NATURA BRAMY

Rynki Ekonomia Gospodarka Świat i czasem Polityka

I Facebook jeszcze raz

leave a comment »

Dziś krótki wpis w perspektywie kilku dni, przekopiowuję to, co napisałem w innym miejscu, bo niby dlaczego nie mam tego wrzucić też tutaj?

IMO FACEBOOK wygląda na interesującą propozycję do zajęcia krótkiej pozycji na dziś (12.04) w perspektywie kilku dni.
Wczorajszy max. na poziomie 168,65 USD łapie ładną wibrację Kairos z historycznym szczytem (69 dni kalendarzowych czyli 68+1), istotnym dołkiem z ostatniej sesji 2016 r (467 dni czyli 68-1) a także z ważnym szczytem z 25.10.2016 na poziomie 133,50 USD (tu akurat wibracja idzie od tamtego ekstremum – 533 dni). W tej metodzie patrzy się na ostatnie 2 cyfry na lewo od przecinka i dwie cyfry na prawo (części dziesiętne). Dla ułatwienia kolorami zaznaczyłem, z czym wibruje wczorajsza cena.

Facebook wibr

Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkich to przekonuje 🙂 więc dodatkowo obok wrzuciłem klasyczny wykres, na którym widać, że wczorajszy długi górny cień to nic innego, jak test poziomu, który 3x był wsparciem dla kursu, a po przełamaniu stał się oporem (czerwona linia) – czyli klasyczna Zasada Zmiany Biegunów:

Facebook AT
Nie oczekuję teraz od FB cudów- sądzę, że wszystko, co w najbliższych dniach tu zobaczymy, to powrót w rejon dna z 26.03 (149,02 USD) i jego przetestowanie, ewentualnie widziałbym lekkie zejście pod ten poziom, do zielonego prostokąta (strefa 145-150USD) ale niekoniecznie. W rejonie 150USD mamy wydłużenie 1,618 X pierwsza fala spadkowa (1-9.02.18), i już to może się okazać wystarczającym wsparciem, które Byki zechcą wykorzystać. Po tym spodziewałbym się wyprowadzenia stamtąd wyraźniejszego, niż tylko do 168 USD kolejnego odbicia, które powinno zbiegnąć się z wyraźniejszym odbiciem całego rynku Nasdaq , ale IMO do końca spadków cen FB droga jeszcze daleka. W dłuższym terminie będziemy tu niżej…

Wietrzyk wiosenny
a grobla taka długa
i dom daleko

Buson (ze zbioru Yahanraku, 1777)

Reklamy

Written by songmun

12 kwietnia 2018 at 12:55

Napisane w Uncategorized

Tagged with , ,

Facebookiem po oczach….

29 Komentarzy

W mojej prawie 9 letniej historii blogowania udało mi się dorobić paru tekstów, z których do dziś jestem dumny, jak i (niestety…) kilku tekstów, które najchętniej bym skasował tak, by nie został po nich żaden ślad.
Nie zdziwię chyba specjalnie nikogo, że do tej drugiej kategorii zaliczam mój ostatni wpis? 🙂
Staram się nie pisać tu o sprawach osobistych, w gruncie rzeczy każdy czytający ma dość swoich życiowych problemów, bym jeszcze obciążał go moimi. Ale muszę wtrącić dwa słowa prywaty, gdyż tylko wtedy okoliczności powstania tak kiepskiego tekstu staną się zrozumiałe i mam nadzieję, że dzięki temu otrzymam od Ciebie, czytelniku pełne rozgrzeszenie.
Ten poprzedni tekst pisałem w stanie niemal skrajnej euforii, której, co ciekawe, wtedy u siebie nie zauważałem. No ale jak tu nie być w euforii, gdy zaledwie dzień wcześniej otrzymałem wyniki szczegółowych badań, wykluczające zmiany nowotworowe, sygnalizowane przez wcześniejsze, mniej dokładne badania?
Oczywiście, że w tym stanie miałem zaburzoną racjonalną ocenę sytuacji rynkowej. Nie powinienem wtedy pisać nic, ale…to się wie zazwyczaj po fakcie. Wtedy wszystko wydawało mi się proste i łatwe, a widzenie spraw jak najbardziej właściwe 🙂 .
Umówmy się tak: ja poprzedniego wpisu nie skasuję, ale Czytelnik będzie go traktować jako skasowany, OK? 🙂

Dobra.Koniec tego wstępu – dygresji. Czas na treść.
Zacznijmy od….(tadam, tadam!!!!) Facebooka. Zaskoczyłem, prawda? 😉
Czytelnicy mam nadzieję jeszcze pamiętają mój wpis o Kairos na przykładzie pewnego dna na akcjach INGBSK?
Jeśli nie, albo po prostu nie znają tematu, tu mogą zapoznać się bądź odświeżyć pamięć, co będzie nam za chwilkę trochę potrzebne:

https://naturabramy.wordpress.com/2016/10/10/studium-oddzialywania-pewnego-dna/

Stosunkowo najczęściej wibracje Kairos pokazują się w różnego typu mniej czy bardziej istotnych ekstremach. Doskonale widać ten typ oddziaływania wibracji w zalinkowanym wyżej tekście. A teraz wykres Facebooka:

Facebook

Proszę zwrócić uwagę na cyfry na prawo od przecinka (kropki – .32) przy historycznym szczycie i zobaczyć, co nastąpiło po 32 sesjach . Mamy tu drugi, stosunkowo najrzadszy typ oddziaływania wibracji Kairos: wybicie. Znacznie częstszy jest inny, również nie dający ekstremów typ oddziaływania: tworzenie czegoś, co Jeff nazywa „balance bar”, często niepozornej świecy czy słupka, bez większego znaczenia dla bieżącego ruchu ceny. Świeca ta okazuje się istotna dopiero podczas korekty, gdyż w jej okolicach budowane jest wsparcie i często (nie zawsze!!!) rejon jej występowania powstrzymuje dalsze spadki ewentualnie wzrosty w trendzie spadkowym. To trzeci typ oddziaływania wibracji Kairos, oprócz formowania ekstremów czy wybicia.

Eee tam! Przecież ten silny ruch w dół z luką to efekt ujawnienia afery z Cambrigde Analytica, a nie jakichś tam wibracji!
Jasne, że Cambridge się przyczynił. Ale od razu mówię jak to działa: gdy czas dojrzał, niemal w sposób niewyjaśnialny, deus ex machina, pojawiają się informacje, na które rynek reaguje zgodnie z tym, co sugeruje Kairos . Nie pierwszy raz to widzę i zapewne nie ostatni. Proszę nie oczekiwać, że wyjaśnię, dlaczego tak jest – sam nie wiem, ale wiem, że tak właśnie jest.
Taki układ wybicia oznacza jedno: to jest poważniejsza korekta FB, a świeca wybicia i luka startowa, którą sesja się zaczęła, jest teraz bardzo silnym oporem, dodatkowo wzmocnionym przez zależności czasowe, który jakiś czas w przyszłości będzie powstrzymywać cenę przed marszem w górę.
Zdaje się, że Facebook na poważniej wypada z łask funduszy hedge – gwałtownie wzrosła ilość pożyczonych akcji FB (w celu ich krótkiej sprzedaży przez instytucje) oraz prowizja, pobierana za tę usługę przez dostarczających te akcje (Quantity of loan% – procent pożyczonych akcji licząc do całości, Borrow fee – prowizja za tę czynność). Wykres z materiałów JP Morgan, opublikowany przez Holgera Zschepitz’a:

Short selling FB cost

Zobaczmy teraz, co stało się na rynku technologicznym Nasdaq. Stare dobre Widły Andrewsa, mają tu dla nas ciekawe informacje. Zacznijmy od dziennego wykresu indeksu Nasdaq Composite:

Nasdaq Comp daily1

teraz zobaczmy to wszystko w powiększeniu:

Nasdaq Comp Daily zoom

na koniec obraz na wykresie miesięcznym:

Nasdaq Comp monthly

Teoria zbudowana wokół Wideł Andrewsa mówi o tej sytuacji 2 rzeczy:

1. Silny trend testuje kilkukrotnie linię Wideł, nim ostatecznie od niej odpadnie. To może nie być ostatni test czerwonej mediany albo różowej górnej linii i we względnie krótkim czasie NDQ trochę poprawi swoje maksimum
2. Wg klasycznej interpretacji, gdy rynek ostatecznie odpadnie od górnej linii Wideł, mamy 80% prawdopodobieństwo powrotu co najmniej do mediany. Na wykresie miesięcznym mediana dziś jest w okolicy 4900 punktów, zapewne nim indeks do niej by zdążył dojść, podniosłaby się do okolic 5100 punktów, czyli poziomu szczytu z 2000 roku.

Moje zdanie?

Przypadek, opisany w punkcie drugim uważam za maksymalny możliwy zasięg, najczarniejszy scenariusz. Nie wykluczony, ale mimo wszystko względnie mało obecnie prawdopodobny. Uwaga Andrewsa o 80% prawdopodobieństwa dotyczy niższych interwałów czasowych (dziennych i intraday). Indeksy w hossie raczej nie wykonują tak głębokich korekt. To już byłaby techniczna bessa, przynajmniej wg standardowych kryteriów. Choć proszę zauważyć, że z falowego punktu widzenia nawet zejście do mediany nie kończyłoby hossy, zaczętej w 2009 roku.

Mam powody, by uważać stwierdzenia z punktu 1 za ważniejsze w tej konkretnej chwili. Te powody można zobaczyć na poniższym 15 minutowym wykresie Nasdaq Composite:

Nasdaq 15 min

Proszę zwrócić uwagę zwłaszcza na strukturę wzrostu w okresie od 9.02 do 13.03. O ile pewnie znalazłby się jakiś falowiec, próbujący dowodzić, że się mylę w oznaczeniach spadków z okresu 26.01 – 9.02.18, bo na siłę, w oderwaniu od następnego ruchu z racji jego pewnej nieczytelności można próbować oznaczać ten spadek jako 5 fal, o tyle ta struktura wzrostowa nie pozostawia wątpliwości: 3 fale zrobiły nowy historyczny szczyt 13.03; tu wzór jest nadzwyczaj czytelny i praktycznie bezdysusyjny.
A jeśli tak, to znacząco ogranicza nam wybór możliwych rozwiązań, które rynek zastosuje, do praktycznie 2 rodzajów figur: korekty rozszerzonej płaskiej (expanded flat)

expanded flat
albo jakiejś wersji rozszerzającego się trójkąta (expanded triangle)

expanding triangle

Z racji dynamiki spadków bardziej pasuje mi korekta płaska, ale struktura spadku na razie jest niezbyt czytelna i nie pozwala na jednoznaczne określenie, z czym mamy do czynienia.
Jedna istotna uwaga: oba rysuneczki sugerują, że po uformowaniu się figur następuje dalszy marsz w górę. Niestety, nie zawsze tak jest. Równie dobrze te figury mogą być początkiem dłuższych, złożonych korekt, w których poszczególnymi elementami są różnego typu struktury prostsze (zygzaki, korekty płaskie, trójkąty itp.).
Bykom pozostaje mieć nadzieję, że tym razem tak nie będzie, a kupowanie przez fundusze FANG, pomimo problemów Facebooka, jeszcze niezupełnie się skończyło. W końcu w I połowie marca fundusze nadal deklarowały FANG + BAT jako bardzo ważny obszar ich zainteresowania:

Long FANG march

I znowu okazało się, że gdy wszyscy chcą przesiąść się na jedną stronę łódki, ta zaraz traci równowagę 🙂

Wszystkim Czytelnikom życzę Wesołych Świąt Wielkiej Nocy!

Prawdziwe posłuszeństwo:
kwiat przemawia cichutko
do własnego ucha

Onitsura (1660-1738)

Written by songmun

26 marca 2018 at 10:16

The Bulls are back in town…

19 Komentarzy

Tytuł zaczerpnięty oczywiście z nieśmiertelnego utworu Thin Lizzy:

Zazwyczaj gdy coś zbyt jednoznacznie napiszę, rynek zaraz musi to skontrować 🙂 Jednak zdaje się, że Byki wróciły do miasta i zrobiły to nawet na zdecydowanie słabszych dotąd europejskich indeksach.
Przykładem nasz WIG20:

WIG20

Cały spadek jak na razie wygląda na korekcyjne zejście do dolnej linii zielonych Wideł i równocześnie test dolnego ramienia czerwonych Wideł (proszę zwrócić uwagę na lokalny szczyt z 15.02, dotykający mediany czerwonych Wideł, jako element wskazujący na respektowanie przez Rynek tego elementu)

WIG20 1to1.jpg

Oczywiście w ostatnim minimum WIG20 z 9.03 wyskakują mi całkiem ładne wibracje Kairos, ale 99% z nich to inwersje, a tych nie będę pokazywać.

Jeśli coś mi się w tym ładnym obrazku W20 nie podoba, to falowy wygląd tego dna na wykresie godzinowym, gdzie cały ruch indeksu, począwszy od 5.03 wygląda jak odwrócona korekta płaska (czerwona elipsa):

 

W20 hourly

W połączeniu z tym, że wibracje Kairos dają kolejny ładny układ na okolice 14-16.03 może to oznaczać jeszcze jedno zejście do okolic minimum z 9.03. Takie minimum mogłoby być np. dotknięciem dolnej linii zielonych Wideł z wykresu na górze wpisu. Możliwe też, że to tylko moje przeczulenie i okaże się przesadą, a we wspomnianym punkcie czasowym dostaniemy jedynie test tego minimum.
Z elliottowskiego punktu widzenia jednak, dopóki nie dostaniemy w obecnym ruchu W20 zamknięcia wyraźnie powyżej strefy 2372-75 (minima z 9 i 22.02) interpretacja zachowania od 5.03 jako korekty płaskiej jest dopuszczalna i sensowna. Gdy patrzę na indeks w tej chwili, widzę, że ma on wyraźny problem z wyjściem ponad tę strefę i zaczął się cofać pod nią głębiej.
Dodam, że wiele ciekawych układów wibracyjnych wystąpiło również w niedawnych dnach indeksów – maruderów (np. DAX czy FTSE100), również i tu sugerując gotowość do pociągnięcia wyżej w ślad za USA.
Jeśli jesteśmy przy USA- nastroje drobnych inwestorów sugerują, że tam rzeczywiście możemy mieć coś większego z Bykami w roli głównej:

AAII

Ostatnie badanie inwestorów indywidualnych AAII pokazuje duży poziom skołowania tychże.
Z kolei statystyki angielskiego brokera CFD, firmy IG Index na dzień 9.03 dają sygnał wyraźnie niedźwiedziego przechyłu posiadaczy kont w tej firmie (dla przypomnienia „US500” to CFD bazujący na indeksie S&P500, zaś „Wall Street” to CFD bazujący na indeksie DJIA):

US500clinets positioning

WallSt positioning

Czasem zaangażowanie klientów IG Index wysyła błędne sygnały (nic nie jest skuteczne w 100%), ale tak wyraźnie niedźwiedzi przechył pojawia się tam rzadko i najczęściej jest byczym sygnałem.

Moje podsumowanie?
Ten tydzień chyba zrobi nam korekcyjne cofnięcia na większości światowych indeksów, z możliwym nowym minimum na WIG20 (choć niekoniecznie, tzw. bearish failure lub tylko test dna z 9.03 jest równie prawdopodobny), a potem Byki powinny kontynuować swe dzieło. Przynajmniej tak mi to teraz wygląda 🙂

Chorując w podróży –
Nad suchym wrzosowiskiem
Wędrują sny.

 

Basho (1644-1695)

 

 

Written by songmun

12 marca 2018 at 11:03

To coś więcej…

5 Komentarzy

Tak ciężko jeszcze mi pisanie nie szło. Ten tekst powstaje już prawie 2 tygodnie. Gdy miałem do niego napęd i wizję, niespodziewane wydarzenia nie pozwalały mi skończyć. Gdy się uspokoiło, siadła wena twórcza. Gdy już w jako takiej postaci wróciła, dorwało mnie dla odmiany choróbsko. Piszę wstając z łóżka 🙂

Postanowiłem skończyć ten wpis na siłę, bo ileż można się tak bawić, a poza tym trochę samodyscypliny się przyda. Ale nie jestem zadowolony z tego, co powstało…. Rzeczy robione z musu nie mają zazwyczaj najwyższego poziomu

Gdy w komentarzach pod poprzednim wpisem wrzuciłem 22.01 tego tweeta Lis Ann Sonders z Charles Schwab:

opatrując go tym komentarzem:

Najbardziej oblężony obecnie pomysł na handel?
Skracanie zmienności czyli short VIX i pochodnych….
To może euforyczne Byki wkrótce mocno zaboleć….”

nie sądziłem, że ten ból spadnie na Byki tak szybko i w takiej skali. Widać, że w styczniu br. pomimo niemal rekordowo niskich poziomów VIX, rzędu 9 pkt, wszyscy wierzyli, że może on zejść jeszcze niżej i to mimo faktu, że w samym styczniu pomimo nadal trwających wzrostów na rynkach akcji, VIX przestał spadać i zaczął delikatnie rosnąć, co pokazałem na poniższym wykresie przerywaną, czerwoną linią (wykres sprzed ponad tygodnia, ale już go nie poprawiam):

VIX daily

Niebieską strzałką zaznaczyłem zeszłoroczne, historyczne minimum VIX z 24.11.2017 r. z minimum intraday na poziomie 8,56 pkt. Proszę zauważyć, ze to minimum powstało w dniu skróconej sesji po Thanksgiving, kiedy zmienność SPX w czasie całej sesji wyniosła 4,2 pkt (wzrost z 2600,21 do 2604,42). Grający w styczniu 2018 na dalsze skracanie zmienności musieli liczyć na to, że takie sesje wzrostowe będą stanowić nową normę, ewentualnie, że SPX wejdzie w stałą hiperbolę z wyłącznie białymi świecami, z korektami nie dłuższymi niż jedna sesja, gdyż inaczej zmienność implikowana SPX, czyli VIX właśnie, nie mogłaby spaść poniżej rekordu z 24.11.17. To dobrze pokazuje, do jakiego absurdu doszli grający w styczniu 2018 na dalszy spadek zmienności. I niech mi ktoś jeszcze spróbuje powiedzieć, że zarządzający to zawodowcy, wiedzą co robią itd. 🙂

Koniec oczywiście klasyczny, jak zawsze, gdy wszyscy przesiądą się na jedną burtę łódki. Chyba najlepiej skalę katastrofy skracających zmienność pokazuje XIV ETF, prowadzony przez Credit Suisse ETF, dla grających na spadek zmienności S&P500 (XIV rośnie, gdy VIX spada, a jego konstrukcja opiera się o procentowe wzrosty XIV/spadki VIX, dzięki czemu np. niespotykany w rzeczywistości, teoretyczny spadek VIX z 2 na 1 pkt, dałby 50% wzrost notowań XIV).

W ciągu jednego, pierwszego pełnego tygodnia lutego br. cena XIV spadła ze 118 USD do 5,1 USD:

XIV weekly.jpg

widać, że XIV znalazł wsparcie dopiero na poziomie minimów z jesieni 2011 roku. Ale prawdziwy rozmiar klęski można zobaczyć dopiero na wykresie dziennym, gdzie między sesją z dnia 5.02 a 6.02 pojawia się gigantyczna luka o rozmiarach prawie 90 USD

XIV daily

Z tego ETFa na zero miały szansę „na zero” wyjść tylko nieliczne jednostki, a z tego, co widzę, chyba został całkowicie wycofany z rynku. Gdzieś mi mignęła informacja, że 20.02.18 był ostatnim dniem handlu tego instrumentu.

Ale styczniowo – lutowe uderzenie nie było związane wyłącznie z zabawami grających na spadek zmienności, choć podejrzewam, że impuls do wyprzedaży wyszedł z tego właśnie środowiska. W sumie ze wszystkich ETF’ów ubyło ponad 31 miliardów USD, najwięcej od 1,5 roku (znowu za Lis Ann Sonders):

rekordowy odpływ

Przy okazji, w ramach dygresji ciekawostka, zdjęcie z jakiejś tegorocznej konferencji nt. ETFów, pokazujące szacowaną wartość wszystkich instrumentów finansowych na świecie:

ETFy i rynki

equities to szeroko pojęte rynki akcji, indeksy akcyjne, (ale zdaje się, że w tym ujęciu również towary)

fixed income – wszelkiego typu instrumenty dłużne

trillions to oczywiście odpowiednik polskich bilionów.

W ramach drugiej dygresji, dla ciekawych, co w lutym 2018 jest najbardziej zatłoczonym pomysłem tradingowym, jeszcze raz od pani Lis Ann S.:

Most crowded trade 02 18

FAANG to oczywiście: Facebook, Apple, Amazon, Netflix i Google, natomiast BAT to chińskie spółki technologiczne: Baidu, Alibaba i Tencent. Relatywna siła Nasdaq 100 na tle innych indeksów w lutym stała się nieco bardziej zrozumiała….

A tu inne odpowiedzi w ankiecie. Dość wysoko jest short USD, ale jeszcze nie tak wyraźnie:

Poll most crowdedPoll most crowded trade

Co ciekawe, jednocześnie duzi spekulanci (głównie fundusze hedge) po raz pierwszy od czerwca 2016 przeszli lekko na pozycję krótką w bilansie (czyli suma długich minus suma krótkich kontraktów na NDX tej grupy):

large specs net short on NDX

Jeśli ktoś jest ciekawy, co robił FED w okresie przełomu styczeń – luty, służę uprzejmie. Najpierw mieliśmy wyraźną sprzedaż w styczniu (-20 miliardów):

FED sells jan 18

by szybko większą część sprzedanych aktywów (+16 miliardów) odkupić w pierwszej połowie lutego, zapewne nie bez wpływu mini paniki rynku akcji:

Duncan FED bought

Moim zdaniem FED na razie nie zmieni planów sprzedaży posiadanych obligacji, nie po to je ogłaszał ponad pół roku temu, ale zmieni sposób działania: sprzedawać będzie mniej, a za to częściej.

Przy okazji przypomnienie tychże planów:

FED QT rozkład jazdy

Jeśli chodzi o Dollar Index DXY, to wygląda tak, jakby dane o inflacji, które ujawniono w połowie lutego pomogły wreszcie zrobić poważniejsze dno. Kwestia, czy zaczęliśmy korektę całości spadków od stycznia 2017, czy tylko korygujemy ruch od jesiennych szczytów na razie otwarta, podobnie jak to, czy da się w spadku wydzielić 5 podfal, o czym pisałem szerzej w poprzednim wpisie. DXY na razie w takim oto kanale:

DXY bottom

Ruch USD będzie wypadkową 2 czynników- umacniającego, w postaci ruchów FED i osłabiającego, czyli deficytu, zarówno fiskalnego, jak i obrotów bieżących (C/A) USA:

US twin deficit CA and fiscal

Dzisiejszy (27.02) szczyt na indeksach w USA wydaje się być czymś trwalszym, niż tylko intraday. Jak dla mnie, od końcówki stycznia w USA trwa korekta płaska. Chyba najlepiej obrazuje to wykres indeksu Nasdaq100, gdzie dzisiejsze maksimum zrobione zostało zaledwie 19 punktów poniżej szczytu z 26 stycznia.

NDX daily.jpg

W tej chwili logicznym byłby ruch do średniej 200 sesyjnej 200SMA, która obecnie jest już mniej więcej na poziomie minimum z 9 lutego i tam próba jakiejś poważniejszej obrony, ustawiona przez Byki.

Osobiście podejrzewam, że czeka nas coś trochę większego, niż tylko to, a rozmiar tego będzie w dużym stopniu zależny od obrazu rysowanego przez pary walut z USD

To tyle tego wymęczonego wpisu.

W mojej chacie nie ma wiosny
Nie ma nic,
Jest wszystko.

Sodo (1641-1716)

Written by songmun

27 lutego 2018 at 22:05

Trzeba by w końcu coś napisać…

97 Komentarzy

Czas byłby najwyższy na coś nowego! Chciałem wrócić do pisania już z początkiem stycznia, ale musiałem poczekać na jakiś pomysł i sensowną wizję tego, co się dzieje na rynkach.

Wreszcie się doczekałem. Będzie trochę o tym i o tamtym, czyli o niczym dobrze i wyczerpująco 🙂 No to startujemy.

Zaczniemy od złota, bo sytuacja na tym metalu ( i metalach w ogóle) zrobiła się nadzwyczaj ciekawa.

Gold spot wkly1

Bardzo ładnie widać, jak zielone Widły Andrewsa prowadziły ruch cen złota od końcówki 2016 roku do końcówki 2017 r (różowe elipsy). Dno z 12 grudnia 2017 jest klasyczną nawrotką do przełamanej linii. Typowa interpretacja mówi, że w sytuacji wyłamania ponad Widły, kierunkiem o najmniejszym oporze ruchu jest ruch w górę. Ale ruch zatrzymał się po raz kolejny na oporze, wyznaczanym przez szczyty z lat 2013 -17, zobrazowane przez czerwoną linię, i zarazem na medianie niebieskich Wideł, co sugerowałoby konieczność cofnięcia dla nabrania sił do kolejnego ataku na czerwoną linię. Jak dotąd wszystko wydaje się jasne i proste. Byki górą, prawda?

Ale Pan Rynek nie byłby sobą, gdyby do jasnej i prostej sytuacji podbramkowej nie wrzucał silnie podkręconej piłki, powodującej zamieszanie i powodującej niejednoznaczność obrazu.

Poniższy squaring to moja obserwacja na bazie jednej z nowych tendencji rynkowych, zauważonych przez Jeffa Greenblatta – procentowe zniesienie w układzie 1:1 z czasem, tu akurat z ilością dni handlowych od ostatniego szczytu. Niejako przy okazji zauważę, że 89 to oczywiście liczba z ciągu Fibonacciego, a 108 (dolarowy zasięg ruchu w górę od 12 grudnia) i 121 (dokładnie 120,99 czyli wielkość spadku od ostatniego szczytu) to liczby, do których Gann przywiązywał wagę:

Gold spot squaring

Taki squaring, jeśli oczywiście nie zostanie szybko połamany przez silny ruch w górę, to bardzo poważna sugestia, że cały ostatni ruch w górę ma jedynie korekcyjną naturę, a jego zadaniem było tylko zamknięcie luki startowej wrześniowych spadków.

Sprawa się robi jeszcze ciekawsza, gdy spojrzymy na poniższy sondaż Bank of America/MerillLynch pokazujący odpowiedzi zarządzających globalnymi funduszami na pytanie: czego najbardziej obawiacie się w najbliższym czasie?

Inflation and bond crash

Jakieś 37% zarządzających w styczniu 2018 dało odpowiedź, że najbardziej obawia się inflacji i towarzyszącego jej pojawieniu się krachu na rynku obligacji. To stąd ten bardzo silny ruch złota w górę na przełomie roku!

Czy mogą mieć rację? Oczywiście, że mogą. To jest tylko rynek. I jeśli ją mają, to złoto wkrótce powinno połamać squaring, pokazany na drugim od góry wykresie i z dużą siłą wyskoczyć ponad czerwoną linię.

Ale nim zaczniesz Drogi Czytelniku w panice szukać możliwości jak najszybszego złożenia zlecenia kupna złota bądź innego metalu szlachetnego, proponuję zwrócić uwagę na ciekawy szczegół na tym wykresie: timing odpowiedzi.

Czego najbardziej zarządzający obawiali się pod koniec 2015 i na początku 2016 roku? Recesji w Chinach. Nie przełamane dotąd dno najważniejszego chińskiego indeksu: SSE Composite? Styczeń/luty 2016….

Czego bali się w lutym 2016? Recesji w USA. Dno, z którego indeksy w USA zaczęły nadal trwający marsz w górę? Luty 2016… Recesja była?

O Brexit nie wspomnę. Kolejne zagrożenie (aż śmieszne) – zwycięstwo Republikanów i zdobycie Białego Domu w wyborach. Przy okazji widać, jakie sympatie polityczne ma obecnie większość zarządzających….

I teraz mamy: inflacja i krach obligacji. Będzie? Na razie to pytanie bez odpowiedzi, choć chyba wyczuwasz Czytelniku co sądzę?

Zerknijmy na kolejny wykres, który chyba coś nam podpowie: rentowność 2 letnich obligacji rządu USA. Od września mamy tu stały, silny i stabilny trend w górę (a więc równocześnie trend spadkowy samej ceny obligacji), który wyprowadził już rentowność dwulatek z poziomu 1,25 do 2,06%.

US2ybond yield

Analogiczny ruch w górę rentowności wystąpił na rządowych 10 latkach, które w tym samym czasie zaliczyły jej wzrost od 2,02 do 2,64% (wykresu nie będzie). Jedynie 30-latki zachowywały się w ostatnich miesiącach spokojnie, a ich rentowność nadal porusza się w trendzie bocznym w przedziale 2,60-2,90%.

Czy więc czasem nie jest tak, że po dłuższym i solidnym spadku cen obligacji (w końcu na 2-latkach mamy ponad 50% spadek ceny w ciągu niecałego pół roku!!) nastroje zarządzających nie są już tak złe, że uważają oni, że nadchodzi krach na obligacjach, a tenże najczęściej towarzyszy gwałtownemu wzrostowi inflacji i stąd te obawy?

Jak się tak temu przyjrzeć, to ankieta BofA okazuje się być bardzo dobrym wskaźnikiem sentymentu rynkowego, co ważniejsze, sentymentu Dużych Pieniędzy. Niestety nie mam bieżącego dostępu do jej rezultatów ( a szkoda!!!), a powyższy wykres pojawił się tu, bo został pokazany szerszej publiczności przez Holgera Zschaepitz’a, dziennikarza ekonomicznego z Die Welt. Czy i kiedy będziemy mieli szansę ponownie skorzystać – nie wiem.

Czy rzeczywiście zarządzający mają podstawy, by oczekiwać teraz wzrostu inflacji? Zakładając, że USD dalej będzie słabł, mieliby je jak najbardziej: w końcu eksporterzy do USA nie będą w stanie bez końca brać na siebie kosztów osłabienia dolara, i zaczną je przerzucać na swoich odbiorców, żądając wyższych cen za swoje towary i usługi. Ale czy na pewno USD będzie dalej słabł?

Zerknijmy na tygodniowy wykres Dollar Index futures, bo tu też jest w styczniu bardzo ciekawie:

DXY wkly

Dollar Index (DXY) dotarł do wsparcia, wyznaczanego przez dołki z sierpnia 2015 i maja 2016 (czerwona linia). Mało tego: w punkcie dzisiejszego minimum (piszę tę część tekstu 19.01.2018) 89,96 pkt mamy sporo wibracji Kairos na poziomie dziennym i tygodniowym.

Oszczędzę litanii i nie będę wymieniać, wskażę tylko jedną, ale za to istotną i przemawiającą do wyobraźni: dziś mamy 381 dzień kalendarzowy licząc od szczytu z 3 stycznia 2017, który wynosił, uwaga: 103.82 pkt! Te 381/382 po zmianie miejsc dziesiętnych całkiem ładnie się rymują, a do tego zdają się mieć coś wspólnego z kwadratem współczynnika Fibonacci’ego (0.382)…

Czyżby dno tego ruchu? Przy dziennym RSI(14) sprzed dwóch dni na poziomie 23.8 pkt, obecnie 26 pkt i tygodniowym na poziomie 31 pkt, jest to całkiem możliwe, ale z odtrąbieniem dna wstrzymałbym się do pojawienia się kolejnych świec, potwierdzających tę hipotezę. Na razie traktuję to jedynie jako dość prawdopodobną hipotezę roboczą.

Przyjmijmy na chwilę, że to jednak jest dno, a jeśli nawet nie, to że jest ono bardzo blisko. Co dalej? Jako człowiek leniwy wolę skorzystać z cudzej pracy i wkleić gotową czyjąś robotę, by skrócić swoją, co niniejszym uczynię.

11-12 lat temu, gdy jeszcze chciałem zostać najlepszym Falowcem świata 🙂 kręciłem się przez chwilę wokół elliottowskiej grupy, nazywającej się wtedy Trading the Charts, kierowanej przez naprawdę niezłego falowca, Dominick’a Mazza.

Niestety w 2008 roku Dominickowi się zmarło, a grupa poszła w rozsypkę. To tam poznałem (a raczej dowidziałem się, że takowy istnieje, bo bliższej znajomości nie zawarłem ani z nim, ani z kolejnymi, niżej wymienionymi; byłem tam bardziej uczącym się obserwatorem niż aktywnym uczestnikiem dyskusji) Petera DeSario, czyli człowieka o pseudonimie FibboSR, którego obrazki czasem tu prezentuję.

Parę lat temu dwaj bliscy współpracownicy Dominicka: Kurt Hulse i Tony Pizutti reaktywowali grupę pod nazwą Trading on the Mark.

Poniżej pozwolę sobie wykorzystać efekty pracy tej trójki, by ułatwić sobie zadanie i nie rysować tego samemu 🙂

Zacznijmy od obrazka FibboSR. Dzieli on spadek DXY od stycznia 2017 r na 5 podfal:

USD Fibbo1

Powyższy wykres nie jest pierwszej świeżości, ma już kilka dni, ale jest nadal w miarę aktualny.

Panowie Hulse i Pizutti (HiP) zgadzają się z FibboSR co do 5 falowego spadku (ja też; stąd i moje poszukiwanie ważnego dna na DXY obecnie). A z tych 5 fal w dół, łącząc je z sytuacją z lat 2015-2016 wyciągają następujący wniosek, przedstawiony na wykresie UUP (ETFa, odwzorowującego ruchy Dollar Index, choć przy innych wartościach cyfrowych):

USD Tradingonthemark

Do niedawna byłem zwolennikiem takiej właśnie wersji rozwoju dalszej sytuacji, o tym dlaczego trochę zmieniłem zdanie i na jakie, za chwilę.

Zgodnie z zasadą dobrego Falowca: przedstaw 2 niekompatybilne koncepcje, zawsze łatwiej trafić w taki sposób, niż pokazując tylko jedną 🙂 panowie HiP pokazują następującą wersję alternatywną:

Alternative USD Tradingonthe mark us-dollar-currency-elliott-wave

W tej wersji panowie HiP uznają możliwość, że w styczniu 2017 mieliśmy bardzo istotny, wieloletni szczyt DXY z perspektywą długiego spadania i słabnięcia po zakończeniu fali [ii] gdzieś w 2020, choć mają problem z tym, że ten wariant wymagałby, aby ostatni ruch w górę przed tym szczytem był 5-falową strukturą.

Peter DeSario nawet coś takiego nieco wcześniej próbował wykombinować, ale jak dla mnie mało przekonywające jest to, co wymyślił dla obszaru na lewo od szczytu z początku 2017 roku:

USD FibboSR 5 wave up

Nim wyłożę mój ogląd sprawy, jeszcze kilka dodatkowych wykresów. Pierwszy, pokazujący że antydolarowy sentyment jest już na (zbyt?) wysokim poziomie, co jest typowe dla okolic ekstremów. Liczba otwartych długich pozycji (na wzrost EUR) dużych spekulantów na kontraktach futures na EUR/USD osiągnęła rekord wszechczasów:

EURUSD bigspecs long

Lustrzanym odbiciem jest tu sytuacja na Dollar Index futures – podmioty komercyjne otworzyły rekordową od 42 miesięcy ilość długich pozycji na DXY (robią to zazwyczaj jako zabezpieczenie posiadanych pozycji przeciwnych bezpośrednio w walucie), a sentyment wobec dolara jest na najniższym od 42 miesięcy poziomie (mam nadzieję, że ten wykres od Petera Brandta będzie widoczny, trochę go powiększyłem i wyostrzyłem, ale nadal nie jestem zadowolony z efektu):

USD 42 month sentim PBrandt

Kolejny wykres to będzie trochę dygresja, choć nie do końca.

Od grudnia 2015 roku mamy wręcz podręcznikową grę funduszy „w reflację”. Dlaczego akurat od tamtego momentu? Bo w połowie grudnia 2015 FED po raz pierwszy podniósł stopę procentową. Wbrew temu, co większość z nas sądzi, zasadnicze, główne strategie większości funduszy są bardzo proste, komplikacje pojawiają się dopiero na poziomie szczegółów.

Fundusze działające na bazie makroekonomii (a takich jest sporo) mają piętę achillesową w postaci timingu. Stosują więc prostą strategię: po co zastanawiać się, jak blisko są zagrożenia inflacyjne, wystarczy, że FED je widzi, i mniejsza z tym, czy FED ma rację. Nawet jeśli chwilowo nie ma, to i tak inflacja kiedyś musi się pojawić, a najważniejsze, to wskoczyć do odjeżdżającego pociągu wtedy, gdy jeszcze ma on niewielką prędkość.

Gdy więc FED podnosi stopę pierwszy raz, traktują to jako sygnał kupna surowców. Jeśli sygnał się potwierdzi i ceny surowców zaczynają rosnąć (choćby tylko w wyniku działań podmiotów finansowych, a nie rzeczywistego popytu ze strony przemysłu), fundusze zaczynają sprzedawać obligacje – ten ruch na skalę globalną pojawił się latem 2016 roku i trwa praktycznie do dziś.

Jeśli chodzi o rynek akcji (w USA) to pierwsza podwyżka stóp jest traktowana przez fundusze jako sygnał kupna akcji, przede wszystkim tych, zachowujących się dobrze w czasie inflacji (np. spółek surowcowych), a ostatnia jako generalny sygnał sprzedaży. To drugi wykres Bank of America, z tych udostępnionych przez Holgera Zschaepitza, który tu zamieszczę:

Buy the1st sell last rate hike

Dość dobrze zgadzałoby się z ostatnim dużym dnem w USA, z lutego 2016, prawda?

Skoro już mamy niemal komplet wykresów, mogę przejść do tego, jak to wszystko widzę:

Tak, jak napisałem wyżej: od końca 2015 roku jesteśmy w trakcie „gry w inflację”, co jest typowe dla późniejszej fazy części wzrostowej cyklu gospodarczego. Ta inflacja na razie jest bardziej oczekiwana, niż rzeczywista, przynajmniej na poziomie globalnych cen konsumenckich. Wiem, wiem, ceny masła itd. ale to są chwilowe wyskoki. Mam tu na myśli równoczesny, wyraźny wzrost inflacji w różnych segmentach rynku, obserwowany zarówno w cenach producentów (PPI) jak i konsumentów (CPI). „Wszyscy” już zajęli pozycje, wyprzedzając to prawdziwe pojawienie się inflacji. Trend ten wspomagany przez ponad roczne osłabianie się USD wydaje się być zaawansowany i oblegany przez tłum. Historyczne rekordy ilości otwartych przez dużych spekulantów długich pozycji oprócz EUR/USD występują także na miedzi i na ropie naftowej WTI. Inflacyjne walory w wielu przypadkach są mocno wykupione, a te, cierpiące w czasie inflacji (np. obligacje) dość mocno wyprzedane. Dolar silnie wyprzedany, z potencjałem na uformowanie się dna w minionym tygodniu.

To jest dziś. A co będzie?

Prawie na pewno jesteśmy blisko znaczącego odbicia na USD, możliwe, że dno było w ten piątek, 19.01. Jak znaczącego?

Właściwie to pytanie jest inną formą pytania o to, czy bieżący cykl gospodarczy, zaczęty w 2009 r. będzie mieć typowy, czy nietypowy przebieg.

Gdyby USD miał się zachować tak, jak na wykresie głównej wersji duetu Hulse/Pizutti, czyli wyjść ponad swój szczyt ze stycznia 2017 na poziomie 103.82, równolegle musiałoby dojść do powrotu cen wielu surowców do minimum z grudnia 2015, a w wielu przypadkach pewnie i głębiej.

Musiałoby to również oznaczać powrót WIG20, jako silnie odwrotnie skorelowanego z USD do poziomu Brexitowego dna, a być może i niżej, czemu, z racji potężnego squaringu na WIG20, znalezionego przez Someday, a pokazywanego tu już prawie 2 lata temu

WIG20 squaring

jestem stanowczo przeciwny.

Opisany wyżej przebieg sytuacji oznaczałby, że mamy do czynienia z bardzo nietypowym cyklem gospodarczym, w którym wszyscy, włącznie z FED pomylili się co do możliwości powstania inflacji i zaczęli ją antycypować co najmniej 5 lat za wcześnie. Tak duże cofnięcie się cen surowców, wymuszone silnym wzrostem USD, momentalnie unieważniło by bowiem całkowicie pomysł na globalną inflację. Warunkiem koniecznym, ale nie wystarczającym dla pojawienia się inflacji, o której mówię, jest bowiem słabnięcie USD.

Owszem, mogę nawet zracjonalizować sobie takie rozwiązanie (świat jest już tak mocno zadłużony, że pojawienie się inflacji nawet w późnej fazie cyklu gospodarczego jest bardzo, bardzo trudne), ale nietrudno zauważyć, że byłoby to wypowiedzenie w inny sposób czterech najkosztowniejszych w życiu inwestora słów: Tym Razem Jest Inaczej.

To dlatego tak wyraźnie zmieniłem zdanie co do średnioterminowych perspektyw USD.

O wiele bezpieczniej jest założyć, że Księga Koheleta znów okaże się prorocza, a pochodzące z niej słowa „Nic nowego pod Słońcem”, jak zwykle się potwierdzą. Jeśli jednak się pomylę, to będę w doborowym towarzystwie. 🙂

Przyjmując, że będzie jak zwykle, muszę uznać, że choć fundusze wyprzedziły pojawienie się inflacji (zawsze tak robią) i zapakowały się już praktycznie „pod korek” to o ile w krótszym terminie rynek chce skorygować ich ekscesy, to w dłuższym mają rację: inflacja w końcu się pojawi sygnalizując tym samym bliski koniec wzrostowej części cyklu gospodarczego, zaczętego w 2009 roku. W takim układzie o wiele sensowniejszą prognozą zachowania USD w najbliższym czasie staje się wariant rezerwowy panów Hulse/Pizutti czyli umocnienie USD powinno być jedynie korektą spadków, zaczętych na początku stycznia 2017

Ale i tu się z nimi w wielu rzeczach nie zgadzam.

Po pierwsze: jaka fala druga ([ii] wg ich oznaczeń)? Ten scenariusz ma w siebie wpisane duże osłabienie dolara w bardzo długim terminie (rzędu 5 – 10 lat) zaczętego w ubiegłym roku. A dlaczego nie może być tak, że wzrost USD z lat 2011-17 ma charakter trójek, (a nie piątek, jak twierdzą Hulse i Pizutti) i spadek, zaczęty w 2017 również? Dlaczego te 5 fal, które by się teraz kończyły, nie może być częścią większego, 3-falowego zygzaka?

Po drugie: prawie 2-letnia korekta, kończąca się gdzieś w 2020 roku dla nieco ponad rocznego ruchu? To dość rzadkie. O wiele sensowniej przyjąć, że korekta czegoś, co trwało 12 miesięcy, będzie od tego czegoś krótsza. 5 do 8 miesięcy korekty, wzmacniającej USD brzmi całkiem sensownie. A ponieważ zakładam zygzak, złożony z dwu układów pięciofalowych, przedzielonych korekcyjną trójką, to maksymalne zniesienie tej korekcyjnej trójki, która właśnie zaczynałaby się nam rozwijać, nie powinno przekroczyć 62% wcześniejszego spadku, tj, okolic 98.60 na Dollar Index. Dla EUR/USD, które stanowiącego prawie 58% składu koszyka powinno to oznaczać, że maksymalny zasięg nadchodzącej korekty nie powinien przekroczyć okolic 1,10 – 1,11. Mógłby być trochę większy, jeśli pozostałe waluty koszyka „zamortyzowałyby” spadek EUR równocześnie rosnąc.

– Rozwodzisz się tak nad kwestią umocnienia się USD; jasne, że to istotne dla Forex’owców i tych, co walczą na surowcach, ale co to ma za znaczenie np. dla handlujących na GPW?

Jeden obrazek wart jest 1000 słów, proponuję więc zerknąć na wykres, porównujący indeks WIG20 z (odwróconym, żeby było łatwiej to zobaczyć) Dollar Index.

WIG20vsDXY

Korelacja, choć nie ścisła, jest duża i łatwo zauważalna. Jeśli więc nadchodzi kilkumiesięczne, korekcyjne umocnienie się USD, co czeka w tym czasie indeks WIG20? Pytanie oczywiście retoryczne. WIG20 należy się korekta do strefy powiedzmy 2000-2150 pkt, która powinna zbiec się w czasie z prognozowanym umacnianiem się USD.

Powiem więcej: także amerykańskim indeksom umacniający się USD powinien zaszkodzić i zmusić je do jakiegoś korekcyjnego ruchu bocznego. Miesięczny RSI(14) dla indeksu Dow Jones Industrial Average jest obecnie najwyżej od……1908 roku (sic!) a dla indeksu S&P500 najwyżej w całej jego historii. Ekstremalne wykupienie prosi się o poważniejszą korektę:

DJIA overbought from 1908

Taka korekta na rynkach akcji powinna pomóc mocno osłabionym obligacjom, do których powinny przenosić się pieniądze, wyciągane na parę miesięcy z rynku akcji, by zostać tam na chwilę zaparkowane. A dlaczego tylko korekta na rynkach akcji, a nie koniec hossy? A choćby dlatego, że nie mamy jeszcze żadnych dywergencji na oscylatorach. Te dopiero mogą pojawić się w przyszłości, gdy następna fala wzrostowa wykaże się mniejszym, od obecnej dynamizmem ruchu.

To tyle ode mnie na dziś. Mam nadzieję, że nie zanudziłem 🙂

Śnieg w nocy,
Kogut sąsiada
Pieje o milę stąd.

 

Shiko (1665-1751)

Written by songmun

21 stycznia 2018 at 17:34

Komunikat

370 Komentarzy

Z przykrością muszę poinformować, że jestem zmuszony zawiesić pisanie bloga mniej więcej do końca 2017 roku.
Podpisałem umowę na wykonanie ważnego i dużego opracowania w terminie do Świąt Bożego Narodzenia i nie będę w stanie w tym okresie tworzyć wpisów.
Termin sporządzenia opracowania jest bardzo krótki w stosunku do ilości czasu, potrzebnej do jego finalizacji, więc z wielu rzeczy muszę chwilowo zrezygnować. Jedną z nich jest pisanie tego bloga.

Niejako na pocieszenie chciałbym zostawić tu to, co uważam ostatnio za najważniejsze. To sytuacja USD.
Pierwszy wykres, to aktualizacja do stanu dzisiejszego dobrze znanego stałym czytelnikom miesięcznego wykresu Dollar Index Futures (DXY) sprzed paru lat.
Cały niedawny trend na osłabienie USD robi wrażenie kolejnej nawrotki i testu od góry przebitej na przełomie 2014 i 2015 roku czerwonej linii trendu spadkowego.

DXY monthly

Wykres drugi to zrzut ekranu, pochodzący z krótkiego filmiku EWI odnośnie DXY, obrazujący na tle trendu spadkowego tego instrumentu (niebieska linia), zachowanie dużych spekulantów (głównie funduszy) i stosunek netto pozycji krótkich (biała linia). Zwracają uwagę 2 miejsca, zaznaczone szarymi kwadratami:
– na szczycie, gdzie zmiana trendu na spadkowy była początkowo przez dużych spekulantów mocno kupowana w nadziei na kontynuację wzrostów
– i przy dnie, gdzie obecny rajd USD jest przez nich intensywnie skracany, a ilość netto krótkich pozycji jest obecnie największa od 2013 roku. „Deja Vu all over again” – jak mawiał Yogi Berra

USD net shorts

Z tego musi być duży, co najmniej kilkumiesięczny ruch, umacniający USD, nie ma siły, choć akurat w tej chwili spodziewam się krótkoterminowej nawrotki i testu dna (czyli fali 2/B, mówiąc językiem Elliotta), po której USD wykona zasadniczą, najsilniejszą część ruchu w górę.
A jeśli tak, to proszę się zastanowić, co czeka wszystkie antydolary, w rodzaju złota czy srebra….

Także nasz WIG20, którego zachowanie w ostatnich kilku latach bardzo ładnie korelowało odwrotnie do zachowania USD, powinien oddać przynajmniej znaczącą część swojego wzrostu, liczonego od Brexit’owego dna.
Nie sądzę również, by najważniejsze indeksy akcyjne w krajach rozwiniętych długo były w stanie się opierać temu trendowi na dolarze.
Wiele z nich wygląda, jakby brakowało im jedynie końcowych akordów w utworze, którego grę zaczęto w lutym 2016, ewentualnie, jak w Polsce, dopiero po Brexit. Także i tu wzrosty w dużej mierze zawdzięczamy osłabieniu USD, więc jego umocnienie będzie jak hamulec dla trendu wzrostowego i jedynie kwestią indywidualną pozostaje, jak blisko na poszczególnych indeksach do „zatrzymania pojazdu” w jego wyniku.

To tyle ode mnie. Pozdrawiam i do Nowego Roku!

Czemuż ta jesień
jest jakby ptak sędziwy
daleko w chmurach

Basho (z dziennika Oinikki, 1694)

Written by songmun

6 października 2017 at 11:23

Napisane w Uncategorized

Tagged with ,

Sumy po cichu wypływają na powierzchnię

137 Komentarzy

Dzisiejszy wpis będzie trochę nietypowy, ale kto powiedział, że zawsze muszę pisać standardowo? Na wstępie wyjaśnienie: oczywiście nie jest to wpis wędkarski 🙂

Język polski sformułowanie: balance sheet reduction tłumaczy (przynajmniej w komunikatach prasowych) jako „redukcja sum bilansowych”. Niezbyt mi to tłumaczenie odpowiada, ale jako nie fachowiec ani w księgowości, ani w języku angielskim, nie będę się upierać. Niech tak zostanie.
Mowa oczywiście o zmniejszeniu ilości aktywów, znajdujących się w bilansie FED, które co niektórzy nazwali już AntiQE bądź QT (Quantitative Tightening – ilościowe ściśnięcie zamiast dotychczasowego poluzowania).
FED chce względnie szybko uruchomić ten program, przynajmniej tak wynikało z dotychczasowych zapowiedzi, choć wg ostatnich minutes decyzja ws. ogłoszenia kalendarza startu programu została odłożona na przyszłość, prawdopodobnie jeszcze nie na posiedzenie wrześniowe (19-20).
Początkową fazą programu ma być zatrzymanie reinwestowania odsetek, które miałoby potem przejść w jego zasadniczą część, którą kolokwialnie można określić tak: Wy (banki) dajecie nam (FEDowi) dolary, a my w zamian przekazujemy Wam otrzymane niegdyś od Was aktywa, głównie różnego typu obligacje.
W skrajnym przypadku mowa jest nawet o sprzedaży aktywów na łączną sumę ok. 1 biliona USD w przeciągu lat 2018-19 (taką wielkość podaje Richard Duncan). Oczywiście rzeczywista wielkość sprzedaży i jej tempo będzie zapewne obwarowane zwyczajowym uzależnieniem od bieżących danych makroekonomicznych i zapewne nie będzie tak duża, jak skrajna wartość wg Duncana.
Nie miejmy jednak złudzeń: tak, jak program QE nazwano kilka lat temu monetarną bazooką, tak i jego odwrotność, czyli QT należy traktować podobnie: to potężny instrument polityki monetarnej,dużo silniejszy od „zwykłych” podwyżek stóp.
Aby zrozumieć potencjalną skalę problemu, trzeba odwołać się do równania Fishera, podstawowego równania, łączącego podaż pieniądza z inflacją i wzrostem gospodarczym. Nie będę się tu zagłębiać w teorie ekonomiczne, bo nie o to w tym wpisie chodzi. To ma być proste i zrozumiałe dla nieekonomisty, który ma z tego wpisu wynieść jakąś korzyść. Z tego też powodu pozostaniemy na ogólnym poziomie wyrażeń algebraicznych, nie wchodząc w szczegóły parametrów.

Równanie Fishera wygląda tak

M x V = P x Q

M- podaż pieniądza
V – prędkość obiegu pieniądza w gospodarce
P – poziom cen (rozumiany przez ekonomistów najczęściej jako CPI czyli indeks cen konsumenckich)
Q – wzrost gospodarczy (sprowadzany przez ekonomistów najczęściej do PKB)

Moją krytykę typowego podejścia ekonomistów do równania Fishera (np. stosowania CPI jako miernika inflacji czy kwestii prawidłowości liczenia inflacji metodą hedonic pricing) zostawię na jakiś inny wpis.
Zauważmy, że FED może w tym równaniu sterować tylko jednym parametrem: podażą pieniądza M, nie mając zupełnie wpływu na to, na którą ze zmiennych po prawej stronie równania podaż ta będzie oddziaływać i w jakim stopniu. Z doświadczeń historycznych wiemy, że zarówno P jak i Q rosną równocześnie wraz ze wzrostem M, ale dla każdego cyklu gospodarczego stopień wzrostu obu tych parametrów jest inny: raz wzrost podaży pieniądza silniej oddziałuje na inflację, innym razem na wzrost gospodarczy.

Największym problemem w tym równaniu jest V. Nie mamy żadnego sposobu bieżącego określenia wielkości tego parametru, możemy go jedynie liczyć wstecz, przekształcając względem V równanie. Wykres takiej obliczonej wstecz prędkości obiegu pieniądza V, policzonej dla agregatu pieniężnego M2 zamieszczam poniżej:

Money velocityM2

Wykres pochodzi ze strony oddziału FED w St. Louis

https://fred.stlouisfed.org/series/M2V

Nietrudno zauważyć, że od ustanowienia szczytu w 1997 roku V prawie nieustannie spada, a w roku 2011 spadek ten „przełamał wsparcie” wyznaczane przez minima z lat 60-tych i 70-tych.
Od razu odpowiadam potencjalnym krytykom: podstawienie do równania Fischera w celu obliczenia V zamiast oficjalnego amerykańskiego CPI, uwzględniającego stosowaną obecnie metodę hedonic pricing (jak robi to St. Louis FED, uzyskując powyższy rezultat), CPI mierzonego przez różne ośrodki „shadowstats”, wg zarzuconych już wcześniejszych metodologii obliczania inflacji, da bardzo podobny wynik. Jakiej metody obliczania inflacji w USA byśmy nie używali, spadek prędkości obiegu pieniądza w gospodarce jest faktem.

Spotkałem kilka teorii, próbujących wyjaśnić przyczynę tego spadku m.in. taką (dla mnie wątpliwą), że innowacyjność sektora finansowego miałaby osiągnąć swe apogeum około 1997 r. i potem systematycznie spadać.
Do mnie najbardziej przemawia wyjaśnienie, oferowane przez Lacy Hunt’a, byłego głównego ekonomistę banków HSBC i Fidelity (ale i Dallas FED).
Hunt twierdzi, że obserwowany od 20 lat spadek szybkości obiegu pieniądza jest wynikiem znacznego wzrostu stosunku zadłużenia nieproduktywnego do zadłużenia ogółem, połączonego ze stałym, dużym wzrostem poziomu zadłużenia ogółem.
Tu trzeba wyjaśnić pojęcia zadłużenia produktywnego i nieproduktywnego. Najprościej będzie zrobić to na przykładach:

1. Jeśli producent bierze kredyt na zakup nowej maszyny, oprocentowany na 10% rocznie, a nowa maszyna zwiększa jego dochód o 11% rocznie, to mamy do czynienia z długiem w 100% produktywnym. Jego kredyt „sam się spłaca” w całości i teoretycznie mógłby zaciągnąć go w dowolnej wysokości, gdyż zupełnie nie oddziałuje on na jego standing finansowy.

2. Idealnym przykładem długu w 100% nieproduktywnego jest skup własnych akcji przez firmę, realizowany całkowicie za pożyczone środki. Nie poprawia to w firmie absolutnie niczego, za to pogarsza jej poziom zadłużenia.

Sugestia Hunta ma olbrzymią zaletę: bardzo dobrze tłumaczy znany również z przeszłości fakt spadku inflacji wraz ze wzrostem zadłużenia, prowadzący w końcu do deflacji, jako zjawiska kończącego cykl kredytowy i stowarzyszonego z nią generalnego spowolnienia gospodarki, przybierającego w przypadkach ekstremalnych postać depresji.

Wracając do samego V – to właśnie jego stały spadek jest przyczyną tego, że pomimo wielkiej akcji dodruku, organizowanej przez FED od 2009 r. inflacja CPI zachowywała się bardzo spokojnie i nie doszło do jej radykalnego wzrostu (wyjątek: wzrost cen akcji i obligacji, ale one nie wchodzą w CPI). Najwyraźniej FEDowi mniej więcej udała się sztuka zrównoważenia tempa spadku V odpowiednio dobranymi iniekcjami monetarnymi.

Jeśli teraz po tych rozważaniach wrócimy do równania Fishera, nie trzeba być matematycznym geniuszem, by zauważyć, że zmniejszając podaż pieniądza w sytuacji spadającego V musimy jako wynik końcowy uzyskać spadek poziomu cen P wraz ze spadkiem Q (PKB), kwestią otwartą pozostaje jedynie, która ze zmiennych zareaguje mocniej na negatywny impuls monetarny i jak głęboka będzie reakcja prawej strony równania na zmniejszenie M po lewej stronie.
OK. Jeśli my wiemy, jak obniżanie M oddziałuje na prawą stronę równania, to dlaczego FED, który z pewnością także to wie, w ogóle chce QT robić?
Odpowiedź jest prosta: bo spodziewa się przyspieszenia inflacji w najbliższym czasie (a więc i pośrednio i jakiegoś wzrostu V). Na jakiej podstawie?
Bazując na (unowocześnionych) ideach Albana Philipsa. Philips badał zależność między poziomem bezrobocia a inflacją. Intuicyjnie wyczuwamy, że wzrost zatrudnienia powyżej pewnego poziomu prowadzi do nacisku na płace (skoro na rynku jest mało nowych kandydatów na pracowników, to zatrudnieni, nie czując na plecach oddechu konkurencji, zaczynają wymuszać podwyżki płac, co prowadzi w konsekwencji do wzrostu inflacji CPI)
Philips ubrał tę intuicję w zgrabny obrazek, który wypożyczyłem z NBP:

Krzywa philipsa

Dodatkowym elementem, wprowadzonym na oryginalnym wykresie jest pochodząca z prac Miltona Friedmana pionowa prosta, opisana jako „NAIRU” (non-accelarating-inflation rate of unemployment) czyli prosta, obrazująca tę naszą, wspomnianą wyżej intuicyjną graniczną wartość poziomu bezrobocia, powyżej której pojawia się nacisk na płace.
FED na podstawie swojego modelu ekonomicznego po prostu uważa, że przy obecnej stopie bezrobocia, wynoszącej oficjalnie 4,3%, USA są blisko osiągnięcia NAIRU.
Proste, piękne i logiczne, prawda? No cóż, to nie pierwsza w dziejach ekonomii ładnie wyglądająca teoria, która po porównaniu jej z rzeczywistością okazuje się mieć co najmniej spore braki, jeśli nie wręcz być błędną.
Oto jak naprawdę wygląda krzywa Philipsa w okresie 1978 – 2017 (wykres pochodzi od Davida Andolfatto, badacza z St.Louis FED). Wykres jest porównaniem stopy bezrobocia do ulubionego przez FED miernika inflacji PCE (Personal Consumption Expenditures, indeks cen wydatków konsumpcyjnych):

Krzywa Philipsa real

Jeśli na pierwszy rzut oka skojarzyło się Wam to z poniższym obrazkiem, to nie jesteście jedynymi 🙂

makaron

Oczywiście musimy pamiętać, że na powyższym wykresie rzeczywistej krzywej Philipsa mamy skomasowane kilka pełnych cykli gospodarczych, z ich fazami wzrostowymi (niebieskimi) i spadkowymi (czerwonymi). Ale konia z rzędem temu, kto na podstawie historycznych przebiegów krzywej (a tak robią wszyscy „modelarze”), spróbuje mi sensownie powiedzieć jaki jest dziś poziom NAIRU dla USA…. Niech używa czego chce, sieci neuronowych, logiki rozmytej itp. Wątpię, by uzyskał sensowny wynik.

Cóż, po prostu okazuje się po raz kolejny, że zjawiska ekonomiczne, takie jak np. inflacja, nie są funkcją jednej zmiennej (np. bezrobocia) , jak pragnęliby tego budujący eleganckie modele typowi akademiccy ekonomiści.
Najwyraźniej zależą one od co najmniej kilku zmiennych, zapewne tylko po części niezależnych od siebie, a podejrzewam, że jakby się zagłębić w prawdziwe badania tematu, okazałoby się że zależności między tymi zmiennymi mają co najmniej częściowo charakter nieliniowych zjawisk dynamicznych, zwanych potocznie chaosem (deterministycznym lub nie), co od razu stawiałoby pod sporym znakiem zapytania możliwość ich prognozowania w zakresie, oczekiwanym przez monetarnych decydentów.
Nawet jeśli krzywa Philipsa byłaby dużo lepszym modelem zależności inflacji, niż jest w rzeczywistości, pojawiają się co najmniej dwa problemy, nie uwzględniane przez większość „modelarzy”.

Pierwszy problem: dochód realny.
Poniższy wykres przedstawia porównanie mediany dochodu rocznego w zależności od poziomu wykształcenia w latach 2005 i 2015.

Dochód a wykształcenie

Oczywiście brak zaskoczenia w tym, że roczny dochód rośnie w zależności od posiadanego wykształcenia. Ale tu chodzi o coś innego: we wszystkich grupach społecznych, wydzielonych ze względu na ich wykształcenie (od braku jakiegokolwiek dyplomu po dyplom uniwersytecki) w ciągu 10 lat między 2005 a 2015 nastąpił spadek mediany nominalnego dochodu rocznego, a co za tym idzie, jeszcze większy spadek realnego dochodu. Ludzie, którzy wcześniej zarabiali więcej, a potem zarabiają mniej, zmieniają swe wzorce zachowań konsumenckich na bardziej konserwatywne i mniej ryzykanckie. Czy nasi modelarze to uwzględnili i czy w ogóle ten czynnik daje się wprowadzić do modelu bezrobocie/inflacja? Wątpię. A przecież z pewnością jest istotny…

Drugi problem: jakość nowych miejsc pracy.
Nie jest żadną tajemnicą, że w każdym ożywieniu w USA najwięcej nowych miejsc pracy pojawia się w najniżej płatnych segmentach gospodarki, np. w usługach, związanych z żywieniem i przemysłem spożywczym (typowo: kelnerzy i barmani). W każdym kolejnym ożywieniu w USA zjawisko się nasila, rośnie ilość najgorzej płatnych miejsc pracy w stosunku do nowych miejsc pracy ogółem. Czy modelarze to uwzględnili?

Wróćmy do sprawy samego QT i spróbujmy odpowiedzieć na pytanie o jego skutki dla rynków.
To akurat wydaje się względnie łatwe.
Ściągając USD z rynku FED spowoduje drożenie tej waluty w relacji do innych walut, co niemal natychmiast zostanie zauważone przez wszelkiego rodzaju „antydolary” takie jak np. złoto czy srebro. Równie szybko zareagują fundusze hedge, bazujące w swych spekulacjach na pożyczonym USD (a więc znaczący ich procent) i w przewidywaniu tego ssania USD zaczną sprzedawać wszystko, co uprzednio za te pożyczone USD kupowały.
Jak na razie rynek zachowuje się dokładnie odwrotnie – antydolary drożeją i są w co najmniej średnioterminowych trendach wzrostowych, z czego wniosek, że QT nie jest uważane za realne zagrożenie już obecnie i sądząc z zachowania np. srebra , które w piątek 7 lipca ’17, po równo 261 sesjach spadków (pochodna 2.618) od szczytu z 4 lipca 2016 zrobiło ważne dno w formie flashcrash i jest dopiero w pierwszej, większej korekcie pierwszego ruchu od tego dna, mamy jeszcze co najmniej kilka – kilkanaście miesięcy, nim zagrożenie to stanie się naprawdę realne.

Mam tu zresztą swoją hipotezę: FED jeszcze nie uruchomi na poważnie QT, a już dolar i antydolary zareagują, antycypując ten proces. Nie po to GoldmanSachsy i MorganStanley’e zatrudniają tabuny byłych pracowników różnych biur i agend FED, by nie móc nieoficjalnymi kanałami odpowiednio wcześnie uzyskać informacji o poważnej zmianie nastawienia wśród gubernatorów. I jeśli nawet sami gubernatorzy będą odporni na „prośby” o informacje, to zawsze znajdzie się jakiś pracownik, np. redagujący ważny tekst, który dołoży wszelkich starań by tę informację przekazać temu, kto dobrze zapłaci. Tego nie sposób uniknąć w wielkich instytucjach, zatrudniających tysiące pracowników.
Jednego jestem niemal pewien – poważne uruchomienie QT, wykraczające poza fazę braku reinwestycji odsetek i będące już właściwym ściąganiem USD z rynku w dużych ilościach, zabije Byka na wszystkich rynkach z wyjątkiem samego USD i będących jego niemal 100% odpowiednikami, krótkoterminowych papierach rządu USA w rodzaju 3 miesięcznych T-bills, służących powszechnie do parkowania USD na krótki czasu.
Z pewnym, chyba dość dobrym przybliżeniem możemy więc przyjąć, że hossa na różnych rynkach będzie trwać tak długo, jak długo obecny trend osłabienia USD będzie się kontynuować lub w ostateczności zamieni się w jakiś ruch boczny.

Wracając na koniec do bezrobocia, inflacji i Krzywej Philipsa: a może jest zupełnie inaczej, niż to twierdzą mainstreamowi ekonomiści? Może to wzrost inflacji jest pierwotną przyczyną wzrostu bezrobocia i odwrotnie, jej spadek pociąga za sobą z pewnym opóźnieniem spadek stopy bezrobocia?
Poniższy wykres Tom’a McClellana przedstawia „momentum” inflacji CPI, liczone w postaci wskaźnika zmian RoC, przesunięte o 2 lata do przodu (niebieska linia) na tle procentowej stopy bezrobocia, liczonej przez BLS:

Mclelan inflation

Nie podejmuję się wydawać wyroku w tej sprawie i przesądzać o racji bądź jej braku u McClellana. Patrząc jednak na wykres nietrudno zauważyć, że korelacja między liniami, możliwe, że istniejąca, nie jest silna, a możliwe, że jednak nie ma jej praktycznie wcale; to wymagałoby przeprowadzenia poważnych badań statystycznych, na co nie mam ani czasu, ani ochoty. Gdyby jednak przypadkiem McClellan miał rację z tym swoim spostrzeżeniem, to by wskazywało, że ekonomia w jeszcze większym stopniu, niż sądziłem, bazuje na czymś, co nazywam „voodoo teoriami”- słabo sprawdzonymi w rzeczywistych warunkach eleganckimi myślowo konstrukcjami, często sypiącymi się w drobny mak, gdy przychodzi do ich sprawdzenia w warunkach rzeczywistych.

Mamy szansę za mniej więcej rok to sprawdzić. Jeśli w przyszłym roku bezrobocie w USA wyraźnie wzrośnie, będzie to świadczyć na korzyść McClellana, a oprócz tego znacząco odsunie od nas widmo QT, bowiem nawet jeśli FED wcale nie wierzy w Krzywą Philipsa (podejrzewam, że tak właśnie jest) i stosuje ją jedynie jako wygodny pretekst i uzasadnienie do zaostrzania polityki pieniężnej, to trudno będzie przy takim obrocie spraw kontynuować używanie Krzywej jako pretekstu do dalszego zaostrzania polityki monetarnej i chyba równie trudno będzie posłużyć się czymkolwiek innym z arsenału istniejących teorii ekonomicznych. Po prostu w przypadku wyraźnego wzrostu stopy bezrobocia FED porzuci pomysły zaostrzania.

Na dziś tyle ode mnie.

Taki dzień długi –
jeden za drugim mija
w przeszłość daleką…

Buson (ze zbioru Busonkushu, 1784)

 

 

 

 

 

 

 

Written by songmun

12 września 2017 at 11:37

Napisane w Uncategorized

Tagged with , , , , ,