraźne przełamanie w dół dolnego ograniczenia trójkąta anuluje cały temat i wszystkie te rozważania, ale uważam to za mało prawdopodobne.

Dodajmy do tego ciekawą obserwację grupy traderskiej Bond Vigilantes, specjalizującej się w rynku obligacji. Wg nich od 2010 roku maj jest miesiącem, przynoszącym stale dodatnią stopę zwrotu z inwestycji w USD. Wg mnie mamy spore szanse na powtórzenie się tej sytuacji:

Jeżeli mam rację, i to, co widzimy na wykresie DXY to trójkąt, to minimalny zasięg ruchu, wyznaczany metodą klasyczną (odłożenie w punkcie wybicia najszerszej części trójkąta) daje okolice 105,50 pkt, z prostych układów Fibonacciego byłaby to okolica 106,50 – 107 punktów.

Dość ciekawą koncepcję sytuacji długoterminowej na DXY jako potencjalnego klina przedstawił Ricardo Dinger. Jego pomysł pokazuję poniżej:

Zasięg ruchu wg jego proporcji Fibonacci’ego to 106,28 pkt.

Czas na metale szlachetne. Ich ruchy bardziej wiążą się z parą USD/JPY, niż EUR/USD czy samym DXY, w którym i tak większość koszyka stanowi Euro. Chyba najlepiej korelację ruchóww pary dolar/jen ze złotem pokazuje poniższy wykres Chrisa Carolana: 

Doskonale widać dużo lepszą korelację złota (tu cena złota odwrócona, jako czerwona linia) z parą USD/JPY (wykres dolny) niż samym DXY (wykres górny).

Przejdźmy do złota. W komentarzach pod poprzednim wpisem przed Wielkanocą umieściłem coś takiego:

Kolejny ciekawy punkt czasowy dla złota to okolice 2go Święta Wielkanocnego. Od grudniowego dna (1123.04) mamy tam 123 dni kalendarzowe (123 – liczba Lucasa, tak przy okazji) + sporo innych Kairosów. Część „przeciąga” temat do 19.04

Trafione, jak się okazało:

Dla wzmocnienia wymowy powyższego squaringu w ramach wibracji Kairos, mamy tu kolejny squaring cenowo czasowy Ganna, tym razem związany z czasem, mierzonym dniami handlowymi:

2.0536 jest bardzo bliskie pierwiastkowi kwadratowemu z 4.236, na tyle bliskie, że trzeba to uznać za squaring ceny i czasu. Słabszy, bo to pierwiastek z pochodnego współczynnika Fibonacciego, a nie sam współczynnik lub liczba całkowita, ale jednak.

Co istotne, marsz złota w górę nie zatrzymał się w przypadkowym technicznie miejscu, tylko niemal na górnej linii tych zielonych Wideł Andrewsa na wykresie tygodniowym:

Andrews uczył, że w tego typu sytuacjach mamy 80% prawdopodobieństwo powrotu ceny do mediany (środkowej linii Wideł), co by oznaczało zejście w rejon dna z grudnia 2016 lub nawet niżej. Takie zejście dość dobrze komponowałoby się z nawrotem USD/JPY do szczytu z grudnia 2016 w rejonie 118.60

Srebro zatrzymało się dokładnie na linii trendu spadkowego, prowadzonej od szczytu z kwietnia 2011 poprzez szczyt z lipca 2016 r i zrobiło na wykresie tygodniowym formację Zasłony Ciemnej Chmury, potwierdzoną kolejną czarną świecą w następnym tygodniu. Tu Niedźwiedzie rządzą już bezdyskusyjnie. W teorii srebro powinno spadać co najmniej do najbliższego dna z grudnia 2016 w okolicy 15,60 USD/oz, ale przy takim tempie spadków jak niedawne i takim prognozowanym zasięgu spadków złota, jak opisane wyżej, trudno spodziewać się, by nie doszło do testu dna z grudnia 2015 na poziomie ~13,80 USD/oz

Wygląda na to, że w najbliższych 2-3 sesjach i srebro i złoto, każde odpowiednio do swego stanu technicznego, będą odbijać w ramach klasycznego zachowania przed zbliżającym się posiedzeniem FED 2-3 maja; po nim spodziewałbym się przyspieszenia spadków metali i silnego wyjścia w górę dolara, zarówno DXY (a więc spadków EUR/USD) jak i USD/JPY.

Malowanie przez rynek trójkąta ostatnimi pociągnięciami pędzla na wykresie DXY, któremu to dziełu poświęciłem początek wpisu pokazuje, ze to posiedzenie zdaje się być bardzo ważne. Jego efektem powinien być ruch USD w górę, prowadzący do wybicia górą z trójkąta, przy równoczesnych korektach na większości instrumentów risk-on, w tym także, jak sądzę, na indeksach akcyjnych.

To nie musi (choć może) oznaczać podniesienia stóp przez FED kolejny raz. Wystarczy, że FED rzuci jakąś jastrzębią sugestię co do przyszłej polityki, co zatrzęsie rynkami. Wygląda na to, że po latach nietrafionych, powiedzenie „Sell in May and go away on holliday” ma w tym roku szansę zadziałać.

Do kiedy te spadki? Nie wiem, choć możliwe, że rynek daje nam w tym zakresie wskazówkę.

Na koniec zostawię tu coś, co znalazłem, używając Kairosów na złocie i indeksie S&P500

Zacznę od SPX (dni kalendarzowe):

A teraz złoto, 2 wykresy, ale oba wskazują na ten sam czasowo obszar, co wykres SPX.

Kairos od szczytu z 17 kwietnia, liczony wg dni kalendarzowych:

i Kairos od dna z grudnia 2016, liczony tym razem w dniach handlowych, w odróżnieniu od podobnego wykresu wyżej, liczonego wtedy w dniach kalendarzowych:

Ta czerwona linia we wszystkich 3 przypadkach wypada w tym samym miejscu: okolicach 8-9 czerwca, czyli na koniec tygodnia, poprzedzającego czerwcowe posiedzenie FED (13-14 czerwca)

Być może to nic takiego, widziałem już sporo zgrupowań podobnych Kairosów, wyglądających na zapowiedź czegoś istotnego, a potem rozlatujących się w drobiazgi, gdy zbliżała się właściwa data, ale może niekoniecznie, może to rzeczywiście COŚ znaczy.

Czy znaczy czy nie, będziemy mieli szansę przekonać się za miesiąc i kilka dni

 

Wioska bez dzwonów-

W wiosenne wieczory

Czego słuchać?

Basho (1644-1695)

Written by songmun

28 kwietnia 2017 at 23:28