NATURA BRAMY

Rynki Ekonomia Gospodarka Świat i czasem Polityka

Zmiana wygląda na poważniejszą

20 Komentarzy

Sytuacja Dolara staje się coraz ciekawsza. Szczyt Dollar Index Futures DXY z końca września osiągnął linię trendu wzrostowego, zaczętą jeszcze w 2008 roku i dynamicznie odbił się od niej w dół:

Zależności czasowe w układzie tygodniowym potwierdzają, że mamy do czynienia z czymś większym:

Zwłaszcza 90 tygodni od startu wzrostów 6 stycznia 2021 r., rymujące się z 89.165 na DXY jest tu ładne. A do tego fakt, że między 6 stycznia ‘21 a 28 września ‘22 jest dokładnie 619 stopni słonecznych Ganna (pochodna od 0.618 Fibonacciego) także nie jest bez znaczenia.

Dodajmy do tego rymowanki z dłuższego okresu czasu:

i zaczyna być widoczne, że szczyt z 28.09.22 ma w sobie spory odwracający potencjał.

Czyżby to był koniec umacniania się USD? Tego nie jestem pewien, ale na pewno jest to koniec dynamicznego umacniania się USD. Jeśli DXY jeszcze nie powiedział ostatniego słowa, to wszystko, na co powinno go być stać na dość długi okres czasu, to ponowne przetestowanie linii trendu i / lub coś w rodzaju podwójnego szczytu, raczej nie w najbliższej przyszłości. Myślę tu bardziej o czasie gdzieś w przyszłym roku, gdy będzie już jasne, że jesteśmy jako świat w recesji. Generalnie recesje w USA mają tendencje do osłabiania USD, o ile wcześniej nie doszło do sytuacji, że jakieś „duże pieniądze” pożyczyły większą ilość dolarów, by zrobić z nimi coś głupiego.

Pamiętajmy o tym, że np. przed Covidową pandemią dolarowe zadłużenie zagranicznych (nie amerykańskich) podmiotów wynosiło ~10 bilionów USD, by na koniec roku 2021 wzrosnąć do ~13 bilionów USD. Ryzyko, że jakieś duże instytucje finansowe, amerykańskie lub zagraniczne, popełniły głupotę za pożyczone dolary jest więc realne. Na razie wydaje się, że problem będzie dotyczyć głównie krypto świata (piszę to po wybuchu sprawy FTX, gdy pierwsze odłamki eksplozji zaczynają już razić innych w branży krypto), który sam w sobie jest zbyt mały, by zagrozić stabilności systemu finansowego, ale pamiętajmy, że wiele instytucji finansowych stosuje często dziwne i wielopoziomowe struktury zabezpieczania kredytów różnymi klasami aktywów w formie wzajemnie powiązanej i może się okazać, że problemy z aktywami krypto są jak wyciągnięcie dużej cegły ze stabilnego dotąd muru. W takiej sytuacji może dojść do umacniania się USD np. ze względu na popyt ze strony instytucji finansowych, broniących stanu posiadanych aktywów albo zmuszonych do szybkiej spłaty części lub całości kredytu ze względu na spadek wartości zabezpieczenia itp. , stąd liczę się z możliwością ponownego testu wrześniowego maksimum DXY.

Ostatnie dwa dni handlu to dwa dni dużej wyprzedaży dolara, które sprowadziły już dzienny RSI(14) w pobliże strefy wyprzedania (na zamknięcie w piątek 11.11 wartość RSI to ~31 pkt, wykres jest z ok. 15.00 czasu polskiego z tego dnia)

Co wskazuje, że krótkoterminowe dno na DXY powinno być już blisko. Wg mnie w obecnym układzie wsparcie na poziomie 104.52 powinno utrzymać DXY i pozwolić na wyprowadzenie korekty dotychczasowych spadków

Spadek dolara nie mógł oczywiście pozostać bez wpływu na zachowanie „antydolarów”, których sytuacja techniczna gwałtownie się poprawiła. Dotyczy to także polskiego WIG20, który zbliża się do istotnego oporu w strefie 1730 – 1763 pkt:

RSI(14) dla tego indeksu sięga już 77 pkt wskazując, że zwrot jest blisko.

Z zależności czasowych dla indeksu WIG20 dostaję w najbliższym czasie 2 terminy: strefę 14-16.11.2022 ze wskazaniem na 15.11 (15.11 podawana będzie inflacja PPI dla – cen producentów w USA, mogąca zaprzeczyć zeszłotygodniowemu obrazowi z danych CPI, wskazującemu na słabnięcie inflacji ) oraz okolice 21-23.11.2022, ze wskazaniem na 22.11 – tu z kolei 23.11 mamy upublicznienie całej treści protokołu z ostatniego posiedzenia FED, gdy rynki spekulują na temat możliwego szybkiego zakończenia zaostrzenia polityki monetarnej plus jest to dzień przed świętem Thanksgiving w USA, w okolicach którego często dochodzi do mniejszych lub większych zwrotów cenowych.

W okolicach tych dat coś się powinno zdarzyć, tak z indeksem WIG20, jak i z innymi instrumentami, skorelowanymi odwrotnie z USD, a także z samym USD

Na dziś to tyle ode mnie

Burza jesienna –
Dziki przysypane
Liśćmi.

Basho

Written by songmun

13 listopada 2022 at 22:50

Napisane w Uncategorized

Tagged with , , ,

Podkręcona piłka

102 Komentarze

Nim przejdziemy do dzisiejszego wpisu 2 słowa uzupełnienia do 2 poprzednich wpisów w kwestii ropy naftowej: mieliśmy na ropie 2 całkiem niezłe układy potencjalnego odwrócenia, które opisywałem. Oba zostały połamane. Wniosek z tej sytuacji jest taki, że rynek ropy wyraźnie chce iść niżej, a w walce 2 przeciwstawnych tendencji: słabnięcia popytu w związku z zaostrzaniem polityki monetarnej i spowalnianiem gospodarki i ograniczania podaży wskutek wojny rosyjsko ukraińskiej i działań OPEC+, rynek uznaje za zwycięskie słabnięcie popytu.

Postanowiłem zacząć dziś z bardzo grubej rury. Przymierzałem się do tego od pewnego czasu, ale niedawno dostałem nieoczekiwany impuls i zdecydowałem, że to będzie w tym wpisie. Ten tekst będzie się składać z 2 części: pierwsza to spojrzenie w długim terminie na rynek amerykański, druga to typowe sprawy bieżące.

Zacznijmy od długiego terminu.

Jeff Greenblatt od pewnego czasu poszukiwał przyczyn częstego powtarzania się (replikacji) w różnych konfiguracjach (czas, cena, stosunki sąsiednich ruchów cen do siebie itd.) liczby 64. Dotyczy to zwłaszcza indeksów Nasdaq Composite i Nasdaq 100, choć jak się przekonamy w części drugiej, nie tylko. Przy okazji tych poszukiwań natknął się na coś takiego:

Wzrosty indeksu Nasdaq Composite (NDQ), zaczęte w marcu 2009, a zakończone 22.11.2021, tuż przed świętem Thanksgiving w USA, trwały 664 tygodnie, co się rymuje w układzie 64/65 z dnem NDQ z 9 marca 2009, wynoszącym 1265.52 pkt!

Wniosek z tego jest prosty: szczyty z przełomu 2021/22 r. (na indeksach Nasdaq jeszcze w 2021, na SPX i DJIA na początku ’22) najprawdopodobniej kończą formowanie struktury wzrostowej, zaczętej w marcu 2009.

Teraz będzie trochę Elliotta. Wiem, że są zaprzysięgli zwolennicy i przeciwnicy Teorii Fal Elliotta (TFE), także wśród moich Czytelników. Co do mnie, od dobrych kilku lat traktuję Fale pomocniczo, nie kierując się nimi w codziennej praktyce rynkowej. Teorię uważam za mocno niedopracowaną, ale nie odrzucam jej, gdyż Elliott i jego uczniowie zdołali dokonać paru cennych i istotnych obserwacji. Po prostu używam jej bardzo ostrożnie, ze świadomością poważnych niedoskonałości, nie przywiązując się zbytnio do wniosków, płynących z analiz, wykonanych na jej podstawie, zwłaszcza w czasie trwania analizowanego trendu. Głównym powodem takiego mojego podejścia, jak i jedną z głównych słabości TFE jest fakt, że dobre i sensowne oznaczenie fal w danym ruchu można często zrobić dopiero jakiś czas po jego zakończeniu i zmianie trendu na przeciwny. Trudno czegoś takiego używać na żywo jako podstawy do tradingu.

Do zobrazowania tego, co chcę pokazać, lepiej przyda się indeks Dow Jones Industrial Average (DJIA), ale na Nasdaq Composite można również znaleźć podobny układ. Dlaczego wybrałem DJIA, stanie się jasne trochę niżej.

Jeśli spojrzymy na tygodniowy wykres indeksu DJIA w latach 2009- 22:

to zauważymy, że ruch indeksu w tych latach daje się bardzo ładnie podzielić na 5 fal, z podręcznikowym wręcz zachowaniem poszczególnych fal i ich tzw. „osobowością”. Pierwsza, krótka fala to wzrosty w czasie trwającej jeszcze recesji i wychodzenia z niej, gdy na rynku panowało klasyczne zwątpienie w trwałość wzrostów, fale drugie (czyli 2 i 2’) typowo dla siebie mają formę zygzaków, fala 3 ma wydłużony charakter i dzieli się na czytelne 5 podfal 1’…5’, fale czwarte (czyli 4’ i 4) mają charakter fal płaskich (4’ układ 3-3-5, a 4 to rozszerzający się trójkąt) i wreszcie wystąpienie trójkąta w ramach fali 4 w latach 2018 -2020 jako ostatniej korekty przed sformowaniem poważniejszego szczytu. Tak pokazane oznaczenie wg mnie wygląda poprawnie. Nie doszukałem się w nim żadnych sprzeczności z regułami i tzw. wskazówkami TFE. Jeśli to oznaczenie jest dobre, to również z tej strony mielibyśmy sugestię zakończenia prawie 13 letniej struktury wzrostowej.

Czas wreszcie na tytułową Podkręconą Piłkę, którą rzucam poniżej, w formie wykresu indeksu DJIA za ostatnie 100 lat. To dlatego wybrałem DJIA, Nasdaq jako osobny rynek wystartował na początku lat 1970tych:

A co, jeśli to oznaczenie jest właściwe i właśnie skończyliśmy w USA prawie 90 letnią strukturę wzrostową, zaczętą na DJIA jeszcze 8 lipca 1932 roku? I znowu muszę podkreślić: nie doszukałem się sprzeczności tego oznaczenia z regułami i wskazówkami Teorii Fal.

Brak sprzeczności jeszcze nie oznacza, że to oznaczenie jest tym, wg którego rynki w USA będą się zachowywać. W TFE mówi się, że wszystko, co nie jest sprzeczne z regułami i wskazówkami, jest dozwolone. A tu można by oznaczyć cały układ inaczej, przyjmując jakąś sprytną formę wydłużenia fali III, która również byłaby poprawna. Konsekwencją takiego podejścia byłaby możliwość o wiele dłuższego trwania struktury wzrostowej, zaczętej w 1932 roku, po względnie szybkim zakończeniu korekty, którą zaczęliśmy szczytami z przełomu 2021/22 r. Nie żądam od Czytelnika przyjęcia tej „mojej” wersji liczenia fal w 90 letniej strukturze, dla mnie to raczej intelektualna prowokacja, mająca zmusić czytających do samodzielnego zastanowienia się nad tematem. Spory o to, czy właściwa jest „moja” wersja czy też jakiś dobrze narysowany układ wydłużeniowy zostawiam ortodoksom Teorii Fal. Oni uwielbiają je toczyć (wiem, bo prawie 20 lat temu sam lubiłem tak marnować czas J ), dla mnie są one w dużej części jałowe.

Dobrze, ale co z tego wynikałoby na przyszłość? Najprostszy wniosek jest taki, że Rynek Niedźwiedzia w USA, zaczęty w tym roku, może potrwać znacznie dłużej, niż powszechnie się sądzi. W zależności od tego, czy mamy koniec 90 letniej struktury czy „tylko” jest to koniec 13 letnich wzrostów, ten Niedźwiedź, korygujący wzrosty, może potrwać kilka, kilkanaście lat lub nawet kilka dekad. Jak „nisko” rynek może spaść? To wszystko zależy od tego, jaką formę przybierze to korygowanie wzrostów. Osobiście jestem zwolennikiem hipotezy, że czeka nas w USA co najmniej kilka lat ruchu „w bok”. Coś w stylu tego, co działo się na głównych indeksach w USA w latach 70-tych. Tu znowu posłużymy się wykresem indeksu DJIA:

Patrząc na wykres widzimy, że ruch w bok zdejmuje stosunkowo „niewielką” część wcześniejszych wzrostów. Statystycy rynkowi twierdzą, że typowa bessa w USA, której towarzyszy recesja, zdejmuje z indeksu S&P500 47% wartości, zanotowanej na szczycie. W obecnej sytuacji dawałoby to rejon 2550 pkt. Ostatnie 3 większe bessy tego typu na S&P500 zdejmowały  49 – 57,7%, możemy więc dość bezpiecznie założyć, że Byki będą hamować zapędy Niedźwiedzi w okolicach 40-60% zniesienia wartości szczytu SPX z początku tego roku, czyli w strefie 2900 – 1900 pkt, co zgrubnie odpowiadałoby poziomowi dna Covidowej paniki z 2020 roku (2192 pkt). I taka wersja wydaje mi się najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem: czekają nas teraz w USA lata ruchu w bok między Covidowym dnem a niedawnym szczytem.

A może jednak coś bardziej niedźwiedziego? Może coś typu Japonia po 1989 roku? Zwłaszcza, jeśli obowiązuje ta wersja końca 90 letniego impulsu wzrostowego?

O ile nie mogę do końca tego wykluczyć, to jednak uważam za zdecydowanie mniej prawdopodobne, nawet jeśli rzeczywiście gramy wersję końca 90 letnich wzrostów. Mamy pewne pozorne podobieństwa sytuacji między Japonią około 1989 r. a USA dziś, ale są one bardzo powierzchowne. Właściwie w odniesieniu do rynków akcji podobne jest tylko jedno: Japonia pod koniec lat 80tych i USA obecnie to rynki, na których „wszyscy chcą być”, co wynika z przekonania, że rynki te będą nadal oferować dużo lepsze od innych stopy zwrotu. To właśnie to przekonanie spowodowało, że rynek japoński był pierwszym na świecie, który otrząsnął się z szoku, wywołanego krachem w 1987 roku i powrócił do stabilnych wzrostów.

Ten 20 letni potężny trend spadkowy na Nikkei to efekt pęknięcia gigantycznej bańki nieruchomościowej na przełomie lat 80/90. Nie wiem, czy w ostatnich 100 latach była gdziekolwiek porównywalna skalą do japońskiej bańka nieruchomościowa. Dwa anegdotyczne przykłady, pozwalające sobie uświadomić jej rozmiar:

  1. W szczycie bańki same tylko grunty pod miastem Tokio kosztowały więcej, niż wszystkie grunty pod wszystkimi, razem wziętymi miastami i osadami w USA (oczywiście wszystko w ówczesnych cenach)
  2. Ceny nieruchomości wspięły się tak wysoko, że aby typowy Japończyk mógł nabyć mieszkanie „z dobrym adresem” na własność, musiał zaciągnąć kredyt hipoteczny na….50, a nawet 90 lat (były takie przypadki). Co ciekawe, niektóre banki oferowały takie właśnie kredyty, obciążające w teorii wnuki, jeśli nie prawnuki. Oczywiście nikt normalnie myślący nie zamierzał tak długo spłacać i banki też o tym wiedziały. Wszyscy grali na wieczny wzrost cen. Dominowało myślenie: kupię, parę lat pomieszkam i sprzedam, jednocześnie spłacając kredyt. Jeśli będę mieć szczęście, to mogę nawet zarobić na całej tej transakcji, bo taka była skala wzrostu cen w niektórych, najbardziej pożądanych rejonach. Nie należy się więc dziwić temu, co stało się z japońskimi bankami w latach 90-tych i szerzej, z japońskimi akcjami.

Nawet jeśli FED obecnymi podwyżkami stóp ostatecznie przekłuwa bańkę nieruchomościową w USA (w co wątpię), to daleko jej do japońskiej skali, trudno więc oczekiwać, by spadki indeksów miały przypominać te japońskie. W porównaniu do pierwszej dekady XXI wieku, amerykańskie instytucje finansowe nie weszły nawet w części w niepłynne derywaty oparte na cenach nieruchomości, w rodzaju ówczesnych CDO. Ludzie zazwyczaj dość dobrze przygotowują się do poprzednich problemów tak, jak generałowie są świetnie przygotowani do walki na ostatniej, zakończonej już wojnie. Jeśli w USA będzie więc w najbliższej przyszłości jakiś problem, to raczej nie na styku instytucji finansowych i rynku nieruchomości.

Znacznie bliżej tej japońskiej była niedawno pęknięta bańka nieruchomościowa w Chinach, ale nawet tam skala jej „odchylenia od normy” nie sięgała tak daleko. Podsumujmy tę pierwszą część:

– mamy dość poważne sugestie, że szczytami z przełomu 2021/22 r. zakończyła się 13 letnia fala hossy w USA.

– moim zdaniem najbardziej prawdopodobną formą korekty dla głównych indeksów USA będzie co najmniej kilkuletni ruch boczny, tzw. korekta płaska w terminologii TFE, a jej dna na S&P500 oczekiwałbym gdzieś w pobliżu dna Covidowej paniki z 2020 roku.

– trendy boczne mogą prowadzić do chwilowych naruszeń szczytów poprzedzających je fal wzrostowych (czyli niedawnych, zrobionych na przełomie 2021/22): taką właśnie sytuację mieliśmy np. na DJIA w 1973 roku, gdy 11 stycznia powstał szczyt na poziomie 1067 pkt , podczas gdy szczyt z 1966 roku to 1001 pkt.

Przejdźmy do krótszej perspektywy.

Nim zaczniemy, chciałbym przypomnieć pewne zasady działania czasu na rynku. Z racji powiększenia się ostatnio grona Czytelników uznałem, że trzeba ten temat odświeżyć. Zacytuję więc mój tekst sprzed roku:

Uwaga techniczna: cyfry na zielono na wykresach poniżej to tzw. stopnie słoneczne wg Ganna. Wyjaśnienie dla nie zorientowanych – Gann odkrył 3 mechanizm czasowy (oprócz sesji i dni kalendarzowych), wg którego porusza się rynek – tzw. stopnie słoneczne. Chodzi o kąt Ziemii na orbicie słonecznej w trakcie rocznego obiegu wokół Słońca względem początku układu, który przypada na Równonoc Wiosenną, 21 marca (w tym punkcie mamy 0 i 360 stopni w następnym roku).

Jest z tym określaniem stopni słonecznych pewien drobny kłopot – okrąg to 360 stopni, natomiast Ziemia obiega Słońce przez 365.2522 dni (stąd kalendarz 365 dniowy i co 4 lata rok przestępny 366 dni). Niestety orbita Ziemii wokół Słońca nie jest idealnie kołowa, czego efektem jest m.in. fakt, że pierwsze półrocze kalendarzowe trwa 181 dni, a drugie 184 dni, dlatego też nie da się przypisać do każdego dnia z prostej proporcji, że jest to kolejne 360/365 stopnia kątowego. Niemniej, dla okresów nie przekraczających ok. 90 dni można w miarę bezpiecznie przyjmować, że odległość w stopniach słonecznych między dwoma różnymi momentami czasowymi jest równa ilości dni kalendarzowych między tymi momentami. Jeśli np. odległość czasowa między dwoma ekstremami wynosi 82 dni kalendarzowe, to jest to również ok. 80-81 stopni słonecznych, zależnie od pory roku i tego, czy rok jest przestępny, czy nie.

Jeśli ktoś szuka czegoś darmowego i zarazem dokładniejszego do wyznaczania stopni słonecznych, mogę polecić np. program Ganzilla Artioma Kałasznikowa. To taki kombajn astrologiczny „pod Ganna”. Osobiście nie używam astrologii i nie potrafię powiedzieć nic o jej ewentualnej przydatności dla analizy rynków, dotyczy to także tej astrologii wg Ganna, ale Ganzilla ma wśród wielu swoich funkcji także możliwość określenia stopni słonecznych dla konkretnego dnia i stąd wzięło się moje zainteresowanie tym programem.”

Po tym niezbędnym wstępie, możemy przejść do meritum. Zacznijmy od wykresów kontraktów S&P futures emini, ES. Aby móc wszystko lepiej naświetlić, muszę wpierw sięgnąć do bliskiej przeszłości. Czytelnicy nie zapomnieli, mam nadzieję, o wspomnianej na początku wpisu replikacji 64?. Pierwszy wykres:

(Uwaga: na wykres wkradł się błąd. Niedawne dno powinno mieć wartość 3883.5 a nie 4883.5 pkt) Niejako przy okazji: te 164 dni kalendarzowe to zarazem 161 stopni słonecznych: szczyt wypadł na 284 stopniu, dno na 86 stopniu, w środku, pomiędzy tymi punktami mamy Równonoc Wiosenną czyli 0/360 stopni, dlatego działanie trzeba przeprowadzić tak:

(86 + 360) – 284 = 161 stopni.

Dlaczego to jest istotne? Oprócz tego, że jest to pochodna od 1.618, to pojawia się w formie replikacji na sesjach:

Szczyt z 16.08 wypadł 160 sesji od szczytu ze stycznia ’22.

Dobra, ale gdzie te replikacje 64? Służę uprzejmie: proszę zerknąć na zieloną cyferkę pod ostatnim dnem ES, tym z 5 września: 164 stopień słoneczny. A to jeszcze nie koniec. Zobaczmy, jak układa się względem siebie stosunek wzrostów od czerwca do sierpnia, do niedawnych, sierpniowo – wrześniowych spadków:

4327.5 – 3639 = 688.5

4327.5 – 3883.5 = 444

444/688.5 = 64.49%

Jeszcze mało replikacji 64? Oto kolejna: spadek od 4237.5 do 3883.5 to 64 świece na wykresie 6H (360 min). Nie będę tego pokazywał, kto chce, może sobie sprawdzić. Dobra, ale co to wszystko znaczy, zwłaszcza w odniesieniu do dna z 5.09?

Hmmm… niby wszystko OK, ale dno z 5.09 jest jednak słabe. Wystarczyło do sprowokowania ucieczki krótkich pozycji i wykreowania kilkusesyjnego odbicia, ale mam wątpliwości czy starczy sił na coś więcej. Brakuje tu sensownych układów na dziennych świecach.

Mamy teraz szansę na naprawdę mocne dno między 14 a 16 września, gdyby kontrakty ES zechciały w tym terminie jeszcze raz dotknąć poziomu dna z 5.09 (powiedzmy 3884 -3886). Idealnie, gdyby zrobiły to 15.09 – wtedy mamy 86 stopni słonecznych odległości od czerwcowego dna (17 czerwca to 86 stopień słoneczny), co by się ładnie rymowało z przedziałem 3884-3886, a jednocześnie w tym dniu wypada też 64 sesja od czerwcowego dna, co z kolei dawałoby ładną rymowankę z opisanym wyżej stosunkiem 64.49%. Takie dno byłoby bez porównania silniejsze od tego niedawnego, z 5 września. Tylko czy ono powstanie? Nie raz już obserwowałem, jak takie wcześniej wyliczone, potencjalnie mocne punkty nigdy się nie materializowały, więc nauczyłem się ostrożnie do nich podchodzić. Dopóki nie zobaczę tego w rzeczywistości wraz z odpowiednią reakcją rynku, traktuję to jedynie jako zbiór ciekawych cyferek, nic więcej.

Niezależnie od tego, jak rozegra się sprawa z dnem z 5.09 na ES, w krótkim do średniego terminie w USA wiatr zdaje się teraz wiać w plecy Byków. Dlaczego? Odpowiem nie wprost – proszę spojrzeć na poniższy wykres (za Sentimentrader):

W zeszłym tygodniu inwestorzy, posiadający 50 lub więcej kontraktów (czyli uważani za Dużych, na ogół instytucjonalnych) otworzyli prawie pięć milionów opcji put (zyskujących w przypadku spadków cen akcji). Co ważniejsze, wydali na te opcje aż 8,1 miliarda dolarów. To prawie dwa razy więcej niż w jakimkolwiek innym tygodniu w ciągu ostatnich 22 lat! Im niżej jest niebieska linia, tym więcej wydali na puty. Jak widać na wykresie, spadła do rekordowo niskiego poziomu. Mamy więc Instytucje, gotowe płacić duże premie za opcje put i robiące w panicznym stylu zabezpieczenia przed spadkami. Co ciekawe, to zachowanie Instytucji w ogóle nie jest odzwierciedlane przez VIX.

Najprawdopodobniej większość tych nowo otwartych opcji put ma dłuższy czas do swego wygaśnięcia, stąd brak reakcji VIX na powyższy wykres. Możliwe też, że w jakiejś części są to opcje na akcje, nie wchodzące w skład indeksu S&P500. Fakt pozostaje faktem: instytucje w panicznym trybie zabezpieczają swoje pozycje tak, jakby zarządzający w bliskiej przyszłości spodziewali się szybkich spadków, wręcz krachu.

Dodajmy do tego niski odczyt nastrojów wśród zarządzających, mierzony przez NAAIM Exposure Index:

I podobny w wymowie wykres różnicy Byki – Niedźwiedzie w ankiecie AAII

I mamy obraz wyraźnie niedźwiedzich nastrojów. Te nastroje sugerują mały obecnie potencjał Niedźwiedzi do sprowadzania cen niżej i możliwość pozytywnego zaskoczenia ze strony Byków.

Także polski WIG 20 zrobił w tym tygodniu dno i dynamicznie odbił się w górę. Zrobił to pod koniec przedziału czasowego 5- 7.09, jaki mi wychodził z analiz, które opublikowałem na Twitterze 1 września. Nie piszę tego po to, by się chwalić, jaki jestem dobry. Raczej po to, by pokazać, że w pewnym bardzo ograniczonym zakresie, dzięki Kairos czasami da się prognozować zachowanie rynków.

Mamy tu nie najgorsze rymowanki na sesjach:

Dno 7 września powstało 69 sesji od szczytu z 31 maja br., na który to dzień przypada w tym roku 69 stopnień słoneczny, jest też rymowanka 164 sesji od szczytu z 13 stycznia ze 165 stopniem słonecznym, wypadającym 7 września, oraz rymowanka 36/38 (różnica 2 jednostek jest tu maksymalną dopuszczalną) 38 sesji między dnem z 14 lipca a 7 września, co się rymuje z częściami setnymi w minimum z tego dnia (1431).36 pkt.

Podobnie rzecz wygląda na dniach kalendarzowych: rymowanka 281 dni z dnem (18)81.(02) pkt oraz 330 dni od szczytu z października 2021, rymujące się z (14)31(36).

Wreszcie mamy też 97 tygodni od dna z końcówki października 2020 (14)96.(76)

W uzupełnieniu, już bez wykresu dodam tylko, że na wykresie 6H (360 min) ostatni spadek z 1763.25 do 1431.36 trwał 32 świece (rymowanka 31/32)

Gdyby to jeszcze, jak w przypadku S&P 500 emini, łapało jakieś ładne rymowanki z proporcjami ruchów względem siebie, można by już ostrożnie odtrąbić trochę poważniejsze dno. Ale mimo sporej gimnastyki, niestety nie znalazłem niczego takiego. Wniosek: będziemy wkrótce jeszcze mocno testować siłę dna z 7.09, z możliwością jego pewnego, raczej niewielkiego pogłębienia. Zresztą nie trzeba do tego wniosku aż dużej analizy układów czasowych. Wystarczy trochę więcej doświadczenia z obserwacjami zachowania Wstęgi Bollingera:

Proszę zauważyć, jak gwałtownie do niedawna opadało dolne ramię Wstęgi. Ostatnie 3 dni wzrostów zaledwie gwałtownie zmieniły kierunek Wstęgi na poziomy. Byki potrzebują teraz poważniejszej zmiany tego kierunku na kierunek do góry i zawężenia Wstęgi w stosunku do obecnego dużego rozwarcia, a to osiągane jest najczęściej poprzez ruch w bok o niewielkiej amplitudzie, zwany konsolidacją. Myślę, że dobrym modelem tego, co nas teraz czeka w najbliższej przyszłości jest fragment wykresu z listopada i grudnia 2021, zaznaczony zielonym kółkiem. O ile moim zdaniem WIG20 najgorsze ma chwilowo za sobą na jakiś czas, to Byki jeszcze nie wyszły z lasu na równinę i nie bardzo mają jak rozwinąć skrzydła. Niemniej podtrzymuję zdanie, że jesień na rynkach będzie należeć do Byków. Ale w dłuższym terminie WIG20 spadnie jeszcze niżej – idziemy jako Polska w kierunku recesji. I teraz nie jest to zapowiadane już tylko przez „ezoteryczne” odwrócenie krzywej dochodowości, jak to miało miejsce przez ostatnie ponad pół roku, ale przez wskaźnik ekonomiczny jak najbardziej mainstreamowy: ostatni odczyt PMI dla polskiego przemysłu to poziom 40 pkt. Przypomnę, że rozwojowy PMI to odczyt powyżej 50 pkt.

2023 rok nie będzie łatwy.

Już jesień bliska
czy to wszystko jest życiem
małej cykady

Buson (ze zbioru Tsue-mo tsuchi, 1752)

Written by songmun

10 września 2022 at 22:30

Nie tylko o ropie naftowej

32 Komentarze

Będzie nie tylko o ropie, ale od ropy wypada jednak zacząć.

Notowana na NYMEX’ie ropa Light Crude CL (wykres kontynuacyjny, najbliższy, frontowy kontrakt czyli tzw. CL1) połamała układ, który poprzednio tu opisywałem. Jeśli dobry układ z szansą na odwrócenie dotychczasowego ruchu jest łamany, to zazwyczaj z jednego z dwóch powodów:

  1. Rynek chce iść znacznie dalej w dotychczasowym kierunku (w tym przypadku w dół)
  2. Wkrótce pokaże się jeszcze mocniejszy układ z potencjałem odwrócenia kierunku ruchu

O ile nie mogę na dziś do końca wykluczyć, że powodem jest punkt 1, to piątkowe zachowanie cen ropy jak na razie sugeruje, że jest przypadek z punktu 2, który pojawił się właśnie w ten piątek.

W piątek, 5.08.2022, rynek najprawdopodobniej zakończył spadek klasycznym squaring 1:1 wg Ganna w układzie dziennym. W ciągu około 38 sesji cena baryłki spadła o 36.67 USD.

W rzeczywistości jest to nawet nieco mniej niż 38 sesji, więc squaring jest dokładniejszy.

Poniżej przykłady układów czasowych, ładnie rymujących się z cenami :151 dni i (130).50 USD/barr i 284 dni z ceną 85.(41) – w nawiasach podałem części nieistotne dla rymowania. Jest tych przykładów więcej, dałem tylko 2 by nie zaciemniać obrazu:

Mamy tu też ładny, dość rzadki przykład rymowania stopni Square of 9 Ganna z procentową wielkością zniesienia – rymowanka 63/64:

Dodatkowo, już bez wykresu: Od szczytu 130.50 USD do minimum z 5.08 mamy 377 (liczba Fibonacci’ego) stopni Square of 9, a od szczytu z 14 czerwca (123.68 USD/barr) do tego minimum jest 322 (liczba z szeregu Lucasa) stopnie Square of 9. Kto nie wierzy, może sam sprawdzić, wyciągając odpowiednie pierwiastki kwadratowe z cen w tych ekstremach, odejmując od nich analogiczny pierwiastek z minimum z 5.08 a potem mnożąc otrzymany wynik razy 180 stopni.

Dlaczego tak zajmuję się ostatnio ropą naftową? To akurat proste: ropa i ropopochodne są obecnie jednym z najistotniejszych czynników, kształtujących inflację w USA i FED bacznie obserwuje zachowanie ich cen. A wiele wskazuje na to, że wczesną jesienią, w sezonie wzmożonego popytu ze strony rafinerii na półkuli północnej, ceny ropy naftowej i ropopochodnych mogą przyprawić tak FED jak i zresztą prawie cały świat o ból głowy.

Na rynku ropy mamy obecnie walkę kilku sprzecznych czynników fundamentalnych: oto na światowy rynek dociera kilka milionów baryłek ropy dziennie mniej (rosyjskie sankcje), ale za to administracja Bidena, świadoma odwrotnej zależności cen paliw i popularności prezydenta i rządu, w trybie przedwyborczym (midterm elections 8 listopada) uwalnia jak szalona do października amerykańskie rezerwy ropy, głównie tzw. „kwaśnego” gatunku, preferowanego przez rafinerie, w ilości ok. 1 mln baryłek dziennie (mniej więcej tyle produkuje np. Angola), co przyczynia się do gwałtownego spadku tychże rezerw. Pokazują to 2 poniższe wykresy, pierwszy w krótszym przedziale czasowym (dwa poniższe wykresy od Javier’a Blas’a):

Drugi, od 1982 roku, na którym widać, że ta interwencja na rynku ropy odbywa się na skalę największą od 40 lat:

Z kolei OPEC+ zadrwił sobie z oczekiwań prezydenta Bidena i podniósł kwoty wydobycia o 100 tysięcy baryłek/dobę, czyli o ilość prawie bez znaczenia.

Do tego jeszcze wzrost gospodarczy na świecie wykazuje powolne oznaki słabnięcia….

Niezła mieszanka, prawda? Nie mają łatwo analitycy fundamentalni na rynku ropy z wyważeniem oddziaływania wszystkich tych czynników. Jeśli o mnie chodzi, to wsparty wszystkimi powyższymi wykresami jestem zdania, że w średnim i dłuższym terminie rozwijające się spowolnienie gospodarcze zadecyduje o ruchu cen ropy w dół, ale nadchodząca jesień będzie jeszcze należeć do Byków, wspomaganych wzmożonym popytem ze strony rafinerii przed zimowym sezonem.

Uwaga końcowa do powyższej części wpisu, kierowana do co bardziej gorącogłowych: tu jeszcze nie ma miejsca do otwierania długich pozycji na ropie naftowej. Ale na dokładniejszą obserwację rynku, z gotowością do otwarcia długiej pozycji w przypadku pojawienia się sensownego setup’u, po obronie minimum z 5.08, miejsce jest jak najbardziej. Jednocześnie, gdyby rynek raczył w najbliższych dniach w mocnym stylu połamać to minimum… chyba nie muszę wyjaśniać, co to będzie oznaczać?

Skoro ma być nie tylko o ropie, to trzeba przejść do innych tematów.

Panowie z Sentimentrader.com nie tak dawno temu zwrócili moją uwagę na jeden interesujący wskaźnik: procent akcji w indeksie S&P500, znajdujących się powyżej swoich  prostych, 50 sesyjnych średnich 50SMA. Z ich badań wynika, że wskaźnika tego można z bardzo dobrym skutkiem użyć jako dość szybkiego potwierdzenia, że mamy do czynienia z nową hossą. Twierdzą oni mianowicie, że jeśli wskaźnik wpierw spadnie poniżej wartości 10% (czyli mniej niż 50 spółek z indeksu SPX jest powyżej swojej 50SMA), a następnie w szybkim tempie, wprost z owego dołka wyjdzie on powyżej 90%, to jest to potwierdzeniem rozpoczęcia nowej fali hossy w USA. Ich badania wskazują, że od 1950 roku taki układ nigdy nie dał błędnego sygnału. Wskaźnik zainteresował mnie na tyle, że postanowiłem go włączyć do swojego arsenału, badając przy okazji inne jego cechy – zaciekawiło mnie samo zejście wskaźnika poniżej 10%. Od 2009 roku (na taki czas wskaźnik ten jest dostępny na portalu Tradingview) zejście wskaźnika do tej wartości zdarzyło się zaledwie 8 razy, ostatni raz w połowie czerwca tego roku i jak dotąd zawsze zapowiadało co najmniej poważniejsze odbicie. W niektórych wypadkach (np. „grecka” korekta z 2011 roku) zejście wskaźnika poniżej 10% w sierpniu 2011 nie sygnalizowało końca spadków, a jedynie koniec najsilniejszej ich fazy – właściwe dno na S&P500 w październiku 2011 powstało z dywergencją wskaźnika i indeksu – towarzyszyła mu nieco wyższa niż w sierpniu procentowa ilość cen akcji powyżej swojej średniej 50 SMA. Niestety nie mam dostępu do wcześniejszych danych tego wskaźnika, a przydałoby się przeanalizować jego zachowanie w bessach 2000 – 2002 i 2007 – 2009.

Poniżej wspomniany wskaźnik:  % spółek z indeksu SPX, notowanych powyżej swoich 50 sesyjnych średnich z mojej bazy danych, niestety tylko od 2018 roku, na tle indeksu S&P500 (czerwona linia):

i w zbliżeniu

Wskaźnik wydaje się współgrać z moją intuicją sprzed paru tygodni, jak dotąd dobrze potwierdzaną przez rynek, że dnem z 17 czerwca, a więc ostatniej sesji przed Letnim Przesileniem, zaczęliśmy w USA odbicie większe od wszystkich dotychczasowych, licząc od początków 2022 roku.

Sam indeks S&P500 jest już obecnie dość wyraźnie (jak na bessę) wykupiony – RSI osiągnął niedawno wartość ponad 65 pkt., co w warunkach bessy odpowiada strefie wykupienia:

Przypomnę, że niektórzy praktycy RSI sugerują stosowanie przy tym oscylatorze zamiast oryginalnych wartości, określonych przez Wildera jako 70/30 pkt., przesuniętych stref wykupienia / wyprzedania: 80/40 w hossie (zwłaszcza silnej hossie na akcjach) i 60/20 pkt. w bessach. Osobiście zgadzam się z tym podejściem i chętnie go używam.

Sam S&P 500 zbliża się do istotnego oporu, tworzonego przez szczyt z początków czerwca, jednocześnie zmagając się z medianą (środkową linią) czerwonych Wideł Andrewsa

Układ ten wskazuje na zmęczenie wzrostami. Prawdopodobnie szczyt z początku czerwca okaże się zbyt mocnym oporem, by indeks mógł go już teraz wyraźnie pokonać „z marszu”, choć nie mogę wykluczyć chwilowego (na 1-3 sesji) jego pokonania. Moim zdaniem czeka nas wkrótce korygujący spadek na tym indeksie, prawdopodobnie co najmniej do dolnego ramienia tych czerwonych Wideł, ale nie powinien on sięgnąć aż do poziomu dna z 17 czerwca. Wg mnie nadal jesteśmy tu we wzrostowej korekcie spadków z pierwszego półrocza br. i myślę, że będziemy w niej do października. Co nie znaczy, że wszystko będzie odbywać się w prostym schemacie wzrostowym – korekty spadków czasami bardzo mocno bujają góra – dół, a procent spółek w indeksie S&P500 powyżej swoich średnich 50 sesyjnych powinien spaść wyraźnie poniżej wartości 50% nim SPX ruszy ponownie w górę.

Nasz, polski WIG20 sprawuje się bez porównania gorzej. Z grubsza potwierdził moją hipotezę z momentu tworzenia wpisu pt. „Obrona luki trwa” i nie spadł jakoś szczególnie poniżej 1652 pkt., zatrzymując się na poziomie 1601 pkt., skąd wyprowadził niemrawe odbicie:

ale tak naprawdę od czerwca trwa tu ruch donikąd, przybierający kształt rozszerzającego się trójkąta. Wygląda to niestety na formację przeczekania wzrostów w USA przez polskie Niedźwiedzie po to, by wyprowadzić mocniejsze spadki WIG20 w chwili opisanej przeze mnie wyraźniejszej korekty wzrostów indeksu S&P500, zaczętych 17 czerwca, której wkrótce się spodziewam. I chyba bez zejścia WIG 20 w pobliże okolic dna z końcówki października 2020 roku (1496 pkt) się tu nie obejdzie. Czyżby kolejny spadek do tej zielonej linii trendu był konieczny do wyprowadzenia czegoś większego w górę przez Byki, jak to było już 2 razy w tym roku?

Układy czasowe sygnalizują, że szczyt WIG20 z 1 sierpnia 1736.47 pkt., może być istotniejszym, niż nam się to dziś wydaje – rymowanki 138 sesji z 1736.(47) (plus minus 2 jednostki jest w porządku) oraz 284 sesji z (2187).85 są całkiem ładne:

gdy tymczasem w niedawnym minimum, 1601.32 pkt, nie pojawia się nic szczególnego.

Podobnie dni kalendarzowe – tu z kolei ładna rymowanka 62 dni ze szczytem z 31 maja (18)62.(95):

Uwaga techniczna – w przypadku rymowanek w nawiasy zamykałem części nie rymujące się

To wszystko na dziś ode mnie.

Żaby wołają
noc – by świtem wstawała
dzień – by już zmierzchał

Buson (ze zbioru Busonkushu, 1784)

Written by songmun

7 sierpnia 2022 at 22:50

Napisane w Uncategorized

Tagged with , , , , , ,

Byki na ropie nie powiedziały ostatniego słowa…

12 Komentarzy

Dzień dobry.

Wbrew temu, na co liczyłem, nie uda mi się dziś zrobić pełnowymiarowego wpisu. Są duże szanse, że będę mógł taki zrobić na początku sierpnia. Na dziś coś krótszego, co nie znaczy, że mniej ciekawego

Dawno nie pisałem tu o ropie naftowej. Tymczasem dno ropy z 14 lipca br. na Nymex’ owym Crude Oil futures (90.56 USD/barr) jest nadzwyczaj ciekawe. Dużo w nim rymowanek ceny z czasem, tak na sesjach jak i na dniach kalendarzowych:

Najważniejszym potwierdzeniem ważności tego dna i sygnałem, że ruch od 130.50 do 90.56 to już zamknięta struktura korekcyjna, jest rymowanka: (90).56 czyli 56 setnych z tej ceny ze 158 sesją i dodatkowo z faktem, że stosunek rozmiaru tej korekty do wcześniejszej fali wzrostowej, zaczętej w grudniu 2021 z poziomu 62.43 USD to 58.67%. Jeśli chodzi o inne rymowanki (squaringi), to w nawiasy zamknąłem nieistotną część ceny, dzięki czemu dużo łatwiej zauważyć, co się z czym tu rymuje.

W ciągu ostatnich 20 lat ropa Crude często robiła szczyty w okolicach czerwca/początku lipca i wchodziła w korektę:

 ale wcześniej, w latach 1981 – 2011 często w czerwcu/lipcu zaczynała kolejną falę wzrostową. W obecnej sytuacji ten wzór sezonowy wydaje się najlepiej tu pasować:

Z tego wynika, że atak Byków na marcowe maksimum 130.50 USD/barr w najbliższym czasie (na jesień?) staje się bardzo prawdopodobny….

Wypożyczyłem mój dom
Od owadów
I zasnąłem.

Issa

Written by songmun

24 lipca 2022 at 17:06

Obrona luki trwa.

19 Komentarzy

Mając świadomość istnienia takiego układu Kairos’ów w dnie  amerykańskiego indeksu S&P500, powstałym po posiedzeniu FED 14-15.06:

gdzie pokazały się całkiem ładne rymowanki: 164 dni kalendarzowe z częściami setnymi na szczycie indeksu (.62; 2 jednostki różnicy dopuszczalne), 113 dni ze 114 punktami w minimum 4114.65, czy 256 dni z 55 punktami w dnie 4355.51, 21 czerwca przedstawiłem na Twitterze moją wizję rozwoju sytuacji w mijającym tygodniu:

twierdząc, że w okolicach 24.06 mamy na GPW istotny punkt czasowy, co do którego wyraziłem przypuszczenie, że w miejscu tym powinno powstać dno. Podstawą do ww. twierdzeń o punkcie czasowym były pokazane wyżej układy czasowe, projektujące węzeł na 24 czerwca właśnie.

Rzeczywiste dno powstało nieco szybciej – pod koniec sesji 23.06, co mieści się całkowicie w dopuszczalnym przedziale. Powyższe 2 wykresy zachowują swą aktualność, po odjęciu od wibracji Kairos po jednym dniu/sesji.

Dodatkowo pojawił się m.in. taki oto smaczek:

W dnie z 23.06 mamy rymowankę nie tylko z częściami setnymi październikowego szczytu, ale także z dziesiątkami i jednostkami minimum z tego dnia (53/54).

Co istotne, oprócz typowych Kairosów mamy tu jeszcze układ squaringu czasu ze stosunkiem cen:

To dodatkowo podnosi prawdopodobieństwo, że cała struktura, zaczęta dnem z wybuchu wojny rosyjsko – ukraińskiej, znalazła swój koniec 23.06 i teraz nadszedł czas większej korekty spadków.

Do tego dzienny RSI na WIG20 zdaje się mieć czytelną dywergencję z samym indeksem (zielona i różowa kreska):

Czy jest coś, co mnie niepokoi? Tak. Kairosy na niższych interwałach „nie wyskakują z wykresu wprost do oczu” i jest ich raczej mało. Właściwie tylko ten jeden układ na interwale godzinnym jest taki zwalający z nóg:

Wolałbym zobaczyć co najmniej 2-3 podobne układy na wykresach 180 lub 360 min. Wtedy prawdopodobieństwo, że jest to ważne dno byłoby naprawdę bardzo duże.  O, choćby coś podobnego do dna na złocie z 8 marca 2021, o którym tu pisałem ponad rok temu:

Powrót złota. | NATURA BRAMY (wordpress.com)

 – jego siła pozwoliła na dokładnie roczne wzrosty ceny (wzrosty skończyły się 8 marca br. – ktoś pamięta oprócz mnie, że Gann zalecał obserwować rocznice ważnych ekstremów?) i mocny test szczytu złota z sierpnia ‘20

Niestety, na wykresach WIG20 3 i 6 godzinnych mamy słabiutkie Kairosy inwersyjne (nie pokazuję ich tu), co każe być ostrożniejszym w interpretacji. To nie oznacza, że to nie jest ważne dno, ale powoduje, że z bardziej kategorycznymi wnioskami trzeba się wstrzymać do momentu udanej obrony przez Byki tegoż minimum w ramach jednego lub nawet kilku testów. Szanse na taki test mamy już w nadchodzącym tygodniu: przypomnę że sesja 30 czerwca zamyka I półrocze a w okolicach takich terminów dzieją się cuda, powodowane „strojeniem okienek” przez fundusze. Jedni podbijają ceny posiadanych aktywów, by się pochwalić klientom ciut wyższą stopą zwrotu, inni wyrzucają z portfeli akcje o nazwach źle kojarzących się klientom, jeszcze inni w ramach walki z konkurencją lub tylko szukania możliwości szybszego rozładowania się z własnych pozycji, zasypują podażą niektóre akcje, zmuszając tym konkurentów do aktywnej obrony ich ceny.

Ogólnie myślę, że będzie dobrze. Nawet jeśli dno z 23.06 okaże się jednak być przełamane, to nie sądzę, by o jakieś znaczące wartości. Utrzymujący się poważny pesymizm, zarówno profesjonalnych uczestników rynków jak i wśród amatorów, jest już naprawdę spory. Pomimo tegotygodniowych wzrostów w USA, poziom alokacji w długie pozycje w equities przez zarządzających funduszami spadł do kilkunastoletniego minimum:

Podobną informację dostarcza indeks stowarzyszenia zarządzających funduszami w USA, NAAIM exposure index:

Pomimo tegotygodniowych wzrostów, średnia z opinii zarządzających funduszami jest taka, że gotowi są alokować w akcje lekko poniżej 20% posiadanego kapitału, gdy np. w listopadzie ’21 było to 110% (ankieta NAAIM dopuszcza wpisanie: pozycja długa, lewar 200%, lub krótka podobnej wielkości, stąd zdarzają się wartości powyżej  100% lub poniżej -100%, które należy traktować jako przejaw hurraoptymizmu lub czarnego pesymizmu. Tu uwaga: taki hurraoptymizm zarządzających bywa uzasadniony, np. po przełamaniu w pięknym stylu szczytu wszechczasów ).

Kończąc wątek nastrojów: także zeszłotygodniowa ankieta stowarzyszenia inwestorów indywidualnych w USA (AAII) wskazuje na znaczny pesymizm – pomimo wzrostów mamy tu praktycznie wyrównanie tegorocznego rekordu niedźwiedzich nastrojów i mocno poniżej typowej wartość zgłaszanych nastrojów byczych:

Wartości polskiego INI też wyraźnie niedźwiedzie, choć nie aż tak, jak w USA:

Taki sentyment raczej nie zapowiada nowej fali spadkowej, jest za to typowy dla okolic formowania się dna przed mniejszym czy większym odbiciem w bessie

Załóżmy, że mam rację co do dna 23.06. Co dalej?

Stali Czytelnicy wiedzą, że jestem zwolennikiem teorii, bazującej na strukturach elliotowskich, że w obecnych spadkach mamy taką oto 7 falową strukturę. Pokazywałem ją tu już w maju, we wpisie „Obraz zdaje się wyostrzać” – kto nie czytał, zachęcam do zajrzenia. Poniżej skopiowany stamtąd wykres. Nietrudno zauważyć jego podobieństwo do obecnej sytuacji na WIG20:

 Jeśli i w tym miałbym rację, to powinniśmy teraz dostać większe odbicie, nie tylko na polskim, ale i na zagranicznych rynkach. Typowo takie odbicia znoszą ok 50-62% poprzedzających je struktur, co dla WIG20 przełożyłoby się na dojście do strefy 2065-2165 pkt, ale bez przekroczenia szczytu z 30 marca br. (2187.85 pkt), widocznego powyżej pod czerwonym symbolem X.

Wypada nadmienić, że w obecnej sytuacji na WIG20 możliwych jest co najmniej kilka innych falowych scenariuszy, znacznie mniej optymistycznych – typu kilkutygodniowe odbicie, znoszące znacznie mniej niż 50% ponad półrocznych już spadków, proszę więc nie przywiązywać się zbytnio do tej mojej wizji. Świetnie, gdy wyjdzie, ale szanse na to nie są przesadnie duże.

Jedno wiadomo na pewno: jesteśmy w dużej bessie, do jej końca jest daleko, prawdopodobnie nawet nie dotarliśmy jeszcze do jej półmetka, więc wszystkie ruchy w górę proszę traktować jako krótkotrwałe i jeśli ktoś decyduje się w nie wchodzić po byczej stronie, powinien też być gotów w każdej chwili szybko zamknąć swoje pozycje, nie wiążąc się z nimi psychicznie.

Na tę chwilę mamy nadal trwającą obronę indeksu WIG20 na poziomie nie zamkniętej luki (gap) z początków listopada 2020:

 i trzeba przyznać, że technicznie miejsce to jest bardzo dobre do wyprowadzenia poważniejszego odbicia – takie luki lubią być mocnymi wsparciami. Jeśli nie stąd miałoby odbijać, to skąd?

Krzyczą cykady
ja i mój dom za chwilę
zmieni się w kamień

Issa (z dziennika Shichibannikki, maj 1813)

Written by songmun

25 czerwca 2022 at 17:18

Napisane w Uncategorized

Tagged with , , , ,

Ważna aktualizacja wczorajszego wpisu

54 Komentarze

Pisząc poprzedni wpis („Obraz zdaje się…) nie mogłem jeszcze o tym wiedzieć – wrzuciłem go na bloga przed wczorajszym szczytem intraday na WIG20 (1844.86). Ale dziś już to widać, więc muszę zrobić aktualizację wpisu.

Na wczorajszym szczycie jest kilka inwersji Kairos – wrzucam 2 dla przykładu, by nie być gołosłownym:

52 – 44 = 8 na 8 sesji

86 + 03 = 89 dopuszczalna różnica 1 przy 90 sesjach

Ale o wiele istotniejsze jest to:

35,95% zniesienie spadków i 36 sesji między szczytami! To znaczy tylko jedno: wzrosty, zaczęte 12.05 wczoraj się skończyły i idziemy na test dna 1652 pkt.

Znów tego roku
śliwy widzę i wiśnie
wistarię, barwne klony

Saizaku (ze zbioru Hasu-mo mi, 1691)

Written by songmun

25 Maj 2022 at 09:31

Napisane w Uncategorized

Tagged with

Obraz zdaje się wyostrzać…

leave a comment »

Ostatnio trochę podróżowałem, wpadając do domu zaledwie na 2-3 dni, by znowu ruszyć w trasę i z tego względu nie mogłem dłuższy czas zająć się nowym wpisem.

Czas nadrobić zaległości. Dziś będzie w większości o polskim indeksie WIG20, z drobnymi tylko wtrętami odnośnie innych instrumentów, ale myślę, że to, co chcę pokazać, daje też pewne orientacyjne ramy dla zachowania indeksów innych rynków akcyjnych i nie tylko indeksów– trudno uwierzyć, by WIG20 mógł wykonywać samodzielnie dłuższe ruchy wbrew najważniejszym rynkom świata.

Przejdźmy do meritum. Spadki, które na W20 zaczęły się w październiku zeszłego roku, zdążyły już zdjąć prawie 67.5% (liczba Ganna) wcześniejszych, ponad półtorarocznych wzrostów:

14 sesyjny RSI w ostatnim dnie 12 maja osiągnął wartość 16 pkt (na minimach sesji było to nawet ~14 pkt):

pokazując tym samym znaczne wyprzedanie nawet na przesuniętej skali (wielu analityków technicznych sugeruje w bessach używanie poziomów RSI 60/20 jako wskaźników wykupienia/wyprzedania, zamiast oryginalnych 70/30, sugerowanych przez Wellesa Wildera), ale jak dotąd, nie pojawiła się na RSI dywergencja – nie mamy wyższego od poprzedniego dołka na RSI, towarzyszącego niższemu dołkowi samego indeksu.

14 tygodniowy RSI z kolei ładnie zrobił dołek na poziomie klasycznego wyprzedania wg Wildera – 30 pkt:

Tu też jeszcze nie widać dywergencji.

Niedawne dno z 12 maja jest słabe z punktu widzenia układów czasowych – zaledwie jeden poważniejszy Kairos: 52 sesje od poprzedniego minimum, rymujące się z wartością 1652 pkt w dnie + to, że była to 144 (liczba z ciągu Fibonacciego) sesja od październikowego szczytu, szału mocy nie ma, że tak powiem (ten wykres jest starszy – z 12.05.22 r. z momentu bezpośrednio po uformowaniu się dna, jeszcze grubo przed zamknięciem sesji, zrobiłem go w czasie jednej z owych 2-3 dniowych przerw w podróżach):

Nie wiem, jak zapatrujesz się Czytelniku na Teorię Fal Elliotta (TFE). Wiem, że ma ona zarówno zdeklarowanych zwolenników jak i przeciwników. Co do mnie: po kilkunastu latach krążenia w środowisku Falowców, około 2009 -2010 roku opuściłem je na zawsze. Niemniej nie uważam TFE za całkowicie błędną i wykorzystuję ją jako dodatkowy element w sytuacjach, gdy uważam, że może pomóc. Powiedziałbym raczej, że TFE jest mocno niedopracowana i pomija wiele spraw, a oznaczenia, robione na jej bazie, trzeba koniecznie „podeprzeć” innymi technikami analitycznymi, by mogły mieć jakąkolwiek wartość. W istocie TFE przypomina mi bardzo swoim podejściem klasyczną analizę formacji na wykresach (wszystkie te Głowy z Ramionami itd.) z całą swoją niejednoznacznością, przypisaną do tej metody. Do tego sytuacja z oznaczeniami wg TFE na ogół staje się jasna pod koniec formowania się całej struktury, gdy z całego wcześniejszego spektrum wielu możliwych i dopuszczalnych oznaczeń, pozostaje ledwie kilka, spełniających wszystkie wymagania i warunki. I właśnie z taką sytuacją mamy teraz zdaje się do czynienia – wg mnie mamy na WIG20 taką oto, mocno już zaawansowaną w swoim formowaniu się, 7-falową strukturę spadkową typu abc-X-abc:

Bardzo podobny, choć krótszy czasowo układ widzę na indeksie S&P500 i kontraktach e-mini na ten indeks

Co prawda w obu przypadkach schematycznie narysowałem sugestię, jakoby dno z 12.05 na WIG20 i to z 20.05 na ES miały być mocnymi dnami, ale nie mogę wykluczyć ich głębokiego testu lub nawet jakiejś formy podwójnego dna typu W już wkrótce na kilku najbliższych sesjach. Nie podejrzewam jednak, by na obu indeksach istniał W TEJ CHWILI większy potencjał spadkowy, ze względu na fatalne wskaźniki sentymentu tak w USA, jak i w Polsce. Ten negatywny sentyment wymaga przepracowania przez rynek, a to osiąga się na ogół poprzez wystarczająco długie i mocne wzrosty, by część publiczności mogła uznać je za nową hossę. Tu jako przykład takiego pesymizmu złożony w jeden wykres kombajn kilku wskaźników sentymentu od Sentimentrader.com w odniesieniu do indeksu S&P500 – stan na zeszły tydzień:

Co sugerowałoby ewentualną sensowność tego mojego znaczenia? Oczywiście brak dywergencji na RSI dla WIG20 i słabość układów czasowych w dnie z 12.05 – to może wystarczyć na kilkanaście  czy nawet i 20 + parę sesji korekcyjnego odbicia, podobnych do tych z okresu listopad ’21 – styczeń ’22 czy luty-marzec ’22, ale uważam, że to zdecydowanie za mało na poważniejsze dno i po tych kilkunastu sesjach w górę  czeka nas powrót co najmniej w rejony minimum z 12 maja, jeśli nie odrobinę niżej. Do którejś z median (środkowych linii) tak narysowanych Wideł Andrewsa (okolice 1580-1630)? Przekonamy się wkrótce:

Możliwe też, że dno WIG20 na poziomie 1652.30 pkt okaże się mimo wszystko technicznie mocniejsze niż sądziłoby się z powyższego wykresu z Widłami, czy rozważań czasowych i wytrzyma jeszcze jedno lub kilka kolejnych uderzeń podaży – ono tylko pozornie wygląda na „wiszące w powietrzu”, bez poważniejszego wsparcia: gdy się uważniej przyjrzeć, okazuje się, że minimum z 12.05 powstało dokładnie w obszarze nie zamkniętej dotąd luki z początków listopada ’20 i również nie dało rady tejże luki zamknąć, formując się w jej wnętrzu:

Przypomnę tylko, że szczyt z października ’21 uformował się na nie zamkniętej dotąd luce z lutego 2018. Stare, nie zamknięte luki bywają bardzo ważne!!!!

Jak więc z powyższego widać, podejrzewam, że z poważniejszym dnem, kończącym strukturę spadkową, zaczętą na WIG20 w październiku ’21, możemy mieć do czynienia gdzieś w lipcu br., a po jego ewentualnym uformowaniu się, zacząć jakąś większą strukturę korygującą wzrostowo dotychczasowe spadki (niestety nie kolejną falę hossy – do tego daleko).

Możliwe, że stanie się to na tle tego, co niedawno zasugerował gubernator FED z Atlanty, Bostic, który widzi dwie podwyżki stóp po +50bp w czerwcu i w lipcu, a potem pauzę we wrześniu, by móc sprawdzić czy widać jakieś pierwsze istotniejsze oznaki hamowania inflacji. Ewentualne hamowanie inflacji w USA byłoby przywitane przez rynek bardzo dużą euforią – wielu zarządzających nadal uważa, że to nie jest większy Niedźwiedź, a jedynie korekta w hossie, spowodowana nadmierną inflacją, a FEDowi, wbrew faktom historycznym, tym razem uda się miękkie lądowanie (w ciągu ostatnich 60 lat FED zrobił to skutecznie tylko raz – w 1994 roku; w pozostałych przypadkach cykl podwyżek stóp zawsze prowokował w końcu recesję w USA) i tego typu dane inflacyjne przywitają intensywnymi zakupami na rynkach, nie tylko akcyjnych.

W ramach uzupełnienia – także na srebrze mamy kiepski sentyment, czemu trudno się dziwić, zważywszy na fakt przełamania silnego wsparcia trochę poniżej 22USD/oz. Zarządzający obecnie nie widzą specjalnie sensu kupowania tego metalu:

W dłuższym terminie widać, że sentyment na srebrze jest już bardzo zły, ale nadal nie fatalny:

Oba powyższe wykresy sentymentu dla srebra otrzymałem za pośrednictwem Topdowncharts. Com. Stan wykresów na końcówkę zeszłego tygodnia.

Wykresy WIG20 ze stanem na zamknięcie, 23.05.22 (z wyjątkiem jednego). Wykres ES – stan na 24.05 godziny poranne

To tyle ode mnie na dziś.

W tych kwiatach śliwy
nawet krowa zanuci
pierwszy wiosenny śpiew

Basho (ze zbioru Edoryoginshu, 1676)

Written by songmun

24 Maj 2022 at 14:31

Napisane w Uncategorized

Tagged with , , ,

To wygląda na falę B

44 Komentarze

Dziś będzie krótko

Te ostatnie wzrosty na srebrze wyglądają na falę B wg terminologii Elliotta. Dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi, wykres na końcu tego wpisu.

Zacznijmy od Kairos:

140 sesji od dna z 29 września 2021, pierwszej „nogi” w układzie podwójnego dna na poziomie 21,41 dobrze się rymuje z częściami setnymi (21).41. Do tego mamy 12 sesji od dna 24.045 do szczytu 26.115 czyli znowu ładny sygnał. Jest tego więcej, nie pokazałem, by nie zaciemniać obrazu: np. 311 sesji od szczytu z 1 lutego ’21, słynnej spekulacji WallStreetBets, ładnie rymujące się z (26).115 albo w dniach kalendarzowych 149 dni od szczytu 25.49 z 16.11.21. Jest też trochę ciekawych Kairosów na wykresach 240 i 360 min.

Ale gdyby to było tylko to, nie zawracałbym głowy. Jest coś znacznie więcej: mamy tu replikację liczby 38, którą pokazywałem w poprzednim wpisie (kto nie czytał, zachęcam do zajrzenia) w innym miejscu na wykresie:

37 dni, a różnica między szczytami 27.495 i 26.115 to 1.38 – znowu ładna rymowanka. Do tego wzrost z 24.045 do 26.115 przeliczony na ruch po spirali Square of 9 Ganna daje 37.21 stopni

Niestety wygląda to na koniec ruchu w górę. Oczywiście „test prawdę ci powie” – brak przełamania w górę 26.115 USD/oz na kolejnych 2-3 sesjach będzie potwierdzeniem tej interpretacji sytuacji.

Jeśli to się potwierdzi, to czeka nas co najmniej jedno zejście do okolic 24.05 USD/oz na kontrakcie SI a może nawet troszkę niżej, a cały układ w idealizowanym schemacie wyglądałby mniej więcej tak, z tą drobną różnicą, że nasza fala B znosi dokładnie 60% spadków od 27.495 do 24.045 USD/oz.

Istotne miejsca czasowe dla srebra: 24 -28 kwietnia, 2-5 maja (okolice posiedzenia FED), ale najsilniejsze wskazania dostaję na rejon 12- 16 maj.

Czy i jak któreś z tych miejsc z potencjałem zadziałają, przekonamy się wkrótce.

Życzę wszystkim Wesołych Świąt Wielkiej Nocy!

Samotny w twierdzy gór
Drzemię przy oknie.
To nie zwykła rozmowa odsłania Prawdę:
Ten zapach śliwek z ogrodu!

BANKEI (1622-1693)

Written by songmun

14 kwietnia 2022 at 23:34

Napisane w Uncategorized

Tagged with ,

Byki na metalach szlachetnych jeszcze nie odpuszczają

13 Komentarzy

Krótko o metalach szlachetnych.

Wygląda na to, że wczoraj, 29.03.2022 r. skończyła się 21 dniowa korekta na metalach szlachetnych.

Wczorajsza sesja zaowocowała długimi, dolnymi cieniami na złocie i srebrze, z w miarę ładnymi układami wg technik Ganna i Greenblatta.

Zacznijmy od srebra w układzie dziennym (sesje):

Mamy ładny squaring czasu między kolejnymi dołkami (38 sesji) ze stopniami Square of 9 Ganna (38.7 stopni). Przypominam- matematycznie oblicza się to tak:

  1. Bierze się pierwiastki kwadratowe z interesujących nas ekstremów
  2. Oblicza różnicę między tymi pierwiastkami
  3. Otrzymany w pkt 2 wynik mnoży się razy 180 stopni

Na temat teorii Square of 9 jest sporo materiałów w internecie, to jeden z szerzej znanych aspektów nauczania Ganna, nie będę więc tego wyjaśniać. Kto nie zna, zachęcam do samodzielnego zapoznania się.

Na dniach kalendarzowych mamy całkiem ładny Kairos Greenblatta:

Przyzwoita rymowanka 104 z częściami tysięcznymi na prawo od przecinka – (24).045

Również wykres 360 minutowy daje bardzo ładne układy, w których czas trwania ruchów dobrze rymuje się z procentowym stosunkiem niedawnych wzrostów i spadków: 62/63 i 159/160 nieźle „grają” ze sobą:

Podobny układ możemy znaleźć na 360 minutowym wykresie złota:

Tu również mamy podobnie jak na srebrze – 63,5% zniesienie ostatnich wzrostów ładnie rymujące się z 63 świecami korekty. Dodatkowo 178 świec od dna z końcówki stycznia 2022 rymuje się dokładnie z minimum 1778.8 USD/oz

Byki na złocie powinny trochę martwić się brakiem Kairosów w układzie dziennym między wczorajszym dnem 1888.3 USD/oz a najbliższymi mu poważniejszymi ekstremami: z 8 marca (2078.8 USD/oz) z 28 stycznia (1778.8 USD/oz) czy z 15 grudnia ‘21. Owszem, dostaję tu Kairosy z dużo wcześniejszymi ekstremami (np. z dwoma ekstremami z marca ’21) czy ze szczytem z 15 listopada ’21, ale wolałbym zobaczyć w układzie dziennym jakieś czasowe rymowanki z niedawnymi ważnymi ekstremami. Najświeższe ekstrema oddziałują znacznie mocniej.

Rzadko miewam takie obserwacje więc trudno wyciągać z tego jednoznaczne wnioski, ale wyraźnie widzę znacznie słabszy układ na złocie niż na srebrze. Gdybym miał się pokusić o interpretację, powiedziałbym, że teraz złoto powinno robić odbicie w ramach tzw. korekty płaskiej z górnym zasięgiem ograniczanym szczytem z 8 marca (2078.8) srebro zaś powinno poprawić swój szczyt z 8 marca (27.495 USD/oz), ale tak, jak mówię: mam zbyt mało wcześniejszych obserwacji tego typu, by być takiej interpretacji w miarę pewnym.

Na koniec dygresja, ale blisko związana z tematem: na wykresie nr 2 mamy Kairos srebra 104 dni kalendarzowe, liczony od dna z 15 grudnia ’21. Dno ma wartość minimum 21.41 USD/oz.

Odkładając w przód, typowo dla metody Kairos, 141 dni kalendarzowych od tego dna, dostajemy datę 5 maja 2022 jako potencjalnie istotną ( w istocie jest to przedział dwa dni plus i minus od tej daty, bo taka „niedokładność” jest dopuszczalna: czyli 3- 6 maj, 7 maj to sobota, a liczymy tu dni kalendarzowe, nie sesje). Przypomnę tylko, że 3-4 maja mamy kolejne posiedzenie FED, na którym wielu spodziewa się zaostrzenia podejścia w stosunku do łagodnego posiedzenia marcowego. Widać więc, że to posiedzenie ma szanse stać się istotnym dla notowań cen srebra.

Skaczący pstrąg widzi
kilka białych chmur
płynących w dole

Onitsura (1660-1738)

Written by songmun

30 marca 2022 at 10:49

Point de reveries

26 Komentarzy

„Point de reveries (messieurs)!” -żadnych mrzonek (panowie)! To słowa cara słowa Aleksandra II do polskiej delegacji, wyrażającej nadzieję, że car przywróci Królestwu Polskiemu autonomię, zabraną po Powstaniu Listopadowym.

Żadnych mrzonek (o hossie) proszę!

Zacznijmy od razu z grubej rury, od 2 najważniejszych w tym wpisie obrazków. Obrazek pierwszy: kraje, w których już doszło do odwrócenia krzywej dochodowości obligacji skarbowych:

Kto nie pamięta: odwrócenie krzywej dochodowości jest jak dotąd najlepszym znanym wskaźnikiem, zapowiadającym nadejście recesji w terminie od 3 do 24 miesięcy od chwili jego wystąpienia, termin ten zazwyczaj zależy od aktualnej sytuacji gospodarczej.

Pojawienie się w tym zestawieniu Ukrainy i Rosji nikogo chyba nie dziwi. Oczywiście recesja to w tej chwili najmniejszy z problemów Ukrainy, która jest tu poza wszelkimi kategoriami. Dalej mamy sąsiadów Ukrainy, w tym i Polskę, oraz Chile, Brazylię i Pakistan – tak, my też jesteśmy w gronie krajów, gdzie recesja raczej jest już w kartach w najbliższej przyszłości. Powód jest jasny: kombo czynników – ceny energii i surowców, inflacja i działania NBP.

Czy polskie Byki mnie słyszą? Czy widzimy, co nas czeka może już pod koniec 2022, a na pewno w 2023?

I żeby to było jasne: ewentualna recesja w Polsce, nawet mocna, to niewielka cena za to, że możemy normalnie funkcjonować obok krwawiącego kraju, któremu może się udać jeśli nie rozbicie rosyjskiego imperializmu (to byłby wariant najlepszy, niestety jest mało prawdopodobny), to przynajmniej zmuszenie go do cofnięcia się co najmniej na dziesięciolecie w celu wyleczenia zadanych ran.

USA niby wygląda jeszcze dobrze w tym zestawieniu, ale jak się przyjrzymy uważniej wykresowi różnicy rentowności 10 latek i dwulatek:

to zobaczymy, że mamy tu gwałtowne i silne opadanie w kierunku 0 i że niewiele potrzeba (jeszcze jednej podwyżki stóp przez FED i rozpoczęcia taperingu?) by krzywa się odwróciła.

Przejdźmy do rynków.

Na początek indeks WIG20 – tu mamy proste i jasne wybicie z głowy mrzonek o ostatniej fali impulsowej hossy, mrzonek, którym sam przez jakiś czas hołdowałem:

Wyraźny spadek poniżej poziomu szczytów z lipca sierpnia 2020 (niebieska elipsa pod różową linią) jednoznacznie wyklucza impulsowy charakter zwyżki z lat 2020-21 powodując, że musimy ją uznać za kolejną wzrostową trójkę ABC, podobną do tej z okresu czerwiec 2016 – styczeń 2018.

Mało tego: zauważmy, że w przeciągu zaledwie 4 miesięcy rynek zdążył już oddać ponad 56% wzrostów z okresu 2020-21. To praktycznie wyklucza ponowną próbę podejścia do okolic szczytu z października ’21, za to mocno zwiększa prawdopodobieństwo, że gdzieś w nieodległej przyszłości, za parę miesięcy, będziemy świadkami testowania przez WIG20 minimum z marca 2020. Na razie jednak chwilo trwaj: mamy odbicie, zaczęte zgodnie z wojennym wariantem powiedzonka „kupuj plotki – sprzedawaj fakty” czyli „sprzedawaj, gdy gromadzą armaty, kupuj, gdy już słyszysz ich huk”.

Prawdopodobnie rynek chce przetestować lub przynajmniej zbliżyć się do tej przełamanej, brązowej linii trendu. Już w poniedziałek/wtorek 21-22.03.2022 może tego próbować dokonać – w poniedziałek 21.03 o 17.00 czasu polskiego przemawia Powell, a ja na kilku rynkach indeksów akcyjnych mam sygnały, że okolica 21-24.03 może być czasowo istotna. Dodajmy tu dwie oczywistości: 21.03 mamy początek nowego roku giełdowego wg Ganna, a 23.03 – rocznicę dna Covidowego krachu 2020 na wielu rynkach, co też jest nie bez znaczenia.

Dopiero niedawno znalazłem czas na poważniejsze rzucenie okiem na Nasdaq100 pod kątem dłuższych Kairos’ów. No i niestety szczyt z 22.11.21 z maksimum 16 764.86 robi nam się bardzo poważny – proszę zauważyć grę z cyframi 64 i 86/87 na poniższym wykresie tygodniowym. Dochodzi tu jeszcze rymowanka z częściami setnymi dołka z 5.03.2021 -38/39:

Dla porządku dodam jeszcze, że w przypadku S&P500 mamy podobną, istotną rymowankę z dnem paniki Covidowej z marca 2020 czyli 2191.86 – szczyt z 4.01.22 na tym indeksie przypada 93 tygodnie po tym dnie, co się w miarę rymuje z (21)91. To niestety mocno uprawdopodabnia tezę, że także w USA mamy Niedźwiedzia. Co prawda dopóki NDX, wiodący w temacie, nie zejdzie zamknięciem poniżej poziomu 12 439 pkt możemy się na siłę nadal upierać, że to wciąż korekta przed wyprowadzeniem fali V, ale to byłby taki niezbyt mądry upór – rynek wraźnie zachowuje się niedźwiedzio, dusząc wszystkie próby wyjścia w górę, robione przez Byki akurat w miejscach, gdzie taki ruch poprawiałby cały obraz techniczny.

Zobaczmy, co słychać dla odmiany na ropie i ropopochodnych. Zarówno Brent

jak i Light Sweet Crude

nie pobiły jeszcze swoich historycznych szczytów z 2008 roku, choć są blisko

RSI dzienny

I tygodniowy

Ostatnio trochę się wychłodziły, ale dywergencji brak.

Jeff Greenblatt twierdzi, że dno z 15.03 na ropie Light Crude jest na tyle mocne, że powinien z tego wyjść co najmniej test szczytu z 7.03 jeśli nie coś więcej.

Przy okazji – ropopochodne, czyli olej opałowy nr 2:

Oraz benzyna bezołowiowa

Pokonały już swoje szczyty z 2008.

Podobnie zrobiła część metali przemysłowych. Absolutnym rekordzistą jest nikiel, wychodząc w 2 dni do ceny 101 tys. USD z poziomu 29 tys. USD, łamiąc po drodze swój szczyt z 2007 na poziomie 52,3 tys. USD ale to efekt wyciśnięcia krótkich pozycji dużego chińskiego producenta niklu przez grupę innych producentów.

Nie wyciskane Aluminium na London Metal Exchange wygląda tak:

A  miedź, choć ma za sobą już duży wzrost, zdaje się mieć ochotę na kolejny (ostatni już?) test od dołu tej czerwonej wewnętrznej linii trendu, prowadzącej kurs od początku lat 2000:

Właściwie tylko ołów i cynk nie pobiły jeszcze swoich szczytów z pierwszej dekady XXI wieku.

Podobnie zachowuje się ostatnio pszenica – to znowu żadne zaskoczenie: Rosję, największego producenta pszenicy na świecie, obejmą sankcje w sprzedaży zboża, z kolei sama zaś Rosja w ramach działań wojennych blokuje wywóz pszenicy z Ukrainy szlakiem przez Morze Czarne. Nie wiemy co będzie dalej z uprawą i zbiorami na Ukrainie:

Na razie kurs próbował wyjść ponad szczyt z 2008 roku, ale został (chwilowo?) zatrzymany. Akurat dzisiaj oglądałem krótki materiał filmowy od Elliott Wave International, w którym twierdzą, że to, co widzieliśmy obecnie na pszenicy to „fala trzecia w trzeciej”. Co prawda analiza dotyczyła odmiany czerwonej pszenicy z Kansas, handlowanej na tamtejszej giełdzie towarowej, ale oba wykresy są do siebie bardzo podobne. Jeśli ludzie z EWI mają rację, to na pszenicy może być bardzo nieciekawie dla świata w tym roku. Wstępnie, tak „na optykę” mi to nie pasuje, ale muszę się temu i samej pszenicy dużo uważniej przyjrzeć i spędzić nad wykresem kilka godzin, by móc cokolwiek sensownego powiedzieć

Podsumowując:

  1. Wygląda na to, że zmierzamy prostą drogą do globalnej recesji za kilka – kilkanaście miesięcy. Oczywiście będą jakieś wyjątki, ale główne ośrodki gospodarcze (USA, EU, Chiny, Japonia) zaliczą albo mocne spowolnienie, albo wręcz recesję. Polska niestety będzie w tej grupie.
  2. Coraz więcej wskazuje na to, że na rynkach akcji zaczął się Niedźwiedź. Są jeszcze jakieś cienie szansy w USA dla Byków, ale to naprawdę bardzo blade cienie. Na innych rynkach akcyjnych obraz jest znacznie gorszy.
  3. Surowce w większości mają za sobą silne fazy wzrostów i wyglądają na gotowe do szukania ważnych, długoterminowych szczytów. Brak tu dywergencji. Ale uwaga: rynki towarowe o wiele częściej niż rynki akcyjne robią istotne szczyty bez dywergencji. Siłą napędową wzrostów cen towarów w końcowej fazie Byka jest strach, że zabraknie lub podaż będzie zbyt mała, co może i często prowadzi do  hiperbolicznych końcówek hossy na rynkach towarowych i takie ruchy mogą nie dawać dywergencji.
  4. Podejrzewam, że jesteśmy blisko końca tej fali hossy na rynkach towarowych i w tym półroczu powinniśmy zobaczyć istotne szczyty na towarach.

Chodź, patrz
Na prawdziwe kwiaty
Bolesnego świata.

Basho

Written by songmun

19 marca 2022 at 22:51